Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

środa, 26 sierpnia 2015

Inori

Nao opowiedziała mi co się wydarzyło przez mój czas, gdy byłam nieobecna. Zrozumiałam wtedy dlaczego Keith się tak bardzo martwił. Może nie do końca, ale chociaż w większej połowie.
- Wybacz mi, że zniknęłam tak bez pożegnania na tak długo. Wiesz nie miałam czasu nawet, żeby do ciebie zadzwonić. Mój brat pojawił się ni stąd ni z znikąd powiadamiając mnie o tym, ze jestem potrzebna. Przez ten czas pomagałam w firmie bo moi rodzice musieli gdzieś wyjechać. Chodziłam przez to na różne bankiety, bale, spotkania i takie tam. Nawet nie miałam czasu, aby porozmawiać z moim bratem. Ale tak już bywa.- odetchnęłam.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziała, biorąc ostatni łyk herbaty.
- I jak smakowała ci herbata? - zapytałam
- Bardzo mi smakował. Naprawdę ci dziękuję. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Nao powiesz mi czym tak się martwisz? - zapytałam się patrząc w oczy dziewczyny.

<Nao?>

Nao

- Chętnie - uśmiechnęłam się, chwyciłam dziewczynę za rękę i podniosłam się.
Poszłyśmy do pokoju Inori. Zaparzyła nam herbaty, podała mi jedną z filiżanek i usiadła naprzeciwko mnie.
- To opowiadaj - poprosiła.
- A więc tak. W szkole nadal jest opętana dziewczyna, ale chyba wkrótce ją złapiemy. Okazało się, że jej moc "ładuje się" przy pełni księżyca. Przez kilka godzin pełniłam przy niej wartę, a później zastąpił mnie Caspair. Z tego co słyszałam, ta opętana coś mu zrobiła, ale nie jestem pewna co takiego. W każdym razie Keith był tym chyba bardzo zmartwiony. Przez chwilkę rozmawiałam z Miguelem, gdy nagle usłyszeliśmy dźwięk eksplozji z sali ziołolecznictwa, więc pobiegliśmy do niej. Okazało się, że Kitsune, Rias i Sayuri zrobiły więzienie dla opętanej. Później do sali wpadła Katia razem z Keithem i zabrali Rias. Wydaje mi się, że coś szykują. Tuż po tym wydarzeniu, wyszłam się przewietrzyć i znalazłam ciebie - mówiłam, już powoli brakowało mi tchu -W ogóle to podobno Hiroki zna tę opętaną dziewczynę. Ma na imię Aya. To chyba tyle z tych najważniejszych rzeczy - zakończyłam wreszcie - A co u ciebie?
<Inori?>

Inori

Byłam tak przybita i zła na siebie, że nie mogłam się spotkać z Nao, że nie zauważyłam jej. Ale znajomy głos mówiący do mnie wreszcie przysiadł się do mnie. Odwracając wzrok w stronę osoby, która się do mnie przysiadła ukazała mi się twarz Nao.
- To ty Nao. - rzuciłam się na dziewczynę. - Wybacz mi, że cię nie słuchałam. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nic nie szkodzi. Cieszę się że cie widzę. - odpowiedziała Nao. Ale czymś się chyba martwiła.
- Czy coś się wydarzyło przez czas mojej nieobecności? - spytałam
- Wiesz nie za dużo, ale się wydarzyło. - odpowiedziała
- A opowiesz mi wszystko przy filiżance herbaty? - zapytałam się i wstając podałam rękę Nao.

<Nao?>

Nao

Wszystko wydawało się być strasznie zagmatwane. Jak zwykle nie byłam potrzebna.
- Dokąd idziesz? - usłyszałam za sobą gdy właśnie miałam wyjść.
- Przejść się - oświadczyłam i trzasnęłam drzwiami.
Po całej akcji uznałam, że pójdę się przewietrzyć. Było już dość ciemno, ale nie specjalnie mi to przeszkadzało. Przeszłam się kawałek, gdy zobaczyłam Inori. Siedziała całkiem sama, co trochę mnie zmartwiło.
- Co tutaj robisz w tak chłodny wieczór całkiem sama? - spytałam, ale wcale się nie odwróciła. Podeszłam do niej i usiadłam obok. Położyłam jej rękę na ramieniu.
- Inori-chan? Coś się stało? - spytałam zmartwiona.
Dopiero wtedy mnie zauważyła.
<Inori?>

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rias

Więzienie wykonane! Nie było łatwo, ponieważ mogliśmy zginąć podczas eksplozji, ale na szczęście tak się nie stało! Wykonanie więzienia było warte naszego wysiłku, bo gdy ujrzeliśmy nasze dzieło, zachwyciliśmy się jego pięknem. Dziewczyny podeszły bliżej naszego dzieła i oglądały je z bliska, ale ja niestety stałam daleko żeby moc klatki mnie nie dosięgła. Na szczęcie miałam zajęcie, ponieważ musiałam wyjaśnić, co się dzieje, dwójce uczniów, którzy po chwili weszli do sali, słysząc wybuch. Gdy wszystko wyjaśniłam, nagle znów ktoś wszedł do sali, więc cała nasza piątka obróciła się w stronę drzwi. Wszyscy byliśmy bardzo zaskoczeni na widok Kateriny, która swym przybyciem zasiała w nas ziarno niepokoju. Dziewczyna podała nam nowe informacje, a mnie wyznaczyła nowe zadanie, które miało polegać na przetransportowanie Caspaira z powrotem do szkoły.
- W razie gdyby demon próbował nam przeszkodzić będziesz wiedziała jak sobie z nim poradzić, prawda? – zapytała na koniec liderka
- Tak – odparłam krótko
Katia uśmiechnęła się z ulgą i wraz ze mną i jasnowłosym chłopakiem opuściła salę.

