Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiroki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiroki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 sierpnia 2015

Hiroki

Ja... krwiożercze bestie z Areny... żyli długo i szczęśliwie....
Jakkolwiek by nie patrzył, to z powyższych każde dwa do siebie pasowały w mniejszym lub większym stopniu, ale wszystkie trzy na raz, to już były fantazje rodem z Tolkiena. Albo i jeszcze gorzej, bo tam dobro wygrywało, a u mnie, jak w "Jestem kotem" - beczka, woda, nawet kamienia nie trzeba, sam się pogrążę. Z duszą na ramieniu poszedłem we wskazanym przez Katię kierunku. W końcu doszedłem do wysokich drzwi z kluczami wiszącymi z zamka. Amida-butsu, chroń przed złym! Popchnąłem jedno skrzydło i moim oczom ukazał się rozległy plac, na środku którego stały, leżały, siedziały lub bawiły się wielkie, czarne ogary. Pamiętałem zdjęcie z naszego podręcznika, ale w życiu prawdziwym wyglądało to jeszcze gorzej, psy miały spokojnie licząc nawet i do metra w kłębie. A pośrodku tego wszystkiego... Ganimedes. Sam ie wiem, ozy to dobrze, czy źle. Przeszedłem niepewnie kilka kroków, zapominając o zamknięciu drzwi.
- Ka-Katia kazała mi tutaj przyjść - wyjąkałem w końcu. Chłopak uśmiechnął się szeroko.

Jak się okazało, ogary nie różniły się tak wiele od zwykłych psów, jeśli pominąć ich szczególną właściwość do samozapłonu, czy zapadania się pod ziemię, żeby pokazać się w oparach czarnej mgły w zupełnie innym miejscu. Wydawało mi się nawet, że nieco mnie polubiły. Zwłaszcza niewielka, bo nawet nie półmetrowa, suka ze srebrną plakietką Nuka na ćwiekowanej obroży.
- ... to jak to w końcu jest z tobą i Miguelem? - spytał Ganimedes. Od dłuższej chwili rozmawialiśmy na niezbyt zobowiązujące tematy. - Nie, żebym się chciał wtrącać, oczywiście - dodał po chwili mojego milczenia.
- Nie, nie masz za bardzo się w co wtrącać. Dla niego jestem tylko młodszym, niezdarnym bratem, którym trzeba się zaopiekować - odpowiedziałem i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie udało mi się poskromić goryczy w swoim tonie.
- A on dla ciebie? - tym razem nie odpowiedziałem. - Wiesz, nie, żebym chciał był złośliwy, ale wydawało mi się, że interesowała go jakaś dziewczyna, wiec myślałem, że... - przerwał, gdy popatrzył na moją twarz. Nawet nie zauważyłem, gdy zaczęły po niej spływać łzy. Następne, co się wydarzyło było zdziwieniem chyba dla nas obojga. Ganimedes podszedł szybko do mnie, pociągnął za rękę i poczułem na ustach jego ciepłą, nieco wilgotną skórę...

<Ganimedes?>

sobota, 25 lipca 2015

Hiroki

To był najgorszy dzień, jaki sobie tylko mogłem wyobrazić... i w dodatku to JA musiałem być tym stanowczym i zaopatrzonym w wiedzę, co mamy robić.
- Właściwie... - zacząłem i zerknąłem na oboje rozmówców. - ... to i tak nie mamy najmniejszych szans, gdybyśmy kogoś znaleźli, nie? To może pójdziemy gdzieś w bezpieczne miejsce i spróbujemy znaleźć jakieś przydatne informacje. Wiecie, coś w stylu jak się bronić, czy coś do wykorzystania dla Walecznych. A poza tym, to przecież mamy niby te pary, nie? - zauważyłem, że dopiero teraz Sil naprawdę zainteresował się tym, co mówiłem. - To możemy się z nimi spróbować dogadać, zawsze to lepsze, niż nic - ostatnie słowa niemal wyszeptałem, czułem się z każdym słowem coraz żałośniej.

