Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miguel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miguel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 sierpnia 2015

Miguel

- W sumie to jadłem tosty zaledwie pół godziny temu… ale co tam, jedzenia nigdy za dużo – zaśmiałem się, posyłając Nao perskie oko – Poza tym, kiedy dama proponuje, nie wypada odmówić – dodałem, kłaniając się dworsko.
Nao zarumieniła się lekko, ale widziałem, że moje małe popisy jej się spodobały.
- Em... dobra, no to chodź – mruknęła i od razu ruszyła na przód.
Wiedziałem, że stara się nie tylko ukryć książkę, którą teraz trzymała przed sobą, ale i zmieszany uśmiech, który mimowolnie rozkwitł jej na twarzy. Zadowolony podążyłem za nią, ale zanim doszliśmy do stołówki moją uwagę przykuł jakiś huk i krzyki. Momentalnie znalazłem się obok dziewczyny, przytrzymując ją za ramię by stanęła.
- Co…? – zaczęła, ale przyłożyłem jej palec do ust.
Zrozumiała i zaczęła nasłuchiwać. Ja również się skupiłem i zaledwie po kilku sekundach wiedziałem skąd dobiegały owe dźwięki. Mianowicie była to sala Ziołolecznictwa, która znajdowała się zaledwie piętro wyżej. Ruszyliśmy biegiem w takim kierunku, a na miejscu zastałiśmy trzy dziewczyny należące do klasy M.

(Nao? Rias?)

niedziela, 16 sierpnia 2015

Miguel

Zaraz po zakończeniu szkolenia z Keithem, poszedłem szukać tego Luftwaffe’a, o którym mówiła mi Rengiku. Przeszedłem się po całej szkole, ale chłopaka nigdzie nie było, a inni, starsi uczniowie nie byli skłonni rozmawiać z kotem takim jak ja, a tym bardziej udzielać mu jakichkolwiek informacji. W końcu sobie odpuściłem i postanowiłem wrócić do pokoju, by chwilę odpocząć i wziąć broń. Przy sobie miałem tylko kibo, a wiedziałem, że rapier też mi się może przydać. Kiedy tylko wszedłem do środka, okazało się, że Nathaniel też nie ma chwilowo nic do roboty, bo zastałem go rozwalonego wygodnie na posłaniu. Był pogrążony w tak głębokim śnie, że nawet nie drgnął, kiedy zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Byłem zmęczony po długim, pełnym wrażeń i wysiłku dniu, ale wiedziałem, że jeśli się położę, na pewno nie uda mi się dołączyć na czas do grupy wypadowej. Wziąłem więc tylko szybki prysznic, przebrałem się w czyste ciuchy, a potem przypiąłem do paska pochwę z rapierem. Na koniec wziąłem w rękę kibo po czym wybiegłem na korytarz. Niemal natychmiast skierowałem swoje kroki do stołówki gdzie zrobiłem sobie mocną, słodką kawę i pochłonąłem górę zrobionych przez uczynną kucharkę tostów.
Wzmocniwszy się trochę, ponownie zacząłem wałęsać się po szkole w nadziei, że Luftwaffe wyłoni się z którejś z klas i będę mógł z nim pogadać. Nic z tego. Na korytarzach były takie pustki, że nie mogłem uwierzyć, jak mała jest aktywność uczniów przy tak ogromnym zagrożeniu. W końcu jednak zobaczyłem idącą od strony biblioteki Nao. Dziewczyna potknęła się i zachwiała, próbując złapać równowagę. Udało się, ale w tym samym momencie z rąk wypadł jej jakiś przedmiot i upadł na ziemię. Domyśliłem się, że to jakaś książka, ale zdziwiło mnie zachowanie dziewczyny.
- Zarąbiście! – mruknęła zirytowana, rozglądając się nerwowo na boki.
Gdy tylko mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec. Schyliła się i szybko podniosła książkę. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy do niej podszedłem, schowała ją za plecami jakby nie chciała żebym zobaczył, o czym jest, a przy tym wszystkim jej mina niewiniątka była po prostu rozbrajająca. 
- Wszystko gra? – zapytałem z rozbawieniem.