<Katerina? Keith? Co teraz?>
<Sayuri? Nao? Co się dzieje po naszym wyjściu?>

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Ogłoszenie

Cześć miśki!
Tu wasza ukochana adminka - Kuroneko. A właściwie, to już ex-adminka. Wycofuję klocki, zarówno Rengiku, jak i Hiroki zostają, ale wszelkie problemy intymne/posty/postaci do Moiry tylko i wyłącznie. No, chyba że wciągniecie z cyrk Keitha.
Kuroneko/Muahahahaha

niedziela, 23 sierpnia 2015

Katia

Z niepokojem obserwowałam jak przez twarz Keitha przemykają przeróżne emocje, od poczucia winy przez gniew aż do determinacji. W końcu mogłam jednak odetchnąć z ulgą, bo chłopak zamiast się pogrążać w smutku czy gniewie, zaczął działać, a w jego oczach pojawiła się determinacja. Co prawda nie miałam ochoty na konfrontacje z Rengiku, jaką planował, ale najważniejsze było, że na twarzy towarzysza ponownie zagościł lekki uśmiech. Widząc go poczułam się znacznie lepiej i pewniej, a w moim sercu zakiełkowała niezachwiana pewność, że we dwójkę wszystko nam się uda.
- Chodźmy – ponagliłam towarzysza i pociągnęłam go za rękę w stronę sali ziołolecznictwa.
Nie musiałam zbyt długo czekać na reakcję, bo chłopak momentalnie ruszył z miejsca i niemal zaczął biec. Bez problemu dotrzymywałam mu kroku, a w ten sposób już po trzech minutach dotarliśmy na miejsce i niczym huragan wparowaliśmy do środka. Ku mojemu zdziwieniu w sali oprócz trzech dziewczyn z klasy M zastaliśmy Nao i Miguela. Cała piątka patrzyła teraz zaskoczona naszym wtargnięciem, a w ich oczach czaił się niepokój.
- Co jest? – odezwał się pierwszy Miguel – Aya znowu coś zmalowała?
- Oprócz tego, że zrobiła coś Caspairowi, a potem uciekła to w zasadzie nic – odpowiedział Keith.
- No pięknie – blondyn wyglądał na mocno zmartwionego – Co z nią zrobicie jak już.... jak już będzie normalna? – zapytał z wahaniem.
Wiedziałam, o co mu chodzi. Nie dość, że znał Ayę i przejmował się jej losem to jeszcze miał na uwadze Hirokiego, który z pewnością by się załamał gdyby Ayę spotkało coś złego z rąk Inkwizycji.
- Nie martw się – powiedziałam łagodnie – Ayi nie zostaną postawione żadne zarzuty, ponieważ działa pod wpływem demona. To właśnie on zostanie oddany pod sąd i ukarany a może nawet zniszczony….
- Tym zajmę się ja – wtrąciła się Rias – To z pewnością jeden z moich poddanych i nie chcę żeby zginął, ale mogę wam obiecać, że kiedy już opuści ciało tej dziewczyny spotka go surowa kara.
Dziewczyna powiedziała to z taką powagą i władczością, że nie miałam wątpliwości o jej królewskim pochodzeniu.
- Dobrze – skinęłam głową – Ale to później. Na razie pomożesz nam przetransportować Caspaira z powrotem do szkoły. – poinstruowałam – W razie gdyby demon próbował nam w tym przeszkodzić będziesz wiedziała jak sobie z nim poradzić, prawda?

(Rias?)

sobota, 22 sierpnia 2015

Nao


Razem z Miguelem pobiegliśmy do sali ziołolecznictwa. Zastaliśmy tam trzy dziewczyny, leżące na ziemi. Rozpoznałam jedynie Kitsune, z którą kiedyś miałam przyjemność rozmawiać. Natychmiast do niej podbiegłam i pomogłam wstać.
- Nic wam nie jest? - spytałam.
- Nie, już wszystko dobrze - odpowiedziała słabym głosem jedna z dziewczyn.
- Co tu się stało? - usłyszałam za sobą głos Miguela.
- Próbowałyśmy stworzyć więzienie dla opętanej, co doprowadziło do eksplozji - wytłumaczyła czerwonowłosa.
- I co? Udało się? - dopytywałam.
- Sama oceń - powiedziała i gestem ręki wskazała na ogromną klatkę.
- Wow, super! Wreszcie można działać! - krzyknęłam z entuzjazmem.
Obeszłam więzienie kilka razy dookoła i podziwiałam wykonanie, gdy nagle usłyszałam, jak ktoś gwałtownie otwiera drzwi do sali. Obróciłam się napięcie, aby sprawdzić, kto to.

Keith

Słowa Katii dotknęły mnie do żywego. Pobladłem z przerażenia. Czy ja na pewno dobrze usłyszałem?
- Mogłabyś powtórzyć? - zapytałem, próbując trzymać nerwy na wodzy.
Dziewczyna na moment zawahała się, ale po chwili odpowiedziała:
- Przyszła do mnie, była zdenerwowana. Zaczęła mnie obwiniać o to, co stało się z Caspairem - popatrzyła na moje przerażone oblicze. - Ale spokojnie, to nic - dodała szybko, lecz trochę zbyt chaotycznie.
Spuściłem głowę i potarłem skronie. Wiedziałem, że skoro Rengiku była zdenerwowana, to puściły jej nerwy. Z pewnością nawrzeszczała na Katię, to nie ulegało wątpliwości. Myślałem, iż jestem cierpliwy, a moje nerwy pokrywa stal tak gruba i trwała, że nikt nie może się przez nią przebić. Tak było aż do tego momentu. W mojej piersi palił się gniew. Domagał się uwolnienia. Jak mogła zrobić coś takiego? Przecież to ja wydawałem rozkazy. Ja, nie Katia! Dlaczego pobiegła najpierw do niej?! Wszystkie moje błędy jako dowódcy przemknęły mi przed oczami. Nazbierało się trochę potknięć, jednak to ostatnie biło resztę na głowę. W dodatku oberwała za mnie Katia, moja towarzyszka. Spojrzałem na nią. Stała przede mną i mierzyła mnie troskliwym wzrokiem. Wiedziała, że się obwiniam. O dziwo to spojrzenie zlikwidowało wszystkie negatywne emocje, a w dodatku dotarło do schowanego gdzieś głęboko optymizmu i pozwoliło mu wyjść na zewnątrz. Kąciki moich ust mimowolnie powędrowały do góry. Miałem ochotę ją przytulić, podziękować. Jakimś dziwnym trafem uratowała tego optymistę, którym jestem na co dzień. Teraz muszę się podnieść, wyjść z tego z wysoko uniesioną głową. Dla siebie, dla Caspaira i dla Katii. Nie powiedziała mi tego wprost, ale czułem, że we mnie wierzyła. Nie mogłem jej zawieść. Ostatecznie podszedłem do niej i patrząc jej w oczy, powiedziałem:
- Przepraszam, że musiałaś oberwać za mój błąd. Wiem, że Rengiku na pewno nie potraktowała cię łagodnie - przygryzłem wargę. - Podjąłem złą decyzję, ale rozstrząnie tego w nieskończoność nie pomoże Caspairowi. Znajdziemy go i postawimy na nogi choćby nie wiem, co się działo - uśmiechnąłem się. - Po tym wszystkim pójdę do Rengiku. Musi wiedzieć, że nie miałaś z tym nic wspólnego.
Mój głos był spokojny, przepełniony pewnością siebie. Nie bałem się konsekwencji ani wrzasków liderki Walecznych. Byłem na nią wściekły, a moja sympatia do niej przerodziła się w coś na kształt niechęci. Nie mogłem tylko zrozumieć, dlaczego padło akurat na Katię. Wcześniej Rengiku kazała mi też nie słuchać tego, co "ona by mi opowiadała". Czyżby przepełniała ją jakaś niechęć do niej? Musiałem prędzej czy później dowiedzieć się, co jest jej powodem...