<Seo? Sil?>

sobota, 18 lipca 2015

Hiroki

- Rozdzielenie się byłoby logiczniejsze. W końcu szybciej nam pójdzie - stwierdziła Seo luźno, ale ja nie byłem aż taki przekonany, czy to dobry pomysł. Żałowałem, że nie ma przy mnie Migiego, on by wiedział, co teraz robić.
- A jak coś się stanie? - spytałem. - Przecież Katia mówiła, że jest niebezpiecznie, więc...
- Oj, aż tak źle nie będzie, nie? Poza tym, co się złego może stać - dziewczyna wzruszyła ramionami. Popatrzyłem wyczekująco na Silyena. W końcu wychodziło na to, że to on miał podjąć decyzję.

<Wiem, że krótkie... ale Sil?>

czwartek, 16 lipca 2015

Hiroki

Jak ja nie lubię pracować w grupie... zawsze coś idzie nie tak. Ale sądząc po szybkim oglądzie na moich partnerów, nie byłem jedyny z takim podejściem do sprawy.
- To... - zacząłem. - Gdzie teraz idziemy? Jakiś plan ktoś ma? - spytałem, patrząc to na dziewczynę, to na chłopaka. O ile Seo jeszcze kojarzyłem, o tyle jego w ogóle, jeśli nie liczyć przelotnego widoku podczas wykładu profesora Nemu.
- Nie wiem, może po prostu przejdziemy się po kolei korytarzami? - podrzuciła Seo, ale miałem wrażenie, że to nie najlepszy pomysł. Nie wiem, jak inni, ale ja mogłem co najwyżej stwierdzić w razie czego, że wróg jest wkurzony i zirytować go jeszcze bardziej chlapiąc kranówką, a potem "taktycznie znikając".
- A może lepiej najpierw znajdziemy jakąś mapkę budynku? - podrzucił chłopak. - Lepiej wiedzieć, co się dzieje i dogadać z innymi, kto gdzie szuka. No i jeszcze najlepiej by było, jakbyśmy wiedzieli, jak każdy może się bronić w razie problemów - stwierdził rzeczowo. - A tak poza tym, to Silyen jestem, ale możecie mi mówić Sil.

<Seo? Sil?>

wtorek, 14 lipca 2015

Hiroki

Historia, którą mi pokrótce opowiedział nieznajomy była na tyle absurdalna, że gdyby nie zupełna powaga, uznałbym, że jest to próba wyśmiania mnie.
- To...co zamierzasz teraz zrobić? - spytałem delikatnie, starając się zignorować burczenie w brzuchu chłopaka.
- W sumie, to nie mam pojęcia, co mógłbym zrobić - wetchnął zrezygnowany. I co JA teraz mam zrobić, co? Na szczęście niedługo byliśmy sami, bo wkrótce pojawiła się Katia w asyście Miguela. Ganimedes na jej widok chciał wstać i tym razem nie udało mi się zupełnie go powstrzymać.
- Jestem tak szybko, jak mogłem. A Rengiku właśnie robi sobie szybką powtórkę ze starorzymskich tortur - oznajmił blondyn, podchodząc do mnie.
- To co tu się stało? - spytała rzeczow Katia, a ja popatrzyłem na siedzącego blondyna.

