Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 sierpnia 2015

Katia

Z niepokojem obserwowałam jak przez twarz Keitha przemykają przeróżne emocje, od poczucia winy przez gniew aż do determinacji. W końcu mogłam jednak odetchnąć z ulgą, bo chłopak zamiast się pogrążać w smutku czy gniewie, zaczął działać, a w jego oczach pojawiła się determinacja. Co prawda nie miałam ochoty na konfrontacje z Rengiku, jaką planował, ale najważniejsze było, że na twarzy towarzysza ponownie zagościł lekki uśmiech. Widząc go poczułam się znacznie lepiej i pewniej, a w moim sercu zakiełkowała niezachwiana pewność, że we dwójkę wszystko nam się uda.
- Chodźmy – ponagliłam towarzysza i pociągnęłam go za rękę w stronę sali ziołolecznictwa.
Nie musiałam zbyt długo czekać na reakcję, bo chłopak momentalnie ruszył z miejsca i niemal zaczął biec. Bez problemu dotrzymywałam mu kroku, a w ten sposób już po trzech minutach dotarliśmy na miejsce i niczym huragan wparowaliśmy do środka. Ku mojemu zdziwieniu w sali oprócz trzech dziewczyn z klasy M zastaliśmy Nao i Miguela. Cała piątka patrzyła teraz zaskoczona naszym wtargnięciem, a w ich oczach czaił się niepokój.
- Co jest? – odezwał się pierwszy Miguel – Aya znowu coś zmalowała?
- Oprócz tego, że zrobiła coś Caspairowi, a potem uciekła to w zasadzie nic – odpowiedział Keith.
- No pięknie – blondyn wyglądał na mocno zmartwionego – Co z nią zrobicie jak już.... jak już będzie normalna? – zapytał z wahaniem.
Wiedziałam, o co mu chodzi. Nie dość, że znał Ayę i przejmował się jej losem to jeszcze miał na uwadze Hirokiego, który z pewnością by się załamał gdyby Ayę spotkało coś złego z rąk Inkwizycji.
- Nie martw się – powiedziałam łagodnie – Ayi nie zostaną postawione żadne zarzuty, ponieważ działa pod wpływem demona. To właśnie on zostanie oddany pod sąd i ukarany a może nawet zniszczony….
- Tym zajmę się ja – wtrąciła się Rias – To z pewnością jeden z moich poddanych i nie chcę żeby zginął, ale mogę wam obiecać, że kiedy już opuści ciało tej dziewczyny spotka go surowa kara.
Dziewczyna powiedziała to z taką powagą i władczością, że nie miałam wątpliwości o jej królewskim pochodzeniu.
- Dobrze – skinęłam głową – Ale to później. Na razie pomożesz nam przetransportować Caspaira z powrotem do szkoły. – poinstruowałam – W razie gdyby demon próbował nam w tym przeszkodzić będziesz wiedziała jak sobie z nim poradzić, prawda?

(Rias?)

piątek, 21 sierpnia 2015

Katia

Przebiegłam praktycznie cały budynek, rozglądając się uważnie w nadziei, że zobaczę znajomą, uśmiechniętą twarz Keitha. Nic z tego. Nie dość, że nigdzie go nie było to jeszcze nikt z Walecznych nie był mi w stanie powiedzieć, gdzie się udał. Dowiedziałam się tylko, że chłopak „dostał burę od liderki i gdzieś się ulotnił”. To było jakąś godzinę temu i od tej pory Keitha nie widzieli.
Kiedy tylko o tym usłyszałam, wystraszyłam się, że mój partner zamierza na własną rękę uratować tego Walecznego, którym zawładnęła Aya. Wiedziałam, że choć jest świetnym wojownikiem to w pojedynkę sobie nie poradzi, więc znowu ruszyłam biegiem do wyjścia głównego. Planowałam jak najszybciej dosiąść Nari i dogonić towarzysza, ale ku mojej wielkiej uldze nie musiałam tego robić. Ledwo opuściłam szkołę zobaczyłam chłopaka rozmawiającego z Inori.
- Keith wszędzie cię szukam! – zawołałam z ulgą i lekkim wyrzutem.
- Dobrze się składa, bo ja też – odparł, ale jakoś tak mniej entuzjastycznie niż zwykle.
- To ja już pójdę – mruknęła Inori i szybko się ulotniła.
- To w jakiej sprawie mnie tak szukałaś? – zapytał chłopak, podchodząc do mnie.
- Pomożesz mi przetransportować tego Walecznego z powrotem do szkoły? – poprosiłam - Podobno jest gdzieś niedaleko.
Tak jak się domyślałam, Keitha dręczyło poczucie winy i to do tego stopnia, że ledwo wspomniałam o nieszczęsnym wartowniku, zacisnął pięści i zrobił się bardzo nerwowy.
- Tak, tak, oczywiście – odpowiedział cicho, a ja w tej chwili miałam wielką ochotę go przytulić i jakoś pocieszyć.
Opanowałam się jednak szybko, bo nie mieliśmy na to czasu.
- Dobrze, to teraz musimy jeszcze znaleźć Rias i Sarę. – oznajmiłam rzeczowym tonem - Będą nam potrzebne.
- Sara jest najprawdopodobniej w swoim pokoju – powiedział trochę pewniejszym tonem - A Rias nie miała robić jakiegoś więzienia dla Ayi? – zapytał.
- Racja, chodźmy sprawdzić.
Po tych słowach oboje ruszyliśmy do sali ziołolecznictwa. Po drodze gorączkowo zaczęłam przeszukiwać teren umysłem w poszukiwaniu naszej jasnowłosej Walecznej. W końcu zlokalizowałam ją w jej domu i z miejsca wyczułam, że jest w krainie sennych marzeń. Musiałam ją obudzić i to szybko, bo potrzebowaliśmy jej tu na już. Dlatego też bez ogródek wdarłam się do jej umysłu z mentalnym krzykiem.
Sara! Sara do cholery obudź się! Sara! Sala ziołolecznictwa!
Wyczułam, że dziewczyna zerwała się niemal natychmiast, więc zadowolona przerwałam połączenie. Byliśmy dopiero na pierwszym piętrze i od sali ziołolecznictwa dzieliło nas jeszcze kilka długich korytarzy, a Keith był tak zamyślony i zdenerwowany chyba nawet nie zauważył, że się na chwilę wyłączyłam. Widząc jak zatroskaną ma minę ponownie poczułam, że muszę coś zrobić by przestał się martwić, a na jego twarzy zagościł ten ciepły uśmiech….
- Keith – szepnęłam, przysuwając się do niego i kładąc rękę na ramieniu – Nie przejmuj się tak. Każdy popełnia błędy.
- Wiem – mruknął nieprzekonany i zatrzymał się by spojrzeć mi prosto w oczy – Ale przeze mnie Caspair może nawet stracić życie.
- Nie pozwolimy na to – zapewniłam z pasją – Przetransportujemy go do szkoły i tu go wyleczę. A jutro Rengiku i jej grupa wypadowa złapią Ayę i wszystko się uspokoi.
Keith spochmurniał na samą wzmiankę o mojej siostrze
– Nie jestem pewien czy Rengiku w ogóle się czymkolwiek przejęła.
- Jasne, że tak – westchnęłam – Wbrew pozorom się przejmuje tylko nie chce by ktokolwiek widział jej emocje, więc ukrywa je pod grubą maską. Ale te popisy i huśtawka nastrojów, kiedy dziś do mnie przyszła i zaczęła obwiniać o stan Caspaira najlepiej dowodzą…
- Co zrobiła?! – przerwał mi zdumiony Keith, a ja z niepokojem dostrzegłam, że zrobił się bardzo blady.

<Keith?>

wtorek, 18 sierpnia 2015

Katia

Po rozmowie z Keithem czułam się dziwnie spokojna i wyciszona, a lekki uśmiech nie znikał z mojej twarzy. Może to, dlatego, że wreszcie znalazł się ktoś, komu mogłam opowiedzieć o tym, co mnie dręczy i o rodzicach, których tak bardzo mi brakowało… Na pewno dzięki temu ogromny ciężar spadł mi z serca, ale zdawałam sobie sprawę, że to nie wszystko. Sama obecność Keitha sprawiała, że czułam się bezpieczna, akceptowana, a zarazem pewna swojej wartości, czego brakowało mi przez tyle lat. Poza tym sposób bycia mojego gościa sprawiał, że nie potrafiłam się przy nim długo gniewać czy smucić.
Teraz jednak, kiedy już go przy mnie nie było i przypomniałam sobie jak niespełna pół godziny temu mnie do siebie przytulał w moim sercu zapanował chaos. Z jednej strony wstydziłam, że widział jak się rozkleiłam, ale z drugiej… miałam ochotę zatrzymać czas by te parę minut trwało w nieskończoność.
Energicznie pokręciłam głową by odegnać od siebie wspomnienia, po czym wstałam i opuściłam pokój. Musiałam czymś się zająć, więc zeszłam na dół gdzie Seo, Aszer i Mary przygotowywały obóz medyczny. Zadowolona odkryłam, że dziewczyny już wszystko przygotowały i gdyby ktoś potrzebował pomocy to dałyby sobie radę nawet bez mojego nadzoru. Jedynym problemem okazało się używanie eliksirów, bo pierwszoroczne nie miały jeszcze dostatecznie dużo lekcji ziołolecznictwa by je wszystkie poznać. Musiały, choć mniej więcej kojarzyć, co i do czego można używać by nie zrobić komuś krzywdy, więc zaczęłam po kolei omawiać każdy z przyniesionych od profesor Hildegardy medykamentów. Kiedy byłam mniej więcej w połowie zasobów, znienacka pojawiła się Reginku. Wystarczyło jedno spojrzenie by wiedzieć, że coś się stało. Zaciśnięte pięści i mord w oczach były na to niezbitym dowodem.
- Wszyscy oprócz mojej siostruni won! – wrzasnęła, omiatając wszystkich zebranych lodowatym spojrzeniem.
Byłam zdziwiona, że pozwoliła sobie na taki brak samokontroli, ale nie odezwałam się ani słowem, obserwując z satysfakcją, że żaden z obecnych w pobliżu Magicznych nie wykonał polecenia. Jednak kiedy Ren wyjęła swoją magiczną katanę wiedziałam już, że jest bliska furii i jeszcze chwila a rozniesie wszystko w promieniu pół mili. Nie miałam pojęcia, co doprowadziło ją do takiego stanu, ale nie zamierzałam pozwolić by wyżywała się na moich uczniach.
- W porządku, zostawcie nas same – powiedziałam, widząc, że nikt z Magicznych nadal się nie ruszył. Wszyscy obecni posyłali mi tylko pytające spojrzenia, a moją prośbę przyjęli dość niechętnie jakby nie chcieli mnie zostawiać na pastwę siostry. Ja jednak chciałam mieć jak najszybciej tą rozmowę za sobą, więc skinęłam na nich ponaglająco. Kiedy wreszcie Seo zamknęła za sobą drzwi, siostra podeszła do mnie sztywnym krokiem.
- Co ty sobie kurwa wyobrażasz, co?! – wybuchła - Mało ci problemów, musisz nowe jeszcze fabrykować? – syknęła, chowając katanę.
- Co? O czym ty... – zaczęłam zdezorientowana.
- Cisza, teraz ja mówię – przerwała mi, odzyskując nad sobą kontrolę, więc jej głos był niemal wyprany z emocji. Niestety nie udało jej się utrzymać tonu zbyt długo, bo zaraz wrzasnęła z podwójną siłą - Nie obchodzi mnie, co robisz z tymi swoimi wróżkami, możesz nawet nakarmić nimi Krakną, ale od moich ludzi ci wara, zrozumiano?!
Mówiąc to, siostra uderzyła zaciśniętą pięścią w najbliżej stojące biurko.
- Jeszcze raz dowiem się o takich wybrykach i obiecuję, że na postraszeniu się nie skończy.
O nie, tego już za wiele! Nie dość, że poniżała mnie przy wszystkich to jeszcze próbowała obarczyć winą za własne problemy?! Dosyć tego!
- Ale o czym ty do cholery mówisz?! – zapytałam podniesionym głosem i tak stanowczo, że Rengiku spojrzała na mnie zdumiona. To był pierwszy raz kiedy się jej postawiłam, nie pozwalając by mną pomiatała.
- Księżniczka nie wie, o czym? – zakpiła, lekko zbita z tropu, odrzucając włosy za siebie. - O tym, że żaden normalny żołnierz nie wpadłby na pomysł, żeby kadeci pilnowali demona, czy czymkolwiek ta szczeniara teraz jest. A dzięki twoim genialnym pomysłom jeden z moich chłopców teraz...
W miarę jak mówiła przypomniało mi się, że Keith mówił mi o jakichś wartach. Widocznie coś poszło z nimi nie tak, ale ja nawet nie wiedziałam, kogo tam wysłał, więc skąd pomysł, żeby mnie obarczać winą za to, że coś się tam stało?!
- To nie byłam ja! – przerwałam jej ostro.
Nie wiedziałam czy mi uwierzyła, ale zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć za jej plecami pojawił się Kage.
- Neesama, złe wieści – odezwał się, a Ren zareagowała tak nerwowo, że przybysz musiał zrobić unik by uniknąć mierzącej w jego szyję katany.
- Co zaś...? – wysyczała.
- Ta opętana szczeniara zrobiła, co jednemu ze świeżaków i uciekła. Widziałem, że w okolicy kręcą się twoi ludzie, wiec go zostawiłem, żeby przyjść ci zameldować - odpowiedział szybko i służbowo.
- Świetnie... Jakie pomysły, co teraz?
Kage nie odezwał się ani słowem, a Ren wyglądała na całkiem wytrąconą z równowagi. Pierwszy raz widziałam ją tak bezradną…
- Przede wszystkim musimy przetransportować tego chłopaka z powrotem do szkoły – odezwałam się cicho, a widząc, że obecni wpatrują się we mnie wyczekująco ciągnęłam dalej – Jest pełnia a to podwaja siłę uroków i demonicznych czarów, a poza tym im dalej będzie od Ayi tym mniejszy będzie miała na niego wpływ i łatwiej będzie mi go wyleczyć.
- Ty się w ogóle znasz na magii demonów? – Zdziwiła się Ren
- Nie tak dobrze jak bym chciała, ale na tyle bym była w stanie mu pomóc – przyznałam szczerze i ze spokojem, a nie doczekawszy się żadnej reakcji przejęłam dowodzenie – Rengiku zbierz swoją grupę wypadową i wyruszcie rano, według planu. Ja zaraz odszukam Keitha i razem odnajdziemy tego chłopaka i postaramy się mu pomóc. Na razie chyba tylko tyle możemy zrobić.
- We dwójkę to wy sobie dacie radę tylko z chłopakiem – zauważył Kage – Ale powinniście mieć dodatkową parę rąk w razie powrotu dziewczyny i obrony przed nią.
- Masz rację – kiwnęłam głową – W takim razie pójdą z nami Rias i Sara.
- Czemu one? – wtrąciła się Ren
- Sara przez wzgląd na jej umiejętności – wyjaśniłam – A Rias sama jest demonem, więc może okazać się bardzo pomocna.
Ku mojemu zdziwieniu siostra nie oponowała, a wręcz wydawała się zadowolona, że ktoś wziął na siebie podjęcie wstępnych decyzji dotyczących naszego problemu.
- Niech będzie – mruknęła – Tylko się pospieszcie.
- Dobrze, ale najpierw z łaski swojej wróć do swojego pokoju – powiedziałam spokojnie
- Co? A jak to ma pomóc w rozwiązaniu problemu?
- Po pierwsze właśnie zajmujemy pomieszczenie, które moje dziewczyny przygotowały, jako obóz medyczny i na pewno tutaj się będę zajmować nieszczęsnym wartownikiem – odpowiedziałam – Po drugie musisz odpocząć i się opanować, bo przy takiej huśtawce nastrojów nie opanujesz grupy i nic nie wyjdzie z całej misji.
Po ostatnich słowach, sama opuściłam pokój, licząc, że jeśli nie siostra to, chociaż Kage uzna moje racje. Ledwo znalazłam się na korytarzu, ruszyłam biegiem w kierunku skrzydła Walecznych. Miałam nadzieję, że nie będę musiała zbyt długo szukać Keitha. Nie mieliśmy zbyt wiele czasu…