<Nao?>

sobota, 8 sierpnia 2015

Miguel

Po dość specyficznej wymianie zdań z liderką i jej… ekscentrycznym podwładnym byłem pewien tylko jednego. Ayą ma się zająć grupa wypadowa złożona z wyspecjalizowanych i dopasowanych do potrzeb misji ludzi, a nie czwórka przypadkowych pierwszoroczniaków, którym wydaje się, że mogą wszystko. Niestety Rengiku nie dała nam konkretnych rozkazów do wykonania, co ułatwiłoby sprawę. A tak, sami musieliśmy wymyślić jak sprawnie rozwiązać problem i bez niepotrzebnych konfliktów odwieść Izayę i Inori od pomysłu złapania Ayi.
Z początku nie miałem bladego pojęcia jak tego dokonać, ale usłyszałem jak przechodzący koło mnie Keith mruczał coś do siebie o treningu Walecznych z pierwszego roku. Wtedy już wiedziałem, co zrobić.
- Nao – zwróciłem się do towarzyszki – Dasz radę w pojedynkę śledzić tę dziewczynę?
Dziewczyna obdarzyła mnie lekko zdezorientowanym spojrzeniem, a potem kiwnęła głową.
- Dobrze – uśmiechnąłem się – W takim razie wracajmy szybko do naszej grupy.
- Czekaj – powstrzymała mnie dziewczyna – Nie powiesz mi najpierw, co zamierzasz?
- Dowiesz się na miejscu – uciąłem szybko, łapiąc ją za rękę – Nie ma teraz czasu na wyjaśnienia, jeśli chcemy by nasi towarzysze nie wcielili w życie swojego planu.
Po tych słowach pociągnąłem Nao z powrotem do lasu. Moje słowa chyba ją przekonały, bo nie stawiała oporu tylko biegła u mego boku. Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce i z ulgą odkryliśmy, że Inori wraz z Izayą nie zrobili nic nierozsądnego.
- I jakie wieści? – zapytała zniecierpliwiona Inori jak tylko nas zauważyła
- Mamy nowy przydział zadań – wypaliłem bez zastanowienia – Wasza dwójka wraca ze mną do szkoły, bo jest jakiś trening Walecznych, a dziewczynę ma śledzić tylko Nao.
- Widzę, że Krzykacz wydał dyspozycje – warknął z pogardą Izaya.
- Nie – poprawiłem – Rengiku zajmuje się grupą wypadową, a treningiem zarządza Keith. Lepiej żebyśmy się pospieszyli, bo inaczej tylko mu narobimy kłopotów – dodałem przebiegle, wiedząc, że Inori nie będzie chciała ryzykować gniewu liderki.
- Niech będzie – odezwała się dziewczyna – Chodźmy.

<Nao?>
<Inori? Keith?>

czwartek, 6 sierpnia 2015

Miguel

Nie mogłem uwierzyć w to, co słyszałem! Czy oni naprawdę myśleli, że mamy jakąkolwiek szansę na złapanie tej dziewczyny?! Przecież skoro została opętana przez demona to może posiadać niewyobrażalną moc i wyzabijać nas w kilka minut! Czemu Izaya zaproponował coś takiego? Czy nie zdaje sobie sprawy z ryzyka….? Nigdy nie byłem tchórzem, ale nie zamierzałem też rzucić nas na pastwę nieznanego bez przygotowania toteż wtrąciłem się, zanim ktoś zareagował na plan przedstawiony przez Inori.
- Może zanim zaczniemy działać skonsultujemy się z centrum dowodzenia? – zasugerowałem, wiedząc, że jeśli otwarcie i zbyt gwałtownie wyłożę swoje racje to Izaya i dziewczyny mogą zrobić mi na przekór.
- A jak chcesz to zrobić? – zapytała Inori
- Rozdzielając się – wyjaśniłem – Jest nas czworo, więc możemy się podzielić na pary, bo tak będzie bezpieczniej. Powiedzmy, że Inori i Izaya tu zostaną i dalej będą śledzić młodą, a ja i Nao pójdziemy przedstawić liderkom nasz plan i dopytać o szczegóły dotyczące mocy tej małej.
- Niech będzie – przytaknęła Nao, która chyba podzielała moje obawy – Chodźmy i załatwmy to jak najszybciej.
Mimo, że Inori i Izaya nie wyglądali na zachwyconych pociągnąłem swoją tymczasową parę w głąb lasu. Biegliśmy jak najszybciej się dało, bo oboje baliśmy się, że pozostała dwójka może coś przedsięwziąć na własną rękę. Na szczęście nie musieliśmy dotrzeć aż do szkoły, bo na skraju lasu zamajaczyła nam znajoma sylwetka liderki Walecznych, rozmawiającej z jakimś chłopakiem.

