Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rengiku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rengiku. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rengiku

Gdy zostałam sama, nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Kto do kurwy nędzy wpadł na taki gjenialny pomysł?!!!  Ściana zaprotestowała głucho, gdy z całej siły kopnęłam w nią.  Jak można było być tak głu... No jak to: jak? No to wszystko już jasne, radzę jej bardzo szybko spierdalać, inaczej "żyli długo i szczęśliwie" ominie ją szerokim łukiem. Z trzaskiem drzwi wyszłam z pokoju, zabierając ze sobą jeszcze Fenghuang i Kelpie. Ten drugi zadrżał aż z podniecenia, czując moją furię. Byłam w takim stanie, że nawet Waleczni byli na tyle rozważni, by na chwilę przystopować swoje rytualne walki, gdy przechodziłam obok nich. W końcu przeszłam starym, zapomnianym przejściem do przeciwległego skrzydła i bez trudu odnalazłam Katherinę.
- Wszyscy oprócz mojej siostruni won! - wrzasnęłam, a gdy odpowiedziały mi jedynie zdziwione spojrzenia, wyciągnęłam z pochwy katanę, a ta zalśniła niebezpiecznie, bardziej dla efektu, niż z autentycznej chęci rzezi niewiniątek.
- W porządku, zostawcie nas same - wyjąkała Katherina, nie wiedząc, co się dzieje. Gdy tylko drzwi się zamknęły i byłyśmy już same, podeszłam do niej na sztywnych nogach.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz, co?! Mało ci problemów, musisz nowe jeszcze fabrykować? - syknęłam, niechętnie chowając Keplie.
- Co? O czym ty... - zaczęła, ale nie miałam zamiaru pozwolić sobie na takie zachowanie.
- Cisza, teraz ja mówię - tym razem mój głos był cichy i wyprany z emocji. - Nie obchodzi mnie, co robisz z tymi swoimi wróżkami, możesz nawet nakarmić nimi Krakena, ale od moich ludzi ci wara, zrozumiano?! - wrzasnęłam, uderzając zaciśniętą pięścią w najbliżej stojące biurko. - Jeszcze raz dowiem się o takich wybrykach i obiecuję, że na postraszeniu się nie skończy.
- Ale o czym ty do cholery mówisz?! - wybuchnęła Katherina, a ja popatrzyłam na nią nieco zdziwiona. Nie spodziewałam się, by potrafiła mi się sprzeciwić.
- Księżniczka nie wie, o czym? - zakpiłam, odrzucając włosy za siebie. Mogłam wziąć gumkę, będą mi przeszkadzały w niedalekiej przyszłości. - O tym, że żaden normalny żołnierz nie wpadłby na pomysł, żeby kadeci pilnowali demona, czy czymkolwiek ta szczeniara teraz jest. A dzięki twoim genialnym pomysłom jeden z moich chłopców teraz...
- To nie byłam ja! - przerwała mi siostra, a jej oczy mówiły mi, że była to prawda. W takim razie, kto do cholery jasnej...
- Neesama, złe wieści - za moimi plecami pojawił się nagle Kage, a ja z nerwów niemal nie skróciłam go o głowę.
- Co zaś?... - wysyczałam.
- Ta opętana szczeniara zrobiła co jednemu ze świeżaków i uciekła. Widziałem, że w okolicy kręcą się twoi ludzie, wiec go zostawiłem, żeby przyjść ci zameldować - odpowiedział szybko i służbowo.
- Świetnie... Jakie pomysły, co teraz?

<Katherina? Wygonieni?>

sobota, 15 sierpnia 2015

Rengiku

- Kto znowu ma jakie problemy ze sobą... - mruknęłam do siebie, gdy usłyszałam pukanie, po czym głośniej już odpowiedziałam. - Wejść! - do pokoju weszli Keith i Sara. Chłopak przez chwilę popatrzył zdziwiony na Silyena, ale ostatecznie zmienił wyraz twarzy na bardziej obojętny.
- Nie widzicie, że jestem zajęta? - spytałam nieco ostrzej, niż planowałam. Ale miałam już naprawdę dosyć, że nikt nic nie potrafi zrobić w tej szkole sam.
- Tak, ale...
- ... ale mam z czystym sumieniem zostawić szkołę pod twoją opieką, jak co pięć minut muszę cię za rączkę prowadzić w byle pierdole? - przerwałam Keithowi zirytowana. Miałam nadzieję, że terapia szokowa zadziała kolejny raz, inaczej będzie to najgorszy rocznik od wielu lat.
- Ale przecież jeszcze nie wyjechałaś - zaprotestował Keith, ale nawet on chyba zdawał sobie, jak głupi to był argument.
- I to jest powód, żeby mi truć dupę, tak? - popatrzyłam na niego znacząco.  -Mówiłam, że oczekuję odpowiedzialności i mylenia. A póki co dostaję stado pięciolatków.
- Przecież nie mogę wszystkiego robić i wiedzieć sam...
- Więc znajdź sobie zaufanych ludzi, którzy to zrobią za ciebie - westchnęłam i włączyłam prąd w akwariach. Świetlówki trzasnęły przy włączaniu i wreszcie zapanowała jasnosć. - Ja ci muszę jeszcze szukać kolegów? - milczenie uznałam za przyznanie mi racji.
- Idziemy dalej... Sara. Wszyscy powiadomieni?
- T-tak - odpowiedziała niepewnie dziewczyna. Dlaczego ten dzień nie może się już skończyć...
- Cudownie. Konie zarezerwowane, racje żywnościowe zgłoszone na kuchni, a broń spakowana? - i tu pozytywne odpowiedzi się skończyły.
- Ale przecież nie mówiła nic... - zaczęła Sara.
- Do toalety też nie pójdziesz, jak ci nie powiem? Chyba logiczne jest, że z buta i o suchym pysku długo nikt nie pociągnie, zwłaszcza w pełnej zbroi. 
- Rengiku, ale to jest ważne! - zaczął Keith, a ja roześmiałam się tylko.
- Więc zamiast urządzać klub dyskusyjny ruszcie się i zacznijcie działać. Nie jestem kwoką, żeby was niańczyć. A wy macie swoje własne rozumy. Przynajmniej taką mam nadzieję. A teraz wynocha - zarządziłam nieco ostrzej. - Wszyscy - dodałam, zerkając na Silyena, gdy ten rozsiadł się w fotelu. Pozostawało mi jedynie mieć nadzieję, że moje słowa odniosły jakikolwiek skutek. A póki co obiektem moich westchnień było jedynie łóżko.

<Silyen? Sara? Keith?>

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rengiku

Znowu on...
- Zawsze tak uciekasz, gdy ktoś proponuje ci rozejm? - spytał takim głosem, jakby chciał wymusić na mnie poczucie winy. A ja musiałam oprzeć się o drzwi, żeby nie przewrócić się na ziemię ze śmiechu.
- Czemu? Nie polubiłeś Kage? - spytałam po chwili, gdy umiejętność mowy powróciła do mnie w dość znacznej części. - No wiesz co, a ja tak o ciebie dbam.
- Ty... moja matka mówi... - zaczął, zaciskając pięści, ale nie dałam mu dojść do słowa.
- A moja nie mówi. Również nie chodzi, nie skacze, nie robi obiadków. Jedyne, co robi, to leży i smakuje robalom - początkowo mój ton był wesoły, ale nim się spostrzegłam przeszedł w chłodniejszy od lodu, który towarzyszył mi od dziecka. Na te słowa Silyen już nie wiedział, co powiedzieć. Zlustrowałam go szybko i uśmiechnęłam się pod nosem. - Wchodź, nie potrzebuję widowni - rozkazałam, otwierając drzwi. Chłopak wykonał polecenie niepewnie, nie do końca wiedząc, czego się powinien spodziewać. Podeszłam do akwarium, a ryby zbiegły się momentalnie do mojej ręki.
- Na oknie stoi wiadro, jesteś w stanie mi je tu przynieść nie robiąc z pokoju Atlantydy? - spytałam, wysuwając nogą bliźniaczo podobne, z tym że puste naczynie z wężem ogrodowym wewnątrz.
- Co?... Może... Nie wiem, po co ci one? - spytał chaotycznie.
- A jak mylisz? Pomożesz mi w podmiance, to chyba oczywiste - prychnęłam, sięgając na palcach do skrzynki rozdzielczej, by wyłączyć prąd w zbiornikach.
- A ten twój kolega nie może ci pomóc? W ogóle, to w której klasie on się uczy?...
- Kage? Nie jest uczniem, tylko moim shinobi. A wszelkie kontakty jego z wodą kończyły się tragicznie dla obu stron - odpowiedziałam ze uśmiechem i przegoniłam gestem ręki skaczącą w moją stronę czarną bojowniczkę Mao. Zaczepy przytrzymujące pokrywę uniesioną zaskrzypiały, gdy niezdarnym ruchem ręki trąciłam jeden z nich, ale konstrukcja się utrzymała bez szkody. Wstawiłam w kąt dziurkowaną menzurkę i wsunęłam do niej węża. - Więc? - spytałam, zerkając w stronę chłopaka.