<Reginku? Choć raz posłuchałaś siostry czy ninja musiał wkroczyć do akcji?>
<Keith? Gdzie jesteś?!>

niedziela, 9 sierpnia 2015

Katia

Po odesłaniu Sila do Rengiku, szybko uprzątnęłam lupę i inne narzędzia badawcze, po czym magicznie zapieczętowałam drzwi do labolatorium. Miałam ochotę przejść się po szkole by zobaczyć jak reszta Magicznych radzi sobie z powierzonymi zadaniami, ale przypomniałam sobie, że przecież powiedziałam im, że w razie problemów mają mnie szukać w moim pokoju. Ruszyłam więc szybkim krokiem na drugie piętro gdzie, tak jak przypuszczałam, ktoś już czatował przed moimi drzwiami. Kiedy podeszłam bliżej, okazało się, że to Kitsune.
- Jesteś wreszcie! – zawołała z ulgą kiedy do niej podeszłam
- Coś się stało? – zaniepokoiłam się
- Nie, tylko Rias powiedziała, że do tego więzienia potrzebne są magiczne kamienie w kształcie motyli – wyjaśniła – W sumie nie wiem po co nam one, ale… masz tu coś takiego? – zapytała, wskazując na drzwi do mojej sypialni.
- Owszem – uśmiechnęłam się – Rias dobrze zna się na rzeczy. Te kamienie uspokoją i oszołomią opętującego dziewczynę demona, jednocześnie nie robiąc trwałej krzywdy ani jemu ani Ayi. – wyjaśniłam, jednocześnie otwierając drzwi i wpuszczając dziewczynę do środka – Czego jeszcze zamierzacie użyć? – zapytałam zaciekawiona.
- Lin Izayi i jakiegoś zaklęcia, którym zajmuje się Rias – odpowiedziała.
A no tak – pomyślałam, otwierając magiczną szkatułę ze szkolnymi artefaktami – Rias na własnej skórze odczuła działanie tych lin. Demon nie będzie mógł się opierać, a szał wywołany rzuconym na nie urokiem zneutralizują kamienie. A zaklęcie połączy i zapieczętuje całość….
- Proszę – podałam Kitsune trzy duże i mieniące się kamienie w odpowiednim kształcie – To powinno wystarczyć.
- Dzięki – dziewczyna uśmiechnęła się lekko – To ja się już będę zbierać. Rias i Sayuri czekają w sali ziołolecznictwa.
- Ok, powodzenia – pożegnałam ją przyjaźnie.
Kiedy zamknęły się za nią drzwi, postanowiłam wykorzystać wolny czas na nauczenie się czegoś więcej o demonach i technikach egzorcyzmowania, na wypadek gdyby Egzorcystka potrzebowała pomocy. Szybko przejrzałam swoją biblioteczkę i wyłowiłam z niej ogromne tomiszcze z magii zaawansowanej. Usiadłam z nim w głębokim fotelu i zaczęłam pospiesznie kartkować, szukając odpowiedniego rozdziału. Kiedy go wreszcie znalałam, bez reszty zatopiłem się w lekturze...
Dopiero delikatne pukanie do drzwi odwróciło moją uwagę od książki i zmuszając do działania. Wstałam i dopiero wtedy uświadomiłam sobie jak bardzo zesztywniałam od długiego siedzenia w jednej pozycji choć przecież wydawało mi się, że nie czytałam dłużej niż pięć minut. Otworzywszy drzwi, zdumiałam się, widząc Keitha stojącego w progu z nieśmiałym uśmiechem na ustach. Miałam wrażenie, że jest nieco zmieszany, ale gdy odwzajemniłam uśmiech i zaprosiłam go do środka, wyraźnie się rozluźnił.
- Co Cię do mnie sprowadza? - zapytałam, siadając na skraju łóżka i kładąc sobie książkę na kolanach - Potrzebujesz pomocy?

<Keith?>


sobota, 8 sierpnia 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

 S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa
 
Post 8 - Katia
Siedząc przy kolacji w dużej sali jadalnej, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że oczy wszystkich gości nieustannie obserwują każdy nasz ruch. Nie czułam się zbyt pewnie, będąc w centrum zainteresowania, ale to było nic w porównaniu z odczuciami mojego towarzysza. Nie musiałam skupiać się na przesyłanych przez niego emocjach by wiedzieć, że czuje się osaczony i zestresowany, wystarczyło tylko spojrzeć na jego twarz i poprawnie odczytać to, jak wcisnął się w kąt jadalni, odcinając od reszty zebranych. Może i znałam go krótko, ale wiedziałam, że takie zachowanie nie jest dla Keitha zwyczajnym, a ponura mina w połączeniu z nienaturalną małomównością jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły.
- Wiem, że już o to pytałam, ale na pewno nic ci nie jest? – odezwałam się nieśmiało.
Chłopak wzdrygnął się lekko, wyrwany z zamyślenia po czym posłał mi zmęczone spojrzenie.
- Sam nie wiem. – mruknął - Chyba potrzebuję świeżego powietrza. Wybacz, ale przejdę się trochę. Nie czekaj na mnie. Połóż się wcześnie, żebyś była jutro wypoczęta – poradził, uśmiechając się blado po czym podniósł się szybko i ze spuszczoną głową wymknął na zewnątrz.
Z początku chciałam iść za nim, by go jakoś pocieszyć, ale zaraz porzuciłam ten pomysł. Przecież byłam dla Keitha prawie całkiem obca, więc moje słowa, a nawet sama obecność zamiast pomóc, mogłaby go po prostu przytłaczać, tak samo jak wieśniaków. Na tę myśl zrobiło mi się dziwnie przykro, a gdy spuściłam oczy na talerz z niedokończoną wieczerzą, uświadomiłam sobie, że straciłam apetyt. Nie ruszyłam się jednak by skorzystać z rady towarzysza i wcześniej się położyć. Zamiast tego wcisnęłam się w kąt sali, skąd miałam dobry widok na drzwi i czekałam.
Dwie godziny później sala całkiem opustoszała, a mnie ogarniał coraz większy niepokój. Powtarzałam sobie, że Keith jest świetnym wojownikiem i potrafi sobie radzić, a w wiosce nic mu nie grozi. Jednak to nie działało, a ja z każdą chwilą martwiłam się coraz bardziej…
Nawet nie wiedziałam, że przysnęłam, dopóki skrzypienie otwieranych drzwi nie postawiło mnie na równe nogi. Byłam oszołomiona i zesztywniała, a w sali panował mrok, ale mimo to bez najmniejszego problemu rozpoznałam stojącego w drzwiach towarzysza.
- Keith! Nareszcie! – zawołałam dziwnie uradowana, podbiegając do chłopaka.
Jednakże uśmiech spełzł mi z twarzy niemal natychmiast, gdy dotarło do mnie, że Keith ledwotrzyma się na nogach.
- Katia… - szepnął, robiąc niepewnie krok w moją stronę, po czym zachwiał się i osunął na kolana.
Momentalnie znalazłam się przy nim i podparłam, przejmując na siebie cały ciężar jego ciała. Delikatnie skierowałam go w stronę schodów, po czym niemal zawlekłam do przydzielonego pokoju bo Keith był tak słaby i obolały, że nie było szans by choćby samodzielnie utrzymał się w pionie. Już w pokoju, łagodnie położyłam chłopaka na łóżku, po czym zabrałam się do sprawdzania odniesionych przez niego obrażeń. Od razu wyczułam, że ma pęknięte żebro, a nawet kilka wewnętrznych ran, plus mnóstwo siniaków. Wodziłam palcami od jednego newralgicznego miejsca do drugiego, lecząc co się dało, uśmierzając ból i przekazując większość swojej energii by mógł szybciej odzyskać siły. Gdy byłam w połowie tej ostatniej czynności, Keith złapał mnie za rękę, powstrzymując działanie magii. Rozproszona i zdezorientowana podniosłam głowę i spojrzałam w twarz towarzysza, na której pojawiły się już lekkie rumieńce.
- Wystarczy – szepnął, gdy nasze oczy się spotkały, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech
- Ale… - zaczęłam protestować, nieprzekonana
- Katiu musisz być jutro w formie – przerwał mi łagodnie – Nie chcę żeby przeze mnie coś ci się stało. Zwłaszcza, że czeka nas dodatkowe zadanie – dodał ciszej.
- O czym ty mówisz? – zapytałam zdziwiona, dając za wygraną – Opowiedz mi co się stało? Kto cię tak pokiereszował?
- Ludzie Eskrawe – wyjaśnił, jak zwykle spokojny – Spotkałem ich w lesie i śledziłem przez jakiś czas, ale potem mnie znaleźli i próbowali zabić bo za dużo wiedziałem…. – urwał, wpatrując się w moją twarz - Wszystko w porządku? Jesteś bardzo blada… Może się położysz, a jutro opowiem ci resztę…?
- Nie, nie! – zaprotestowałam, opanowując emocje. Nie zamierzałam się przyznać, że blada byłam nie ze zmęczenia a z przerażenia… - Opowiadaj dalej. – poprosiłam lekko ochrypłym głosem.
- Udało mi się użyć mocy i wymknąć tym zbirom – kontynuował niechętnie Keith – Jednym z nich był ten drań, z którym walczyłem w gospodzie. Zanim mnie zauważył, rozmawiał ze swoim towarzyszem o Eskrawe i medalionie. Twierdził, że Inkwizytor jest mocno związany z tym amuletem i jeśli ktoś zdejmie z niego osłonę albo go zniszczy to Eskrawe straci kontrolę nad więzionymi stworzeniami, a także całą swoją moc. Poza tym potwierdzili, że Eskrawe ma kryjówkę w górach Aral.
- Dobrze – kiwnęłam głową – Przynajmniej wiemy, że nasza wyprawa ma sens. A tym amuletem zajmiemy się rano. Teraz oboje powinniśmy się położyć.
- Wedle życzenia – uśmiechnął się Keith i niemal na zawołanie zapadł w głęboki sen.
Widząc to, uśmiechnęłam się lekko i sama również wśliznęłam się do łóżka. Jednakże przez dłuższy czas leżałam tylko z otwartymi oczami, ponieważ w głowie roiło mi się od informacji, które musiałam na spokojnie przeanalizować…. W rezultacie udało mi się zdrzemnąć zaledwie godzinę ponieważ równo o świcie obudził mnie Keith...
- Pora ruszać – powiedział gdy już oboje byliśmy zwarci i gotowi. – Na dole na pewno wszyscy już na nas czekają.
- W takim razie idź i zarządź wymarsz zgodnie z tym co wczoraj mi mówiłeś – uśmiechnęłam się.
- Jak to? – chłopak zatrzymał się wpół kroku z ręką na klamce - A ty?
- Ja mam zadanie do wykonania – przypomniałam – Muszę popracować nad medalionem Eskrawe. I to w jakimś ustronnym miejscu na wypadek gdyby coś wymknęło się spod kontroli.
Pod wpływem ostatnich słów Keith spiął się wyraźnie.
- Idę z tobą.
- Nie ma mowy – zaprotestowałam natychmiast.
- Katia, nie pozwolę… - zaczął, ale mu przerwałam
- Wiem, co robię – powiedziałam tak stanowczo, jak chyba nigdy dotąd – Jeśli mi zaufasz, to nie zajmie mi to więcej niż godzinę i dołączę do was zanim na dobre wejdziemy w góry. – przekonywałam, patrząc mu z powagą w oczy.
Miałam nadzieję, że mnie posłucha i się zgodzi bo nie mogliśmy sobie pozwolić na stratę czasu. A miałam świadomość, że jeśli Keith znajdzie się zbyt blisko aktywowanego medalionu, może się z nim stać coś dużo gorszego niż „spadek formy” jak nazwał skutki uboczne odczuwane w domu Chrisa i Alexy...