(Rengiku?)

środa, 29 lipca 2015

Miguel

- Miguel Castellaro - mruknąłem, nonszalancko opierając się o pień starego dębu - Walczę metalowym kibo i rapierem. Specjalizuję się w manewrach obronnych i długiej walce. Słabszy jestem w sabotażu gdyż brakuje mi wyrachowania. - zakończyłem z lekkim uśmiechem, patrząc w oczy Izayi.
Ten gość nie wyglądał mi na godnego zaufania, a tym bardziej nie powierzyłbym mu dowodzenia żadną grupą. No, ale to nie do mnie należy ta decyzja, a liderki najwyraźniej są innego zdania. Tak czy inaczej nie zamierzałem ułatwiać facetowi całej sprawy, a przede wszystkim musiałem uważać by Inori i Nao nic się nie stało. Czułem się za nie odpowiedzialny....
- To skoro już wiesz o nas co chciałeś, możemy zacząć działać nie? - mruknęła zniecierpliwiona Nao, podejrzliwie patrząc na Zatushi'ego i przerywając moje rozmyślania.

(Izaya?)


czwartek, 23 lipca 2015

Miguel

Przez dłuższą chwilę staliśmy w bezruchu, nasłuchując i przeczesując teren przed sobą.
- Tam – szepnęła w końcu Nao, wskazując na poruszający się między drzewami cień.
- Zaczekajcie tu – mruknąłem – Sprawdzę czy to ona. Jeśli nie wrócę w ciągu pięciu minut to do mnie dołączcie.
Nie czekając na reakcje dziewczyn, wysunąłem się do przodu i cicho zbliżył do niezidentyfikowanego kształtu. W końcu dzieląca nas odległość była na tyle mała, że rozpoznałem poszukiwaną dziewczynę. Miałem ochotę od razu ją zatrzymać, ale właśnie w tym momencie skontaktowała się ze mną Liderka Magicznych, prosząc o zdanie raportu. W kilku słowach poinformowałem ją o tym, co się u nas dzieje, a ona nakazała bym trzymał się z dala od dziewczyny i wraz z grupą śledził każdy jej ruch. Powiedziała też, że zaraz dojdzie do nas jeszcze jedna osoba, po czym zerwała kontakt.
Nie spuszczałem z oka dziewczyny, podążając za nią krok w krok aż wreszcie dołączyły do mnie moje partnerki, którym szybko wyjaśniłem, co jest grane.

(Inori? Nao?)

czwartek, 16 lipca 2015

Miguel

- Widzę, że panienka mnie nie poznała - zakpiłem z szelmowskim uśmiechem - Muguel do usług - skłoniłem się dwornie. 
Początkowo dziewczyna patrzyła na mnie z błędnym wzrokiem i z lekka głupią miną, a jej koleżanka, Nao, widząc to, dusiła się ze śmiechu. W końcu Inori skojarzyła mnie z wczorajszym treningiem, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. 
- Dobra dobra, mój błąd - mruknęła - Ale już przestań się popisywać i chodźmy na ten patrol. 
- Panie przodem - zgodziłem się, wskazując im miejsce gdzie najlepiej było zacząć. 
Dziewczyny ruszyły przed siebie, a ja trzymałem się nieco z tyłu by je zabezpieczać. Na początku wszyscy milczeliśmy, ale gdy Inori spostrzegła, że zostałem z tyłu zaczęła coś szeptać Nao do ucha, a po chwili obie zachichotały, posyłając znaczące spojrzenia w moją stronę. 
Udałem, że tego nie zauważyłem, ale musiałem przez to przysłonić dłonią usta, na których mimowolnie wykwitł szeroki uśmiech. 

