Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silyen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silyen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 sierpnia 2015

Silyen

Kiedy słyszałem, jak Ren zbywa Keitha, miałem ochotę jej wygarnąć. Złość płynęła w moich żyłach i dodatkowo podsycała kłębiące się po całym ciele emocje. Na szczęście bądź nie, chłopak zdążył mnie powstrzymać. Po opuszczeniu pokoju, idąc korytarzem, mruczałem jeszcze pod nosem jakieś mało znaczące słowa. "Jak można być tak bezczelnym? Rozumiem, że jest liderką, ale to nie znaczy, że jej wszystko wolno. Wykorzystuje ludzi do własnych celów. Oni tyrają za nią, starają się jak mogą, a ona nawet nie chce ich wysłuchać. Nawet gdyby to była totalna głupota, błaha sprawa, to mogłaby go po prostu odesłać. Nie jest w stanie poświęcić komuś nawet kilku minut... No, chyba że we własnym interesie" pomyślałem. Kiedy tak moja niechęć do Rengiku podnosiła się z każdą chwilą, zacząłem żałować, że w ogóle chciałem jej pomóc. Właśnie... Zwolniłem kroku. Teraz odtwarzałem w głowie moment, gdy znalazłem ją całkiem bezsilną na korytarzu. Pamiętałem, jak impulsywnie wówczas zareagowała. Przez to wspomnienie byłem jeszcze bardziej skołowany. Z czego wynika jej dziwne zachowanie? Dlaczego tak boi się okazywać swoje słabości, skoro każdy jakąś ma? Przecież by dowodzić nie trzeba być idealnym, ale zaskarbiać sobie sympatię współtowarzyszy. Rengiku robiła zupełnie odwrotnie. Wydawało mi się niekiedy, że wręcz gardzi ludźmi, którzy są wokół niej. W towarzystwie setki pytań krążących w mojej głowie, dotarłem w końcu do swojego pokoju. Opadłem bezwładnie na łóżko i sięgnąłem po telefon. Kilka nieodebranych połączeń oraz parę sms-ów od ojca. Odpisałem szybko, że nic mi nie jest, ale mamy taki sajgon w szkole, że nie ma czasu na zdanie szczegółowej relacji. Potem, nie zdejmując nawet ubrań, zasnąłem. Wiedziałem, iż za kilka godzin będę musiał ponownie widzieć się z liderką Walecznych. Westchnąłem ciężko i odpłynąłem do krainy sennych marzeń.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Silyen

Nie miałem zielonego pojęcia, o jakiej podmiance ona mówi i jak to się w ogóle robi. Mimo to postanowiłem to potraktować jak nowe doświadczenie.
- Dobra, tylko pamiętaj, że robię to pierwszy raz w życiu - ostrzegłem, po czym podszedłem do okna i wziąłem do ręki wiadro.
Woda spokojnie w nim balansowała, ale nawet jedna kropla nie opuściła kubła.
- Brawo - powiedziała ironicznie tak, że nie mogłem tego za nic potraktować jako pochwały.
- Teraz zdejmij klapę. Trzeba wyczyścić szyby gąbką.
Zrobiłem, co kazała. Potem wziąłem od niej gąbkę i dokładnie umyłem szkło. Starałem się nie zostawiać żadnych zabrudzeń, ale kilka razy zdarzyło się, że Ren mnie upomniała. W zasadzie to zacząłem się przyzwyczajać powoli do tego braku entuzjazmu. Potem sama przycięła nieco rośliny.
- Dobra, teraz najważniejsze. Wyciągnij proszę tamtą wtyczkę z gniazdka - rzekła.
Kiedy już to zrobiłem, ustawiła prawidłowo wiadro i jeden koniec węża włożyła do akwarium, a z drugim mocowała się przez chwilę, sam nie wiem dlaczego. Gdy woda spłynęła wreszcie do pustego pojemnika, znowu się odezwała:
- Teraz ostrożnie i powoli przelej zawartość kubła do akwarium. Powiem ci, kiedy masz przestać.
Wykonałem to polecenie. Jedno już skończyliśmy. Czas więc przejść do pozostałych. Najpierw zajęliśmy się jednym z 60-litrowych. Uwinęliśmy się w miarę szybko. Przy następnym miałem okazję poznać nowy sposób czyszczenia akwarium - odmulanie. Mówiąc szczerze, nie wyglądało to na zbyt trudno. Jedno 25-litrowe było puste, więc nie musieliśmy się nim zajmować. Przy drugim sam zaproponowałem, że je odmulę. Według mnie poszło mi całkiem nieźle, chociaż Rengiku trochę mnie instruowała. Gdy wreszcie skończyliśmy, na mojej twarzy zagościł uśmiech i jednocześnie ulga.
- Co to w ogóle za rybki? - zainteresowałem się.
- W tym największym bojowniki i molinezje. W pierwszym 60-litrowym tęczanki wernera, a w drugim kiryski i krewetki. W tym 25-litrowym narybek molinezji i kirysków - wymieniła.
- Mówiąc szczerze, to z tym nazw, które wymieniłaś kojarzę tylko krewetki. Nie sądziłem nawet, że czyszczenie akwarium wymaga tyle pracy. Podziwiam ci, że masz ich tu aż pięć - uśmiechnąłem się lekko.
- To nic trudnego. Wystarczy tylko chcieć - odparła.
- Chyba już wiem, dlaczego tak trudno jest ci odpowiadać na moje pytania - oznajmiłem.
Uniosła brew i spojrzała w moją stronę.
- Tak dużo czasu spędzasz w towarzystwie ryb, że zapomniałaś, jak się mówi ludzkim głosem - zaśmiałem się.
W moim głosie nie było słychać nawet przyćmionej nuty złośliwości, a wręcz przeciwnie mój ton wskazywał na sympatię i podziw. Dziewczyna już chciała odpowiedzieć, ale przerwało jej pukanie do drzwi.