<Sil?>

sobota, 8 sierpnia 2015

Rengiku

No i plan w piz du! Mój wspaniały (!) plan, żeby zabrać tylko najpewniejszych i najlepszych ludzi poszedł się rąbać, bo co rusz z jakiś "ważnych powodów" doklejały się kolejne sieroty boże, którym trzeba będzie pilnować tyłka, zamiast skupić się na tym, co ważne.
- Dwie - powiedziałam w końcu, dla uspokojenia patrząc na płynne ruchy Kage.
- Co dwie? - spytał Sil, podchodząc krok do przodu.
- Dwie osoby, idioto - odpowiedział za mnie ninja. - Minimum, żebyście mogli ujść cało, w razie, gdyby co się stało. Ja bym dodał jeszcze maksymalnie trzy, bo czwórka to i tak już tłum - stwierdził mężczyzna, zsuwając się z pnia na stały grunt. - No, chyba, że ja mam się tobą zaopiekować, wtedy nie powinno być problemów, jeśli zostaniemy sam na sam - niemal nie parsknęłam miechem, widząc, jak mężczyzna zasadza się na swój kolejny cel. Nie wiedziałam, czy to dobrze, bo w końcu afera może skończyć u dragonira, ale póki co postanowiłam pozwolić Kage na zabawę. - Oczywiście, jeśli jesteś na tyle odważny - zagruchotał słodko Kage, podchodząc do Sila i obejmując go w pasie tak, jako robią to naprawdę czuli kochankowie. Chłopak zdębiał, a mi wreszcie powrócił humor. Przez chwilę nawet rozważałam, czy mężczyzna nie robił tego własnie w tym celu, bo zazwyczaj starał się unikać swojego "polowania" w mojej obecności.
- No, to ja was tu zostawię sam na sam, jesteś w dobrych rękach, Katherina mi nie będzie głowy suszyć, że narażam jej drogocenne kocięta na szaber - naprawę nie wiem, jakim cudem zachowałam poważny ton. - Ja mam jeszcze trochę papierologii do dokończenia, no i muszę przygotować akwarium przed wyjazdem. To życzę udanej nocy - uśmiechnęłam się szeroko i odeszłam szybkim krokiem.
Gdy w końcu weszła na piętro, gdzie znajdował się mój pokój, kto zaczepił mnie od tyłu. Nieco zdziwiona obróciłam się na pięcie.

<Sil, jak tam wrażenia?>
<Tajemniczy ktosiu?>

Rengiku

Zabawne. Nieszczęcia nie chodzą parami. One chodzą całą chmarą, i to w dodatku zawsze, jak zaczyna już być dobrze. Syn dragonira, Keith i do tego jeszcze Miguel. Sama nie wiedziałam, który z głupszym problemem. Kończyłam własnie nudny dla nas obojga monolog o papierkowych obowiązkach, gdy pojawił się ten trzeci.
- Rengiku! - krzyknął już z daleko, podbiegając. Wlokła się za nim Nao, ale wyglądała bardziej jak przyzwoitka niż realny partner do rozmowy.
- Później dokończymy, sprawdź, czy mi się kociak od Katheriny nie zgubił, bo mnie chyba zabije, jak stłukę kwoce jajko - powiedziałam szybko, znajdując Keithowi niezbyt ambitne zajęcie, ale wymagające odejścia chociaż na kawałek. Ja nie wiem, co to za kolejka jakaś...
- O co chodzi? - spytałam, gdy Keith już odszedł, a Miguel odzyskał dech.
- Znaleźliśmy Ayę - oznajmił, wciąż opierając ręce o kolana. Kiwnęłam głową, żeby kontynuował. - Izaya i Inori stwierdzili, że chcą ją złapać, w ostatniej chwili powiedziałem, żeby poczekali na twoją decyzję - powiedział szybko, a ja żałowałam, że nie mam przy sobie sznura na tyle grubego, żeby udusić co poniektórych.
- Przepraszam, mógłby powtórzyć, co mój ulubieniec i jego nowa bratnia dusza wymyślili? - spytałam, nie kryjąc irytacji. Za moimi plecami pojawił się Kage, płosząc dwójkę uczniów i zachichotał, widząc mnie w takim stanie. Podejrzewał, że to na wskutek praktyki, mówiącej, że będzie miał w niedługim czasie zadanie ciekawsze od tropienia.
- No Izaya powiedział, że możemy złapać tą dziewczynę, a Inori nam pokazała, jaki ma plan. Z tym, że dla mnie, to on trochę za naciągany jest, żeby mógł przejść - powiedziała Nao, widocznie zachęcona moją reakcją. - No bo w końcu nie wiemy, co ona umie, nie?
- Bogowie, chwała niech wam będzie wieczna i cześć! Chociaż jedna myśląca osoba w tym stadzie baranów - wzniosłam teatralnie oczy do góry.
- Czemu nie, Nee-sama - zaśmiał się Kage, podchodząc bezszelestnie do mnie i opierając podbródek na moim ramieniu. Zbyt dobrze znałam jego kronikę podbojów miłosnych, żeby do tego przywiązywać jakąkolwiek uwagę. Zwłaszcza, że to nie ja byłam tutaj zagrożona, a blondyn przede mną. - U żółwi z powodzeniem działa selekcja naturalna, to czemu by miała i teraz zawieść - uśmiechnął się złowieszczo, a jego oczy zabłysnęły niebezpiecznie nawet jak dla mnie.
- Jaka selekcja naturalna? - spytała z obawą w głosie Nao. Widać było po niej, że nie przywykła do ostrego języka osób na co dzień żyjących na granicy życia i śmierci. Ja, niestety, tak.
- Kage, mimo wszystko,  naszej szkoły nie stać na taką ilość pogrzebów w krótkim czasie, pomyślałbyś przez chwilę o moich finansach - stwierdziłam, czym wzbudziłam niepokój również i u blondyna. - Jak słyszeliście, moje zdanie na ten temat jest jedno i nie do pertraktacji. A co zrobicie, to już wasza sprawa. W końcu podobno nadałam sobie prawo decydowania samozwańczo i nikt nie ma obowiązku mnie szanować, a już tym bardziej słuchać. Jestem żołnierzem, a nie niańką - strzepnęłam ręką głowę mężczyzny ze swojego barku. - Tyle ode mnie, możecie odejść - odwróciłam się na pięcie i zawahałam przez chwilę. - Acha, Miguel, dobrze znasz tą szczeniarę?
- Trochę. To siostra Hiro, widywałem ją, jak przychodziłem do niego. A co?
- Jutro cię widzę razem z innymi z grupy wypadowej. O ile dobrze pamiętam, to walczysz kibo, zgłoś się do Luftwaffe, jak ci nic nie znajdzie, to będziesz bezpośrednio pode mną. To wszystko - tym razem skończyłam już definitywnie i odeszłam, zostawiając dwójkę uczniów samych. Kage jeszcze podszedł do Miguela i coś mu szepnął na ucho, ale ostatecznie podążył za mną. - To teraz Keith... - mruknęłam do siebie niezadowolona. Znalazłam go w towarzystwie Silyena, dyskutowali o czym zawzięcie.
- Dowódca na pokładzie! - zaśmiał się Kage i z teatralną gracją wskoczył na zwalony pień drzewa, obrócił przez nogi i usiadł, zakładając noga na nogę i zaczynając czyścić swój czarny sztylet.
- Oh, Rengiku. To... potrzebujesz jeszcze co ode mnie? - spytał Keith, poprawiając koszulę.
- Większość już ci powiedziałam, więc tylko jedno - zrobiłam krótką przerwę i odetchnęłam. - Masz pamiętać, że jesteś dowódcą karnych żołnierzy, cokolwiek by ci Katherina nie opowiadała, rozumiesz? I masz tak się zachowywać, żadnych "może tak, może nie", żadnego matkowania, proszenia i pertraktowania. Czarne, białe, rozkaz wykonany i koniec. Może i jesteś tu tylko tymczasowo, ale to nie zmienia faktu, że niesubordynacja wobec ciebie jest niesubordynacją wobec mnie, a ja nie pozwolę sobie na to, żeby ktoś mnie ośmieszył, zrozumiano? Acha, jeszcze jedno. Dowódca może i popełnia błędy. Ale dowódca ma zawsze rację, zapamiętaj to sobie - powiedziałam stanowczo i na znak zakończenia swojej rozmowy obróciłam się do Silyena.
- Dobra, kolejka idzie do przodu, teraz ty. O co chodzi? - spytałam, a umysł we wredocie swojej podsunął mi niedawny obraz z korytarza. Miałam nadzieję, że zachował to dla siebie...