<Inori? Nao? Co to za ploteczki?>

poniedziałek, 13 lipca 2015

Miguel

Ten facet nigdy się nie zmieni. – myślałem na poły rozbawiony na poły zirytowany, biegnąc do Twierdzy Walecznych. Odkąd go znałem Hiroki zawsze przedkładał dobro innych ponad swoje sprawy, więc w sumie nie powinno mnie dziwić, że teraz wolał narazić się Inkwizycji niż zostawić tamtego chłopaka. Poza tym była jeszcze jedna korzyść tego zamieszanie i Hiroki równie dobrze jak ja zdawał sobie z tego sprawę. Skoro Katia będzie musiała zająć się rannym to afera z Inkwizycją zostanie odwleczona w czasie, bo nic nie zrobią podczas jej nieobecności. Tylko czy to, aby na pewno dla niego takie dobre….
Zanim zdążyłem odpowiedzieć sobie na to pytanie, byłem już na miejscu. Energicznie zapukałem do drzwi i nie czekając na zaproszenie, wszedłem do środka. Atmosfera w pokoju kompletnie mnie zaskoczyła, bo wydawało się, że zebrani tu ludzie dosłownie przed chwilą zanosili się śmiechem, a nie sądziłem, że moja liderka jest do niego skora. Nawet, jeśli przedtem była to, kiedy wszedłem od razu spochmurniałą.
- No i gdzie nasza Księżniczka? – zapytała ostro – Czyżby zasłabła w drodze na wieść o ułaskawieniu? – zakpiła
- Nie przeciągaj struny siostrzyczko – wtrąciła znacząco Katia, po czym zwróciła się do mnie – Co się stało?
- Na dole znaleźliśmy rannego – wyjaśniłem zwięźle – Hiroki uparł się, że go nie zostawi i nie przyjdzie póki ktoś się nim nie zajmie.
- W takim razie już do niego idę.
Tak jak się spodziewałem Katii nie trzeba było dwa razy prosić o pomoc.
- Poczekaj – powstrzymała ją moja liderka – A co z tą tutaj? – wskazała na Ayę, wciąż pogrążoną w magicznym letargu – Nie utrzymasz jej długo w takim stanie, poza tym Ray nie ma czasu przesiadywać tu cały dzień i czekać aż jaśnie pan Hiroki raczy się pojawić.
- Ray poczeka – odparła Katia z przekonaniem, posyłając w stronę monitora promienny uśmiech.
- Nie to będzie rekompensata za Lucka Katia-chan – Inkwizytor odwzajemnił uśmiech.
- A co do dziewczyny – dodała Liderka Magicznych, zwracając się znów do Rengiku, a jednocześnie kierując się w stronę drzwi – to przecież dasz sobie radę z nieporadną piętnastolatką, prawda?
- Niech będzie – warknęła tamta – Za godzinę tutaj, jasne?
Katia tylko kiwnęła głową i wyszła, a ja poszedłem za nią, zamykając drzwi. Zbiegliśmy na dół i szybko znaleźliśmy chłopaków. Rozmawiali cicho i podejrzewałem, że Hiro używa swoich zdolności by uspokoić nieznajomego i wyciągnąć od niego, co się stało. Jednak, kiedy chłopak nas zobaczył wyraźnie się spłoszył i znów próbował wstać, przez co wysiłki przyjaciela poszły na marne.

(Hiroki?)

Miguel

Wymknąłem się z pokoju liderki, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja. Znalazłszy się na korytarzu zacząłem intensywnie myśleć, gdzie mogę znaleźć Hiro. Gdyby w tej szkole była sala muzyczna to sprawa byłaby oczywista, a tak...
Nie chcąc tracić czasu pobiegłem do Kwatery Magicznych, żeby sprawdzić, czy przyjaciela nie ma w pokoju. Jednak zanim dotarłem na miejsce, moją uwagę przykuły dźwięki skrzypiec i pianina. Zrobiłem gwałtowny zwrot i popędziłem w tamtym kierunku,  pewien,  że gdzie jest pianino, tam Hirokiego zabraknąć nie może. I rzeczywiście, ledwo wszedłem do sali z kilkoma komputerami, zobaczyłem przyjaciela zatopionego w muzyce wraz z towarzyszącą mu dziewczyną,  która grała na skrzypcach.  Oboje byli tak zajęci sobą,  że nawet nie zauważyli kiedy wszedłem.  Dopiero, gdy stanąłem tuż przed Hirokim, a do chłopaka dotarły moje emocje,  gwałtownie zerwał się z krzesła.
- Migi...? Tak szybko...? Udało wam się...? -  wydukał z wyraźnym przestrachem.
- Spokojnie Hiro -  położyłem mu rękę na ramieniu,  próbując jednocześnie uspokoić własne emocje,  które tak wystraszyły przyjaciela. - Musimy iść do pokoju Rengiku. Wszystko Ci wyjaśnię po drodze.