<Katia, Migi, Ganimedes?>

poniedziałek, 13 lipca 2015

Hiroki

- Ale jak to: Aya?! - wybuchłem, nie zważając na przypadkowych przechodniów. Zrobiłem krok w tył, żeby oprzeć się o ścianę. Czułem, że zaczyna mi się robić słabo.
- Hiro, spokojnie. Wiem, że to nie wygląda najlepiej, ale na pewno wszystko się jakoś wyjaśni - Miguel był spokojny... ale to nie jego rodzina się sypała właśnie w tej chwili przed jego oczami. Wziąłem głęboki wdech i właśnie w chwili, gdy miałem zamiar podjąć jakąś wiążącą decyzję, poczułem lekkie szarpanie za nogawkę spodni. Popatrzyem w dół i zobaczyłem wiewiórkę o hipnotyzująco niebieskich oczach. Wyglądała na zdenerwowaną, a gdy sięgnąłem do jej emocji, tylko potwierdziłem te pzypuszczenia. Zwierzątko widocznie chciało mnie gdzieś zaprowadzić.
- Hiro, a ty gdzie? - zatrzymał mnie Miguel, gdy postępiłem parę kroków za gryzoniem. - Przecież Rengiku cię chyba udusi, jak się nie zjawimy tam zaraz.
- Wiem, ale ona chyba chce coś ważnego mi pokazać - stwierdziłem z mocą, po czym pobiegłem za skaczącą wgłąb korytarzy wiewiórką. Wkrótce dotarliśmy w trójkę do miejsca docelowego. Na podłodze leżał jakiś chłopak, widocznie nieprzytomny. Podszedłem do niego i przewróciłem na bok tak, jak uczono nas na kursie pierwszej pomocy.
- Oj, zbudź się - zawołałem niezbyt głośno, delikatnie tarmosząc go za ramię. - Migi, masz jakąś wodę? - spytałem, zerkając przez ramię na blondyna. Był nieco zniecierpliwiony, ale sięgnął do torby i rzucił mi małą butelkę z przezroczystą cieczą. Odkręciłem ją i na wpół siłą grawitacji, na wpół umiejętnością kontroli wody chlapnąłem prosto w twarz chłopaka. Podziałało, bo chłopak zmarszył się i po chwili zamrugał, a w końcu zupełnie wrócił do świadomości i popatrzył na mnie. Uśmiechnąłem się lekko i odetchnąłem z ulgą.
- Idź po Katię - powiedziałem do Migiego, jednocześnie powstrzymując nieznajomego przed podniesieniem się z ziemi.

<Ganimedes?>
<Miguel?>

wtorek, 7 lipca 2015

Hiroki

- Czemu nie - wzruszyłem ramionami. Nie czułem się najlepiej, ale z drugiej strony, może wtedy nikt się do mnie nie przyczepi, bo będę miał potwierdzenie, że nic nie zrobiłem.
- To fajnie - dziewczyna nie wydawała się czuć komfortowo w ciszy. Chwilę włóczyliśmy się po okolicy szkoły. - To... ty naprawdę nie ukradłeś tego całego artefaktu, czy czegoś tam? Wiesz, ja nic nie sugeruję, ale... - popatrzyłem dość ostro na nią. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś chce mnie wrobić w kradzież, z którą nie miałem nic wspólnego.
- Przejdziemy się do sali komputerowej? Możesz zabrać skrzypce, ja i tak myślę tylko o tym, żeby pianino włączyć.
- Czemu nie - Aszer od razu podłapała nowy temat.