<Katia?>

piątek, 21 sierpnia 2015

Katia

Przebiegłam praktycznie cały budynek, rozglądając się uważnie w nadziei, że zobaczę znajomą, uśmiechniętą twarz Keitha. Nic z tego. Nie dość, że nigdzie go nie było to jeszcze nikt z Walecznych nie był mi w stanie powiedzieć, gdzie się udał. Dowiedziałam się tylko, że chłopak „dostał burę od liderki i gdzieś się ulotnił”. To było jakąś godzinę temu i od tej pory Keitha nie widzieli.
Kiedy tylko o tym usłyszałam, wystraszyłam się, że mój partner zamierza na własną rękę uratować tego Walecznego, którym zawładnęła Aya. Wiedziałam, że choć jest świetnym wojownikiem to w pojedynkę sobie nie poradzi, więc znowu ruszyłam biegiem do wyjścia głównego. Planowałam jak najszybciej dosiąść Nari i dogonić towarzysza, ale ku mojej wielkiej uldze nie musiałam tego robić. Ledwo opuściłam szkołę zobaczyłam chłopaka rozmawiającego z Inori.
- Keith wszędzie cię szukam! – zawołałam z ulgą i lekkim wyrzutem.
- Dobrze się składa, bo ja też – odparł, ale jakoś tak mniej entuzjastycznie niż zwykle.
- To ja już pójdę – mruknęła Inori i szybko się ulotniła.
- To w jakiej sprawie mnie tak szukałaś? – zapytał chłopak, podchodząc do mnie.
- Pomożesz mi przetransportować tego Walecznego z powrotem do szkoły? – poprosiłam - Podobno jest gdzieś niedaleko.
Tak jak się domyślałam, Keitha dręczyło poczucie winy i to do tego stopnia, że ledwo wspomniałam o nieszczęsnym wartowniku, zacisnął pięści i zrobił się bardzo nerwowy.
- Tak, tak, oczywiście – odpowiedział cicho, a ja w tej chwili miałam wielką ochotę go przytulić i jakoś pocieszyć.
Opanowałam się jednak szybko, bo nie mieliśmy na to czasu.
- Dobrze, to teraz musimy jeszcze znaleźć Rias i Sarę. – oznajmiłam rzeczowym tonem - Będą nam potrzebne.
- Sara jest najprawdopodobniej w swoim pokoju – powiedział trochę pewniejszym tonem - A Rias nie miała robić jakiegoś więzienia dla Ayi? – zapytał.
- Racja, chodźmy sprawdzić.
Po tych słowach oboje ruszyliśmy do sali ziołolecznictwa. Po drodze gorączkowo zaczęłam przeszukiwać teren umysłem w poszukiwaniu naszej jasnowłosej Walecznej. W końcu zlokalizowałam ją w jej domu i z miejsca wyczułam, że jest w krainie sennych marzeń. Musiałam ją obudzić i to szybko, bo potrzebowaliśmy jej tu na już. Dlatego też bez ogródek wdarłam się do jej umysłu z mentalnym krzykiem.
Sara! Sara do cholery obudź się! Sara! Sala ziołolecznictwa!
Wyczułam, że dziewczyna zerwała się niemal natychmiast, więc zadowolona przerwałam połączenie. Byliśmy dopiero na pierwszym piętrze i od sali ziołolecznictwa dzieliło nas jeszcze kilka długich korytarzy, a Keith był tak zamyślony i zdenerwowany chyba nawet nie zauważył, że się na chwilę wyłączyłam. Widząc jak zatroskaną ma minę ponownie poczułam, że muszę coś zrobić by przestał się martwić, a na jego twarzy zagościł ten ciepły uśmiech….
- Keith – szepnęłam, przysuwając się do niego i kładąc rękę na ramieniu – Nie przejmuj się tak. Każdy popełnia błędy.
- Wiem – mruknął nieprzekonany i zatrzymał się by spojrzeć mi prosto w oczy – Ale przeze mnie Caspair może nawet stracić życie.
- Nie pozwolimy na to – zapewniłam z pasją – Przetransportujemy go do szkoły i tu go wyleczę. A jutro Rengiku i jej grupa wypadowa złapią Ayę i wszystko się uspokoi.
Keith spochmurniał na samą wzmiankę o mojej siostrze
– Nie jestem pewien czy Rengiku w ogóle się czymkolwiek przejęła.
- Jasne, że tak – westchnęłam – Wbrew pozorom się przejmuje tylko nie chce by ktokolwiek widział jej emocje, więc ukrywa je pod grubą maską. Ale te popisy i huśtawka nastrojów, kiedy dziś do mnie przyszła i zaczęła obwiniać o stan Caspaira najlepiej dowodzą…
- Co zrobiła?! – przerwał mi zdumiony Keith, a ja z niepokojem dostrzegłam, że zrobił się bardzo blady.

<Keith?>

Inori

Dzięki dobremu refleksowi Keith'a nie upadłam ze schodów. Mogłam zauważyć, że Keith czymś się martwi i obwinia. Chcąc z nim porozmawiać, zrezygnowałam jak tylko zobaczyłam dziewczynę szukając jego. Żegnając się z nim, odeszłam. Lekko zaniepokojona Keithem ruszyłam w dalsze poszukiwania Nao. Niestety nie znalazłam jej, a było dość późno. Wyszłam do ogrodu, gdzie chciałam trochę się przewietrzyć i pomyśleć, gdzie też mogła by być Nao. Usiadłam na jednej ze schód i przygarniając swoje nogi objęłam je rękoma i zaczęłam patrzeć się w niebo. Ciemno granatowe niebo, świecące na nim gwiazdy, księżyc prawie w pełni i kilka małych chmur. ~Ciekawe gdzie podziewa się Nao czy też Miguel- powiedziałam do siebie cicho pod nosem~
- Co tutaj robisz w tak chłodny wieczór całkiem sama. - usłyszałam czyiś głos za pleców. Nie chciałam się ani odwrócić. Byłam tak przybita i smutna, że nie miałam ani ochoty z nikim rozmawiać.