<Puk, puk. Kto tam?>
<Ren, spodziewasz się kogoś?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Silyen

Kiedy już szok minął, jego miejsce zastąpiła złość. Co ona miała za tupet? Gdzie jakiekolwiek maniery, zasady dobrego wychowania? Cokolwiek! Rozumiałem, że była liderką, ale to nie oznacza, iż mogła tak po prostu ignorować innych uczniów. Przez ten krótki moment odniosłem wrażenie, że zachowuje się jak pan i władca. Wyrwałem się z objęć Kage'a, a w zasadzie to lekko go odepchnąłem.
- Jeśli myślisz, że jestem chętny na jakiekolwiek zabawy z tobą, to grubo się mylisz - powiedziałem stanowczo, nie podnosząc głosu nawet o decybel.
- Widzę, że kotki są dzisiaj w złym humorze - zaśmiał się i przysunął bliżej.
Na początku zamierzałem się cofnąć, ale po chwili zrozumiałem, że to tylko sprawiłoby mu satysfakcję. Odwróciłem się więc i spojrzałem mu w oczy, jakbym chciał mu rzucić wyzwanie.
- Myślisz, że się ciebie boję? Bzdura. Od ojca słyszałem już różne opowieści i wierz mi, w celach Inkwizycji siedzą o wiele bardziej groźni przestępcy od takiego ucznia jak ty, a miałem okazję widzieć kilku na własne oczy ostatnimi czasy. Więc podchodź sobie jak najbliżej tylko zechcesz, ale trzymaj łapy przy sobie - oznajmiłem stanowczo. - W przeciwnym wypadku może zrobić się bardzo nieprzyjemnie.
Ostatnie słowa wypowiedziałem zdecydowanie ciszej, wspinając się palcami po jego ubraniu.
- A kim jest ten twój ojciec? - zapytał, delikatnie uwodzicielskim tonem.
- Gary Whitmore, dragonista w Inkwizycji - powiedziałem oficjalnie.
Ten zamruczał w geście niezadowolenia, zrobił krok w tył i uniósł ręce ku górze.
- Widzę, że trafił nam się rasowy kotek. No, trudno... - odparł, wyraźnie niepocieszony.
- A teraz pozwolisz, że zajmę się sobą - oznajmiłem, po czym pobiegłem w stronę wejścia do szkoły.
Nie mogłem darować jej odpowiedzi na to pytanie. Przyrzekłem sobie, że będę ją nękać dopóty, dopóki mi nie odpowie. Wiedziałem, że określenie 'nękać' jest jak najbardziej właściwe. Jak się uprę, to nie ma przebacz. Udało mi się dogonić ją, zanim weszła do pokoju. Podszedłem do niej od tyłu, a ta odwróciła się gwałtownie.
- Zawsze tak uciekasz, gdy ktoś proponuje ci rozejm? - zapytałem, krzyżując ręce i świdrując ją wzrokiem.