<Aszer?>

niedziela, 5 lipca 2015

Hiroki

Tego było stanowczo za dużo. Natłok negatywnych emocji odbierał mi umiejętność logicznego myślenia i kontroli nad własnym ciałem.
- Hiro, już już... - Migi zgarnął włosy z mojego policzka. Byliśmy w moim pokoju - ja leżałem na niepościelonym łóżku, a Migi siedział tuż obok mnie na przystawionym krześle.
- Przestań - wyszeptałem, a chłopak dopiero po chwili zrozumiał, o czym mówię. Odetchnął głęboko i poczułem, jak powoli ucieka z niego kwaśno-gorzki gniew pomieszany z chęcią zemsty. - Dzięki - wymruczałem i podciągnąłem się do siadu. - Co tam się potem działo? Sam nie wiem, kiedy uciekł mi kontakt z rzeczywistością - spytałem, patrząc blondynowi prosto w oczy.
- Nie martw się, wszystko w porządku. Rengiku wyrzuciła tego całego Inkwizytora, czy jak mu tam, a twoja liderka jedzie sprawdzać, co tam znaleźli na ciebie. Wiesz, myślę, że też pojadę z nią, mogę się przydać - Migi uśmiechnął się lekko i podał mi kokosowego wafelka. Jak zawsze wiedział, czego mi było potrzeba.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł... znowu cię wkręcam w swoje problemy.
- Nie myśl tyle, będzie ok. Acha, Rengiku mówiła coś o tym, że będziesz miał obstawę, ale nie znam szczegółów - chłopak zerknął na zegarek. - Dobra, ja już muszę lecieć. Trzymaj się, stary - chłopak uśmiechnął się lekko i wyszedł, a ja poszedłem spać.
Rano obudziłem się już w lepszym stanie. Wiedziałem, że w południe mamy mieć apel, więc chciałem się jeszcze przewietrzyć i poukładać na spokojnie to, co się stało do tej pory. Wiedziałem, że Migi nie jest już na terenie szkoły.
- Cześć! - usłyszałem za sobą wysoki, dziewczęcy głos. Obruciłem się i uśmiechnąłem do właścicielki tego głosu.
- Hej - odpowiedziałem lekko, starając się chociaż przez chwilę nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Pozytywna energia, która przepełniała dziewczynę była doskonałym remedium.

<Ach, któż to, któż mnie zaczepia o tak wczesnej porze?>

sobota, 4 lipca 2015

Hiroki

Pożegnałem się z dziewczyną i wyszedłem na zewnątrz, aby odetchnąć świeżym powietrzem. Stanowczo za dużo się działo jak na tak krótki czas. W głowie pulsowała mi lekko krew, raczej ze zdenerwowania. Podszedłem do najbliższej ławki i usiadłem na niej, odchylając się do tyłu. Zacząłem się zastanawiać, kiedy zaczęły się moje problemy z towarzystwem... chyba po wyjeździe Migi'ego jakieś dwa lata temu. Wcześniej wszystko było jakieś łatwiejsze, trawa zieleńsza, a nawet jeśli czyjeś emocje doprowadzały mnie do migreny, mogłem to odreagować na Migi'm. Nie, żebym stanowił realne zagrożenie dla chłopaka, który całe życie ćwiczył, a na brzuchu miał kaloryfer zamiast mojego materaca. Przymknąłem oczy i zacząłem w myślach studiować melodię Węgierskiej Rapsodii Liszta [tak, można sprawdzić, piękny utwór romantyzmu - Muahahahaha].
- Koijima? - usłyszałem nad sobą niski, męski głos o nieco agresywnym zabarwieniu. Otworzyłem zdziwiony oczy. Nade mną stał blondyn w garniturze z widocznymi na ręce tatuażami i nad  wyraz nieprzyjemnym wyrazem twarzy. Gdy nieuważnie sięgnąłem mocą do jego emocji, poczułem bolesne ukłucie. Na tyle bolesne, że pisnąłem. - Hiroki Koijima? - spytał mężczyzna jeszcze raz, nie zwracając uwagi na to, co się właśnie stało.
http://fc07.deviantart.net/fs71/f/2011/243/1/8/khr___dino_by_leejun35-d48f7ix.jpg- T-tak - odpowiedziałem szybko, wstając niezgrabnie. - Coś się stało? - spytałem, rozglądając się dookoła, czy w razie czego mogę liczyć na jakąkolwiek pomoc. Bezskutecznie.
- W imieniu Wielkiej Inkwizycji mam nakaz odeskortowania cię do aresztu pod zarzutem kradzieży Artefaktu Wchodzącego Słońca - powiedział formalnie, jednak widziałem w jego oczach, ze najchętniej zabiłby mnie na miejscu, i to bez mrugnięcia okiem.
- A-ale ja nic nie... - nie dane mi było dokończyć, bo mężczyzna brutalnie wykręcił mi rękę, specjalnie ciągnąć nieco dalej, jak sięgało moje ramię. Krzyknąłem z bólu, czułem jak moje kości nie wytrzymują napięcia i powoli szykują się do pęknięcia.
- Nie radzę się szarpać, bo zabiję jak psa - syknął.
- Co tu się dzieje?! - usłyszałem wyraźnie zły głos za swoimi plecami. Zidentyfikowanie go zajęło mi ułamek sekundy - Katia.