<Hiroki?>

niedziela, 12 lipca 2015

Miguel

Przez sześć bitych godzin galopowaliśmy we trójkę przez leśną gęstwinę. Myślałem, że wykorzystamy ten czas na omówienie planu działania, ale ani Katia ani Inkwizytor nie byli skorzy do rozmowy. Liderka Magicznych wyglądała wręcz na nieobecną co jeszcze dodatkowo irytowało tego całego Lucjusza. W końcu facet niewytrzymał i warknął:
- Możesz wreszcie powściągnąć swoje macki?!
- Nie rozumiem o czym mówisz - odparła dziewczyna odrobine zdezorientowana tak jakby blondyn wytracił ją z głębokiego letargu.
- Mówię o twojej magii - syknął - Cały czas mnie sądujesz i drażnisz....
- Drażnię twoją barierę, co? - prychnęła Katia z rozbawieniem -  Irytuje Cię, że jestem w stanie w ogóle posługiwać sie magią mimo blokady jaką nałożyłeś. Jestes zdania, że nie powinno się od tak używać swoich mocy, ale mimo to podtrzymujesz barierę czyli używasz magii.
Ale z Ciebie hipokryta Lucjuszu.
- Jak śmiesz...?!
- Tak po prostu wolno mi mówić prawdę - wzruszyła ramionami - Wyobraź sobie, że podobnie jak Rengiku nie jestem zwykłą uczennicą, a większość twoich przełożonych sporo mi zawdzięcza. Zacznij się więc zachowywać jak na gentelmena i inkwizytora przystało. Pogódź się z naszym towarzystwem i magią, której będę używać chociażby po to by wykryć wszelkie przeszkody, które mogłyby uniemożliwić nam odzyskanie Amuletu. Czy to jasne?
Inkwizytor zacisnął zęby z wściekłości, ale po chwili niechętnie skinął głową.
- Dobrze - Katia wyraźnie się rozluźniła - Skoro już sobie to wyjaśniliśmy to opowiedz mi co wiecie o całym zdarzeniu.
- Przecież już mówiłem o tym w szkole - zaprotestował Lucek.
Westchnąłem ciężko, a Katia wywróciła oczami.
- No to rozszerz nieco swoją relację dla Rengiku - mruknęła zrezygnowana - Chociażby o to jakim cudem zawiodły legendarne zabezpieczenia Inkwizycji. Z tego co wiem to w Świątyni Słońca i Księżyca aż się od nich roi.
- Masz rację - burknął Lucjusz - Roi się też od strażników, którzy dzień i noc patrolują cały teren.
- No to albo ci goście mają problemy ze wzrokiem albo to łajzy i obiboki. - wtrąciłem
- Albo wszystko na raz - dopowiedziała Katia pewnie tylko po to by odrobinę podrażnić się z Lucjuszem, a ten oczywiście od razu połknął haczyk.
- Sam byłem tam strażnikiem - warknął - Do tej roboty przymują tylko najlepszych. Ten co ich wykiwał musiał być niezwykle silny i odważny, bo powszechnie wiadomo, że straż nie patyczkuje się ze złapanymi na próbie kradzieży.
- Tym bardziej trudno mi uwierzyć, że zobaczywszy Hirokiego wciąż upierasz się, że jest winny - zauważyła sprytnie Katerina
- No właśnie - poparłem ją natychmiast - Hiro to ostatnia osoba, którą widziałbym w roli twardego, czarnego charakteru.
Mówiłem prawdę. Znałem Hiro niemal od dziecka i wiedziałem, że łagodniejszego faceta nie sposob spotkać. Nawet jak musiał wyładowywać nadmiar odbieranych emocji, nie był w stanie nikogo skrzywdzić.
- No coś w tym jest - przyznał z ociąganiem blondyn - Ale jednocześnie ten wasz chłopak jest dość mocno Uzdolniony, a nikt nieposiadający umiejętności magicznych nie dałby rady zablokować naszych zabezpieczeń. No i jeszcze ta aura...
- Aurę zostaw mnie - weszła mu w słowo Katia
- A co na to wszystko strażnicy? - wtrąciłem - Widzieli coś?
Moje pytanie chyba poruszyło jakiś czuły punkt bo Inkwizytor spiął się widocznie i warknął, piorunując mnie wzrokiem:
- A co Ci do tego uczniaku?! Lepiej siedź cicho i osłaniaj tyły bo od tego tu jesteś!
- Coś ty taki spięty Lucjuszu? - Katia wymownie uniosła brwi - Zostaw chłopaka w spokoju i odpowiedz na pytanie. Tylko bez wykrętów.
- Podobno Erick widział złodzieja - przyznał w końcu facet
- No i? - naciskała Katerina 
- Nie był pewien bo było ciemno, a on mu tylko mignął, ale.... wydawało mu sie, że to była dziewczyna.
- Jakieś szczegóły? - liderka przyjęła rewelację Lucjusza bardzo spokojnie
- Nie moim obowiązkiem jest o to pytać - obruszył sie - To Ty masz wyjaśnić sprawę.
- Jak chcesz - Katia wzruszyła ramionami - Już i tak jesteśmy na miejscu.
Ledwo to powiedziała w pełnym pędzie wyskoczyliśmy z lasu na ogromną polać otwartej przestrzeni, a naszym oczom ukazała się niesamowita budowla. Świątynia Słońca i Księżyca była wielka, potężna i piękna zarazem. Wschodzące słońce odbijało się od witrażowych okien, igrając na ozdobnych wykończeniach architektonicznych. Ten widok oczarował mnie tak, że zatrzymałem konia by móc się nim nasycić, ale Katia i Lucjusz byli już do niego przyzwyczajeni toteż nie pozwolili mi tam stać zbyt długo...