<Ren?>

sobota, 8 sierpnia 2015

Silyen

Nie spodziewałem się, że do liderki Walecznych ustawi się aż taka kolejka. "Zupełnie jakby obsługiwała klientów w sklepie spożywczym" pomyślałem. Uśmiechnąłem się pod nosem na sam wydźwięk tego stwierdzenia. Odszedłem na kilka metrów, by w spokoju poczekać, aż "obsłuży" wszystkich. Po jakiś paru minutach podszedł do mnie Keith.
- Widzę, że się jeszcze nie zgubiłeś - powiedział z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Jak widać - rozłożyłem ręce, by pokazać, że nadal tu stoję.
- To świetnie, bo Rengiku umarłaby chyba z przerażenia - zaśmiał się.
- Nie jestem taki nieroztrzepany jak się wydaje. Poza tym nie mam pięciu lat - mruknąłem.
Chłopak przez chwilę patrzył w ziemię i kręcił się nerwowo. Nie wiedziałem dlaczego. Może denerwował się czymś. Nie byłem pewien, czy mogę spytać. Zdecydowałem się w końcu siedzieć cicho.
- Jak wam idzie? - odezwał się wreszcie.
- Nam to znaczy? - uniosłem brew.
- Katii, Magicznym i w ogóle - odpowiedział nieco ciszej.
- W porządku. Zadania zostały już rozdzielone, a wcześniej Katerina nauczyła nas nieco o magicznych osłonach.
- A do czego ty zostałeś wydelegowany? - zainteresował się Keith.
- Badanie artefaktu, który razem z Seo i Hirokim znaleźliśmy w bibliotece. Z jego powodu właśnie tutaj jestem - oznajmiłem i wyjąłem z kieszeni pierścień.
Chłopak wpatrywał się w niego wnikliwie. Przez moment miałem wrażenie, że odpłynął. Stał jak zaczarowany i to dosłownie... Znieruchomiał, nawet nie oddychał. Kiedy znów zacisnąłem palce na elemencie biżuterii, wyglądał, jakby otrząsnął się z transu. Padałem go wzrokiem nie wiedząc, jak zareagować.
- Halo? Wieża do bazy - odezwałem się, wymachując mu ręką przed oczami.
- Wybacz, zamyśliłem się. Wracając do sprawy, jak wam poszło? - dopytywał dalej.
- Doskonale. W zasadzie to nie mogłem lepiej trafić. Uwielbiam takie rzeczy... - zacząłem, a potem zaczęła się długa rozmowa nasycona niekończącymi się pytaniami Keitha o różne amulety, kamienie szlachetne i czarną magię z tym związaną.
Z pewnością nasza konwersacja trwałaby lata świetlne, gdyby nie podeszła do nas Rengiku. Przekazała jeszcze Keithowi kilka słów, a potem zwróciła się do mnie:
- Dobra, kolejka idzie do przodu, teraz ty. O co chodzi?
Już miałem jej odpowiedzieć, ale wtem zobaczyłem dziwną iskierkę niepokoju w jej oczach. Gdybym mrugnął sekundę wcześniej, nie dostrzegłbym jej. Wtedy przypomniałem sobie, jak znalazłem ją skuloną na korytarzu. Kąciki moich ust powędrowały ku górze.
- Nie martw się, nie zdradzę nikomu naszego małego sekretu - powiedziałem trochę zadziornie i mrugnąłem do niej. Nie mogłem się powstrzymać.
- Mówisz czy nie? Bo nie zamierzam tu sterczeć. Nie mam ochoty na głupie pogaduszki. Do konkretów - odparła wymijająco.
Mimo jej reakcji wiedziałem jednak, że w duszy odetchnęła z ulgą. Chyba nie mogła znieść myśli, iż ktoś mógłby się dowiedzieć o jej "chwili słabości". Wywróciłem oczami.
- Razem z Kateriną badaliśmy ten pierścień. Okazało się, że jest niezwykle potężny i zamienia zgromadzoną energię na płomień. W dodatku artefakt zapewnia ochronę przed magią dla jego posiadacza. Wchłania również energię atakującego i osłabia go. Ma także słaby punkt. Nie chroni umysłu właściciela - oznajmiłem oficjalnym tonem.
- Dobra, dzięki za informacje. Możesz już odejść. Nie chcę, żeby mi się ktoś tu pałętał - powiedziała szybko i odwróciła się.
- Czekaj, to nie wszystko - wyminąłem ją. - Z pomocą Katii udało mi się opanować moc tego artefaktu. Chcę byś wdrożyła mnie do grupy wypadowej.
- Chyba sobie żarty robisz! To nie jest koncert życzeń, a byle jaki kot pałętający mi się pod nogami, to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję w czasie polowania na tę smarkulę - wzburzyła się.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Mogłem się tego spodziewać. Spojrzałem na nią ze spokojem i lekkim rozbawieniem w oczach.
- Mam tam iść z polecenia Kateriny - oznajmiłem.
Już miała coś powiedzieć, ale się powstrzymała. Odniosłem wrażenie, że na dźwięk imienia liderki Magicznych poziom jej złości gwałtownie się podniósł. Westchnąłem.
- Słuchaj, wiem, że za mną nie przepadasz, ale może zakopiemy w końcu ten topór wojenny? Przecież w końcu nic złego ci nie zrobiłem, prawda? Pomyśl chwilę. Gdyby ktoś inny przyszedł do ciebie i powiedział to samo co ja, wcieliłabyś go do grupy? Myślę, że tak. Nie chcę się zasłaniać rozkazem liderki Magicznych. Wolałbym zostać zaangażowany w to z zarówno twoją jak i jej aprobatą. Nie jestem bezużyteczny. Będę wykonywać każdy rozkaz bez mrugnięcia okiem. Nie zamierzam strugać bohatera. Wiem, jak poważna to jest sprawa, wierz mi.
Całą tę krótką przemowę wygłosiłem spokojnym, ciepłym głosem. Nie chciałem mieć z nikim na pieńku tylko dlatego, że pragnąłem pomóc w kłopotach.