<Miguel, Nao? Keith? Sil?>

środa, 5 sierpnia 2015

Rengiku

Przecież prosiłam ich, żeby się do mnie dzisiaj jeszcze zgłosili... No nic, Ganimedesowi potrzebne są jedynie klucze, a Keith prędzej czy później nie będzie miał zbytniego wyboru. No nic, mam nadzieję, że im się przypomni. Włożyłam klucze do kieszeni, żeby przy najbliższej okazji włożyć je komu w rękę ze spychotechnicznym rozkazem spaceru na Arenę.
- Idziesz? Zrobimy obchód po moich ludziach i zbierzemy kilku najlepszych wojowników, żeby nam pomogli. Przyzwyczajaj się, możesz potem z nimi pogadać, żebyś wiedziała, z kim pracujesz od jutra - stwierdziłam krótko i bez czekania na odpowiedź rozpoczęłam swój obchód. Przechodziłyśmy właśnie przez najwyższe piętro, gdy w moim kierunku poleciała wypuszczona strzała z kuszy. Zrobiłam unik i złapałam ją w locie tuż przed twarzą Sary, uśmiechając się w duchu, że tak szybko znalazłam swój pierwszy cel.
- Luftwaffe, jak miło, właśnie o tobie myślałam! - uśmiechnęłam się szeroko i podeszła do chłopaka o ciemnej skórze i białych włosach. Na mój widok odwzajemnił uśmiech. Luter, potocznie zwany Luftwaffe był uczniem najstarszego rocznika, obecnie jakimś cudem jedynie na randze B, ale i tak uważany za najlepszego długodystansowca. Jego pochodzenie nie było do końca wiadome, ale co nieco do powiedzenia miały geny słowiańskie, nordyckie i egipskie. - Nie masz za wiele do roboty, hę?
- A co, masz dla mnie fuchę? - spytał z drapieżnym błyskiem w oku. Jak ja to lubiłam... - To dla ciebie porzucę wszystko, nawet swe nędzne życie - stwierdził z dworskim ukłonem. Zachichotałam.
- No, już już, bo mi spłoszysz kociaka. Potrzebuję kilku ogarniętych ludzi do polowania na tą smarkulę od artefaktu. Jesteś zainteresowany, prawda? - chłopak tylko przytaknął. - W takim razie znajdź sobie jeszcze kilku ludzi do pomocy na tyłach, maksymalnie czwórkę.
- Tylko łukowate, tak? - spytał, uściślając, a ja kiwnęłam głową.
- Resztą zajmą się inni, ciebie potrzebuję za swoimi plecami - potwierdziłam i spojrzałam z ukosa na Sarę. - No, to teraz szukamy ciężkozbrojnych, jakieś pomysły? - spytałam, chcąc wybadać, jak dobrze zdążyła poznać starsze roczniki.
- Może Rasul w drugiej klasy. Wydawał mi się porządny - stwierdziła, a ja kiwnęłam głową z uznaniem.
- O Rasulu też myślałam. Ale  nie jako o przywódcy, nie wszyscy go posłuchają. Znasz Małego? Jakieś metr dziewięćdziesiąt, szeroki w barkach, posługuje się głównie dwuręczną chabetą - dziewczyna niepewnie kiwnęła głową. - No, to pierwsze bojowe zadanie masz, znajdź mi go i każ zabrać się jutro razem z Rasulem i jeszcze jednym chłopakiem o podobnym profilu. A ja idę szukać mojego ukochanego ninja - oznajmiłam, zostawiając dziewczynę samą sobie. Przeszłam do ogrodu, gdzie spodziewałam się zastać Kage. A właściwie to miałam nadzieję, że on zastanie mnie. Zabrało mi to mniej, niż sądziłam.
- Mnie szukasz, Ren-neesama? - spytał za moimi plecami, zeskakując z wysoko położonej gałęzi, a mimo to nie robiąc prawie żadnego szumu. Obróciłam się, niezadowolona z własnej niedyskrecji.
- Owszem, mam zlecenie - oznajmiłam.
- Ren-neesama ma zlecenie, ja słucham - stwierdził, przyklękając na jedno kolano, jak niegdyś robili to ninja wobec swoich zleceniodawców. - Jakiś kociak jest nieznośny i trzeba załatwić go po cichu? - spytał, a mi od razu w głowie nasunęło się jedno imię...
- Co? Nie, to innym razem. Póki co potrzebuję zaufanego człowieka do wytropienia mi tej zarazy, co niszczy porządek mojej szkoły - stwierdziłam i podeszłam do Kage, kucając. - Mogę na ciebie liczyć, prawda? - spytałam, przejeżdżając palcami delikatnie po szyi i brodzie chłopaka. Ten tylko uśmiechnął się szeroko.
- Ekhem - nagle ktoś odkaszlnął za moimi plecami. - Nie przeszkadzam czasem w schadzce? - spytał, a niemal na głos przeklęłam.
- Nieuzbrojony, za dużo nie słyszał, z resztą dopiero co przylazł od strony jeziora - usłyszałam cichy szept Kage z ledwo poruszających się ust.

<Tajemniczy gościu? Sara?>

piątek, 31 lipca 2015

Rengiku

- W takim razie wszystko ustalone - oznajmiłam. - Keith, zostawiam ci wszystkich pierwszaków, razem z Earlem sobie poradzicie. Ja biorę starsze roczniki. W razie czego zostawię ci upoważnienia i namiary na siebie, ale chcę, żebyś pociągnął to sam. Jeśli znajdziesz do końca dnia kogoś, kto miałby ci pomóc, to możesz do mnie przyjść z propozycją. Wszystko, co potrzebujesz wiedzieć znajduje się tutaj, Earl z resztą też pewnie większość pamięta z pominięciem szczegółów lub cudzej działki. Szczegóły potem na osobności ci podam. A z tobą - wskazałam gestem głowy na Sarę. - dogadamy się już w drodze, nie ma co sobie zaprzątać czasu. Jakieś pyta... acha, jeszcze to - mruknęłam, wyciągając z kieszeni pierścionek i rzuciłam go Katii, która złapała w ostatniej chwili. - Chcę mieć to jak najszybciej zbadane. Jak nie zdąrzysz dzisiaj, to wiesz, jak ze mną rozmawiać. To chyba już wszystko, jakieś pytania? - skończyłam i sięgnęłam po kubek niedokończonej latte.

<???>

czwartek, 30 lipca 2015

Rengiku

- No dobra, to teraz tak: Ganimedes, ty kontrolujesz zwierzęta, o ile pamiętam, tak? - chłopak przytaknął, nieco zdenerwowany, że to on poszedł na pierwszy ogień. - Potrafisz kilka na raz?
- Nie, tylko te kilka moich - odpowiedział, z nieznanego mi powodu zawstydzony.
- No nic, zawsze co. Chciałabym, żeby zajął się opanowaniem zwierząt treningowych. Przy Arenie będzie strażnik, symurg Kiryuu, więc w razie czego cię obroni. Chcę, żeby wykorzystał zawartą tutaj wiedzę i przypomniał im, że są oswojone i nie tylko do walki się nadają. Ogary do tropienia, może znajdzie się co na tyle łagodnego, że uda się przećwiczyć do towarzyszenia słabszym uczniom podczas patrolu jako ochrona, zaplecze magiczne i tak dalej.
- Earl już się zebrał z Egzorcystką - przerwał mi Ray. Jak dotrze, to pewnie będzie mógł pomóc, w końcu nawet hydra go tolerowała względnie dobrze - kiwnęłam głową na znak, że przyjęłam.
- To jak, zajmiesz się tym? - skierowałam wzrok na Ganimedesa. Ten wziął głęboki oddech i w końcu kiwnął głową.
- Spróbuję, ale nic nie obiecuję.
- Świetnie. W takim razie jak skończymy, to pójdziesz ze mną do pokoju i dam ci klucze od Areny. Co dalej... Katherina. Masz ogarnąć swoich ludzi i zebrać ich. Patrole w nocy są bezsensowne, a od jutra i tak przestaną być potrzebne na dłuższą metę. Masz ich przeszkolić i zorganizować. Potrzebuję tutaj szybkiego obozu medycznego, zaplecza magicznego i tak dalej. Jak znajdziecie coś w archiwach, pewnie też się przyda. Jeżeli któryś z uczniów będzie wolał zostać przy swojej parze, nie mam zastrzeżeń, o ile ma podstawowe pojęcie, co robi - dziewczyna przytaknęła krótko, nie widząc większego powodu do sprzeczania się. - Dalej, potrzebuję jedną osobę, która zostanie tutaj i będzie koordynowała pozostałych w szkole Walecznych i jedną, która mi pomoże przy grupie wypadowej. To kto co bierze? - popatrzyłam wyczekująco na Keitha i Sarę.