<Keith?>

środa, 5 sierpnia 2015

Katia

- To od czego zaczynamy? – zapytał Sil, a ja widziałam, że oczy świeciły mu się z ciekawości i ekscytacji, gdy spoglądał na artefakt.
- Musimy go dokładnie obejrzeć – stwierdziłam, wkładając jedwabne rękawiczki i podając drugą parę chłopakowi.
- Lateks nie byłby lepszy? Nie przepuszcza przecież kompletnie nic, więc…
- Więc nie pozwoli nam wyczuć nawet lekkiego echa energii emitowanej przez to cudo – dokończyłam, kończąc dyskusję.
Wyjęłam mocną lupę i zaczęłam niespiesznie acz bardzo uważnie oglądać każdy element pierścienia.
- Wiesz, co to za kamienie? – odezwał się po chwili Sil, ciekawie zaglądającego mi przez ramię.
Skinęłam głową.
- To asyryjskie rubiny – wyjaśniłam – Kiedyś używano ich przy opanowywaniu pyrów pozostających poza kontrolą Inkwizycji. Te małe kamyczki są w stanie pomieścić ogromne pokłady energii i przerobić je na płomień o takiej sile, że byłby w stanie w kilka minut zmienić naszą szkołę w kupkę popiołu.
- W takim razie trzeba z tym maleństwem bardzo uważać – zauważył chłopak z mieszaniną podziwu i lęku.
- Masz rację – przyznałam – Zaraz zobaczymy czy potrafi coś więcej… - wymruczałam pod nosem, obracając pierścień by dokładnie zbadać jego podstawę.
Tak jak się spodziewałam we wnętrzu wyryte były trzy znaki, podtrzymujące dość potężną klątwę. Musiałam sprawdzić czy nadal działają, dlatego odłożyłam pierścień z powrotem na blat i zwróciłam się do Sileyna.
- Spróbuj użyć na nim odrobiny swojej mocy – poprosiłam – Tylko ostrożnie!
Sil kiwnął głową, a ja dyskretnie otoczyłam go mocniejszą osłoną. Gdy chłopak wykonał moje polecenie i wysłał w kierunku pierścienia wiązkę wody, artefakt rozbłysnął i natychmiast ją wchłonął.
- Jak…? – wydukał zdumiony Sil
- To rubiny w połączeniu z klątwą na obrączce – wyjaśniłam – Są zaczarowane tak by chronić przed magią właściciela artefaktu, a jednocześnie wchłaniać energię atakującego i go osłabiać.
- Ale skoro Aya zgubiła go dopiero w bibliotece to, jakim cudem twoja magia zadziałała na nią wcześniej. Przecież w lesie ją otumaniłaś prawda? – zapytał, a ja uświadomiłam sobie, że nie dość, że ma racje to jest znacznie lepiej poinformowany niż myślałam, bo przecież nie opowiadałam mu całej historii…
- Tak, to prawda, że ją oszołomiłam – przyznałam – Wynika z tego, że ten pierścień chroni i przejmuję energię tylko z ataków magii „fizycznej”, ale umysł właściciela nie jest chroniony.
- To zawsze jakieś ograniczenie, ale i tak ten pierścień jest potężny – powiedział Sil
- Muszę poinformować o wszystkim Rengiku – przypomniałam sobie
- Wstrzymaj się na chwilę – poprosił chłopak – Same informacje nic jej nie dadzą. Spróbujmy opanować ten artefakt, bo to może pomóc w schwytaniu Ayi – zauważył, a ja wiedziałam, ze dobrze wybrałam pomocnika do tego zadania.
- Masz rację – pokiwałam głową – Spróbuj go założyć – poleciłam
-, Co? – zdumiał się – Czemu… ja?
- Bo ja nie będę mogła się ruszyć ze szkoły i iść na polowanie – wyjaśniłam – Skoro Rengiku wychodzi w teren to ja muszę ogarnąć wszystko tutaj.
Chłopak przytaknął niepewnie, po czym założył artefakt. Od razu poczułam, że nałożona przeze mnie osłona lekko się zachwiała, ale po chwili wszystko wróciło do normy. Domyśliłam się, że gdybym zostawiła chłopaka bez ochrony pierścień mógłby wydrenować go z posiadanej energii. Na szczęście udało się temu zapobiec i przez następne pół godziny Silowi udało się opanować magię artefaktu, choć wciąż z asekuracją. Nie mieliśmy czasu na nic więcej…
- Rengiku może wyruszyć z grupą w każdej chwili – westchnęłam ciężko – Idź do niej i powiedz, co odkryliśmy. Jakby miała wątpliwości, co do wdrożenia cię do grupy wypadowej, powiedz, że masz tam iść z mojego polecenia. – Dodałam.
Wiedziałam, że siostra nie będzie zadowolona, ale i nie będzie miała wyboru, bo jesteśmy równe, jeśli chodzi o rangę i dowództwo, a chłopak ze znajomością magii i artefaktu jest jej po prostu potrzebny…