<Katia?>

sobota, 4 lipca 2015

Miguel

W tej szkole waleczność biorą chyba ciut za bardzo na serio – pomyślałem, kiedy o mały włos nie oberwałby książką po głowie. Jednak najwyraźniej nie wszyscy tu byli tacy. Inori nie miała najwidoczniej ochoty włączać się w całe to zamieszanie, a ja nie miałem pojęcia czy taka jest zawsze czy też jest to wina jej ponurego nastroju.
Tak czy siak ta dziewczyna mocno mnie zaintrygowała i nie zamierzałem tak łatwo pozwolić jej się wymknąć.
- Poczekaj! – poprosiłem – Dokąd idziesz?
- Na trening z liderką – burknęła – Wszyscy nowi mają się podobno stawić.
- Dobrze wiedzieć – prychnąłem rozbawiony – Też jestem nowy, więc siedzimy w tym razem.
- No to chodź – Inori wzruszyła ramionami – Tylko siedź cicho z łaski swojej.
- Aż tak bardzo cię drażnię? – zacząłem się z nią droczyć, wyprzedzają ja i idąc tyłem.
- Nie no skąd – mruknęła ironicznie – Popisy mnie nie ruszają, ale może byś mnie puścił przodem, co? Bo się spóźnimy, a ja nie chcę bury dostać.
- Wedle życzenia – skłoniłem się dwornie z szerokim uśmiechem, co jeszcze bardziej ją zdenerwowało – Panie przodem.
Dziewczyna prychnęła, po czym minęła mnie z dumnie podniesioną głową. Poszedłem za nią, próbując stłumić śmiech. Po kilku minutach weszliśmy do sali treningowej tuż za jakimś blondynem.
- No witam spóźnialskich – syknęła czarnowłosa dziewczyna – Dobrze, że wreszcie raczyliście się pojawić, a teraz do roboty!
- Trochę więcej luzu mentorko – parsknął blondyn – Nie chcesz najpierw usłyszeć najświeższych ploteczek.
- Siedź cicho Nathan – warknęła liderka – Nie zaskoczysz mnie żadnymi informacjami.
- Tak? – blondyn uśmiechnął się arogancko – A wiesz już o blondynie w garniturze wizytującym Magicznych? – zakpił.
- Że co?! – wściekła się dziewczyna – Inkwizytor w naszej szkole?!
- Nie wiem czy to był inkwizytor – wyjaśnił chłopak – Ale wyglądał mi na ważnego gościa i miał w twarzy okrutną wściekłość.
- No pięknie – mruknęła Rengiku, po czym odwróciła się do starszego ucznia, stojącego w koncie – Gin poprowadzisz im trening. – zakomenderowała – Ja muszę zobaczyć coś się tam dzieję, a ty Nathan i… ty – wskazała na mnie – pójdziecie ze mną.