<Ktoś lub Keith?>

Silyen

Kiedy słyszałem, jak Ren zbywa Keitha, miałem ochotę jej wygarnąć. Złość płynęła w moich żyłach i dodatkowo podsycała kłębiące się po całym ciele emocje. Na szczęście bądź nie, chłopak zdążył mnie powstrzymać. Po opuszczeniu pokoju, idąc korytarzem, mruczałem jeszcze pod nosem jakieś mało znaczące słowa. "Jak można być tak bezczelnym? Rozumiem, że jest liderką, ale to nie znaczy, że jej wszystko wolno. Wykorzystuje ludzi do własnych celów. Oni tyrają za nią, starają się jak mogą, a ona nawet nie chce ich wysłuchać. Nawet gdyby to była totalna głupota, błaha sprawa, to mogłaby go po prostu odesłać. Nie jest w stanie poświęcić komuś nawet kilku minut... No, chyba że we własnym interesie" pomyślałem. Kiedy tak moja niechęć do Rengiku podnosiła się z każdą chwilą, zacząłem żałować, że w ogóle chciałem jej pomóc. Właśnie... Zwolniłem kroku. Teraz odtwarzałem w głowie moment, gdy znalazłem ją całkiem bezsilną na korytarzu. Pamiętałem, jak impulsywnie wówczas zareagowała. Przez to wspomnienie byłem jeszcze bardziej skołowany. Z czego wynika jej dziwne zachowanie? Dlaczego tak boi się okazywać swoje słabości, skoro każdy jakąś ma? Przecież by dowodzić nie trzeba być idealnym, ale zaskarbiać sobie sympatię współtowarzyszy. Rengiku robiła zupełnie odwrotnie. Wydawało mi się niekiedy, że wręcz gardzi ludźmi, którzy są wokół niej. W towarzystwie setki pytań krążących w mojej głowie, dotarłem w końcu do swojego pokoju. Opadłem bezwładnie na łóżko i sięgnąłem po telefon. Kilka nieodebranych połączeń oraz parę sms-ów od ojca. Odpisałem szybko, że nic mi nie jest, ale mamy taki sajgon w szkole, że nie ma czasu na zdanie szczegółowej relacji. Potem, nie zdejmując nawet ubrań, zasnąłem. Wiedziałem, iż za kilka godzin będę musiał ponownie widzieć się z liderką Walecznych. Westchnąłem ciężko i odpłynąłem do krainy sennych marzeń.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Sara

Wyszłam z sali stawiając długie, zirytowane i głośne kroki. Zupełnie jak mój brat. Myśl ta była tak zaskakująca, że przystanęłam. Odepchnęłam ją jednak szybko. Noce są od takich rozmyśleń. Znów ogarnął mnie gniew na Rengiku. Gdyby powiedziała coś wcześniej! Ze złością kopnęłam jedną z szafek. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Za dziewiątym razem cicho jęknęłam z bólu. Poczułam satysfakcję. Tak...To właśnie ból zawsze pozwalał mi odzyskać jasność umysłu. Tym razem też mnie nie zawiódł. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę kuchni. Przed drzwiami zatrzymałam się i przywołałam na twarz niepewny uśmiech. Pchnęłam zadziwiająco lekkie metalowe drzwi. Prawie od razu powitał mnie zapach czegoś mdłego i zdecydowanie nie jadalnego. Przełknęłam ślinę i pewnym krokiem weszłam do kuchni. Gdzieś obok mnie strzelił jeden z garnków, ale był to jedyny dźwięk w zalegającej tu ciszy.
- Halo? - zawołałam.
Odpowiedziała mi jedynie cisza. Zrezygnowana ruszyłam w stronę drzwi. Chciałam dobrze... W końcu nie zawaliłam mojej misji...Wykonałam zadanie.  Nagle ciszę rozproszyło ciche szuranie. Moja ręka zamarła na drzwiach. Zastanawiałam się czy dźwięk, który usłyszałam był prawdziwy. Nieraz przecież człowiek słyszy to...Co chce usłyszeć. Kolejne szurnięcie. Odwróciłam się. Tym razem byłam pewna, że ktoś (lub coś) tu jest. Nie myliłam się. Zza jednego z blatów patrzył na mnie dziwnie uśmiechnięty jegomość. Zdjęłam rękę z drzwi, usiłując posłać mu jeden  moich najserdeczniejszych uśmiechów.
- Dzień dobry! - powiedziałam głośno zastanawiając się czy kucharz nie jest przypadkiem głuchy. Nie był. Na dźwięk mojego głosu skrzywił się z niezadowoleniem.
-Nie lubię gdy ktoś krzyczy w mojej kuchni młoda damo.Nie lubię też gdy ktokolwiek wchodzi do mojej kuchni... - powiedział to takim tonem, że cofnęłam się o pół kroku. - Po co tu przyszłaś? Czyżbyś była jednym z tych małych podstępnych pędraków szukających moich tajnych przepisów?!
Cofnęłam się o kolejne pół kroku. Czułam za plecami zimno metalowych drzwi.
- N-nie. - szepnęłam usiłując opanować drżenie głosu. Nie wiedzieć czemu niepokoił mnie widok tego kucharza.Coś było nie tak w jego uśmiechu, przy którym pokazywał wszystkie zęby oraz w jego wiecznie ruszających się rękach. - Przysłała mnie Rengiku...Potrzebuje...Sporego zapasu jedzenia. Dla...- Uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie wiem ile osób Rengiku zamierzała zabrać na swoją wyprawę. Dziesięć? Uważałam, że wyższa liczba byłaby już małym tłumem. Do tego jeszcze konie... - D-dla dziesięciu osób. Powiedziałam po chwili wahania.
Kucharz spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Taaaa? Na kiedy to potrzebuje?
Spuściłam wzrok
- Na jutro. - zamierzałam powiedzieć to cicho, ale moje słowa nagle stały się niezwykle głośne. Czekałam na wybuch niezadowolenia ze strony kucharza. Nie zawiodłam się.
- Na JUTRO?! - mężczyzna złapał się za głowę w niedowierzaniu. - Przecież nic nie zdążę uszykować! - w jego głosie pobrzmiewała panika.
Podniosłam wzrok. Przecież kucharz nie musiał niczego gotować.
- Nie musi pan niczego przygotowywać. Wystarczy, że zapakuje trochę chleba. Mięsa. - W moim głosie zabrzmiało powątpiewanie
- Myślisz, że tak łatwo to zapakować?! Jasne! Wszyscy tak myślą! Trochę tego trochę tamtego i już! Spakowane! Przecież to do cholery żadna filozofia, czyż nie? - delikatnie oparłam się o drzwi, widząc czerwoną twarz kucharza. Nie mogłam już się bardziej cofnąć.
- Może....Panu pomogę? - zapytałam cicho.
Kucharz przystanął przerywając swoje kazanie.
- Ech...Nie poradzę sobie. Możesz powiedzieć Rengiku, że na jutro wszystko będzie gotowe - powiedział zrezygnowanym głosem.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się promiennie, popychając drzwi i z zadowoleniem wychodząc z kuchni.
Dopiero na korytarzu odetchnęłam z ulgą. Jedną sprawę załatwiłam. Zostały jeszcze dwie. Westchnęłam ciężko kierując się w stronę stajni.
***
Oddychanie chłodnym nocnym powietrzem sprawiło mi radość. Wciąż miałam w głowie wykrzykiwane za mną przez staruszka ze stajni słowa: "Żeby mi to było ostatni raz! Konie to nie zabawki! Nie można ich odkurzyć i od tak pojechać!". Mimo tych słów starzec zgodził się przygotować konie na jutrzejszą wyprawę. Teraz jeszcze bardziej martwiłam się o liczbę osób, które miały wziąć w niej udział.
Westchnęłam i ruszyłam sprintem w stronę zbrojowni.
 Gdy tam dotarłam nogi bolały mnie jak po kilkukilometrowym maratonie. Zaniedbałam się i nie mogłam sobie tego tłumaczyć ciężkim lub złym dniem. Otworzyłam drzwi rozglądając się po ciemnym pomieszczeniu. Na ścianach zawieszone były wszystkie rodzaje broni. Każda broń, którą mogłam sobie wyobrazić była dokładnie w tej sali. Błądziłam wzrokiem po wieszakach i półkach szukając mojego trójzębu. To nie było trudne. Mimo, iż ktoś go przełożył, wszędzie rozpoznałabym ten złotawy błysk. Zacisnęłam dłoń na trójzębie. Moja broń tak naprawdę w żaden sposób się nie wyróżniała. Nie lśniła tajemniczym bladoniebieskim blaskiem, ani nie lewitowała niczym anielskie ostrza ofiarne. Jednak zawsze miałam nieodparte wrażenie, że jakaś magiczna siła przyciąga mnie do niej. Westchnęłam odkładając go na bok i łapiąc jeden ze sporych, sztywnych worków. Czas na pakowanie. Noże, miecze, łuki, strzały i wszystkie bronie, które nasuwały mi się pod rękę i należały do szkoły lądowały w worku. Gdy skończyłam moje uszy jęczały od odgłosu uderzającego żelastwa, a na rękach widniało kilka rozcięć, kiedy nieostrożnie i z roztargnieniem złapałam którąś broń. Uśmiechnęłam się jednak. Nie wierzyłam, że uda mi się jeszcze dziś zorganizować wszystkie potrzebne rzeczy. Złapałam mój trójząb i zadowolona wyszłam ze zbrojowni.
***
Nie pamiętam jak dowlokłam się do domu. Nie zdejmując pasa z nożami, z jękiem ulgi położyłam się na łóżku. Słyszałam jak wszystkie moje stawy skrzypią i trzaskają. Jeszcze raz jęknęłam. Przelotnie pomyślałam o demonicznej dziewczynie.
-Inni sobie poradzą - powiedziałam sennie sama do siebie.Słuchałam jak mój oddech się wyrównuje i z zainteresowaniem patrzyłam na podnoszącą się i opadającą klatkę piersiową. Zamknęłam oczy, czując jak łapią mnie lepkie ręce snów. - Dobranoc Louis - szepnęłam zasypiając.
***
Nie spałam długo. W mojej głowie słyszałam krzyk. Sara! Sara do cholery obudź się! Głos należał do Katii. Spojrzałam na zegar i uśmiechnęłam się z satysfakcją. Spałam równe dziesięć minut. Sara! Sala ziołolecznictwa! Zeskoczyłam z łóżka. Byłam gotowa. Złapałam trójząb i wybiegłam z domu. Nie wiedziałam o co chodzi, ale wyglądało na to, że dzień się jeszcze dla mnie nie skończył.
 Jak mogłam tak samolubnie iść sobie spać?! Rozmyślałam z roztargnieniem pędząc w stronę szkoły.