(Sil?)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

 S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa
 
Post 7 - Katia
Wiedziałam, że Keith ma racje i współpraca wieśniaków jest nam koniecznie potrzebna, ale ta ich nieufność nie napawała mnie optymizmem. Skoro nie udało nam się wydobyć od nich informacji po tym jak im pomogliśmy i nauczyliśmy walki czy leczenia, nie było cienia szansy, że gdy zapukamy do ich drzwi tak po prostu nam się zwierzą. Mimo wszystko jednak musieliśmy spróbować…. Nagle przyszedł mi do głowy pewien plan.
- Keith wybrałeś już ludzi, którzy będą nam jutro pomagać w schwytaniu Eskrawe? – zapytałam cicho, podchodząc do chłopaka, który wciąż stał ze wzrokiem wbitym w podwórzec za oknem.
- Owszem – towarzysz kiwnął głową – Tak jak się umawialiśmy wybrałem dziesięciu.
- Dobrze, w takim razie to ich domy odwiedzimy w pierwszej kolejności.
- A to ma jakieś znaczenie? – Keith zmarszczył brwi zdezorientowany – I tak nie będą chcieli z nami rozmawiać o magii i stworzeniach.
- Sami nie, ale jeśli przyjdziemy pod pretekstem ochrony ich domów i rodzin przed zemstą ludzi Eskrawe pewne rzeczy mogą po prostu się wydać – wyjaśniłam – Niewykluczone, że jakieś niesforne stworzenie wychynie z kryjówki, a wtedy będzie można wziąć jego właścicieli w krzyżowy ogień pytań i dowiedzieć się czegoś więcej.
- Masz rację – Keith wyraźnie się ożywił, a na jego twarzy znów zagościł ciepły uśmiech, który tak lubiłam – Warto spróbować i to najlepiej od razu! – powiedział, ciągnąc mnie za rękę w stronę drzwi.
Roześmiałam się, widząc tą jego nagłą ekscytację, ale i bez protestów dałam się sprowadzić na dół. Wkrótce opuściliśmy gospodę i zaczęliśmy krążyć między domami. Niestety większość wieśniaków odrzucała naszą pomoc, a tym bardziej nie chciała z nami rozmawiać. Odprawiali nas z kwitkiem mimo, że przecież proponowaliśmy im pomoc i ochronę co było naprawdę dziwne. Na koniec trafiliśmy do niewielkiej chaty Christophera, najmłodszego z wioskowych wojowników, który choć był zaledwie dwa lata starszy od nas już miał żonę i małe dziecko.
Gdy zapukałam, drzwi otworzyła nam zaskoczona Aleksandra.
- Witajcie – mruknęła – Co was sprowadza w nasze skromne progi o tej porze?
- Troska o wasze bezpieczeństwo pani – Keith skłonił lekko głowę – Twój mąż wyrusza jutro z nami na niebezpieczną wyprawę, a my chcemy dopilnować by pod jego nieobecność nic złego nie spotkało zarówno Ciebie pani jak i twego dziecka.
- Możecie nas ochronić? – młoda kobieta wyraźnie się zainteresowała i zaprosiła nas do środka – Wejdźcie proszę. Zaraz zawołam Chrisa.
Posłusznie weszliśmy do przedsionka, a z niego do niewielkiego salonu gdzie wyraźnie widać było, że porządek nie gości tu zbyt często i ktoś ledwie tu ogarnął, słysząc pukanie do drzwi. Zaciekawiona podeszłam do pokaźnej kupy różnych rzeczy. Były wśród nich garnki, kocyki, serwetki i kilka drobiazgów kompletnie niepotrzebnych w typowym gospodarstwie domowym. Rzeczy były przysypane różnymi zwykłymi wiktuałami, ale i tak można było rozpoznać w nich narzędzia niezbędne do opieki nad feniksem! Czyżby Chris i Aleksa mieli tak rzadkiego, magicznego towarzysza? A co ważniejsze, czy udało im się go uchować przed chytrym wzrokiem Eskrawe?
Zanim zdążyłam się nad tym zastanowić czy choćby wskazać Keithowi swoje znaleziska do pokoju wszedł młody wojownik. Zobaczywszy nas, zesztywniał nieco i krzywo się uśmiechnął.
- Witajcie – powiedział podobnie jak jego żona kilka minut wcześniej – Słyszałem, że przybyliście by zadbać o bezpieczeństwo mojej rodziny. Co możecie dla nich zrobić?
- Mogę otoczyć ten dom barierą ochronną – powiedziałam – Ale muszę mieć na to twoje pozwolenie Aleksandro, ponieważ bariera będzie ściśle związana z twoją osobą jako z gospodynią tego miejsca.
- Zgadzam się – kobieta skinęła głową
- Słowa nie wystarczą – wyjaśniłam – Chodźmy na podwórze, tam rozpoczniemy nakładanie zaklęcia.
Alexandra skinęła głową, po czym wstała i wyprowadziła mnie do niewielkiego ogródka. Zanim wyszłam posłałam jeszcze Keithowi porozumiewawcze spojrzenie, oznaczające, że jak mnie nie będzie ma szanse na osobności pogadać z wojownikiem i wyciągnąć z niego jakieś informacje. Towarzysz ledwo zauważalnie skinął głową na znak, że rozumie, a ja spokojnie podążyłam z Aleksandrą. W ogrodzie wzięłam kobietę za rękę i zaczęłam tworzyć więź umysłów, ale Aleksandra niespodziewanie mi się wyrwała.
- Co ty robisz?! – oburzyła się
- To, o czym ci mówiłam – wyjaśniłam spokojnie – Dotyk dłoni umożliwia przepływ mocy i jest niezbędny do stworzenia bariery podobnie jak połączenie umysłów.
- Ale ja nie… - kobiety wydawała się rozdarta – Eh…. Nie możemy się bez tego obejść?
- Nie, jeśli chcesz by zaklęcie działało – powiedziałam dobitnie.
Dziewczyna wydawała się rozdarta. Z jednej strony chciała zapewnić bezpieczeństwo sobie i synkowi, a z drugiej wciąż próbowała coś przede mną ukryć..
- Czego się boisz Aleksandro? – zapytałam, przerywając przedłużające się milczenie – Przecież dobrze wiesz, że chcę Ci pomóc. Nie uda mi się to jednak, jeśli nie zaczniesz mi w pełni ufać – dodałam łagodniej, wyciągając do niej rękę.
W końcu kobieta westchnęła ciężko i chwyciła moją dłoń. Od razu poczułam, że jest magiczna, ale nie dawałam nic po sobie poznać tylko wytworzyłam więź między naszymi umysłami. Następnie stworzyłam barierę ochronną skupioną wokół młodej dziewczyny, ukierunkowując ją tak by czerpała energię z drzemiących w niej pokładów magii. Gdy skończyłam, odsunęłam się o krok od dziewczyny i usiadłam na trawie, symulując zmęczenie.
- Katiu czy to zaklęcie będzie cię cały czas osłabiało? – Alexandra przysiadła tuż obok mnie – Nie chciałabym żeby przeze mnie coś ci się stało…
- Nie martw się – obdarzyłam ją uśmiechem – To twoja magia zasila barierę nie moja.
- O czym ty mówisz? – kobieta była świetną aktorką.
- Nie udawaj proszę – mruknęłam zmęczona ciągłą grą wieśniaków – Dobrze wiesz, o czym mówię. Jesteś Magiczna i na pewno nie ty jedna w całej wiosce.
Aleksandra milczała przez chwilę, bijąc się z myślami aż w końcu westchnęła zrezygnowana.
- Jak się domyśliłaś? – zapytała
- Poczułam – wyjaśniłam – A wasza tajemniczość tylko podsyciła moje podejrzenia.
- Wiedzieliśmy, że w końcu to musi się wydać…. – mruknęła ze smutkiem
- Lepiej żeby wydała się wśród ludzi, którzy chcą wam pomóc niż tych, co stanowią zagrożenie – zauważyłam – Proszę opowiedz mi wszystko.
- No dobrze. Ta wioska już od wieków jest magicznym miejscem. Mamy tu idealne warunki do życia dla magicznych stworzeń. Zawsze było ich tu mnóstwo, a niektóre należały do niebezpiecznych, więc nasi ludzie uczyli się nad nimi panować. Spora część wieśniaków posiada do tego naturalne predyspozycje, a nawet magiczne moce. Niestety, kiedy przybył Eskrawe zwierzęta zaczęły ginąć, a my musieliśmy ukrywać pozostałe stworzenia jak i nasze moce przed resztą świata.
- Rozumiem – szepnęłam – To, dlatego ukrywacie przed nami obecność waszego feniksa.
- Jesteś spostrzegawcza nie ma, co! – zaśmiała się moja rozmówczyni – Masz rację, ale teraz to już nie ma sensu.
Po tych słowach Alexandra gwizdnęła przeciągle, a z niewielkiej przybudówki wyłonił się piękny, tęczowo ubarwiony feniks. Stworzenie zbliżyło się do nas nieufnie.
- Jest wspaniały… - usłyszałam za sobą szept, a gdy się odwróciłam zobaczyłam stojącego w drzwiach Keitha.

<Keith?>

Katia

Kiedy dotarłam do kafeterii, czekała już na mnie spora grupa uczniów. Były to przede wszystkim osoby ze starszych roczników, wśród których niemal od razu zlokalizowałam Toma. Chłopak z wyglądu przypominał typowego kujona. Nienagannie doprasowana biała koszula, spodnie w "kantkę", okulary w rogowych oprawkach i lekko przylizane włosy w żadnym razie nie odzwierciedlały charakteru chłopaka. Toma świetnie opisywały dwa słowa: dusza towarzystwa. Zabawny, wyrozumiały i skory do imprezowania był jednocześnie moją prawą ręką i gwiazdą swojego rocznika. Był odpowiedzialny, a ludzie się go słuchali toteż teraz bez wahania powierzyłam mu dowodzenie największą z grup.
- Musimy wzmocnić szkolne bariery i zabezpieczenia – wyjaśniłam zwięźle, zwracając się zarówno do chłopaka jak i reszty starszych uczniów – Wzmocnijcie mury i otoczcie szkołę taką ochroną jak tylko zdołacie, bo za kilka godzin możemy się spodziewać powrotu Rengiku z opętaną dziewczyną, a ona do słabych nie należy.
- Dobra, zajmiemy się tym - Tom poważnie skinął głową - Katia, ale zdajesz sobie sprawę, że jak ona przekroczy próg budynku to większość zaklęć przestanie na nią reagować? Jedyne, co zostanie to umocnienia...
- Wiem – przyznałam, – Dlatego przerobimy jeden pokój na magiczne więzienie tak, by nie uciekła i nie zniszczyła wszystkiego w promieni kilku mil.
- Jest do tego zdolna?! – wtrąciła się Mary, stając za moimi plecami
- Sama nie – przyznałam – Ale skoro nagle miała dość siły i umiejętności by pokonać Rengiku to demon, który ją opętał może jej też użyczyć mocy magicznej, zwłaszcza, że Aya ma w tym kierunku naturalne predyspozycje. Poza tym, lepiej żeby w czasie egzorcyzmów była w zabezpieczonym pomieszczeniu, bo wtedy wiele rzeczy może się wymknąć spod kontroli…
Widziałam, że moje słowa wywarły spore wrażenie na zebranych, do których chyba wreszcie dotarło jak wielkie zagrożenie stanowi dla nas ta dziewczyna.
- Mamy przygotować ten pokój jak skończymy ze szkołą? - zapytał Tom
- Nie – pokręciłam głową – Macie już swoje zadanie i tylko na nim się skupcie. Magicznym więzieniem zajmie się ktoś inny.
- Dobra to do roboty - przytaknął Tom, po czym zawołał – Starsze klasy idą za mną!
Wszyscy od razu go posłuchali i przez jakiś czas w kafeterii zapanował prawdziwy chaos, bo jedni uczniowie wchodzili, podczas gdy drudzy chcieli wyjść. W końcu jednak zrobiło się ciszej i znacznie mniej tłoczno, bo wokół mnie zgromadzili się jedynie uczniowie z pierwszego rocznika. Podeszłam do nich, szybko ogarniając wszystkich wzrokiem i dopasowując do poszczególnych zadań.
- Słuchajcie – odezwałam się wreszcie, przerywając zaciekawione i zdezorientowane szepty – Opętana dziewczyna została odnaleziona, a teraz śledzą ją Waleczni. Rengiku wraz z wyspecjalizowaną grupą podjęła się złapania naszej uciekinierki i doprowadzenia jej do szkoły. Niestety Aya wciąż stanowi dla nas bardzo duże zagrożenie, dlatego musimy się jak najlepiej przygotować na jej powrót. Starsi uczniowie dostali za zadanie umocnienie szkolnych murów. Wy również zostaniecie podzieleni na grupy i przydzielę wam poszczególne zadanie, ponieważ do zrobienia jest bardzo dużo, ale na początek musicie przejść krótkie szkolenie obronne. Chodźcie za mną – dodałam na koniec, po czym szybkim krokiem opuściłam kafeterię.
Zaprowadziłam swoją grupę do dużej sali ćwiczebnej, do tej pory im nieznanej, ponieważ korzystać z niej mogli jedynie starsi uczniowie. Było tu mnóstwo miejsca, więc gestem pokazałam reszcie by ustawiła się w większych odległościach od siebie.
- Na lekcjach magii obronnej będziecie uczyli się tworzenia różnych barier i tarcz chroniących od poszczególnych zagrożeń – odezwałam się, gdy wykonali już moje polecenie – Na nieszczęście nie odbyło się zbyt wiele zajęć z tego przedmiotu, więc musicie odbyć kurs w przyśpieszonym tempie. Mimo ochrony nałożonej na budynek musicie umieć stworzyć tak zwaną osłonę personalną i utrzymywać ją non stop do czasu uporania się z całą sytuacją. Ta osłona, tak jak nieustająca czujność i refleks u Walecznych pozwoli wam przetrwać następne godziny bez większych obrażeń…
Zakończywszy część wprowadzającą, przeszłam do ćwiczeń oddechowych na rozluźnienie i koncentrację. Gdy już miałam pewność, że wszyscy są skupieni, stworzyłam między naszymi umysłami delikatną więź, po czym gładko przeszłam do wizualizacji i panowania nad energią.
Każdy z was ma trochę inne moce, które są zależne od indywidualnego talentu i predyspozycji. Jednakże wszystkich magicznych łączą posiadane pokłady energii. Rzecz jasna każde z was posiada ograniczoną ilość tej energii i w zależności od uwarunkowań genetycznych macie jej mniej bądź więcej. Możecie używać jej instynktownie, ale tylko do posługiwania się indywidualnymi mocami. Natomiast, jeśli uda wam się zwizualizować jej źródło, przy odrobinie ćwiczeń i koncentracji możecie używać jej do bardziej zaawansowanych celów.
Przez następny kwadrans pomagałam każdemu w indywidualnym dotarciu do tkwiącej w nich energii, a gdy już wszyscy nauczyli się z niej czerpać, przeszłam do meritum całych zajęć.
Energia może być przez was wypuszczana, jako światło, ciepło bądź magia w najczystszej postaci. Na początek chciałabym, żeby każde z was spróbowało się otoczyć światłem, ponieważ to jest najłatwiejsze i nie zużyjecie zbyt wiele energii. Zacznijcie od prawej dłoni, a potem powoli zwiększajcie powierzchnię, na której świetlna powłoka ma się rozprzestrzenić…. Właśnie tak. Teraz dodajcie do tego odrobinę ciepła….
- Aua! O cholera! – wrzasnęła nagle Rias, a wszyscy aż podskoczyli, otwierając szeroko oczy.
Rękaw szaty najmłodszej z dziewcząt płonął, a ona spanikowała i wymachiwała ręką na wszystkie strony by tylko go ugasić. Doskoczyłam do niej i szybko unieruchomiłam, jednocześnie dają znak Seo, która posłała małą wiązkę wody, szybko pozbywając się problemu.
- Mówiłam, że macie dodać odrobinę ciepła – przypomniałam z naciskiem – Macie przykład jak może się skończyć użycie zbyt dużej wiązki energii. Pamiętajcie, że ta powłoka ma was chronić, a nie krzywdzić czy osłabiać, dlatego musicie być ostrożni i rozważnie czerpać ze źródła. Ważna jest koncentracja i ukierunkowanie mocy na konkretne działanie. Rozumiecie?
Gdy pokiwali głowami, a ja zarządziłam kolejne ćwiczenia na koncentrację. Rias i Sayuri miały tym razem problem ze skupieniem się, ale w końcu ich emocje opadły, a oddech dopasował się do powolnego, spokojnego rytmu.
Dobrze. Stwórzcie świetlną powłokę. Powinno wam pójść szybciej, a światło powinno rozlać się płynnie na wszystkich partiach ciała niemal jednocześnie…. Właśnie tak. Seo zmniejsz trochę natężenie światła, bo nie chcesz nas wszystkich oślepić prawda? O tak, teraz dobrze. OK. Teraz dodajcie trochę ciepła. Powoli, ostrożnie i trzymając je z dala od waszej skóry czy ubrań…
Zaczekałam aż temperatura w pomieszczeniu podniesie się o kilka stopni i przechodząc koło skupionych uczniów, będę czuła ciepło od każdego. Kiedy wreszcie udało nam się to osiągnąć, przyszedł czas na prawdziwą tarczę.
Jak wiecie, światło nie ochroni was w ogóle, a za pomocą ciepła możecie zneutralizować, co najwyżej lecącą w waszą stronę strzałę. To jednak nie wystarczy do obrony przed mocą demona. Dlatego teraz postarajcie się zamienić otaczające was ciepło i światło w magię.
Skąd będziemy wiedzieć, że nam się udało? – usłyszałam w głowie powątpiewający głos Hirokiego – Przecież magia jest niewidoczna.
Owszem, ale jest wyczuwalna. Magia i energia, z której powstaje jest rzeczą płynną i możecie ją dowolnie formować czy ukierunkowywać. To kwestia precyzji i koncentracji. Spróbujcie wypuścić niewielką wiązkę energii i otoczyć nią swoją dłoń. Nie wytwarzajcie przy tym światła czy ciepła, a skupcie się na tym by energia odepchnęła zagrożenia. Na ochranianej dłoni powinniście poczuć lekkie mrowienie, a wokół niej ruch i zagęszczenie powietrza, oznaczające, że wasza mała tarcza działa. Jeśli wam się uda, zacznijcie rozszerzać powłokę tak jak to robiliście poprzednio…
Przez następną godzinę wszystkim udało się stworzyć pełną osłonę personalną. Następnie pokazałam im jak ją umacniać i podtrzymywać nieustanny przepływ energii tak, by jednocześnie móc robić coś innego. Wreszcie pozwoliłam wszystkim usiąść i chwilę odpocząć.
- Ta osłona, rzecz jasna, nie uchroni was przed wszystkim - wyjaśniłam, siadając koło Sileyna - Jej siła zależy od tego jak wiele energii w nią włożycie no i oczywiście jak potężni jesteście. Jeśli traficie na silniejszego przeciwnika potrzebne wam będą mocniejsze tarcze, ale ta bariera przynajmniej odeprze podstawowe ataki, zwłaszcza, jeśli przeciwnik zada cios z zaskoczenia. Na więcej niestety nie mamy czasu, a i musicie się jeszcze wiele nauczyć by móc opanować bardziej zaawansowane techniki obronne. Mam tylko nadzieję, że dzięki tym ćwiczeniom nic wam się nie stanie… - dodałam poważnie, już bardziej do siebie niż do nich.
- Damy sobie radę – odezwał się nagle Hiroki, a pewność w jego glosie wprawiła mnie w zdumienie.
- Jasne, że tak – poparła go Seo – Tylko musimy trzymać się razem i pamiętać, czego nas nauczyłaś. – Dziewczyna posłała mi lekki uśmiech.
- Mówiłaś, że mamy sporo zadań do wykonania – wtrącił się Sil, jak zwykle spokojny i rzeczowy – Może skoro i tak tu siedzimy i odpoczywamy, powiesz nam, czego od nas oczekujesz?
- Masz rację, nie ma, co tracić czasu – zgodziłam się – Seo, Mary i Aszer – zwróciłam się w stronę dziewcząt – zajmiecie się przygotowaniem obozu medycznego. Gabinet pielęgniarki jest mały i w najgłębszym kącie szkoły, a my potrzebujemy pomocy szybko i doraźnie. Na parterze, w sali kinowej jest mnóstwo puf i foteli, które można przerobić na prowizoryczne kozetki. Bandaże, opatrunki i środki odkażające musicie przynieść od pielęgniarki, a magiczne eliksiry i antidota na trucizny są u profesor Hildegardy. Myślę, że dacie sobie radę z drobnymi obrażeniami, a jak będzie coś poważnego to niech jedna z was natychmiast po mnie przyjdzie. – dziewczyny pokiwały poważnie głowami, na znak, że się przyjęły do wiadomości – Dalej…. Rias razem z Kitsune i Sayuri zajmiesz się przygotowaniem magicznego więzienia dla naszej uciekinierki. Ze względu na to, kim jesteś wierzę, że będziesz najlepiej wiedziała jak zabezpieczyć jeden z uczniowskich pokoi tak, by opętana przez demona Aya nie mogła się z niego wydostać i nie zrobiła krzywdy zarówno sobie jak i innym, zwłaszcza w czasie egzorcyzmów. We trzy na pewno sobie z tym poradzicie. Hiroki… - urwałam, spoglądając na chłopaka. Z początku miałam w planach przydzielenie go do pomocy przy leczeniu żeby uspokajał rozgorączkowanych rannych, ale niemal od razu odrzuciłam ten pomysł, przypominając sobie jak źle reagował na nadmiar negatywnych i silnych emocji -… pomożesz Ganimedesowi – dokończyłam wreszcie – Będziesz pracował z nim nad tresurą szkolnych zwierząt. Poradzicie sobie z tymi zadaniami? – zapytałam, a wszyscy skinęli zgodnie głowami.
- Chyba zapomniałaś o mnie… - wtrącił się cicho Sileyn.
- Nie – uśmiechnęłam się – Ty będziesz mi pomagał w badaniach nad magicznym artefaktem – wyjaśniłam, a chłopak skinął głową.
Wstałam i zwróciłam się do reszty.
- W razie potrzeby możecie mnie znaleźć w moim pokoju. Powodzenia – powiedziałam przyjaźnie, po czym opuściłam salę z Silem u boku.