<Katia, ratunku!>

Hiroki

No to się dowiedziałem! "Może" "gdzieś" i tyle. No, ale lepsze to niż nic. Zszedłem na dół, kilka razy potykając się i z trudem uciekając z miejsca bójki, aż wreszcie dotarłem do skrawka "normalnej" przestrzeni. białe ściany malowane w krwistoczerwone kwiaty i rząd krzesełek naprzeciwko szkolnych, przydymianych na biało drzwi. Zapukałem lekko, a gdy odpowiedziało mi proszę, wszedłem do środka.
W biurze było cicho i składnie, a za szerokim stołem z komputerem i kilkoma pastelowymi segregatorami siedziała miło wyglądająca kobieta w schludnym stroju oficjalnym.
- Dzień dobry. Ja szukam Ren... Rengiku - tym razem szybciej skojarzyłem imię.
- Oj, obawiam się, że dziś już tu nie przyjdzie. A coś się stało ważnego, nie możesz znaleźć pokoju, czy coś? - spytała przyjemnym głosem o lekko chropowatym brzmieniu.
- Nie, tak... to znaczy - wziąłem głęboki wdech na uspokojenie. - Wysłano mnie, żeby zapytać, czy są jakieś fundusze na pianino i inne instrumenty. 
- Tutaj? Naprawdę, różne pomysły mieli chłopcy, ale żeby ktoś chciał grać w przerwie między biciem się to jeszcze się nie udało. Poza tym, jak to postawić, żeby przeżyło chociaż tydzień - kobiecie pomysł nie tyle sie nie podobał, co stanowił zagadkę.
- To znaczy, ja jestem z klasy M, tylko mi kazali tutaj przyjść... - zawahałem się. Sekretarka popatrzya na mnie uważniej i przytaknęła głową.
- no tak, to by miało sens. Jak już mówiłam, Ren-chan już wyszła i raczej nie pojawi się więcej, a szkoda by było, żebyś chodził bez żadnej obstawy, bo cię jeszcze ktoś zabije... no nic, ja przekażę dyrektorowi lub Rengiku, jak się tylko pojawią - zawyrokowała i zapisała coś u siebie na papierowej podkładce. A ja wyszedłem jak najszybciej, po czym biegiem udałem się w bardziej znaną mi stronę szkoły. Chciałem iść do swojego pokoju, ale w tym momencie wpadłem na kogoś. Po raz kolejny już tego dnia, zaczyna się robić coraz gorzej...
- Wybacz, nic Ci nie jest? - spytałem szybko, starając się nie wpaść w panikę. W końcu mam doświadczenie z ludźmi, czemu tutaj wszystko jest takie trudne?
- Nie, wszystko w porządku. - odpowiedziała dziewczyna, powoli wstając. miała ze sobą walizki i futerał ze skrzypcami. No, chociaż tyle, może jakoś muzyk z muzykiem się porozumie... - Emm... Wszystko dobrze? - spytała, po czym podała mi rękę. Przyjąłem ją z wdziecznością.
- T-tak, po prostu zły dzień - wyjąkałem. - To twoje? - spytałem, wskazując na niebieski "sarkofag", jak mawiała moja siostra. Dziewczyna przytaknąła.
- Tak, a co, też na czymś grasz?
- Na pianinie, głównie przeróbki zwykłych piosenek i koncertów orkiestralnych - odpowiedziałem trochę bardziej rozluźniony.