<Rengiku?>

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Silyen

Muszę przyznać, że uczenie się od Katii to był zarówno zaszczyt jak i czysta przyjemność. Z uwagą słuchałem jej wskazówek, a kiedy w końcu udało mi się stworzyć personalną tarczę, byłem z siebie niezwykle dumny. Gdy rozpoczęło się przydzielanie zadań z uwagą obserwowałem reakcję pierwszorocznych. Jeszcze kilka chwil temu żaden z nich nie wiedział, czego ma się spodziewać, a teraz stali przed wyzwaniem i nie bali się go. Każdy wiedział, jak wielkie znaczenie dla całej operacji ma jego praca. Miałem wrażenie, że liderka doskonale zna wszystkich swoich podopiecznych - ich predyspozycje, moce, a nawet charakter. Kiedy już zadania zostały przydzielone, zauważyłem, że nie zostałem do niczego wyznaczony.
- Chyba zapomniałaś o mnie... - zauważyłem.
- Nie, ty będziesz mi pomagał w badaniach nad artefaktem - wyjaśniła.
Skinąłem posłusznie głową. Pomimo spokojnego i poważnego wyrazu twarzy, w duszy bardzo cieszyłem się na tę robotę. Ojciec i wujek niejednokrotnie opowiadali mi o fascynujących właściwościach przeróżnych amuletów, pierścieni, bransolet i wielu innych przedmiotów, które oddawano pod skrzydła Inkwizycji. Nigdy jednak nie miałem okazji ich badać. Czułem w kościach, że to będzie niezwykle ekscytujące i pouczające zadanie. Kiedy Katia powiedziała już ostatnie słowa, wyszedłem za nią, lustrując jeszcze wzrokiem kafeterię. Prowadziła mnie plątaniną korytarzy, drogą, której i tak bym nie zapamiętał. Wreszcie zatrzymała się przed masywnymi, metalowymi drzwiami. Pociągnęła za klamkę, a te otworzyły się z taką lekkością, jakby ważyły kilka gramów. Po przekroczeniu progu przywitało mnie przytulne wnętrze, bardzo starannie urządzone. Nie miałem czasu na dłuższe oględziny. Musieliśmy od razu zacząć działać. Im szybciej zbadamy artefakt, tym lepiej. Katia wyłożyła znajomy mi pierścień na blat. Jeszcze raz dokładnie mu się przyjrzałem. Do czego mógł jej służyć? Jaką miał moc? Moją głowę zalała fala niekończących się pytań. W serce wstąpiła jednocześnie ekscytacja i obawa. Wiedziałem, że to poważna sprawa, ale nie mogłem się nie cieszyć. Niecodziennie ma się do czynienia z takimi przedmiotami. Gdy wreszcie opanowałem kotłujące się we mnie emocje, odchrząknąłem i oficjalnym tonem zapytałem:
- To od czego zaczynamy?