<Keith, Sara? Dogadacie się?>
<Ganimedes, Katherina, jak przyjęcie dyspozycji?>

sobota, 25 lipca 2015

Rengiku

Zaraz mnie szlag... chwila! Niemal zaśmiałam się w duchu z samej siebie. Ze mną naprawdę dzieje się źle, skoro nie zauważyłam tak prostej sztuczki. Ten sukinkot celowo mnie podpuszczał, żeby zmarnować czas wszystkich i przy okazji skłócić, doprowadzając do zupełnego braku karności. Chce sie bawić? So be it! [ang. niech tak będzie]
- [...] To czy się dogadamy, to już twój wybór. Ale ja nie mam zamiaru tracić tutaj czasu na bezmyślne wkuwanie wiedzy, która i tak mi się teraz nie przyda - on sobie chyba żartuje.
-   Ależ oczywiście, że się dogadamy - uśmiechnęłam się szeroko, niczym przed wojną. - A konkretniej rzecz biorąc, albo opuścisz tą salę w trybie natychmiastowym, albo rozpocznie się polowanie.
- Ren-chin, ty chyba nie mówisz o... - wtrącił się Ray, ale uciszyłam go uniesioną do góry ręką. Teraz to ja musiałam skończyć sprawę, inaczej pociagnie za sobą konsekwencje nie do opanowania.
- Mówię dokładnie o tym, co słychać. Earl sam powiedział, że niekarny żołnierz potrafi wybić wszystkich swoich dookoła, tak? - spojrzałam wymownie i nawet Inkwizytor nie chciał się ze mną wdawać w kłótnię. Widziałam, że Earlowi za nim błyszczą oczy z zadowolenia.
- Liczę do trzech i wypuszczam z klatek wszystko to, co dla ciebie jest bezużyteczną wiedzą. I zaręczam, że to już nie będzie bezmyślne.
- Phe, znowu myślisz, że cię będę słuchał, bo ci się to należy, co? Nie jesteś pępkiem świata i nikt nie ma obowiązku traktowania dziewczynki bez argumentu na poważnie. Wkopujesz się każdym swoim kolejnym słowem.
- Jak śmiesz tak mówić do przełożonej! W Inkwizycji za takie coś już dawno byłby stry... - Earl ponownie stracił kontrolę nad emocjami, a ja widziałam po Ray'u, że uznał za bezpieczniejsze usunięcie się w bok i obserwacja.
- Milczeć,Acer! - wrzasnęłam, przerywając w pół słowa. To już się robiło pozbawione jakiegokolwiek sensu. - Przypominam, że na terenie szkoły to ja tu sprawuję władzę zwierzchnią choćby i nad papieżem, o ile nie ma mojego ojca. Z Inkwizycją lub nie, jutro tworzę grupę śledczą bez względu na waszą zgodę. Odzew? - Earl wydawał się być zdeezorientowany, że podniosłam na niego głos.
- Przecież to szal...
- Odzew?! - tym razem huknęłam tak głośno, że zwróciłam na siebie uwagę nawet Keitha, do tej pory przeglądającego jakiś notatnik. I w tym momencie musiała się oczywiście wtrącić moja kochana siostrunia... jedynym plusem tej sytuacji było pozbycie się tej nieprzewidzianej i mało śmiesznej atrakcji. Gdy w końcu wyszedł, odetchnęlam głośno.
- Jeżeli jeszcze ktoś ma zamiar robić taką szopkę zamiast zająć się czymś poważnym, to lepiej, żeby wyszedł jak najszybciej. Kto zostanie, tego uznam za zdecydowanego na objęcie dowodzenia aż do samego końca i powiem, co planuję. Od razu mówię, że nie będzie to ani przyjemne, ani zyskowne. Więc? - spytałam, patrząc po zebranych wyczekująco.

<Ganimedes? Keith? Katia?>

środa, 22 lipca 2015

Rengiku

To chociaż tyle się wyjaśniło. Wstałam i podeszłam do okna.
- Keith, do mnie. W jakiej odległości od szkoły jest tamto auto? - spytałam, wskazując na srebrnego sedana. Chłopak podszedł, chwilę liczył coś, po czym odpowiedział:
- 123 metry plus minus dwa - kiwnęłam głową.
- Zatushi, co ile metrów są rozstawione schody na stadionie? - zaległa chwila ciszy, którą przerwał dopiero Ray.
- Co pięćdziesiąt pięć, szerokie na pięć metrów, główne na piętnaście - wyrecytował nieco znudzonym głosem. - To podstawowa informacja, nie da sie dowodzić innymi bez znajomości topografii - dodał z lekkim wyrzutem.
- I dlatego właśnie nie mam zamiaru ryzykować życia podległych. Won! - wskazałam sztywną ręką na drzwi.
- Słucham?! - chłopak wydawał się być zdziwiony, że 'miałam czelność krytykować wielkiego wojownika'.
- O, i jeszcze głuchy - na monitorze pojawił sie Earl, tachający jakieś pudła. - Ignorancja jest niewybaczalna, ale niesubordynacja podlega już pod sąd polowy - zaśmiał się sucho.
- Ty sobie chyba żartujesz! Na co niby miałyby mi takie pierdoły być potrzebne, co?
- Na to, szczeniaku, żeby potem być w stanie cokolwiek zrobić. Myślisz, że zawsze na ciebie poczekają, aż sobie wszystko pooglądasz? Powinieneś znać na pamięć wszystko i po ciemku, pijany i z obtłuczonymi żebrami potrafić wszystko znaleźć bez chwili zawahania. Nie mówiąc już o walce w każdych warunkach, czy szpiegowaniu kogokolwiek w absolutnej ciszy. Ren, skąd ty wytrzasnęłaś takiego pajaca, co? - widziałam po Earlu, że gdyby był na miejscu, szkolne klepsydry powiększyły by się o tę jedną. Nie dziwiłam mu się. W końcu na co dzień ledwo uchodził z życiem mimo największej ostrożności.
- Jak już mówiłam, albo stąd wypieprzasz, i to w podskokach, albo ja ci pomogę w tym procederze. Moi ludzie to nie twój poligon doświadczalny 'uda się, albo nie uda'.

<Izaya?>

Rengiku

- Szukać dalej tu, czy znaleźć inne miejsce? - kolejne inteligentne pytanie od inteligentnych ludzi.
- Róbcie, co chcecie, bylebyście mi nie przeszkadzali - stwierdziłam beznamiętnie i wyszłam. Ja nie wiem, jeszcze chwila i będę wysłuchiwać pytań "Powinienem się podetrzeć, czy od razu naciągnąć gacie?". Wyszłam w biblioteki i przeszłam skrótem na czwarte piętro, a potem na strych. Nie odczuwałam potrzeby maskowania się, toteż najpierw wyładowałam resztki wściekłości na pancernych drzwiach.
Gdy weszłam, pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to absolutny brak kurzu. A poza tym, śpiący cieć na MOJEJ kanapie.
- No dobra, po pierwsze: kto tu sprzątał? - spytałam, nie pozbywając się jeszcze do końca agresywnej nuty. Mój błąd.
- J-ja - rękę podniósł blondyn, który gdzieś już mi się wcześniej przewinął.... Ganimedes. Wyglądał, jakby rozwarzał, czy musi uciekać, czy jednak jak się tylko rozpłacze, to wystarczy.
- Nie wiem, jak tu sprzątałeś... ale jak będzie ci się nudziło, to możesz wbijać do mnie nawet bez pukania - stwierdziłam lekko i na szczęście to podziałało. - No, tylko mi zostaw akwarium w spokoju, bo w pięć minut wszystko odmulisz, a ja potem nie będę miała zajęcia dla siebie. Po drugie, klucze znalezione? - spytałam i odpowiedziało mi zdawkowe kiwnięcie dwóch głów. - A po trzecie, kto temu menelowi pozwolił wleźć na moją kanapę, w dodatku z butami? Bo jak rozumiem już wszystko przeczytał, wszystko wie i mu jeszcze czasu zostało, więc to z tego przemęczenia - tu nie zamierzałam być taka miła. A jako, że odpowiedziała mi głucha cisza zmącona wymownym chrząkaniem, sięgnęłam po starą, sprawdzoną metodę. - Dobra, ktoś tu umie robić Mocca Latte, czy ja się muszę grzebać?
- Ja odpadam, nie pijam kawy - od razu stwierdziła Katherina. Jak zwykle, grzeczna, poukładana i od niczego nie uzależniona.
- Ja tylko czarnuchę potrafię - dodał Keith, a na odpowiedź Ganimedesa nawet nie czekałam. Podeszłam do "kuchni", wyciągnęłam trzy highballe żaroodporne, nastawiłam kawę i rozpoczęłam przygotowania. Po jakiś dziesięciu minutach aromat w całym pomieszczeniu był taki, że nawet trupa bez nosa by obudził. Oczywiście, w mojej szklance wylądował, oprócz kawy, lekki rum. Rozsiadłam się w głębokim fotelu przy stoliku i gestem zaprosiłam pozostałą trójkę.
- No, to do czego już doszliście? - spytałam, biorąc pierwszy łyk, po czym rozłożyłam tablet na stole i włączyłam wideorozmowę.