<Ludziska jak wrażenia po szkoleniu?>
<Rias? Sayuri? Dacie sobie radę z magicznym więzieniem?>
<Seo? Obóz medyczny to ważna sprawa!>
<Sil? Hiroki? Zadowoleni z przydzielonych zadań?>

sobota, 1 sierpnia 2015

Katia

Musiałam przyznać, że choć Rengiku potrafiła być wyrachowana, a nawet wredna to umiała dowodzić, a przydzielone przez nią zadania były sensowne i dopasowane personalnie. Postawiła sprawę jasno więc kiedy zapytała o nieścisłości do wyjaśnienia  nikt się nie odezwał. Siostra spokojnie dopiła latte po czym wstała i skinęła na Sarę.
- Wasze milczenie uznaję za potwierdzenie przyjęcia poleceń - powiedziała spokojnie - A skoro tak, to nie ma co tracić czasu.
Po tych słowach wyszła z pokoju, a Sara zaraz za nią. Gdy tylko zniknęły za drzwiami, jakby na sygnał poderwał się Ganimedes, ale raptownie zatrzymał się z dłonią na klamce.
- Nie bardzo wiem gdzie jest ta cała Arena - rzucił niepewnie, nie patrząc na nas.
- Zaprowadzę Cię - zaoferowałam, a chłopak uśmiechnął się z ulgą.
Chciałam wstać i do niego dołączyć, ale ku mojemu zaskoczeniu Keith złapał mnie za rękę, zatrzymując na miejscu.
- Uważaj na siebie - poprosił tak cicho, że Ganimedes nie miał szans tego usłyszeć.
- Ty też bądź ostrożny - odpowiedziałam niepewnie, rumieniąc się lekko - Powodzenia - dodałam zmieszana po czym wysfobodziłam dłoń z uścisku chłopaka i czym prędzej dołączyłam do Ganimedesa.
Kiedy wreszcie zamknęły się za nami drzwi, odetchnęłam głęboko po czym skoncentrowałam się i wysłałam komunikat mentalny:
WSZYSCY MAGICZNI MAJĄ STAWIĆ SIĘ W KAFETERII ZA KWADRANS!
Kiedy skończyłam zaprowadziłam Ganimedesa na Arenę, a następnie, już sama, udałam się do kafeterii.

<Keith? Ganimedes? Rengiku? Sara? Jak sobie radzicie?>
<Magiczni? Czekam na was!>

poniedziałek, 27 lipca 2015

Katia

- Dobra, skoro mamy już z głowy wszechwiedzących idiotów i zgodziliście się na współpracę to możemy przejść do meritum - mruknęła Rengiku, usłyszawszy naszedeklaracje - Ray oprócz egzorcysty możemy potrzebować posiłków do schwytania dziewczyny, a co ważniejsze lokalizacji i uporania się z demonem, który ją opętał.
Inkwizytor nie zdążył odpowiedzieć bo za naszymi plecami rozległo się ciche skrzypnięcie drzwi. Zaskoczeni odwróciliśmy się by zobaczyć, kto znowu nam przeszkadza. Była to Sara, jasnowłosa dziewczyna o dużych, poważnych oczach. Wyczułam, że jest zdezorientowana i czuje się niezręcznie. Po dłuższej chwili odezwała się niepewnie:
- Ja... - wydukała z coraz większym zmieszaniem - Chyba ominęło mnie coś ważnego... Czy... Ktoś wyjaśni mi, gdzie podziali się wszyscy uczniowie? - zapytała, wbijając wzrok w jeden ze znajdujących się w sali stołów.
- Uczniowie pomagają odzyskać cenny Amulet i odnaleźć dziewczynę opętaną przez potężnego demona - wyjaśniłam zwięźle, widząc mieszaninę gniewu i zniecierpliwienia na twarzy siostry.
- To... Co ja mam robić? - zapytała Sara z lekkim niepokojem.
- Mogłabyś dołączyć do którejś z grup patrolowych - zasugerował Ganimedes
- Ale w sumie z twoimi umiejętnościami mogłabyś się przydać tutaj - niespodziewanie wtrąciła Rengiku - Jeśli tylko jesteś gotowa na ciężką pracę i dowodzenie innymi. -dodała.
Sara zmarszczyła brwi w zamyśleniu, ale Rengiku nie dała jej zbyt wiele czasu na podjęcie decyzji bo zaledwie po kilkunastu sekundach zapytała:
- To jak, idziesz czy zostajesz?

(Sara?)