<Katia?Keith?Ktoś inny z ekipy?>

środa, 19 sierpnia 2015

Keith

Po tym jak odważyłem się w końcu powiedzieć Rengiku, co o tym wszystkim myślę, nie miałem pojęcia, co ze sobą zrobić. Chodziłem po korytarzach nerwowy, jak nigdy dotąd. W końcu postanowiłem wyjść na zewnątrz. Dosłownie wybiegłem przed budynek, stanąłem twarz do ściany i wpatrywałem się w nią przez chwilę. Wreszcie uderzyłem parę razy pięścią w czerwone cegły i opadłem na trawę. Wiedziałem, że to moja wina. Stan Caspaira - to moje decyzje do niego doprowadziły. Przecież powinienem przewidzieć takie sytuacje, ale z drugiej strony, co miałem zrobić? Przecież Nao nie wytrzymała by tam całą noc, a skoro została w lesie to znaczy, że taki był rozkaz Rengiku. Widziałem, jak rozmawia z Miguelem. Mieszały się we mnie złość, frustracja, bezradność. Potrzebowałem się uspokoić, zebrać myśli. Zawsze myślałem, że dobrze radzę sobie w sytuacjach kryzysowych, ale wydarzenia z ostatnich kilku godzin uświadomiły mi, iż nie jestem odpowiedni na stanowisko dowódcy. Nie potrafiłem wyprzedzać faktów i myślałem stanowczo za długo. Westchnąłem ciężko. Przez moment wsłuchiwałem się w szum wiatru. Ten powoli zaczął zabierać ode mnie wszelkie negatywne emocje. Kiedy już się uspokoiłem, wstałem i wróciłem do środka. Nie wiedziałem, gdzie najpierw iść... W końcu postanowiłem, że po prostu wrócę do liderek i zapytam, czy nie jestem w czymś potrzebny. Skierowałem się do schodów i zaraz w moją stronę zaczęła "lecieć" Inori. Szybko złapałem ją za rękę, by nie upadła.
- Wybacz mi, że wpadłam na ciebie. Po prostu nie uważałam jak szłam - odezwała się.
- W porządku. Na twoje szczęście refleks mam nie najgorszy - uśmiechnąłem się.
- Keith - usłyszałem za sobą znajomy głos - wszędzie cię szukam.
Odwróciłem się. Tak, to była Katia.
- Dobrze się składa, bo ja też - odparłem.
- To ja już pójdę - oznajmiła Inori i w oka mgnieniu się ulotniła.
- To w jakiej sprawie mnie tak szukałaś? - zapytałem, podchodząc bliżej.
- Pomożesz mi przetransportować tego Walecznego z powrotem do szkoły? Podobno jest gdzieś niedaleko - poprosiła.
Przełknąłem nerwowo ślinę, a rękę mocno zacisnąłem na barierce. Na samą myśl o Caspairze dostawałem jakieś paranoi.
- Tak, tak, oczywiście - odpowiedziałem nieco ciszej niż zwykle.
- Dobrze, to teraz musimy jeszcze znaleźć Rias i Sarę. Będą nam potrzebne.
- Sara jest najprawdopodobniej w swoim pokoju, a Rias nie miała robić jakiegoś więzienia dla Ayi? - zauważyłem.
- Racja, chodźmy sprawdzić.
Po tych słowach oboje ruszyliśmy najpierw sali ziołolecznictwa. Mieliśmy nadzieję, że dziewczyny szybko się znajdą.