<Aszer?>

czwartek, 2 lipca 2015

Hiroki

Odwróciłem wzrok zmieszany. Wiedziałem, że ludzie lubią słuchać, jak gram, ale nie do tego stopnia. Zwłaszcza, że słowa Seo były niczym w porównaniu z podprogowym przekazem, jaki wyłapywała moja zdolność.
- Ja... ja się sam w sumie uczyłem. To znaczy, najpierw mama grała, zwłaszcza jak w domu ktoś płakał albo zaczynały się rozróby za ścianą, żeby zagłuszyć. A potem to już tak jakoś wyszło - nie do końca byłem pewny, skąd u mnie nagle chęć do tak długiej wypowiedzi.
- Seo ma rację, to było naprawdę świetne - przyznała Katia. - Wiesz, myślę, że powinieneś zapytać dyrektora, czy nie znajdą się jakieś środki na instrumenty. W końcu nie sama nauką człowiek żyje, a musieliśmy odmówić już kilku muzykom występu, bo nie ma zaplecza - dodała z uśmiechem. A ja w tym czasie zastanawiałem się, czy zasłonka przy oknie zdoła mnie dokładnie zasłonić...
- Jak wam się uda, to może zbierze się grupa koła zainteresować, moja sublokatorka sama chomikuje obój pod łóżkiem - dorzuciła nieznana mi jeszcze dziewczyna, po czym wyszła. Co najmniej dziwna osoba, ale chyba miła.
- No to postanowione. Ja was w sumie już oprowadziłam po całym terenie, więc możesz próbować nawet teraz. Musisz przejść do przeciwległej części, okład schodów i sal jest praktycznie taki sam, więc się chyba nie zgubisz. Tylko uważaj, bo u Walecznych jest gorzej jak w zoo czasami. Poszukaj albo dyrektora (ale go pewnie nie będzie) albo Rengiku, ona tu w sumie robi za główne centrum decyzyjne, jeśli chodzi o finanse.
- Ale ja... - chciałem zaprotestować, ale nic to nie dało.
I co ja tutaj niby mam zrobić? Na terenie koszarów Walecznych byłem może dwie minuty, a już moje życie było zagrożone dwa razy. Katia mówiła o zoo, ale jak dla mnie był to bardziej wybieg tygrysów. A ja okazałem się wyjątkowo interesującym królikiem... Coś trzasnęło za mną, więc obejrzałem się w tym kierunku. W następnej chwili leżałem na ziemi.
- P-przepraszam, to moja wina! Nic ci nie jest? A, tak tak, wiem. Nie powinnam biegać po korytarzu, zwłaszcza na takich zakrętach... Ale po prostu chciałam jak najszybciej pozwiedzać to miejsce i tak wyszło, że biegłam. Przepraszam jeszcze raz, że na ciebie wpadłam, powinnam być bardziej uważna... A tak w ogóle to jestem Mei Aozora. - ale o co chodzi? Przede mną stała dziewczyna z wyciągniętą dłonią. Wstałem i uścisnąłem ja niepewnie.
- Ja jestem Hiroki Koijima - wydukałem. - Ja właściwie nie jestem stąd, tylko od Magicznych. Kazali mi znaleźć jakąś... Ren... Ran... Rengiku - w końcu przypomniałem sobie imię. - Wiesz może, gdzie ona jest?