<Wrażenia?>

niedziela, 19 lipca 2015

Rengiku

Syn Whitmore'a? No tak, to by miało jakiś sens. Westchnęłam głęboko, starając się opanować jak najbardziej przy Ray'u. 
- Czego ode mnie chcesz? Mówiłam chyba, żeby nie szwendać się samemu.
- No, ale... - zaczął chłopak i nagle skończył mu się zasób słownictwa.
- Ale co? - starałam się za wszelką cenę nie podnosić zbytnio głosu.
- Razem z Seo i Hirokim przeszukiwaliśmy bibliotekę. I wtedy znaleźliśmy jakiś pierścionek, wydaje nam się, że to dość ważne.
- Możesz opisać ten pierścionek? - poprosił Ray zanim ja zdążyłam cokolwiek powiedzieć.
- No... taki srebrny, z czerwonymi oczkami, czuć od niego było magię - stwierdził w końcu. Widziałam, że nawet Ray był trochę rozczarowany dokładnością opisu.
- W każdym razie, sprawa robi się zbyt poważna. Ray, dasz radę mi tu kogoś przysłać? Najlepiej Egzorcystę, bo to opętanie w ogóle mi się nie podoba...
- To może Cindy i ja, co? Dawno nie miałem jak walnąć Ren-ko o deski dojo - ucieszył się Earl. Nie widziałam go na monitorze, ale byłam pewna, ze cały czas gdzieś tam się włóczył po drugiej stronie kamerki.
- Cindy jest dopiero na praktykach - zaprotestował Ray, ale zauważył równie szybko, co ja, że właśnie przegrał tą walkę.
- I właśnie dlatego powinna zdobywać tą praktykę. Poza tym, pozna lokalne zaplecze edukacyjne, a ja i dziewczyny na pewno damy sobie radę, co? - nie musiałam widzieć Earla, żeby wiedzieć, jaka była jego mina.
- Przegłosowany, Ray - westchnęłam krótko. - No nic, wy tam się dogadajcie, a ja idę zobaczyć, co to za rewelacje mają. No i widzimy się za jakiś kwadrans w strategicznej - uśmiechnęłam się szeroko.
- Otwarłaś Komnatę Tajemnic? - teraz Earl już nie wytrzymał i wychylił się zza monitora do kamerki. Za czasów jego nauki, to właśnie Earl był gospodarzem, który zapewniał odpowiednie nakłady kawy i paluszków średniosłonych. A potem wejście kogoś spoza S+ zostało zakazane.
- Za kwadrans - powtórzyłam ze śmiechem i rozłączyłam się. - No, to idziemy - zarządziłam, machinalnie zmieniając ton na służbowy.

<Silyen? A co u reszty?>

sobota, 18 lipca 2015

Rengiku

- Ej, mi możesz powiedzieć. Czasem zwierzenie się komuś nieznajomemu naprawdę pomaga -  świetnie, jeszcze tego mi teraz brakowało.
- Dosyć - wyszeptałam, ale wątpię, żeby to usłyszał.
- Słucham?
 - Powiedziałam dość! - tym razem już krzyknęłam, gwałtownie wstając. Jak ja mogłam pozwolić, żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie... Przeniosłam ciężar ciała z niedawno rannej nogi. Mimo wszystko, wciąż przypominała o sobie.
- Hej, spokojnie, tak? - chłopak też wstał i wyciagnął rękę chcąc mnie wyraźnie dotknąć, być może nawet przygarnąć i przytulić. Czyli zrobić ostatnią rzecz, na jaką mogłam sobie pozwolić. Może i to spotkanie było nad wyraz wstydliwą terapią szokową... ale terapią skuteczną.
- Kazałam chyba wszystkim trzymać się w grupach i nie opuszczać swoich obszarów - stwierdziłam sucho, na szczęście już wystarczająco opanowana, żeby zdążyć się ukryć na tą fasadą.
- Uciekanie od problemu w niczym nie pomoże - powiedział nieznajomy chłopak, starając się, by jego głos był jak najbardziej miękki i uspokajający. Nie cierpiałam takich ludzi, gubiłam przy nich wypracowane latami zachowania. Przystanęłam, a moje dłonie same zacisnęły się w pięści. Obejrzałam się przez ramię i przez ułamek sekundy wydawało mi się, że widzę kolegę mojego ojca - Garego Whitmore'a, Inkwizytora pierwszej kategorii. Zamrugałam szybko i to wrażenie zniknęło, chociaż muszę przyznać, że chłopak nieco przypominał Dragonistę. - Po prostu zaufaj mi powiedz, o co chodzi...
https://31.media.tumblr.com/749c273a14365f061399b15d1b9bbfb7/tumblr_inline_n5g1rwiFIA1rawf7b.gif- Dość tego! - nie wytrzymałam, moja ręka powędrowała automatycznie, zamrażając powietrze w zasięgu kilku metrów. Białowłosy nie zdążył do końca uskoczyć i jego buty i dolne części nogawek pokryły się grubym szronem. Wyglądał na naprawdę zszokowanego. Zakryłam usta dłońmi i zrobiłam krok w tył. Ostatnim razem moja kontrola nad żywiołem aż tak bardzo zniknęła bardzo dawno temu, nie byłam sobą i bardzo mi się to nie podobało. A najgorsze było to, że nie miałam na to najmniejszego wpływu. - Spieprzaj stąd jak najszybciej, kolejnym razem nie będę taka miła - syknęłam, starając się bezskutecznie ukryć rozpacz.
Odbiegłam do pokoju, wleciałam do środka i przypadłam do szyby akwarium oddychając ciężko. Jakie to szczęście, że nic mu sie nie stało podczas całego zamieszania. Do szyby tuż przy mojej twarzy podpłynął Wergiliusz i nastroszył się najmocniej, jak potrafił. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam wodzić palcem do szybie, przyglądając się podążającej za szlaczkiem rybie.
Po chwili udało mi się opanować na tyle, że wygrzebałam swój tablet i włączyłam wideorozmowę. Na wyświetlaczu pojawił się poddenerwowany Ray. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że mężczyzna nie dostał jeszcze informacji, co się stało wcześniej.
- Ray? Przyślij mi tu kogoś jak najszybciej. Błagam, ja tego nie pociągnę... - niemal wyłkałam. Ktoś zapukał do moich drzwi...

<Ktosiu?>

Rengiku .