<Katia?>
<Inori, znalazłaś już Nao?>
<Sara, Rias? Dołączcie do nas!>

Inori

Byłam nieobecna w szkole przez kilka dni. Moja nieobecność wynikła tylko z tego, że moi rodzice jak i brat potrzebowali mej pomocy w firmie. Przez te kilka dni nieobecności w szkole byłam w kilku krajach na balach, zebraniach i bankietach. Brat odwiózł mnie do szkoły, z czego bardzo się cieszyłam. Byłam lekko zmęczona, ale nie mogłam się doczekać spotkania z Nao czy też z Miguelem. Pożegnałam się szybko z bratem i szybkim chodem poszłam do akademika gdzie chciałam się spotkać jak najszybciej z Nao. Miałam dla niej mały prezent więc chciałam jej go szybko wręczyć. Ale przypomniało mi się, że muszę zgłosić dyrektorowi lub sekretarce mój powrót. Więc poszłam na sam początek do dyrektora, ale że nie było go akurat w biurze zgłosiłam to sekretarce. Mogłam nareszcie udać się do pokoju Nao na długo wyczekiwane spotkanie. Ale mój pośpiech nie zaprowadził mnie do niczego lepszego. Gdy wchodziłam po schodach przez moja nie uwagę wpadłam na kogoś, przez co prawie bym spadła. Ale dzięki szybkiej reakcji chłopaka, uratował mnie chwytając za rękę. Stając stabilnie na nogach, spojrzałam się na niego i lekko kłaniając powiedziałam:
- Wybacz mi, że wpadłam na ciebie. Po prostu nie uważałam jak szłam. 

<Jakiś chłopak?>

wtorek, 18 sierpnia 2015

Katia

Po rozmowie z Keithem czułam się dziwnie spokojna i wyciszona, a lekki uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Może to, dlatego, że wreszcie znalazł się ktoś, komu mogłam opowiedzieć o tym, co mnie dręczy i o rodzicach, których tak bardzo mi brakowało… Na pewno dzięki temu ogromny ciężar spadł mi z serca, ale zdawałam sobie sprawę, że to nie wszystko. Sama obecność Keitha sprawiała, że czułam się bezpieczna, akceptowana, a zarazem pewna swojej wartości, czego brakowało mi przez tyle lat. Poza tym sposób bycia mojego gościa sprawiał, że nie potrafiłam się przy nim długo gniewać czy smucić.
Teraz jednak, kiedy już go przy mnie nie było i przypomniałam sobie jak niespełna pół godziny temu mnie do siebie przytulał w moim sercu zapanował chaos. Z jednej strony wstydziłam, że widział jak się rozkleiłam, ale z drugiej… miałam ochotę zatrzymać czas by te parę minut trwało w nieskończoność.
Energicznie pokręciłam głową by odegnać od siebie wspomnienia, po czym wstałam i opuściłam pokój. Musiałam czymś się zająć, więc zeszłam na dół gdzie Seo, Aszer i Mary przygotowywały obóz medyczny. Zadowolona odkryłam, że dziewczyny już wszystko przygotowały i gdyby ktoś potrzebował pomocy to dałyby sobie radę nawet bez mojego nadzoru. Jedynym problemem okazało się używanie eliksirów, bo pierwszoroczne nie miały jeszcze dostatecznie dużo lekcji ziołolecznictwa by je wszystkie poznać. Musiały, choć mniej więcej kojarzyć, co i do czego można używać by nie zrobić komuś krzywdy, więc zaczęłam po kolei omawiać każdy z przyniesionych od profesor Hildegardy medykamentów. Kiedy byłam mniej więcej w połowie zasobów, znienacka pojawiła się Reginku. Wystarczyło jedno spojrzenie by wiedzieć, że coś się stało. Zaciśnięte pięści i mord w oczach były na to niezbitym dowodem.
- Wszyscy oprócz mojej siostruni won! – wrzasnęła, omiatając wszystkich zebranych lodowatym spojrzeniem.
Byłam zdziwiona, że pozwoliła sobie na taki brak samokontroli, ale nie odezwałam się ani słowem, obserwując z satysfakcją, że żaden z obecnych w pobliżu Magicznych nie wykonał polecenia. Jednak kiedy Ren wyjęła swoją magiczną katanę wiedziałam już, że jest bliska furii i jeszcze chwila a rozniesie wszystko w promieniu pół mili. Nie miałam pojęcia, co doprowadziło ją do takiego stanu, ale nie zamierzałam pozwolić by wyżywała się na moich uczniach.
- W porządku, zostawcie nas same – powiedziałam, widząc, że nikt z Magicznych nadal się nie ruszył. Wszyscy obecni posyłali mi tylko pytające spojrzenia, a moją prośbę przyjęli dość niechętnie jakby nie chcieli mnie zostawiać na pastwę siostry. Ja jednak chciałam mieć jak najszybciej tą rozmowę za sobą, więc skinęłam na nich ponaglająco. Kiedy wreszcie Seo zamknęła za sobą drzwi, siostra podeszła do mnie sztywnym krokiem.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz, co?! – wybuchła - Mało ci problemów, musisz nowe jeszcze fabrykować? – syknęła, chowając katanę.
- Co? O czym ty... – zaczęłam zdezorientowana.
- Cisza, teraz ja mówię – przerwała mi, odzyskując nad sobą kontrolę, więc jej głos był niemal wyprany z emocji. Niestety nie udało jej się utrzymać tonu zbyt długo, bo zaraz wrzasnęła z podwójną siłą - Nie obchodzi mnie, co robisz z tymi swoimi wróżkami, możesz nawet nakarmić nimi Krakną, ale od moich ludzi ci wara, zrozumiano?!
Mówiąc to, siostra uderzyła zaciśniętą pięścią w najbliżej stojące biurko.
- Jeszcze raz dowiem się o takich wybrykach i obiecuję, że na postraszeniu się nie skończy.
O nie, tego już za wiele! Nie dość, że poniżała mnie przy wszystkich to jeszcze próbowała obarczyć winą za własne problemy?! Dosyć tego!
- Ale o czym ty do cholery mówisz?! – zapytałam podniesionym głosem i tak stanowczo, że Rengiku spojrzała na mnie zdumiona. To był pierwszy raz kiedy się jej postawiłam, nie pozwalając by mną pomiatała.
- Księżniczka nie wie, o czym? – zakpiła, lekko zbita z tropu, odrzucając włosy za siebie. - O tym, że żaden normalny żołnierz nie wpadłby na pomysł, żeby kadeci pilnowali demona, czy czymkolwiek ta szczeniara teraz jest. A dzięki twoim genialnym pomysłom jeden z moich chłopców teraz...
W miarę jak mówiła przypomniało mi się, że Keith mówił mi o jakichś wartach. Widocznie coś poszło z nimi nie tak, ale ja nawet nie wiedziałam, kogo tam wysłał, więc skąd pomysł, żeby mnie obarczać winą za to, że coś się tam stało?!
- To nie byłam ja! – przerwałam jej ostro.
Nie wiedziałam czy mi uwierzyła, ale zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć za jej plecami pojawił się Kage.
- Neesama, złe wieści – odezwał się, a Ren zareagowała tak nerwowo, że przybysz musiał zrobić unik by uniknąć mierzącej w jego szyję katany.
- Co zaś...? – wysyczała.
- Ta opętana szczeniara zrobiła, co jednemu ze świeżaków i uciekła. Widziałem, że w okolicy kręcą się twoi ludzie, wiec go zostawiłem, żeby przyjść ci zameldować - odpowiedział szybko i służbowo.
- Świetnie... Jakie pomysły, co teraz?
Kage nie odezwał się ani słowem, a Ren wyglądała na całkiem wytrąconą z równowagi. Pierwszy raz widziałam ją tak bezradną…
- Przede wszystkim musimy przetransportować tego chłopaka z powrotem do szkoły – odezwałam się cicho, a widząc, że obecni wpatrują się we mnie wyczekująco ciągnęłam dalej – Jest pełnia a to podwaja siłę uroków i demonicznych czarów, a poza tym im dalej będzie od Ayi tym mniejszy będzie miała na niego wpływ i łatwiej będzie mi go wyleczyć.
- Ty się w ogóle znasz na magii demonów? – Zdziwiła się Ren
- Nie tak dobrze jak bym chciała, ale na tyle bym była w stanie mu pomóc – przyznałam szczerze i ze spokojem, a nie doczekawszy się żadnej reakcji przejęłam dowodzenie – Rengiku zbierz swoją grupę wypadową i wyruszcie rano, według planu. Ja zaraz odszukam Keitha i razem odnajdziemy tego chłopaka i postaramy się mu pomóc. Na razie chyba tylko tyle możemy zrobić.
- We dwójkę to wy sobie dacie radę tylko z chłopakiem – zauważył Kage – Ale powinniście mieć dodatkową parę rąk w razie powrotu dziewczyny i obrony przed nią.
- Masz rację – kiwnęłam głową – W takim razie pójdą z nami Rias i Sara.
- Czemu one? – wtrąciła się Ren
- Sara przez wzgląd na jej umiejętności – wyjaśniłam – A Rias sama jest demonem, więc może okazać się bardzo pomocna.
Ku mojemu zdziwieniu siostra nie oponowała, a wręcz wydawała się zadowolona, że ktoś wziął na siebie podjęcie wstępnych decyzji dotyczących naszego problemu.
- Niech będzie – mruknęła – Tylko się pospieszcie.
- Dobrze, ale najpierw z łaski swojej wróć do swojego pokoju – powiedziałam spokojnie
- Co? A jak to ma pomóc w rozwiązaniu problemu?
- Po pierwsze właśnie zajmujemy pomieszczenie, które moje dziewczyny przygotowały, jako obóz medyczny i na pewno tutaj się będę zajmować nieszczęsnym wartownikiem – odpowiedziałam – Po drugie musisz odpocząć i się opanować, bo przy takiej huśtawce nastrojów nie opanujesz grupy i nic nie wyjdzie z całej misji.
Po ostatnich słowach, sama opuściłam pokój, licząc, że jeśli nie siostra to, chociaż Kage uzna moje racje. Ledwo znalazłam się na korytarzu, ruszyłam biegiem w kierunku skrzydła Walecznych. Miałam nadzieję, że nie będę musiała zbyt długo szukać Keitha. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu…