<Seo, Katia, jak tam wycieczka?>
<Mei, ratuj!>

środa, 1 lipca 2015

Hiroki


- ... Miło mi cię poznać - dziewczyna wyciągnęła do mnie rękę i uśmiechnęła się.
- T-tak, Hiroki jestem. Hiroki Koijima - przedstawiłem się, ściskając lekko jej dłoń.
Wycieczka po szkole była bardziej interesująca niż się tego spodziewałem. Nasza przewodniczka, Katia była naprawdę miła, a w towarzystwie Seo czułem się względnie wygodnie.
- To długo grasz? - spytała. Od jakiegoś czasu toczyliśmy niezbyt zobowiązującą rozmowę.
- Trochę tego będzie. Ale nie występuję, czy coś, tylko tak dla siebie - odpowiedziałem, a gdy zauważyłem, że idąca przed nami Katia zerknęła na nas przez ramię, zdenerwowany spuściłem wzrok. Doszliśmy do sali komputerowej.
- Tutaj możecie się rozluźnić, pogadać na czacie, czy cokolwiek tam chcecie. Tylko jeśli jesteście już na komputerze więcej jak pół godziny i są wszystkie stanowiska zajęte, to macie zejść, jeśli ktoś potrzebuje skorzystać. Co jeszcze... jeśli chcecie na dłużej korzystać, powiedzmy coś pisać, to wchodzicie na tamte komputery, są nieco wolniejsze. Z instalowaniem gier musicie się zwrócić do Rengiku z klasy W, ona i dyrektor mają wszystkie hasła. Co jeszcze, aha... - dalej nie słuchałem słów naszej przewodniczki, bo moją uwagę przykuł dwudziestocalowy PC-tablet. Podszedłem do niego i odblokowałem. Internet połączony.
- Mogę? - spytałem, gdy Katia skończyła mówić. Skinęła głową, wyraźnie zadowolona, że wreszcie znalazło się coś, co mi się spodobało. Włączyłem stronę z wirtualnym pianinem i zacząłem grać.

<Katia, Seo, jakieś uwagi, wrażenia?>

wtorek, 30 czerwca 2015

Hiroki

Wszedłem do swojego nowego pokoju. Kremowe ściany z delikatnym wzorem arabesek, dwa łóżka nie tyle stare, co używane już przez poprzednich uczniów, dębowy stolik, trzy krzesła, w kącie szafa. Nic nadzwyczajnego, jednak dla mnie ten pokój był naprawdę przestrzenny. Miałem tu mieszkać z jeszcze jedną osobą, ale i tak dawało to znacznie więcej miejsca niż na szóstkę osób w moim domu.
Wciągnąłem niezbyt wielką walizkę na kółkach i podszedłem z nią do łózka pod dość dużym oknem.
- No, to teraz trzeba się rozpakować... - mruknąłem do siebie. Wiem, że był to zły nawyk, ale prawie zawsze musiałem najpierw usłyszeć, co trzeba wykonać, żeby do tego przystąpić.
Rozpakowywanie poszło mi dość szybko, w końcu jedynym moim zadaniem było włożenie ułożonych już ubrań na jedną półkę, pomieszczenie przyborów kosmetycznych w szafce nocnej i znalezienie miejsca dla trzech fotografii rodzinnych.
Postanowiłem, że trzeba pozwiedzać okolicę, dlatego też wyszedłem, zostawiając na wszelki wypadek drzwi jedynie przymknięte i zszedłem jedno piętro na dół, chcąc podpytać kogokolwiek o drogę do różnych miejsc. Interesowała mnie zwłaszcza sala muzyczna, czy inne miejsce, gdzie mógłbym znaleźć pianino. Oczywiście, jeżeli takie tutaj było.
- Przepraszam bardzo - powiedziałem niemal szeptem, gdy znalazłem się z przestrzennej sali z kilkoma fotelami i pufami oraz wielkim ekranem telewizora. W pomieszczeniu było kilka starszych osób i rozmawiało ze sobą. Sam nie wiem, jak udało mi się zebrać na odwagę i przerwać nieznajomym.
- O co chodzi? - spytała jedna z obecnych w pomieszczeniu dziewczyn. Wydawała się być miła, ale mogły to równie być pozory. Zwłaszcza, że wydawała się być niepisaną liderką grupy.
- Ja... - zawahałem się. W przypływie paniki sięgnąłem do swojej mocy, żeby sprawdzić nastawienie obecnych osób. Nieco uspokojony odpowiedziałem. - Jestem tutaj nowy i nie za bardzo wiem, co gdzie jest. Znajdę gdzieś jakieś pianino? - wypaliłem, starając się mieć jak najszybciej wszystko z głowy.

<Ktoś coś wie? Tajemnicza "liderko grupy"?>

Strony