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgGS4axUYWEupaLlMoWheg8lnJXahP7f4_WaeIwVxmpUIHL7EG7q6ozTgH38iM0tbfZatkwFWHCVEfMTucnvkbL8oty9VUktzGqtj322TkyxELCguCYT5eZacpYDyzMbkb3T-cm5yoiipU/s1600/nix_map_room.jpgNo to będzie ciężko... Co za barda matołów! Dlaczego nikt tutaj nie wie, kiedy odpuścić sobie szczeniackie wybryki i skupić się na pięć minut? W końcu udało nam się dojść do Perły Walecznych, Komnaty Tajemnic, Loży Wybranych, Włościach Szkarłatnej Królowej, czyli mówiąc językiem bardziej prozaicznym - sali strategicznej akademii, usytuowanej na strychu środkowego skrzydła, idealnie nad klasą Historii Magii. Swoją drogą, gdzieś w podłodze jeszcze było ukryte przejście do sali pod stopami, ale sama niezbyt pamiętałam, gdzie dokładnie. 
Pewnym krokiem przeszłam po krótkim, szorstkim dywanie, ściągnąwszy uprzednio buty przy wejściu. Był to stary zwyczaj, zaczerpnięte ze wschodniej tradycji przekonanie, że podczas treningu, bądź to ciała, czy umysłu, wojownik powinien pozostawać w bezpośrednim kontakcie z ziemią, która daje stabilizację i czysty osąd. Oczywiście nikt tego nie traktował na poważnie pod względem ideologii, ale przynajmniej podłoga pozostawała we względnej czystości przez dość długi czas.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/62/32/5d/62325dd61ea1a73aed54357acdb2821f.jpgPodeszłam do stolika decyzyjnego. To aż cud, że nie stały na nim nieumyte kubki po kawie popijanej podczas rozmowy o "predyspozycjach" Ivy z młodszego rocznika, czy ostatniej gafie Jacka. Pomieszczenie to, poza typowo decyzyjnym charakterem najlepszych strategów szkoły, stanowiło wówczas swego rodzaju klub dyskusyjny dla dopuszczonej do poznania "cudownej lokacji" śmietanki, było salonem dla znudzonych lekcjami młodych mężczyzn. Nie oznacza to, że nikt nie pracował, regały zawalone były taktykami i schematami chyba na każdy temat, który dotyczył obronności placówki szkoły, włącznie z pełnym katalogiem kwiatostanów parapetowych wszystkich klas, rozmieszczeniem mebli w prywatnych kwaterach nauczycielskich i rozpiską charakterów zwierząt ćwiczebnych na Małej Arenie. Z pewną nostalgią przeciągnęłam palcem po pokrytej cienką warstwą kurzu ławie, na której wciąż leżał otwarty na przypadkowej stronie dziennik z fizycznym rozpisaniem jednego z elementów architektury stadionu.
http://imageweb-cdn.magnoliasoft.net/britishlibrary/supersize/c13159-27.jpg- Czego od nas oczekujesz, Rengiku? - usłyszałam za swoimi placami i wyrwałam się z transu, jaki wywołały wspomnienia.
- Na początku chcę, żebyście się zapoznali z dokładnymi planami wszystkich bundynków i je zapamiętali. Mówiąc dokładnych, mam na myśli w którą stronę uginają się drzewa w okolicach grilla, w którą stronę otwiera się okno w pokoju numer 37 i na jaki kąt maksymalny możecie otworzyć drzwi kantorka profesor Kilio. Macie czas do jutra. A poza tym... kurna, zapomniałam tabletu. Dajcie mi piętnaście minut, zaraz będę. Możecie przez ten czas przejrzeć ksiegozbiór notatek. Jeśli myślicie, że są ułożone alfabytycznie lub chronologicznie, to się mylicie. Liczę, że dojdziecie do momentu mojego powrotu, jakim kluczem są ułożone, bo w przyszłości umiejętność szybkiego odszukania potrzebnych informacji może być kluczowa - oznajmiłam władczo.
- No chyba cię pogięło! Nie ma mowy, żeby ktokolwiek to wszystko pamiętał! - zaprotestował Izaya, już po raz kolejny. Mimo dość topornego charakteru liczyłam, że sie do czegoś przyda. Przynajmniej nie będzie się bał odezwać...
- Och, doprawdy? - obróciłam się na pięcie i wyzywająco oparłam udami o stolik za mną. W takim razie weź jakikowlwiek plan i zapytaj, o co chcesz - stwierdziłam prześmiewczo-uwodzicielnskim głosem. Chłopak wyciągnął rękę po jedną ze złożonych "w kostkę" kartek, po czym ją rozłożył. Chwilę oglądał, po czym uśmiechnął się tryumfalnie.
- Skoro wszystko, to ile jest paneli na długość w dojo? - wygladał, jakby złapał Pana Boga, i to nie za nogi, a nieco wyżej.
- Dziewięćdziesiąt dwie - odpowiedziałam spokojnie. - Od strony północnej siódma jest czarniejsza, piętnasta od południa ukruszona na dole. Każda jest szeroka na 31,5 cm za wyjątkiem pierwszej na północy, która jest szersza i ma 33,5cm. Coś jeszcze? - spytałam, odrzucając za siebie włosy ruchem głowy. Izaya wydawał się być zupełnie przekonany, że dalsze pytania nie mają sensu. - W takim razie ja żegnam na chwilę. Znajdźcie klucz segregacji, zacznijcie się uczyć... i niech tu ktoś posprząta, bo szlag mnie zaraz trafi - oznajmiłam, po czym wyszłam, by wrócić do pokoju po lenovo yogę.
Potrzebowałam pomocy Raya jak nigdy od bardzo długiego czasu. Nie chciałam tego przed nikim przyznawać, ale bałam się. Ludzie, których znałam, i których wiedzy bezgranicznie ufałam, byli rozsiani niemal po całym świecie, a ja zostałam sama. Nie do końcawiem, w którym momencie znalazłam się w kuckach pod ścianą, cała trzęsąca i tylko cudem nie zapłakana. To nie było w moim stylu, ale brakowało mi już sił...

<Jak wrażenia w Komnacie Tajemnic?>
<I ktoś mnie może znalazł i po jakim czasie?>

czwartek, 16 lipca 2015

Rengiku - zadanie (z Ganimedesem)

S+5 Zadanie
2 - para Ilość członków
Ganimedes - S+M Towarzyszą
minimum 5 na osobę Ilość postów
maksimum 100 Ilość punktów
feniks/feniks śnieżny Nagroda dodatkowa


Post 4 - Rengiku
Cholera! Co on robi?! - przyknęłam w myślach, wsiadając szybko na grzbiet Byakko i ściagnęłam wodze. Zwierzę niezadowolone pasknęło i ruszyło za Ganimedesem. Jak wpaść, to z przytupem, bo przecież Earl się tak urządził natykając się w drodze powrotnej na ustawkę po derbach. Wjechaliśmy w las drzew o wysoko polożnych koronach, prawie zupełnie tamujących dopływ światła. Przyspieszyłam, żeby zajechać drogę chłopakowi i go zatrzymać, ale się spóźniłam. Gdy udało mi się z nim zrównać, z krzaków wyskoczyły tengu ze wszystkich stron, wojowniczo machając dzidami. Kątem oka zobaczyłam, jak koń Ganimedesa staje dęba, żeby nie wpaść na półtępy grot.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/04/d3/05/04d3051c8c22aa513f145cb59adae54e.jpgTengu były typowymi szeregowcami, o wypłowiałych czarnych piórach niezbyt dużych skrzydeł (te rosną przez całe życie, dlatego też stare osobniki mają naprawdę okazałą rozpiętość skrzydeł), ptasiej głowie z czerwonymi oczami i krótkim, zaostrzonym dziobem. Ich ciało pokrywało coś pośredniego między piórami a sierścią, ręce od łokci i nogi od kolan pokryte były żółtawą podoteką i posiadały po cztery zakończone szponami palce. Jako ubranie stosowały jedynie pas na biodrach i ozdobny kołnierz. Większość nie była właściwie nawet pełnoprawnymi wojownikami, bo nie zauważyłam na ich rękach wstążek, które symbolizowały rangę wojskową.
- I dlatego trzeba było się mnie słuchać zamiast wpadać na te swoje genialne pomysły! - syknęłam, zsuwając się z siodła i obnażając obie katany.
- Ale ja myślałem... - zaczął, ale mu przerwałam.
- To nie myśl tyle następnym razem - odpowiedziałam w pół oddechu, parując trzy włócznie wymierzone we mnie i ogiera. - Nie mam zamiaru bezsensownie ratować ci tyłka - wykopem złamałam kolejną broń tuż przy łączeniu drewna z kamieniem. Na polanę wbiegł cerber Ganimedesa i tym razem na szczęście zdążyłam machnął mu przed środkowym łbem tępą stroną Kappy na tyle szybko, żeby nie zdążył nic zrobić ptaszydłu. Chłopak w tym czasie zsiadł i z trudem bronił się przy boku pegaza.
- Doszszszycz! - ktoś krzyknął skrzekliwie zza drzew. Wszystkie tengu zamarły. Po krótkiej chwili pojawił się wysoko postawiony tengu. Na tyle wysoko, że miał na sobie długą, jasnoszarą szatę, a jego głowa była ludzka jeśli nie liczyć nienaturalnych czerwonych oczu i długich, częściowo pierzastych uszu. - Pszesztanczye natychmyaszt.
- Rengiku Miyabiyo, lideaka Walecznych Akademii Vinsora, ranga Inkwizytora drugiej kategorii - przedstawiłam się z mieczami założonymi za plecami. Wiedziałam, że według kodeksu Inkwizycji to ja, jako niżej ustawiona w hierarchii, powinnam pierwsza się określić.
- Haszczarszyr, ksząsze korrronny klanu tengu wietszney doliny - odpowiedział z lekkim ukłonem. Podszedł do mnie i wyraźnie kurtuazyjnym gestem wyciągnął opatrzoną w pazury dłoń. Z uśmiechem salonowym schowałam Fenghuan i przyjęłam ją. Tengu złozył delikatny pocałunek na mojej skórze. - Pszeprszam za moychhh poddanychh. Szpoczewalyszmy szę wasz.
- I dlatego kolejna grupa Inkwizycji zostaje przywitana bronią, tak?
- Kollleyna? - książe był wyraźnie zdziwiony faktem, że już jacyś Inkwizytorzy pojawili sie na tym terenie. - Nycz ne wemy o Ynkwszytorachh ynnychh jak wy i pomocznyczy szwyesząt.
- Chwila... rozumiem, że to nie wy stoicie za ucieczką Earla? - zmrużyłam oczy i popatrzyłam na Ganimedesa, który zachowywał się co najmniej dziwnie. - W takim razie, co tutaj się dzieje i dlaczego wiatr ucichł?
- Powyem, czyo wyemy, allle nye tutay. Dasz szę żaproszycz do naszey woszky?
- Chyba nie mam wyboru - wzruszyłam ramionami.