<Reginku? Choć raz posłuchałaś siostry czy ninja musiał wkroczyć do akcji?>
<Keith? Gdzie jesteś?!>

Miguel

- W sumie to jadłem tosty zaledwie pół godziny temu… ale co tam, jedzenia nigdy za dużo – zaśmiałem się, posyłając Nao perskie oko – Poza tym, kiedy dama proponuje, nie wypada odmówić – dodałem, kłaniając się dworsko.
Nao zarumieniła się lekko, ale widziałem, że moje małe popisy jej się spodobały.
- Em... dobra, no to chodź – mruknęła i od razu ruszyła na przód.
Wiedziałem, że stara się nie tylko ukryć książkę, którą teraz trzymała przed sobą, ale i zmieszany uśmiech, który mimowolnie rozkwitł jej na twarzy. Zadowolony podążyłem za nią, ale zanim doszliśmy do stołówki moją uwagę przykuł jakiś huk i krzyki. Momentalnie znalazłem się obok dziewczyny, przytrzymując ją za ramię by stanęła.
- Co…? – zaczęła, ale przyłożyłem jej palec do ust.
Zrozumiała i zaczęła nasłuchiwać. Ja również się skupiłem i zaledwie po kilku sekundach wiedziałem skąd dobiegały owe dźwięki. Mianowicie była to sala Ziołolecznictwa, która znajdowała się zaledwie piętro wyżej. Ruszyliśmy biegiem w takim kierunku, a na miejscu zastałiśmy trzy dziewczyny należące do klasy M.