sobota, 25 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

 S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa
Post 6 - Katia
Obudziły mnie promienie słońca delikatnie rozświetlające pokój. Ku mojemu zdziwieniu leżałam na przeznaczonym mi łóżku, dokładnie okryta kołdrą. Zaspana podniosłam się z posłania i rozejrzałam w poszukiwaniu towarzysza. Keitha jednak nigdzie nie było… Zaniepokojona ruszyłam w stronę drzwi by go poszukać, ale w tym momencie moją uwagę zwróciła niewielka kartka leżąca na szafce nocnej. Podeszłam i rzuciłam na nią okiem.
„Wyszedłem się przejść. Będę w jadalni koło 7.”
Odetchnęłam z ulgą i zganiłam się za zbyt emocjonalną reakcję. Przecież Keith był wojownikiem i nie potrzebował nieustannej opieki. Zapewne obudził się wczesnym rankiem i poszedł przygotować pole do ćwiczeń, a wcześniej przeniósł mnie do łóżka…. Na tę myśl zarumieniłam się lekko ze wstydu, ale szybko się opanowałam. Przebrawszy się w czysty strój zeszłam do głównej sali.
Ku mojemu zdziwieniu o poranku sala była równie gwarna, co wczoraj wieczorem. Ledwo weszłam, zostałam zagadnięta przez kilka podekscytowanych kobiet niemogących się doczekać aż zacznę je uczyć. Przez chwilę wymieniałam z nimi uprzejmości aż wreszcie udało mi się od nich wyrwać i zlokalizować gospodynię.
- Witaj pani – przywitałam się grzecznie - Mam kilka pytań związanych z organizacją naszych ćwiczeń.
- Ćwiczeń? – kobieta zmarszczyła brwi – Nie powiesz nam po prostu panienko, jakie zioła zbierać?
- Nie – pokręciłam głową – To nie wystarczy. Zamierzam zabrać wszystkie zainteresowane kobiety do lasu by na własne oczy zobaczyły, jakie zioła należy zbierać i na co zwracać uwagę by przypadkiem nie podać komuś trucizny – wyjaśniłam, ale widząc lekki niepokój w oczach rozmówczyni dodałam – Takie rzeczy rzadko się zdarzają, a praktyka pod okiem nauczyciela pozwala wykluczyć takie tragiczne pomyłki.
- No dobrze – gospodyni wyraźnie odetchnęła z ulgą
- Poza tym po powrocie z lasu zamierzam nauczyć was podstaw łucznictwa – dodałam wywołując wyraz niebotycznego zdumienia na twarzy kobiety.
- Ale my… - zaczęła z wahaniem – Nigdy nie miałyśmy do czynienia z bronią – wyznała w końcu.
- Domyślam się – skinęłam głową z lekkim uśmiechem – Najwyższa pora to zmienić. Pomogę wam, ale potrzebuję twojej pomocy pani.
- Proszę, mów mi Lucinda – uśmiechnęła się kobieta
- W porządku Lucindo – powiedziałam przyjaźnie – Ty również mów mi po imieniu. Powiedz mi, ile kobiet tu mieszka?
- Może 40… - zastanowiła się Lucinda – W tym pięć staruszek, które już nawet nie wychodzą z domu. A tak to w większości mężatki i młode matki, które mają mnóstwo obowiązków na głowie i parę dziewuszek, co to w obłokach bujają i tylko kłopotów przysparzają.
- Widzę, że jesteś dobrze poinformowana – pochwaliłam, – Ale mówisz o nich tak, jakbyś usprawiedliwiała, dlaczego nie przyjdą. – zauważyłam, poważniejąc.
- Słyszałam, że większość woli zostać w domu przy dzieciach….
- W takim razie proszę przekaż im, że dzieci są mile widziane w naszym małym orszaku – powiedziałam stanowczo – Rozumiem, że się o nie martwią, ale to, co planujemy nie jest jakimś błahym wykładem i ma wam wszystkim pomóc. Damy sobie radę z kilkorgiem dzieci, a maluchy na pewno się ucieszą na wieść o wycieczce do lasu.
- W porządku – gospodyni skinęła poważnie głową – Zaraz je przyprowadzę.
- Dziękuję – powiedziałam, a po chwili gospodyni zniknęła za drzwiami na podwórze.
Przez chwilę siedziałam w kącie obserwując licznie przybyłych mężczyzn i kilka kobiet, które postanowiły wciąż udział w całym przedsięwzięciu. Moment później wypatrzyłam Keitha wchodzącego właśnie do gospody. Chłopak od razu mnie zauważył i przysiadł do stolika, przy którym siedziałam.
- Mam nadzieję, że dobrze spałaś.
Chłopak obdarzył mnie lekkim uśmiechem, a ja poczułam jak z zakłopotania płoną mi policzki. Miałam nadzieję, że mu to umknęło…
- O tak – zaśmiałam się.
- Udało mi się znaleźć miejsce na trening – pochwalił się Keith - Mają tu dobre warunki. Myślę, że dla każdego znajdzie się jakiś treningowy miecz. To musi się udać – dodał z determinacją.
- Uda się – przytaknęłam - damy radę.
W tym momencie zegar wybił godzinę 7.
- To już pora – westchnął Keith - Powodzenia. Widzimy się potem.
- Nawzajem – odparłam, widząc Lucindę, stojącą w drzwiach wyjściowych i dającą mi znaki bym do niej dołączyła.
Wstałam, więc i szybko przepchnęłam się między ludźmi. Gdy wreszcie opuściłam gospodę okazało się, że na podwórcu czeka już spora grupa mocno poruszonych kobiet.
- Świetnie się spisałaś – szepnęłam do Lucindy, po czym zwróciłam się do zebranych – Witam was drogie panie! Dziękuję, że mimo wcześniejszych obiekcji zebrałyście się tutaj w tak licznym gronie. Mam nadzieję, że to, co dziś dla was zaplanowałam nie zajmie nam zbyt wiele czasu, a jednocześnie jestem pewna, że nabyta wiedza wam się przyda. Chodźcie za mną.
Umilkłam i ruszyłam przed siebie w towarzystwie Lucindy. Reszta kobiet trzymała się raczej w pewnej odległości, zapewne po to bym nie słyszała, o czym między sobą szeptają. Czułam od nich nieufność, ekscytację i zaniepokojenie, co było dość dziwną mieszanką. Na razie jednak nie miałam powodu do zmartwień, a wręcz się trochę odprężyłam, gdy ośmielone uśmiechem dzieciaki wysunęły się do przodu i zaczęły swoje zabawy.
To wszystko skończyło się, gdy tylko opuściliśmy teren należący do wioski i weszliśmy między drzewa. Dzieciaki w zwartej grupce trzymały się blisko mnie i Lucindy. Starsze kobiety również się do nas zbliżyły by dobrze widzieć, co się dzieję, ale w razie, czego były gotowe do natychmiastowej ewakuacji.
- Spokojnie – powiedziałam łagodnie acz z lekkim zdziwieniem – Czyżbyście nigdy nie opuszczały wioski?
- Nie pani – przyznała jedna z młodszych kobiet – W lasach przecie rozbójników nie brakuje, a i dziki zwierz napaść na człowieka może toteż nasi mężowie jeno uzbrojeni tu chadzali.
- Ale ten las to skarbnica ziół, a i owoców tu dostatek – wskazałam na gęste krzewy jeżyn i jagód mocno obrośnięte pokrzywą.
Kobiety wyraźnie się zmieszały, ale nic nie odpowiedziały, więc postanowiłam, że najlepiej będzie zacząć naukę.
- Te jagody, które tu widzicie to Czerenice. Oprócz owoców, z których możecie sporządzać przetwory ważne są liście. Należy przyrządzić z nich napar, który stosowany w odpowiedni sposób świetnie zbija gorączkę, a przede wszystkim zwalcza stany zapalne. – umilkłam i dałam znak kobietom by zebrały trochę owoców i liści do zabranych z domu koszy. Kiedy już to zrobiły ruszyłyśmy dalej. Zatrzymywałam się, co chwila, wskazywałam właściwą roślinę, tłumacząc jej zastosowanie, po czym czekałam aż moja grupa je pozbiera.
Na początku kobiety były bardziej zaniepokojone i niechętne niż zainteresowane, ale z czasem zaczęły uważać na każde moje słowo.
- Holudner jest dość często spotykany, ale nie znaczy to, że nie potrzebny. Sok z jego owoców leczy choroby skórne, a nawet łagodzi reumatyzm…. Skołojrza ma wiele zastosowań. Gdy wrócimy do wioski pokażę wam jak zrobić z niej syrop na kaszel oraz płukankę łagodzącą objawy zatruć pokarmowych. Natomiast teraz najważniejsze byście zapamiętały, że odwar z liści skołojrzy wspomaga gojenie ran i ma działanie odkażające…. Dzwoniec ma przede wszystkim działanie uspokajające, kojące nerwy. Ponadto wywar z tego ziela łagodzi bóle stawów…
Minęło południe, gdy wreszcie umilkłam i mogłyśmy wracać do wioski z koszami pełnymi rozmaitych wiktuałów. Z zadowolenie spostrzegłam, że kobiety przestały się bać i teraz rozmawiały ze mną bez skrępowania. Gdy wreszcie doszłyśmy do gospody zarządziłam pół godziny przerwy. W tym czasie grupa miała zostawić kosze w swoich domach, a ja musiałam zorganizować jakieś łuki. Na szczęście okazało się to dość proste, bo mężczyźni używali tej broni do obrony wioski, a teraz zostawili je w gospodzie by móc nauczyć się władania inną bronią.
Niestety, gdy tylko kobiety wzięły broń do ręki okazało się, że żadna nie ma predyspozycji do używania tej broni. Większość nie miała po prostu dość siły by naciągnąć cięciwę, a tym, co ową siłę miały brakowało celności oka. Mimo tego próbowałam nauczyć je choćby podstaw, czego skutkiem było zranienie jednej z dziewczynek. Załamana od razu zabrałam dziecko do gospody, a Lucinda nakazała kobietom by rozeszły się do swoich domów. Myślałam, że przyprowadzi matkę poszkodowanej, ale wróciła sama.
- Ta mała jest sierotą – mruknęła, widząc moje pytające spojrzenie.
Pokiwałam głową i zajęłam się ramieniem dziewczynki. Rana nie była duża, ale szok, ból i upływ krwi sprawiły, że dziecko straciło przytomność. W czasie uzdrawiania wyczułam ogromne pokłady magii. Jednak, gdy zapytałam o to Lucindę ta kategorycznie zapewniła mnie, że w wiosce nie ma żadnych Magicznych. Nie byłam przekonana, ale i nie mogłam się z nią kłócić, bo ledwo skończyłam uzdrawianie, mała poszkodowana otworzyła oczy.
- Jak ci na imię? – Zapytałam
- Ally – odpowiedziała cicho
- Dobrze się już czujesz? – zapytałam, a gdy kiwnęła główką dodałam – Bardzo cię przepraszam.
- Ale to przecież nie pani mnie trafiła – zauważyło dziecko, marszcząc brwi.
- Tak, ale ja nie dopilnowałam tamtej kobiety…
- Nie miała pani jak jej pilnować – upierała się Ally
- Mała ma racje – poparła ją Lucinda – To nie twoja wina Katiu.
Nie byłam przekonana, ale i nie chciałam się w tym momencie z nimi kłócić, bowiem właśnie wrócili mężczyźni i do gospody wszedł Keith.
- Lucindo zaprowadź proszę Ally do naszego pokoju – poleciłam – Niech tam odpocznie, a ja przyjdę do niej jak tylko porozmawiam z bratem.
Gospodyni kiwnęła głową i wzięła dziewczynkę za rękę, kierując się w stronę schodów. Ja tymczasem szybko zbliżyłam się do Keitha i zanim jeszcze zdążył usiąść, wyprowadziłam go na zewnątrz.
- Co się dzieje? – zapytał zaniepokojony – Coś się stało?
- Nic szczególnego, ale… - zawahałam się, po czym opowiedziałam chłopakowi, co się działo w ciągu dnia, – (…) Kiedy leczyłam tą małą wyczułam w niej bardzo duże pokłady mocy. Wydaje mi się, że jest Magiczna, ale Lucinda temu zaprzecza. Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa…
- Co masz na myśli? – zapytał zamyślony Keith
- Ta kobieta, która spowodowała wypadek też użyła magii – wyznałam – Możliwe, że nieświadomie albo po prostu moc wymknęła jej się spod kontroli. W każdym razie nie da się inaczej wytłumaczyć tego, że w jednej chwili nie może napiąć cięciwy, a zaraz potem poprawnie nakłada strzałę i trafia dziecko, biegające zaledwie parę metrów od wyznaczonego celu. No i jej strzała przez moment jarzyła się na niebiesko. – urwałam, zdając sobie sprawę jak chaotyczna była moja wypowiedź i jak to wszystko nie trzymało się kupy – W każdym razie wydaje mi się, że coś tu jest bardzo nie tak i nie chodzi tylko o Eskrawe… - wymamrotałam nieśmiało, spuszczając wzrok.

<Keith?>

czwartek, 23 lipca 2015

Katia

Gdy rozpoczęła się kolejna awantura z udziałem mojej siostry i oczywiście Izayi, miałam już dość. Wstałam i odeszłam od towarzystwa by sprawdzić co się dzieje u reszty uczniów. Izaya może i był zarozumiały i arogancki, ale w jednym miał trochę racji: uczniowie narażeni byli na niebezpieczeństwo. Szkoda tylko, że nie zauważył, że przez jego awantury traciliśmy jeszcze więcej czasu niż na naukę….
Skoncentrowałam się i zaczęłam kontaktować mentalnie z ludźmi rozsianymi po całej szkole. Większość nie znalazła niczego niepokojącego. Wyjątkiem była grupa Seo, która odnalazła jakiś dziwny pierścień. Dowiedziałam się, że Ren już go zbadała, więc nie było potrzeby dodatkowej interwencji. Następna była grupa Miguela, który z początku wydawał się bardzo wyluzowany i pewny siebie, ale ta jego poza uległa natychmiastowej zmianie, gdy wraz z Nao i Inori wypatrzyli, gdy przeszukując wschodnią części lasu, wypatrzyli nieznajomą dziewczynę, poruszającą się z niesamowitą prędkością. Chcieli ją natychmiast zatrzymać, ale szybko wybiłam im to z głowy i kazałam dyskretnie śledzić poszukiwaną, ale w takiej odległości by nie doszło do bezpośredniego starcia. Miguel niechętnie przyjął do wiadomości moje polecenia, po czym zerwał kontakt.
Gdy moje zmysły przestawiały się z powrotem na niemagiczne bodźce, dotarło do mnie, że awantura nadal trwa. Zanim zdążyłam wrócić na swoje dawne miejsce, podszedł do mnie Ganimedes.
- Co teraz będzie…? – zapytał – Jak tak dalej pójdzie to się pozabijają… - dodał, wskazując na Rengiku i Izayę.
- Dlatego pora skończyć tę szopkę – mruknęłam i szybko zbliżyłam się do kłócącej się pary. – Wystarczy! – krzyknęłam, przerywając wściekłej Rengiku w pół słowa – Jedna z grup zlokalizowała uciekinierkę – dodałam tytułem wyjaśnienia, po czym zwróciłam się do chłopaka – Izaya skoro tak bardzo przejmujesz się losem naszych uczniów to pójdziesz teraz z łaski swojej do wschodniego lasu i pomożesz śledzić Ayę.
- Ale….
- Nie trać czasu i rób, co mówię – powiedziałam cicho, ale bardzo stanowczo – Jeśli przez ciebie stracimy ją z oczu albo, co gorsza komuś coś się stanie to osobiście za to odpowiesz przed Inkwizycją, jasne?
Chłopak wywrócił oczami, ale wstał z kanapy i powoli opuścił pokój. Gdy zamknęły się za nim drzwi wszyscy odetchnęli z ulgą i nieco się rozluźnili.