<Katia?>

Silyen

W kafeterii panował nie lada tłok. Uczniowie starszych i młodszych cały czas wpadali na siebie. Z czasem zacząłem się zastanawiać, czy starczy tlenu dla w pomieszczeniu dla tak dużej ilości osób. Trzymałem się blisko Rias i w końcu doszło do tego, że zgubiłem Seo i Hirokiego w tym tłumie. Próbowałem ich znaleźć, ale nie udało mi się. Gwar rozmów ucichł dopiero, kiedy Katia zaczęła przemawiać do starszych roczników. Wyznaczyła im zadania oraz podzieliła na grupy. Gdy skończyła w kafeterii zapanował jeszcze większy chaos niż kilka chwil temu. Głośne dyskusje pomiędzy członkami poszczególnych oddziałów zdawały się uciszać myśli wszystkich wokół. Nie zliczę, ile uczniów i uczennic wylądowało na podłodze w czasie licznych przepychanek. Ja starałem się nie zwariować. Stałem spokojnie w jednym miejscu ilusturując otoczenie. Marzyłem o chwili ciszy. Mogliśmy się lepiej zorganizować... W tłumie zauważyłem wiele przestraszonych twarzy. Życie szkolne nie powinno tak wyglądać. Po jakichś 10 minutach mogłem wreszcie odetchnąć pełną piersią bez obawy, że zwalę kogoś na deski. Młodsze roczniki odwróciły się w stronę Katii, a ta zaczęła mówić:
- ...

<Katia?>

sobota, 1 sierpnia 2015

Silyen

Starałem się za wszelką cenę ukryć zdziwienie, malujące się na mojej twarzy. Czy ona powiedziała "wasza rasa"? Wiedziałem dobrze, co to znaczy. Nie była człowiekiem. W takim razie kim? Już chciałem ją o to zapytać, ale uznałem, że nie mamy na to czasu.
- W takim razie pozwól, że naświetlę ci nieco sprawę - zacząłem oficjalnie. - Ze szkoły kilka godzin temu zbiegła niebezpieczna dziewczyna. Jest w posiadaniu amuletu, którego moc zagraża nam wszystkim. Cała szkoła angażuje się się poszukiwania. Waleczni krążą na zewnątrz, a Magiczni przeszukują budynek w środku. Wszyscy w trzy-osobowych grupach. Jeśli chcesz możesz dołą...
Nie dokończyłem, ponieważ w tym momencie każdy z nas usłyszał usłyszał głowie komunikat: "Wszyscy Magiczni mają się stawić w kafeterii za kwadrans." Wiedziałem, że nadała go Katia. Spojrzałem na moich towarzyszy. Byli zwarci i gotowi. Nawet Rias.
- To chodźcie - zakomenderowałem.
Pomogłem dziewczynie podnieść się z ziemi, a potem poleciłem, by trzymała się blisko mnie. W razie gdyby znowu zemdlała, z pewnością bym ją złapał.

<Rias, Seo, Hiroki, Katia?>

piątek, 31 lipca 2015

Silyen

Właśnie przeglądałem kolejny stos książek, gdy usłyszałem trzask otwieranych drzwi. Seo i Hiroki natychmiast wyjrzeli zza regałów. Położyłem palec na usta, dając jednocześnie znak, że sprawdzę, co się dzieje. Ostrożnie podszedłem do miejsca, z którego dochodził dźwięk. Zauważyłem burzę czerwonych włosów. Skupiłem się przez chwilę. Czy ta dziewczyna była uczennicą? Nagle odwróciła się do mnie tak, że widziałem jej twarz. Wówczas ją rozpoznałem. To była Rias Gremory, Magiczna. W miarę możliwości starałem się zawsze znać dane otaczających mnie osób, a w tym przypadku uczniów szkoły. Obserwowałem ją przez moment, ale do czasu. Wtem dziewczyna upuściła książkę na ziemię, a zaraz potem sama upadła. Pobiegłem do niej tak szybko, jak mogłem.
- Nic ci nie jest? - zapytałem.
- Nic - powiedziała słabo.
- Chodź, usiądź sobie pod ścianą - poleciłem z troską troską głosie.
Ta niechętnie zrobiła to, o co prosiłem.
- Seo, Hiroki! Możecie tu przyjść, jest bezpiecznie - zawołałem.
Po chwili zjawili się i moi towarzysze. Poprosiłem Seo, by przyniosła dla dziewczyny wodę z podajnika nieopodal drzwi. Kiedy wróciła, postanowiłem przedstawić wszystkich.
- To jest Seo, potem Hiroki i ja, Silyen, ale mów do mnie Sil - uśmiechnąłem się lekko.
- Rias - odparła lakonicznie.
- Co cię tu sprowadza? Nie powinnaś być teraz z jedną z grup? - zapytałem, próbując zdusić surowość w moim głosie.
Mimo że martwiłem się o jej zdrowie, to perspektywa tego, iż nie zastosowała się do rozkazów, mogła doprowadzić mnie do szału i dobrze o tym wiedziałem...