(Nao? Rias?)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rengiku

Gdy zostałam sama, nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Kto do kurwy nędzy wpadł na taki gjenialny pomysł?!!!  Ściana zaprotestowała głucho, gdy z całej siły kopnęłam w nią.  Jak można było być tak głu... No jak to: jak? No to wszystko już jasne, radzę jej bardzo szybko spierdalać, inaczej "żyli długo i szczęśliwie" ominie ją szerokim łukiem. Z trzaskiem drzwi wyszłam z pokoju, zabierając ze sobą jeszcze Fenghuang i Kelpie. Ten drugi zadrżał aż z podniecenia, czując moją furię. Byłam w takim stanie, że nawet Waleczni byli na tyle rozważni, by na chwilę przystopować swoje rytualne walki, gdy przechodziłam obok nich. W końcu przeszłam starym, zapomnianym przejściem do przeciwległego skrzydła i bez trudu odnalazłam Katherinę.
- Wszyscy oprócz mojej siostruni won! - wrzasnęłam, a gdy odpowiedziały mi jedynie zdziwione spojrzenia, wyciągnęłam z pochwy katanę, a ta zalśniła niebezpiecznie, bardziej dla efektu, niż z autentycznej chęci rzezi niewiniątek.
- W porządku, zostawcie nas same - wyjąkała Katherina, nie wiedząc, co się dzieje. Gdy tylko drzwi się zamknęły i byłyśmy już same, podeszłam do niej na sztywnych nogach.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz, co?! Mało ci problemów, musisz nowe jeszcze fabrykować? - syknęłam, niechętnie chowając Keplie.
- Co? O czym ty... - zaczęła, ale nie miałam zamiaru pozwolić sobie na takie zachowanie.
- Cisza, teraz ja mówię - tym razem mój głos był cichy i wyprany z emocji. - Nie obchodzi mnie, co robisz z tymi swoimi wróżkami, możesz nawet nakarmić nimi Krakena, ale od moich ludzi ci wara, zrozumiano?! - wrzasnęłam, uderzając zaciśniętą pięścią w najbliżej stojące biurko. - Jeszcze raz dowiem się o takich wybrykach i obiecuję, że na postraszeniu się nie skończy.
- Ale o czym ty do cholery mówisz?! - wybuchnęła Katherina, a ja popatrzyłam na nią nieco zdziwiona. Nie spodziewałam się, by potrafiła mi się sprzeciwić.
- Księżniczka nie wie, o czym? - zakpiłam, odrzucając włosy za siebie. Mogłam wziąć gumkę, będą mi przeszkadzały w niedalekiej przyszłości. - O tym, że żaden normalny żołnierz nie wpadłby na pomysł, żeby kadeci pilnowali demona, czy czymkolwiek ta szczeniara teraz jest. A dzięki twoim genialnym pomysłom jeden z moich chłopców teraz...
- To nie byłam ja! - przerwała mi siostra, a jej oczy mówiły mi, że była to prawda. W takim razie, kto do cholery jasnej...
- Neesama, złe wieści - za moimi plecami pojawił się nagle Kage, a ja z nerwów niemal nie skróciłam go o głowę.
- Co zaś?... - wysyczałam.
- Ta opętana szczeniara zrobiła co jednemu ze świeżaków i uciekła. Widziałem, że w okolicy kręcą się twoi ludzie, wiec go zostawiłem, żeby przyjść ci zameldować - odpowiedział szybko i służbowo.
- Świetnie... Jakie pomysły, co teraz?

<Katherina? Wygonieni?>

niedziela, 16 sierpnia 2015

Nao


Wiedziałam, że nieszczęścia chodzą parami. Nie dość, że się potknęłam i upuściłam książkę, to jeszcze Miguel wszystko widział. Czułam jak moja twarz zalewa się lekkim rumieńcem. Gdy tylko zaczął do mnie podchodzić, szybko podniosłam przedmiot z podłogi i ukryłam go za plecami, jak to zrobiłam wcześniej.
- Wszystko gra? - spytał rozbawiony.
- T-tak, no jasne. Dlaczego miałoby nie grać? - dukałam, jakbym popełniła jakąś zbrodnię i została przyłapana. Miguela ewidentnie bawiła moja reakcja, przez co jeszcze bardziej się zawstydziłam.
- Miałaś coś w planach? - spytał, zerkając na róg książki, który wystawał zza moich pleców.
- Tak jakby. Nie mam nic do roboty, więc pomyślałam, że trochę odpocznę. Chcę sobie poczytać, napić się herbaty, zjeść coś. Szkoda, że Inori-chan jest zajęta, byłoby fajnie z nią pogadać. No ale cóż, obowiązki wzywają. Ty też już skończyłeś?
- Teoretycznie tak. Szukałem Luftwaffe'a, ale nigdzie nie mogę go znaleźć
- Luft... Co? Ale dziwne imię... - powiedziałam z lekkim niesmakiem - W zasadzie, skoro nie masz nic do roboty, to może masz ochotę na naleśniki i herbatę pomarańczową? - spytałam, bez zastanowienia. 
<Miguel?>

Miguel

Zaraz po zakończeniu szkolenia z Keithem, poszedłem szukać tego Luftwaffe’a, o którym mówiła mi Rengiku. Przeszedłem się po całej szkole, ale chłopaka nigdzie nie było, a inni, starsi uczniowie nie byli skłonni rozmawiać z kotem takim jak ja, a tym bardziej udzielać mu jakichkolwiek informacji. W końcu sobie odpuściłem i postanowiłem wrócić do pokoju, by chwilę odpocząć i wziąć broń. Przy sobie miałem tylko kibo, a wiedziałem, że rapier też mi się może przydać. Kiedy tylko wszedłem do środka, okazało się, że Nathaniel też nie ma chwilowo nic do roboty, bo zastałem go rozwalonego wygodnie na posłaniu. Był pogrążony w tak głębokim śnie, że nawet nie drgnął, kiedy zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Byłem zmęczony po długim, pełnym wrażeń i wysiłku dniu, ale wiedziałem, że jeśli się położę, na pewno nie uda mi się dołączyć na czas do grupy wypadowej. Wziąłem więc tylko szybki prysznic, przebrałem się w czyste ciuchy, a potem przypiąłem do paska pochwę z rapierem. Na koniec wziąłem w rękę kibo po czym wybiegłem na korytarz. Niemal natychmiast skierowałem swoje kroki do stołówki gdzie zrobiłem sobie mocną, słodką kawę i pochłonąłem górę zrobionych przez uczynną kucharkę tostów.
Wzmocniwszy się trochę, ponownie zacząłem wałęsać się po szkole w nadziei, że Luftwaffe wyłoni się z którejś z klas i będę mógł z nim pogadać. Nic z tego. Na korytarzach były takie pustki, że nie mogłem uwierzyć, jak mała jest aktywność uczniów przy tak ogromnym zagrożeniu. W końcu jednak zobaczyłem idącą od strony biblioteki Nao. Dziewczyna potknęła się i zachwiała, próbując złapać równowagę. Udało się, ale w tym samym momencie z rąk wypadł jej jakiś przedmiot i upadł na ziemię. Domyśliłem się, że to jakaś książka, ale zdziwiło mnie zachowanie dziewczyny.
- Zarąbiście! – mruknęła zirytowana, rozglądając się nerwowo na boki.
Gdy tylko mnie zobaczyła, na jej twarzy pojawił się lekki rumieniec. Schyliła się i szybko podniosła książkę. Ku mojemu zdziwieniu, kiedy do niej podszedłem, schowała ją za plecami jakby nie chciała żebym zobaczył, o czym jest, a przy tym wszystkim jej mina niewiniątka była po prostu rozbrajająca. 
- Wszystko gra? – zapytałem z rozbawieniem.

<Nao?>

Strony