<Rengiku?>

środa, 22 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

 S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa


 Post 5 - Katia
Odetchnęłam z ulgą, gdy wreszcie znaleźliśmy się w cichym, przytulnym pokoju. Miałam dość tłumów, gwaru, nadmiaru zalewających mnie emocji, a przede wszystkim poczucia, że wszyscy uważnie śledzą każdy nasz ruch. Keith też wyraźnie się rozluźnił i jakoś tak mimochodem objął mnie ramieniem.
- Na pewno nic Ci nie jest? – zapytał – Zużyłaś dziś sporo energii, a potem jeszcze ten drań…. – urwał, a mnie zalała fala troski i tlącej się wciąż w chłopaku złości.
- Naprawdę już wszystko jest w porządku – powiedziałam łagodnie, ale widziałam, że nie jest przekonany, więc szybko zmieniłam temat – Dowiedziałeś się czegoś ciekawego od wojowników?
Keith skinął głową, a przez następną godzinę opowiadaliśmy sobie zasłyszane informacje, obserwując pogrążoną w ciemności wioskę za oknem i próbując ustalić jakiś sensowny plan działania. W końcu uznaliśmy, że najlepiej będzie jak jutro wszyscy mężczyźni i chłopcy powyżej dwunastu lat wezmą udział w treningu walki, a na koniec dnia Keith wybierze spośród nich najlepszych dziesięciu by poszli wraz z nami w góry Arak. Reszcie ten trening mógł się przydać i bez wyprawy, bo w razie gdyby ktoś zaatakował wioskę powinni umieć ją obronić. To samo tyczyło się zresztą kobiet, które w tym momencie były całkowicie bezbronne i zdane na łaskę Eskrawy. Postanowiłam, że rano zabiorę je do lasu na małą lekcję ziołolecznictwa, a po południu nauczę je strzelać z łuku. Nie przepadałam wprawdzie za używaniem broni i walką wręcz, ale wiedziałam, że im te umiejętności są teraz bardzo potrzebne.
- Żal mi tych ludzi – wbijając wzrok w jakiś punkt za oknem – Z tego, co mówili wynika, że Eskrawe nie daje im spokoju już od dłuższego czasu. Stracili już nadzieję na normalne, spokojne życie.
- Nie martw się, to już niedługo się skończy – powiedziałam łagodnie – Pomożemy im i odzyskamy magiczne stworzenia. A ten drań zapłaci za wszystko.
- Oby tak było… - wymamrotał mój towarzysz.
Odwrócił się od okna i zrobił kilka kroków w głąb pokoju, a ja z niepokojem zauważyłam, że słania się ze zmęczenia. W pewnym momencie musiał nawet podeprzeć się o blat stolika żeby nie stracić równowagi.
- Keith wszystko w porządku? – Zapytałam, podchodząc do niego szybko.
- Tak, to nic… - wymamrotał – Zaraz mi przejdzie.
Nie byłam, co do tego przekonana.
- Musisz odpocząć – powiedziałam stanowczo i delikatnie pociągnęłam chłopaka w stronę łóżka.
Keith bez protestów ułożył się wygodnie na materacu i niemal natychmiast odpłynął. Przycupnęłam na skraju łóżka i w zamyśleniu ogarnęłam śpiącemu włosy z twarzy. Chłopak nawet się nie poruszył, a ja siedziałam przy nim jeszcze przez dłuższy czas. Martwiłam się, że walka, a przede wszystkim kontakt z czarną magią zabrały mu zbyt wiele energii albo zrobiły coś jeszcze gorszego. Niby nie miałam powodów do obaw, sama go przecież leczyłam, ale mimo to gryzł mnie dziwny niepokój i nie mogłam się zmusić do zaprzestania czuwania. W końcu zapadłam w sen, wciąż przycupnięta na skraju łóżka Keitha z głową opartą o ścianę zbitą z drewnianych bali…

<Keith?>

wtorek, 21 lipca 2015

Katia

Zdawałam sobie sprawę, że styl bycia i ewidentne wywyższanie się Rengiku może powodować różne reakcje, ale to, co się działo po tym jak liderka opuściła salę przekroczyło najśmielsze oczekiwania. Ganimedes zerwał się z miejsca i rozgorączkowany zaczął porządkować salę, tak jakby się bał, że dostanie burę jak nie zrobi tego w ciągu kilku minut. Natomiast Izaya otwarcie się zbuntował i widać było, że otwarcie gardzi Rengiku, biorąc jej słowa za nic niewartą paplaninę. Całą sytuację najlepiej znosił Keith, który ze spokojem przyjął polecenia liderki, a gdy wyszła wraz ze mną zabrał się do nauki.
Oczywiście przy takim układzie o współpracy całej grupy nie mogło być mowy, ale nie przypuszczałam nawet, że może być jeszcze gorzej. A jednak, gdy Keith zagadnął leniuchującego Izayę, pytając, dlaczego się nie uczy, tamten wygłosił taką tyradę, że wszyscy mieli go serdecznie dość. Wiedziałam, że chłopak nie ma łatwego usposobienia, ale to już była krańcowa głupota. Nie wystarczyło mu, że mamy tu gigantyczny chaos i katastrofa wisi na włosku, bo on i tak musiał się popisać, a potem odwrócić się do nas plecami i po prostu zasnął.
Widziałam, że Keith ma ochotę porządnie nim potrząsnąć, a może nawet zmusić do wykonania poleceń, ale wiedziałam, że nie warto nawet próbować, bo to tylko strata czasu. Podeszłam, więc do jasnowłosego chłopaka i delikatnie położyłam mu rękę na ramieniu.
- Nie ma sensu się nim przejmować – szepnęłam – Lepiej skupmy się na naszym zadaniu.
Keith skinął głową i posłał mi słaby uśmiech, po czym oboje zaczęliśmy przetrząsać stosy papierzysk. Po chwili nieśmiało dołączył do nas Ganimedes więc podzieliliśmy się robotą. Każde z nas wzięło jeden z regałów, przeglądało papiery, zapamiętując jak najwięcej szczegółów i próbując ustalić jakimi materiałami dysponujemy i według jakiego klucza są ułożone. Rodzaje danych oraz ich rozmieszczenie każdy z nas skrupulatnie notował by potem reszta mogła się z nimi szybko zapoznać. Na przeszukiwanym przeze mnie regale, patrząc od dołu, znalazły się:
- opisy istot magicznych wraz z metodami ich ujarzmiania poukładane od powszechnie spotykanych do najrzadszych.
- rodzaje taktyk z dokładnym rozrysowaniem przeprowadzania potrzebnych do nich manewrów
- receptury zakazanych trucizn ułożone od najsłabszych do najsilniej działających.
Gdy tylko przyswoiłam sobie gdzie co jest i przejrzałam większość materiałów spostrzegłam, że Keith i Ganimedes też już skończyli. Wskazałam im głową fotele, w których wygodnie się rozsiedliśmy. Szybko opisałam im co znalazłam i jak szukać informacji na moim regale, a potem odezwał się Ganimedes.
- U mnie były biografie nauczycieli, wpływowych ludzi powiązanych ze szkołą, jej wrogów, a nawet zwykłych uczniów.
- W jakiej kolejności? - zapytał rzeczowo Keith
- Od dołu uczniowie, potem nauczyciele, sponsorzy i na najwyższej wrogowie z ich słabymi i mocnymi punktami.
- Ok - skinął głową Keith - Czyli teraz moja kolej. U mnie były same plany. Wielkiej filozofii w układzie nie ma bo wystarczy przyłożyć do półki ten duży szkic szkoły od frontu. Plany są ułożone od wschodniego do zachodniego skrzydła. Na dole regału jest parter, a wyższe odpowiadając poszczególnym piętrom. Wszystkie sale i korytarze są opisane pod kątem znalezienia potrzebnej broni czy utajnionych przejść.
Ledwo skończył referować za naszymi plecami rozległ się donośny trzask otwieranych drzwi, przez które do pokoju jak burza wpadła moja siostra.

<Rengiku?>

poniedziałek, 20 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa

Post 4 - Katia
Kiedy nasze oczy się spotkały, dyskretnie wskazałam Keithowi stół w kącie, przy którym siedziała grupa mężczyzn wyglądających na wojowników. Wyczuwałam od nich mieszaninę wściekłości i bezradności, ale zdawałam sobie sprawę, że jeśli to ja spróbowałabym wypytać, co ich tak poruszyło to jedynie by mnie wyśmiali. Za godnego rozmówce uznawali tylko silnych i twardych wojowników takich jak oni. Keith na szczęście od razu zrozumiał moje intencje. Przysiadł się do stolika i niby mimochodem włączył do rozmowy. Przez dłuższą chwilę obserwowałam poczynania chłopaka, chcąc upewnić się, że na pewnie wszystko już z nim w porządku. Wypadek z medalionem przestraszył mnie nie na żarty, więc teraz byłam zdecydowanie bardziej czujna. Nie zamierzałam pozwolić by coś złego spotkało mojego towarzysza, bo byłaby to wyłącznie moja wina....
Moje rozmyślania przerwała gospodyni, która nieśmiało zajęła miejsce Keitha. Właścicielka feniksa wciąż rozpaczała, a gospodyni próbowała ją uspokoić. Widząc, że nie bardzo jej się to udaje, włączyłam się do rozmowy.
- Rozumiem, co czujesz pani - odezwałam się łagodnie - Strata towarzysza to wielka tragedia, ale nie możesz się poddawać.
- Ale co ja mogę zrobić? – kobieta spojrzała na mnie z rozpaczą – Nie jestem magiczką, nie umiem walczyć, a oni…
- No właśnie – przerwałam jej, licząc, że wreszcie się czegoś dowiem  – Kim są „oni”? I czemu napadają na waszą wioskę?
Właścicielka feniksa spłoszyła się wyraźnie, słysząc moje pytania.
- Nie wiem, kim są – odparła szybko, ale wyczułam, że kłamie – A napadają na nas, bo chcą zarobić na naszych stworzeniach.
- Magicznych stworzeń jest na świecie mnóstwo, a z tego, co mówicie wynika, że ci dranie uwzięli się na waszą wioskę – zauważyłam – Dlaczego?
Obie kobiety milczały. Zirytowana utkwiłam oczy w twarzy gospodyni.
- Pani nie możecie wiecznie ich kryć. Wiem, że się boicie, ale jeśli nie powiecie, co się tu właściwie dzieje, to nikt wam nie pomoże. A ten koszmar nigdy się nie skończy, bo sami nie dajecie rady. Nie trzeba być znawcą by domyślić się gdzie twój małżonek odniósł te wszystkie obrażenia.
Gospodyni zbladła wyraźnie i obejrzała się na wszystkie strony by się upewnić czy nikt nie podsłuchuje. W końcu wyszeptała:
- Wiem tylko tyle, że przywódca tej całej bandy nazywa się Eskrawe. Jego ludzie szwendają się, co jakiś czas po okolicy, przyglądają się stworzeniom, grabią i zastraszają ich właścicieli, mówiąc, że im je zabiorą. Jeśli ktoś im się sprzeciwia albo po prostu ma wyjątkowego towarzysza bez skrupułów obracają jego dobytek w perzynę, a towarzyszy porywają w okrutny sposób.
- I nigdy nie udało wam się im w tym przeszkodzić? – dopytywałam
- Nie mamy z nimi szans – wtrąciła poszkodowana, załamując ręce.
Gospodyni zignorowała jednak jej komentarz i mówiła dalej.
- Raz próbowaliśmy ich śledzić. Dokładniej mój mąż i jego przyjaciel Lucas poszli za Eskrawą, ale w górach Aral ich na tym nakrył. Eskrawe jest tak potężny, że jednym zaklęciem zabił Lucasa, a mojego męża ciężko poranił. Znaleźli go pasterze i przynieśli do nas, ale tylko dzięki tobie pani udało mu się przeżyć.
Góry Aral… no to mamy kolejne miejsce, które warto sprawdzić. Może właśnie tam Inkwizytor ma swoją kryjówkę. Nie dawałam po sobie poznać, że ta informacja jest ważna. Widziałam, że kobiety naprawdę nie wiedzą nic więcej, więc przestałam indagować w nadziei, że Keith dowie się czegoś o współpracujących z Eskrawe ludziach.
W czasie, gdy tak siedziałam, rozmawiając z kobietami drzwi gospody nagle się otworzyły. Stanął w nich wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o dziwnych, ciemnych oczach. Na jego widok w gospodzie zapanowała bardzo napięta atmosfera, a wszyscy z przestrachem obserwowali każdy jego ruch. Facet zupełnie się tym nie przejął tylko bez słowa podszedł do kontuaru i władczo skinął na gospodynię. Ta zerwała się z miejsca i zaczęła się krzątać by przygotować przybyłemu napitek. Kiedy skończyła, wróciła do stolika, ale zanim zdążyłam ją zapytać, kim jest nowoprzybyły, mężczyzna podążył za nią. Zatrzymał się tuż za mną, a mnie natychmiast zalała fala pogardy, odrazy, okrucieństwa i… pożądania?! Te pierwsze mogłam jeszcze zrozumieć, facet nie przepadał za wieśniakami, ale, do kogo odnosiło się to ostatnie?
Odpowiedź na to pytanie dostałam niemal od razu.
- Czego taka piękna panna szuka w naszej małej, zwykłej wiosce? – odezwał się nieznajomy, obejmując mnie od tyłu w talii i przybliżając usta do mojego ucha.
- Noclegu mości panie - odparłam chłodno, sztywniejąc. – Nie jestem zainteresowana niczym więcej.
Spróbowałam wyswobodzić się z uścisku nieznajomego i wstać, ale jego silne ręce usadziły mnie z powrotem na miejscu. Zaczęłam się szamotać, ale facet jedynie prychnął pogardliwe:
- Ze mną nie wygrasz kotku – syknął, a przez moje ciało przeszedł silny ładunek elektryczny.
Krzyknęłam z bólu, ale nie mogłam się już wyrywać….