<Rias? Seo? Hiroki?>

poniedziałek, 27 lipca 2015

Silyen

Przysłuchiwałem się chwilę słowom Hirokiego. W zasadzie nie mieliśmy już czego szukać. Proponował bardzo rozsądne rozwiązanie.
- Samo dogadanie się w tym konkretnym momencie z naszymi parami będzie problemem. Wszyscy wałęsają się po szkole i okolicach. Poza tym musielibyśmy wyjść na zewnątrz. W końcu nasze pary to Waleczni. Wolałbym nie robić nic wbrew rozkazom Rengiku czy Katii. Ale co do znalezienia przydatnych informacji, zgadzam się. Myślę nawet, że jesteśmy w najbardziej przydatnym do tego miejscu. Biblioteka to skarbnica wiedzy. Tutaj na pewno uda nam się coś znaleźć. Musi to być przecież jakiś dział związany z walką, obroną czy czymś podobnym. Szukajmy więc - zakończyłem swoją wypowiedź.
Potem każdy z nas rozszedł się w inną stronę pomieszczenia, próbując znaleźć odpowiedni dział. W między czasie zacząłem się zastanawiać, kiedy wreszcie to się skończy. Byłem w jakiś sposób przyzwyczajony do tego, że zawsze są jakieś problemy do rozwiązania i przeszkody do pokonania. W końcu codziennie do mojego ojca docierały jakieś informacje. Powinienem wiedzieć, iż nawet w szkole nie da się uniknąć kłopotliwych albo niebezpiecznych sytuacji. Właśnie... Po wszystkim powinienem koniecznie zadzwonić do ojca. Pewnie wiedział o tym, co się tu dzieje. Możliwe nawet, że w tej chwili myślał, czy jestem bezpieczny. Żałowałem, że nie mogę się z nim skontaktować. Postanowiłem na razie odrzucić od siebie te wszystkie myśli i skoncentrowałem się na zadaniu.

<Seo? Hiroki?>

czwartek, 23 lipca 2015

Silyen

Mogłem się spodziewać takiej nieprecyzyjnej odpowiedzi. Cóż, trudno. Miała teraz dużo na głowie. Może nawet za dużo... Odwróciłem się do moich towarzyszy.
- To co robimy? - zapytała Seo.
- Tym razem nie mam pojęcia. Możemy skończyć robotę i przeszukać każdy centymetr tej biblioteki. W końcu taki był zamysł od początku. Wątpię jednak, czy znajdziemy cokolwiek. Można też tu po prostu zostać. Właścicielka pierścienia może po niego wrócić. Została opcja numer 3. Szukamy sobie nowego miejsca do przeszukania. I teraz chciałbym, żeby to któreś z was zadecydowało - podkreśliłem.
Po ich minach stwierdziłem, że oni też nie do końca wiedzą, co dalej.
- Dobra, przemyślcie to i przy okazji powiedzcie, czy działo się coś ciekawego pod moją nieobecność? - zapytałem.

<Seo? Hiroki?>

wtorek, 21 lipca 2015

Silyen

Szliśmy korytarzem w zupełnej ciszy. Rengiku prowadziła. Całe szczęście, bo z pewnością zgubiłbym drogę ze sto razy, zanim dotarlibyśmy do biblioteki. Kiedy plątaniną korytarzy dotarliśmy w końcu na miejsce, liderka otworzyła szybko drzwi i od razu podeszła do Seo oraz Hirokiego. Stali oni teraz przy jednym z regałów. Wyglądali na trochę przestraszonych, ale prawdopodobnie zaniepokoił ich dźwięk otwieranych wrót.
- Dajcie ten pierścień - rozkazała, nie tracąc czasu na zbędne powitania.
Seo szybko, ale ostrożnie podała Rengiku jedwabną chusteczkę. Liderka nie chciała tracić czasu na zbędne oglądanie znaleziska. Od razu skierowała się do wyjścia.
- Co mamy teraz robić? Szukać dalej tu, czy znaleźć inne miejsce? - zapytałem, zanim jeszcze przekroczyła próg.