<Ganimedes?>


[taka mała podpowiedź dla tych, co nie wiedzą, co Haściarszyr mówi: wklejcie w google translate polskie i posłuchajcie ;P]

Rengiku

Ta cholerna suka!... Mam nadzieję, że nie będzie z tego większych problemow jak ustawa przewiduje. Zwłaszcza, że mojego kochanego tatusia w dalszym ciągu nie było. Zza podium podszedł do mnie Carol, którego zdąrzyłam wcześniej poprosić o przyniesiemie mi Fenghuan i Kappy - dwóch katan z zaklętymi duszami. Gdy tylko przypięłam je do pasa, poczułam podwójną obecność w umyśle. Kappa przestudiował szybko mój obecny stan fizyczny i wysunął słabe punkty, które powinam w razie czego chronić, a Fuenghuan nieco zaniepokoiła się moimi wspomnieniami.
To demon - usłyszałam jej melodyjny głos w głowie. Wygląda na potężnego, bo miał konktrolę nawet nad fizycznością.
Skinęłam głową ukradkiem, ale nikt na to nie zwrócił uwagi. Gdy zostałam już sam na sam z wywołanymi uczniami i Katheriną, zeszłam na dół do nich.
- Sprawa jest poważna, więc nie liczcie, że będę was głaskać po tyłkach - oświadczyłam na starcie, czym wzbudziłam lekkie zaniepokojenie. - Wasze wyniki egzaminów i rekomendacje wskazują na to, że najbardziej nadajecie się do kierowania tą bandą, dlatego też udacie się teraz ze mną do starej sali, gdzie ćwiczono strategię specjalną. Od czasu wypadku była zamknięta, ale nigdzie nie ma tylu dokładnych map, teorii defensywy i opisów środowiskowych, co tam. A ja nie mam zamiaru spędzać niepotrzebnie czasu na wycieczki po szkole dla kociarni - oświadczyłam, po czym obróciłam się z gracją na pięcie. Kappa na moim biodrze zaśmiał się lekko. Pomimo, że jego żywiołem była woda, to właśnie on był tym "złym policjantem" w duecie z łagodną obrończynią Fenghuan.
- Chwila, a ty gdzie, lala? - zaprotestował Izaya, ale zbyłam go.
- Lepiej po prostu idźcie za Rengiku, teraz i tak nikogo nie posłucha - wtrąciła Katherina, a ja chociaż raz byłam zadowolona z jej obecności.
Jako, że tylko ja wiedziałam, gdzie tak na prawdę jest sala strategiczna (Katherina jej nie widziała, bo częścią idei jej istnienia była właśnie tajność przed większością), szłam przodem, prowadząc dość krętym labiryntem korytarzy. Dobra szansa na sprawdzenie orientacji w terenie. Byliśmy na pierwszym piętrze i właśnie mijaliśmy salę lekcyjną Przystosowania Magicznego, gdy usłyszałam za sobą głuchy huk. Spojrzałam w kierunku dźwięku i szczęśliwie w porę zakryłam usta, zanim zdąrzyłam wybuchnąć śmiechem. W Keitha przywaliły drzwi, po drugiej stronie których stała jakaś szczeniara.

<Keith? Ktoś inny z grona "wybrańców"?>

środa, 15 lipca 2015

Rengiku

Zostałam sama z niekontaktującą dziewczyną i dwójką Inkwizytorów po drugiej stronie monitora.
- Czemu pozwoliłeś jej iść? - spytałam nieco zirytowana. - Wiesz, że im dłużej będziemy to ciągnąć, tym większe potem będą problemy.
- Wiem. Ale przynajmniej chwilowo szkoła zajmie się czymś innym - odpowiedział spokojnie Ray.
- A Inkwizycja? - uniosłam znacząco brew.
- Luckiem zajmę się ja - wtrącił z uśmiechem Earl, wciąż obecny mimo wcześniejszego pożegnania. - A wyższe sfery to już niech załatwia ten tutaj. W końcu sam wpadł na taki pomysł - mężczyzna zachichotał złośliwie, opierając się na ramieniu swojego partnera.
- Jak tam chce...
- Ren, w dół! - zareagowałam zanim zdąrzyłam pomyśleć. Obróciłam się i zobaczyłam, jak biurko zawala się, rozpołowione przez miecz. Kto tu zostawił to żelastwo?! Nade mną stała Aya z wielkim dwuręcznym mieczem helleńskim, z którego podniesieniem nawet ja miałabym problem. Oczy dziewczyny były nienaturalnie czarne i nieobecne. Przeturlałam się po ziemi, żeby uniknąć kolejnego ataku.
- Przytrzymajcie Inkwizycję na tyle, na ile będzie to możliwe! I załatwcie mi tu Egzorcystę! - krzyknęłam do śnieżącego monitora, po czym sięgnęłam po metalowy karnisz na wieszaki, żeby chociaż tymczasowo mieć, czym się bronić. Sparowałam dwa szybkie ciosy, a pręt stał się bezużyteczny. Za drzwiami ktoś właśnie zorientował się, że dzieje się coś złego, ale przypadłam do drzwi i przekręciłam zamek. Żebym tylko miała przy sobie jakąkolwiek broń...
- Ani mi się waż! - wrzasnęłam przez drzwi. - To nie jest miejsce dla kotów - uchyliłam się, ale niezbyt szybko. Moją świadomość zalała fala gorąca i bólu. Machnęłam ręką na oślep, chcąc zamrozić przeciwniczkę, ale chyba nie dało to zbyt dużego efektu. Usłyszałam trzask wybijanej szyby, dalej straciłam już panowanie nad własnymi zmysłami.

<Tajemniczy ktosiu?>

wtorek, 14 lipca 2015

Rengiku - zadanie (z Ganimedesem)

S+5 Zadanie
2 - para Ilość członków
Ganimedes - S+M Towarzyszą
minimum 5 na osobę Ilość postów
maksimum 100 Ilość punktów
feniks/feniks śnieżny Nagroda dodatkowa