(Rengiku?)

Miguel

- To tutaj Mauricio – powiedziałem, dając znak by mężczyzna zatrzymał samochód.
Mauricio był w naszej rodzinie odkąd pamiętam, pracował tu, jako lokaj, czasem szofer, ale dla mnie i rodzeństwa był niczym jeszcze jeden dziadek.
- Wnieść bagaże? – zapytał, parkując przed ogromnym budynkiem mojej nowej szkoły.
- Poradzę sobie – odparłem rozbawiony, wysiadając z auta i otwierając bagażnik.
Pod czujnym okiem Mauricia zarzuciłem torbę na ramię i wyjąłem walizkę. Wolną ręką uchwyciłem mocno swoją broń i wreszcie byłem gotowy.
- Jesteś już wolny – zwróciłem się do szofera
- Do widzenia paniczu – Mauricio ukłonił się z szacunkiem
- Do zobaczenia! – Zawołałem, po czym szparkim krokiem ruszyłem w stronę czerwonego gmachu.
Z tego, co się zdążyłem zorientować moja klasa zajmowała zachodnią część szkoły. Chciałem jak najszybciej pozbyć się tych wszystkich szpargałów toteż niemal wbiegłem do budynku. Dalej nie poszło mi już tak łatwo, bo każdy skrawek korytarza w zachodnim skrzydle podobny był do pola bitwy. Musiałem, co chwila robić uniki lub odbijać lecące na mnie obiekty za pomocą kibo. Przyznam szczerze, że mnie to bawiło, a miny właścicieli broni, gdy ta wracała do nich niczym bumerang były po prostu bezcenne.
Kiedy w końcu znalazłem się w swoim pokoju od razu zauważyłem, że mój współlokator już się wcześniej tu pojawił, bo łóżko było rozburzone, a na jednym z biurek ustawiono stos podręczników. Zaciekawiony rzuciłem okiem na pierwszą z brzegu książkę. Była to „Strategia stosowana” podpisana przez niejakiego Nathaniela Rize. Ciekaw byłem czy będzie dało się z nim pogadać, ale nie miałem zamiaru siedzieć tu i czekać aż się łaskawie raczy pojawić. W rekordowym tempie wypakowałem wszystkie swoje rzeczy do szafy i szafek, a potem wyszedłem wciąż z kibo w prawej dłoni. Nie miałem zamiaru dać się komuś zaskoczyć i oberwać już w pierwszym dniu szkoły.
Zacząłem spacerować po korytarzach, wchodząc do wszystkich interesujących pomieszczeń jak biblioteka, kafeteria czy sala treningowa. Wszędzie było tłoczno i głośno, ale na parterze moją uwagę zwróciły dwie dziewczyny. Jedna wyglądała na zdezorientowaną i z lekka zirytowaną, a druga, która rozmawiała przez telefon była blada i jakby zszokowana.
- Cześć – przywitałem się, podchodząc do nich – Coś nie tak?
- Nie twój interes – warknęła ta blada dziewczyna, chowając telefon do kieszeni – Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy i lepiej zostaw mnie w spokoju!
Po tych słowach dziewczyna pobiegła w sobie tylko wiadomym kierunku, a ja zostałem z białowłosą dziewczyną, która była chyba równie zdziwiona całym zajściem, co ja.

(Inori?)

Strony