<Rengiku?>

niedziela, 19 lipca 2015

Silyen

Stałem oszołomiony, ale i wściekły. Na szczęście lód mnie zatrzymał i pozwolił mi chwilę ochłonąć, bo inaczej mógłbym zrobić coś głupiego. Dlaczego ludzie zawsze muszą uchodzić za niezniszczalnych? Udawać, że wszystko jest w porządku? Bo przecież proszenie o pomoc zwykłego, szarego ucznia klasy Magicznej, to zniewaga, poniżenie się. Cierpliwie czekałem, aż lód zacznie znikać. Magia nie może przecież być w jednym miejscu przez cały czas. Miała mnie gdzieś? Dobrze, niech ma. I jeszcze ta reprymenda... Wiem, jaki było polecenie, ale przecież... Wdech, wydech, wdech, wydech. W momencie gdy zdołałem już opanować emocje, lód stopniał. Pobiegłem więc za nią,  a przynajmniej podążałem w kierunku, w którym ona poszła. Kiedy już ochłonąłem, w głowie zaświtały mi słowa matki: "Gdy ktoś zachowuje się wobec ciebie agresywnie, a chwilę wcześniej było z nim źle, to znaczy, że próbuje ukryć swoje słabości za silną i wulgarną fasadą". Uśmiechnąłem się sam do siebie. Jak bardzo te słowa pasują do sytuacji sprzed kilku minut. Szedłem korytarzem, mając nadzieję, że znowu ją spotkam. Może nie chcieć mojej pomocy, ale w końcu Seo i Hiroki czekają w bibliotece. Już straciłem nadzieję, gdy zobaczyłem drzwi, które prowadziły do pokoju liderki. A przynajmniej tak mi się wydawało. Zapukałem więc i delikatnie popchnąłem wrota. Bingo! Była tam.
- Znowu ty?! Odejdź stąd i zacznij robić to, o co cię proszą. Nie potrzebuje tu kotów, które chodzą własnymi ścieżkami, a szczególnie w takim momencie - syknęła.
- To nie jest taki zwykły kot, Ren-chan - głos dochodził z monitora. - To syn Inkwizytora pierwszej kategorii - Garego Whitmore ' a.
Zerknąłem na ekran. Zmarszczyłem brwi, próbując sobie przypomnieć nazwisko mężczyzny.
- Inkwizytor Raymond Diethel, jak mniemam? - skinął głową. - Witam!
Widziałem, jak Rengiku lustruje mnie wzrokiem. Pewnie szukała jakiegoś podobieństwa między mną a moim ojcem.
<Rengiku?>

sobota, 18 lipca 2015

Silyen

Myśli kotłowały się w mojej głowie. Analizowałem plusy i minusy zarówno jednej jak i drugiej operacji. Wiedziałem, że to na mnie spadł ciężar podjęcia decyzji.
- Zależy nam na czasie. Zgadzam się z Seo, ale bezpieczeństwo też jest ważne. Zrobimy tak. Rozdzielimy się. Seo, ty przejrzysz wschodnią część. Ja zabiorę się za centralną, a Hiroki przeszuka zachodnią. Najpierw ostrożnie zaglądamy do kolejnych rzędów. Poruszamy się najciszej, jak to możliwe. Gdy któreś z nas coś znajdzie od razu informuje o tym pozostałych. Ja i Seo możemy wysłać wiązki wody, a Hiroki użyje tańcu cienia. Pod żadnym pozorem nie dotykajcie gołymi rękami żadnych znalezionych przedmiotów. Mogą być zaklęte. Już nie mówiąc o wdawaniu się w bójki. Damy radę? - zapytałem na koniec.
Kiwnęli niepewnie głową.
- To wchodzimy. Uda się. Tylko bez paniki - uśmiechnąłem się lekko, by dodać im i sobie otuchy.
Położyłem palec na ustach i najciszej, jak mogłem, otworzyłem drzwi. Biblioteka była naprawdę spora. Moi towarzysze w zupełnej ciszy rozeszli się na swoje miejsca. Nie zdążyłem ich jeszcze dobrze poznać, ale naprawdę cieszyłem się, że z nimi pracuje. Udałem się do centralnej części. Ostrożnie zajrzałem za regał z jednej i z drugiej strony. Ani żywej duszy. Odetchnąłem z ulgą i zająłem się dogłębnym przeszukiwaniem. Zaglądałem na półki, uważnie oglądałem każdy skrawek podłogi. Nic... Po kolejnych czterech regałach miałem już dosyć. Byłem bliski wariactwu. Cały czas wydawało mi się, że ktoś za mną stoi. Potrzebowałem chwili wytchnienia. Po mniej więcej minucie wznowiłem poszukiwania. Wtem poczułem coś dziwnego. Zajrzałem pod regał. Cienka wiązka wody zbliżała w moją stronę, minęła mnie, po czym pognała dalej. To był znak od Seo. Najszybciej i najciszej jak mogłem dotarłem do dziewczyny. Niedługo potem był już z nami Hiroki.
- Zobaczcie - powiedziała szeptem i wskazała palcem na mały przedmiot na podłodze.
http://static3.rockmetalshop.pl/pol_pl_pierscien-BETROTHAL-40606_4.jpg- Ma ktoś z was jedwabną chusteczkę? - zapytałem.
Spojrzeli na mnie wzrokiem mówiącym: "A może jeszcze gwiazdki z nieba do tego". Po chwili jednak dostałem to, o co prosiłem. Podszedłem bliżej. Wziąłem w chusteczkę srebrny pierścień z czerwonym, dziwnie połyskującym kamieniem w środku. Od razu wyczułem jego negatywną energię.
- Co to za dział? - odezwałem się.
- Mitologia - odparła po chwili zastanowienia Seo.
- Zostańcie tu i pilnujcie. Ja pójdę znaleźć jedną z liderek - powiedziałem, wkładając dziewczynie chusteczkę w rękę.
Skinęli głową, ale ten pomysł chyba nie przypadł im do gustu. Wyszedłem z biblioteki. Błąkałem się po szkole, mając nadzieję natrafić na kogokolwiek. Wreszcie zrozumiałem, że to nie był dobry pomysł. Nie znałem tak dobrze topografii szkoły, jak myślałem. Po kilku długich chwilach zobaczyłem kogoś na korytarzu. Podszedłem bliżej. Okazało się, że to była Rengiku. Siedziała skulona pod ścianą. Bez chwili wahania kucnąłem obok niej i niepewnie położyłem rękę na jej ramieniu. Wzdrygnęła się lekko, ale nic nie powiedziała.
- Co się stało? - zapytałem cicho.
Milczała. Wziąłem sobie za punkt honoru pomóc jej. Wyraz jej twarzy wskazywał na jedno. Potrzebowała pomocy.
- Ej, możesz mi powiedzieć. Czasem zwierzenie się komuś nieznajomemu naprawdę pomoga - powiedziałem miękko.
Liczyłem na to, że zechce się odezwać.