Post 3 - Rengiku

Przebrałam się szybko w swój zwyczajowy strój terenowy - w większości czarny z czerwonymi refleksami. Spodnie z superfibry, wysokie do kolan buty skórzane na lekkim obcasie skórzanym, podkoszulka bokserka i kurtka z wysokim kołnierzem, zakrywającym całą szyję niemal aż do uszu i krótkim rękawem. Potem związałam włosy w wysokim kucyku, żeby nie przeszkadzały mi plączące się kosmyki i przeszłam po broń. Nie mogłam brać zbyt wiele, żeby nie obciążać mocno pegaza w locie, dlatego też wzięłam jedynie Fenghuan i Kepie - moje bliźniacze katany z zaklętymi duszami dumnego ptaka ognistego i podstępnego konia wodnego oraz łuk w włókna węglowego o metalowej cięciwie. Strzelnicze rękawiczki póki co przypięłam do paska.
Zerknęłam na akwarium... podmianka robiona dwa dni temu, raczej nic się nie stanie. Punkęłam w szybkę i podpłynął do mnie dostojnie bojownik Wergiliusz w asyście dwóch samiczek - Kiry i Shibibary. Sięgnąłam po sproszkowany pokarm i wsypałam dość znaczną ilość przez górną klapę. Ponad sto ryb zebrało się, walcząc między sobą o jedzenie. 
Wyszłam z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Przeszłam korytarzem aż do końca i zapukałam. Po chwili otworzył mi uśmiechnięty Gin.
- Cześć staruszku. Zajmiejsz się nimi? - spytałam, podając na palcu klucze. Chłopak wziął je i skinął krótko.
- Ile ccccię nie będzzzzzzie? - spytał bez większego zainteresowania.
- Nie wiem, może z tydzień, może wiecej - wzruszyłam ramionami.
-------------------@---------------
Obejrzałam się za siebie, chcąc sprawdzić, czy Ganimedes nadąża za mną i Byakko. Jechaliśmy... a właściwie lecieliśmy od ponad godziny i powoli na horyzoncie rysował się już obraz Wietrznej Doliny, położonej kilka kilometrów ponad ziemią latającej wyspy, na której żyły istoty magiczne żywiołu wiatru. Jakim cudem nikt na dole jej nie widział, pomimo że szybowała idealnie nad wielką metropolią? To proste, chroniła ją magia jeszcze większa, jak ta, która pozwalała jej się unosić. Na świecie jest jeszcze dość dużo innych wysp, które bądź to latają, bądź to są położone w głębinach. 
Na moim biodrze zapulsował lekko Fenghuang. Wiedziałam, o co jej chodzi - wyczuwała krainę swojego pochodzenia. Uśmiechnęłam się lekko i pociągnęłam wodze śnieżnego pegaza, żeby zrównał się z Ganimedesem. Chłopak wyraźnie marznął w chłodnym powietrzu.
- Za jakiś czas powinniśmy być na miejscu - oznajmiłam, przekrzykując wiatr. Ten tylko kiwnął głową.
Chwilę potem wylądowaliśmy. Zsunęłam się z Byakko i podeszłam do jego pyska. Zwierzę było wykończone, oddychało szybko, z pyska powoli toczyła się piana. Poklepałam ogiera po szyi krzepiąco. Widziałam, że Ganimedes robi podobnie ze swoją klaczą. Zwierzęta ostatni kawałek przeleciały niemal na zupełnie bezwietrznym obszarze. Fenghuan zamigotała w mojej świadomości, była przerażona.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rengiku

No, to przynajmniej jedna rzecz się rozwiązała. A co najmniej na to wyglądało.
- Słyszysz, Ray? - spytałam, zerkając przez ramię na komputer w wyświetlającą się tapetą ze śmiesznym kotem.
- Słyszę - odpowiedział mężczyzna. - Włącz mi wizję, żeby nie było problemów potem - bez słowa sprzeciwu wykonałam polecenie.
- Świetnie, to teraz... Miguel - udało mi się przypomnieć imię blondyna, w końcu nie na marne siedziałam całe popołudnie zapamiętując dane nowego rocznika. - Znajdź mi naszą księżniczkę, dobrze? Tylko się pośpiesz.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - zawahał się chłopak. Widać było po nim, że coś chce ukryć.
- Dopóki się nie pojawi, jako Inkwizytor mam związane ręce - odpowiedział Ray za moimi plecami. 
- Ale... chodzi o to, że ta dziewczyna... - chłopak zawahał się, wyraźnie bijąc się z myślami, czy powiedzieć to, co ma w głowie. W końcu się zdecydował. - Ta dziewczyna, to Aya, młodsza siostra Hiro - powiedział na jednym oddechu.
- Tym bardziej chcę go tutaj - zawyrokował Inkwizytor. - Mhm, chwila... - odwrócił się w kierunku, w którym moje wspomnienia lokowały drzwi. Po chwili na monitorze pojawił się obrócony tyłem Earl z charakterystycznymi, ciemnoszkarłatnymi włosami. Miał na sobie wyciaŋnięty podkoszulek, który kiedyś był biały, ale dawno o tym zapomniał. W międzyczasie szepnęłam do Miguela, że to najlepszy czas na taktyczny odwrót, bo będzie miał jeszcze jak urwać chwilę czasu na przygotowanie chłopak.
- Dostałem od Lucka wiadomość. Poza tym, Najwyższa Rada przysłała znowu tonę bzdet, jeszcze nie sprawdzałem, o czym. No, ale to chyba nie problem - wymruczał dość flirciarskim tonem.
- Cześć, Earl! - zawołałam głośno, w porę informując mężczyznę o tym, że nie jest sam ze swoim partnerem. Obrócił się nieco niezadowolony, wcześniej szepcząc coś do ucha Ray'a.
- Yo, kohitsuji - uśmiechnął się z przymusu. Co tu takie zgromadzenie ludu? I... o, Katia-chan. Lucek mi właśnie o tobie mówił - mężczyzna mrugnął porozumiewawczo okiem, co nie do końca było dla mnie zrozumiałe. - Dobra, to ja lecę, bo mnie centrala chyba zabije, że pokazuję się w takim stroju.

<Miguel? Katia?>

sobota, 11 lipca 2015

Rengiku - zadanie (z Ganimedesem)

S+5 Zadanie
2 - para Ilość członków
Ganimedes - S+M Towarzyszą
minimum 5 na osobę Ilość postów
maksimum 100 Ilość punktów
feniks/feniks śnieżny Nagroda dodatkowa


Post 2 - Rengiku

Miałam słuchawki z drugim koncertem na pianino Rachmaninova Op.18 [wygrzebcie sobie sami na yt, polecam wersję Nodame Contabile ;P] na uszach, gdy Ganimedes w końcu się pojawił. Co ten Jake tyle szukał?
- Chciałaś mnie widzieć - powiedział nieśmiało Ganimedes, wślizgując się do mojego pokoju, a ja zsunęłam słuchawki na szyję.
- O, cześć. Tak, mam propozycję - uśmiechnęłam się lekko, żeby rozluźnić atmosferę. Średnio, bo średnio, ale jakoś podziałało. - Siadaj - skinęłam głową na secesyjne krzesło, które znalazłam kiedyś na pchlim targu praktycznie za bezcen. Chłopak usiadł i rozejrzał się po pomieszczeniu, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że do tej pory spotykaliśmy się wszędzie, tylko nie w mojej prywatnej twierdzy. Pokój nie był aż tak duży sam w sobie, ale metodą chałupniczą udało mi się wykafelkować jedną ze ścian praktycznie całą lustrami tak, że wydawał się znacznie większy. Kolejna ściana była prawie cała przystawiona płaskim 500-litrowy akwarium (z ponad setką żyworódek i dość pokaźnym haremem bojownika) otoczonym bronią, w większości kolekcjonerską lub zbieraną po byłych rocznikach. Poza tym nie było tu prawie nic - łóżko przypominające bardziej futon polowy, niski stolik w klasycznym japońskim stylu z herbacianą zastawą i przystawionymi doń dwoma fotelami z poduszek i dębowa skrzynia pełniąca rolę szafy na ubrania.
- To... - chłopak zawahał się, nie za bardzo wiedząc, co ma zrobić.
- Jesteś zainteresowany wyrwaniem się poza szkołę? Bo ja bardzo, a sama nie będę ryzykować - powiedziałam w końcu, śledząc z lekkim uśmiechem zaloty czarnej molinezji Demona. Oczywiście nie charytatywnie.
- To znaczy? - chłopak nie za bardzo wiedział, o czym mówię.
- To znaczy, że proponuję ci misję. Tam leżą szczegóły, zbyt wiele tego nie ma - machnęłam ręką na pojedynczą kartkę na brzegu łóżka. Chłopak wstał powoli, wziął arkusz do ręki i chwilę go śledził oczami. Potem spojrzał na mnie.
- Ja... nie wiem, czy będę przydatny... - zawahał się, a ja w odpowiedzi przewróciłam oczami.
- Sądzisz, że proponowałabym ci coś, gdybym wątpiła, że będę miała bezpieczne plecy, jak się odwrócę? - spytałam sugestywnie. - No, w takim razie czekam na ciebie pod stajniami za dwie godziny, weź pełne uzbrojenie. Acha, łap - rzuciłam do chłopaka drobny, błyszczący przedmiot.
- Co to? Spytał zdziwiony.
- Przepustka. Ciapek inaczej cię nie wpuści do Arsenału.

<Ganimedes?>

Strony