<Rengiku?>

czwartek, 16 lipca 2015

Silyen

Kiedy usłyszałem, jakie mają moce, nieco się speszyłem. Pod względem umiejętności byłem najsłabszy. "Ale to nie znaczy, że bezużyteczny" pomyślałem. Ta myśl dodała mi pewności siebie, by odpowiedzieć.
- Tylko hydrokineza - odparłem.
Przez chwilę milczeliśmy. Ja analizowałem w głowie sytuację. Najpierw zajął się informacjami, które już posiadałem na temat naszej trójki. Przeglądałem w głowie wszystkie moce i zastanawiałem się, jak w razie czego moglibyśmy je połączyć, gdyby na naszej drodze stanęła owa niebezpieczna dziewczyna. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę z ciekawej rzeczy.
- Wszyscy w jakiś sposób kontrolujemy wodę - powiedziałem na głos.
Hiroki i Seo spojrzeli na mnie. Chyba też to zauważyli. Już chciałem im coś powiedzieć, ale właśnie doszliśmy do biblioteki. Pragnąłem otworzyć drzwi, ale zatrzymałem dłoń na klamce.
- Dlaczego nie wchodzimy? - zapytali prawie jednocześnie.
- Jeśli tam jest, spłoszymy ją - odpowiedziałem.
- To, co robimy? - odezwała się Seo.
- Mamy dwa wyjścia. Możemy się rozdzielić. Każdy przeszuka wybraną przez siebie część. W ten sposób będzie zdecydowanie szybciej, ale będzie też o wiele mniej bezpiecznie. Wtedy musielibyśmy ustalić jednolity sygnał. Najlepiej po prostu krzyk - powiedziałem.
- Rozumiem, że drugie wyjście, to przeszukanie wszystkiego w jednolitej grupie - odparł Hiroki.
- Dokładnie. Które rozwiązanie wybieramy? - zapytałem.

<Hiroki bądź Seo?>

Silyen

Byłem akurat na zewnątrz, gdy zaczęło się całe to zamieszanie. W szkole byłem od początku, ale nie wychylałem się za bardzo. Do tej pory tylko się przyglądałem, ale teraz nie mogłem. Jak najszybciej to było możliwe dotarłem na dziedziniec. Byłem jednym z pierwszych. Może dlatego, że stałem najbliżej, gdy usłyszałem w głowie apel. Kiedy już wszyscy przyszli na wyznaczone miejsce, liderki wystąpiły na podest. Rozpoczęło się przemówienie. Wynikało z niego, że każdy z nas ma sobie dobrać po dwie osoby. Grupki powoli zaczęły się tworzyć, a ja podszedłem do jedynej wolnej. Stała tam dziewczyna o łososiowych włosach i jakiś chłopak ze wzrokiem utkwionym w podłogę.
- Cześć, jestem Silyen. Brakuje wam jednej osoby. Mogę się wprosić? - zapytałem.

<Seo, Hiroki?>

Strony