<Keith?>

niedziela, 19 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa

Post 3 - Katia
Wiedziałam, że Ren jest poważnie ranny i porwany, więc na zdrowy rozsądek nie powinnam się zbytnio przejąć historią starca. W rzeczywistości było jednak inaczej, a każde jego słowo raniło niczym sztylet. Starałam się za wszelką cenę nie okazywać jak bardzo jestem poruszona. Kiedy poczułam łzy same cisnące mi się do oczu przestałam słuchać gorączkowej paplaniny Gilberta i skupiłam się na opanowaniu szalejących we mnie emocji. Moje wysiłki szły jednak na marne, bo w głowie wciąż kołatały się słowa starca opisującego cierpienie Rena….
Nagle poczułam łagodny dotyk na ramieniu. To Keith zauważył moje emocje i próbował mnie pocieszyć, nie przerywając rozmowy z napotkanym mężczyzną. Ku mojemu zdziwieniu dotyk chłopaka mnie uspokajał, sprawiając, że czułam się bezpieczna. Dzięki niemu udało mi się, choć trochę opanować i skupić na końcówce rozmowy.
- Gdzie jest ta okoliczna wioska? – dopytywał właśnie Keith
- Kilka kilometrów stąd na północy wschód – wyjaśnił starzec, który wyglądał tak jakby chciał się jak najszybciej stąd ulotnić.
- Dziękuję panu za informacje – Keith prawdopodobnie odniósł podobne wrażenie, bo polecił - Może pan odejść.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie i odszedł tak szybko jak mu na to pozwalał podeszły wiek. Gdy już zniknął nam z oczu, Keith zerknął na mnie z troską, po czym jeszcze mocniej do siebie przygarnął.
- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Mamy już jakiś punkt zaczepienia. – zapewnił - Dorwiemy tego drania i on zapłaci za to, co zrobił, obiecuję – dodał, a w jego głosie oprócz pewności pobrzmiewała czułość.
Ku własnemu zaskoczeniu natychmiast mu uwierzyłam, a po rozpaczy, która ogarnęła mnie zaledwie kilka minut temu nie pozostał nawet ślad. Teraz, wtulona w ramiona chłopaka, czułam się spokojna i pewna. Nawet nie wiedziałam, kiedy położyłam mu głowę na piersi, a on zaczął głaskać mnie po włosach… 
Nie wiedziałam ile tak staliśmy, ale i nie miało to dla mnie większego znaczenia. Nagle jednak ogarniający mnie spokój oraz intymna atmosfera ulotniły się tak nagle jak się pojawiły, gwałtownie sprowadzając mnie do rzeczywistości. Nagle dotarło do mnie, co my właściwie robimy, więc spłoszona delikatnie wyswobodziłam się z objęć Keitha. Zaskoczony chłopak nie protestował tylko obserwował mnie uważnie.
- Musimy ruszać – wymamrotałam, unikając natarczywego spojrzenia chłopaka i czując gorący rumieniec na policzkach.
Szybko podeszłam do Nari i wskoczyłam na jej grzbiet. Poczekałam aż mój towarzysz zrobi to samo, po czym ruszyłam na północny wschód. Przez całą drogę do wioski nie odezwałam się ani słowem, zbyt onieśmielona i zawstydzona tym, co się stało. Jednocześnie przez cały czas starałam się odegnać od siebie wspomnienie ciepła, siły i czułości, jaka czułam w ramionach chłopaka. Nie chciałam… nie mogłam… nie powinnam myśleć o nim inaczej niż o przyjacielu i partnerze w walce. 
https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSFLI_YO_IHoj3y8jfQrPLS_GZQAYrSxc6a_udDQwVtZaYS4wTsUdało mi się skupić dopiero, kiedy wjechaliśmy do niewielkiej wioski jakieś pół godziny później. Dotarliśmy w samą porę, bo niebo zasnuwały granatowe chmury zapowiadające ulewę. Keith od razu wypatrzył najbogatszy i największy dom, stojący w samym centrum. Nie trudno się było domyślić, że jest to gospoda, prawdopodobnie należąca do sołtysa. W środku paliły się światła, a gwar rozmów niemal ogłuszał. Kiedy jednak wraz z towarzyszem przekroczyliśmy próg wszystko ucichło. Momentalnie zalała mnie fala nieprzychylnych emocji trzydziestu przebywających tu ludzi i nie musiałam się odwracać by wiedzieć, że wbijają w nas nieprzychylne spojrzenia. Keith również to wyczuł, bo spiął się i poruszał tak by zabezpieczać mnie od tyłu. Podeszliśmy do baru, za którym stała niska, korpulentna kobieta o nieprzyjaznym wyrazie twarzy.
- Kto wy i czemu prostych ludzi niepokoicie? – zapytała ostro
- My… - Keith zawahał się, nie wiedząc co powiedzieć by ukryć naszą tożsamość.
- Myśmy tylko zwykli podróżni szukający jadła i kąta do spania - odpowiedziałam szybko, naśladując specyficzną wymowę nieznajomej.
Keith rzucił mi zaskoczone spojrzenie, ale dałam mu sójkę w bok i szybko się opanował.
- To szukajta dalej. – warknęła – U nas miejsca nie ma.
- Hola! A gdzie sławny obyczaj gościnności? – zapytałam niezrażona jej oporem – Gospoda duża, pokojów wolnych pewnie sporo się znajdzie, a my przecie zapłacimy….
- Nie trza nam waszych pieniędzy – prychnęła kobieta – Nam tu medyka potrzeba, a nie wyglądacie mi na takich, co łatać ludzi umieją.
- Mylicie się pani – Keith odzyskał nieco rezon i włączył się do rozmowy – Moja siostra to uzdrawiaczka, jakich mało. Łatać umie, ziołami poić…
Siostra? No tak, to się nazywa konspiracja – pomyślałam rozbawiona. Zastanawiałam się też skąd Keith wie, w czym się specjalizuje skoro jeszcze nigdy mu o tym nie mówiłam, ani nie użyłam przy nim tego daru. Tak czy siak chłopak obrał dobrą taktykę, bo choć kobieta starała się nie okazać zainteresowania to widać było, że walczy ze sobą. Najwidoczniej naprawdę potrzebowała pomocy.
- Zrobimy tak – odezwała się w końcu zrezygnowana – Wyleczycie mi panienko małżonka, co w walce ranion poważnie, a ja wam pokój na jedną noc wynajmę. Ale jeśli coś nie tak pójdzie to żywi stąd nie odjedziecie.
Keith zesztywniał, słysząc ostatnie słowa, ale ja tylko skinęłam poważnie głową, przyjmując układ.
Kobieta skinęła na dwóch mężczyzn, którzy natychmiast opuścili salę. Po chwili wrócili taszcząc nosze, na których leżał ciężko ranny mężczyzna. Położyli je na jednej z szerokich ław, po czym się odsunęli, robiąc mi miejsce. Zbliżyłam się do rannego, przez cały czas czując nieufne spojrzenia wieśniaków, kontrolujących każdy mój ruch. Starałam się zapomnieć o ich obecności i skupiłam się na rannym. Mężczyzna miał pogruchotane żebra i paskudną ranę w boku i na skroni. Wił się i jęczał przez cały czas, co tylko pogarszało jego stan.
- Będziesz musiał go przytrzymać – szepnęłam do Keitha, a głośno dodałam – Jestem w stanie go wyleczyć, ale nie będzie to łagodny zabieg, bo muszę nastawić kości by zrosły się prawidłowo, a poza tym w rany wdało się zakażenie, którego usunięcie może być nieprzyjemne.
Wśród wieśniaków zapanowało poruszenie, ale w końcu przez gwar przedarł się głos gospodyni.
- Rób, co musisz i pamiętaj o układzie.
Skinęłam głową. Pokazałam Keithowi gdzie i jak ma trzymać by unieruchomić mężczyznę, nie sprawiając mu przy tym bólu. Położyłam mężczyźnie dłoń na żebrach naciskając na nie tak, by kości wróciły na swoje miejsce. Facet wrzasnął, ale dzięki Keithowi nie mógł się ruszyć. Gdy już miałam pewność, że wszystko dobrze się zrośnie zaczęłam się koncentrować, a z moich palców spłynęła złota, ciepła i łagodna energia wnikająca w ciało rannego. Ten uspokoił się widocznie i odprężył nieco, a ja przez cały czas wodziłam palcami po jego ciele od jednej rany do drugiej. Zajęło mi to sporo czasu, ale w końcu nie wyczuwałam u mężczyzny nic prócz osłabienia. Uśpiłam go lekkim urokiem, po czym wstałam i zwróciłam się do gospodyni.
- Twój mąż pani jest zdrowy, ale wciąż potrzebuje odpoczynku.
Kobieta zbliżyła się i z niedowierzaniem dotknęła boku męża, gdzie jeszcze przed chwilą ziała wielka rana.
- Dziękuję – szepnęła
Skinęłam jej głową z lekkim uśmiechem.
- Czy zasłużyłam na twoje zaufanie i gościnę pani?
- Tak – przyznała z szacunkiem – Raczcie przyjąć moje przeprosiny za tak szorstkie przyjęcie, ale wierzcie, że mamy swoje powody by nie ufać obcym.
- Rozumiemy – przytaknęłam
- Mam wolny tylko jeden pokój – kontynuowała kobieta – Ale jako rodzeństwu chyba wam to nie przeszkadza. Chodźcie, zaprowadzę was.
Mówiąc to, skierowała się na schody i poprowadziła nas na piętro do niewielkiego pokoiku z dwoma łóżkami i stolikiem.
- Rozgośćcie się proszę – mruknęła – O zmierzchu podam wieczerzę w sali jadalnej.
Po tych słowach wyszła, zamykając za sobą drzwi. Gdy wreszcie zostaliśmy sami Keith nie wytrzymał i zapytał:
- Powiesz mi po co to wszystko? – wydawał się lekko zdezorientowany i zły - Czemu traciłaś siły na pomoc komuś, kto tak nas traktował?
- Żeby zaczęli nam ufać – wyjaśniłam – Ci wieśniacy przeszli wiele i to prawdopodobnie przez drania, którego szukamy. Gdybym im nie pomogła to by nas stąd pogonili, a tak przynajmniej jest szansa, że opowiedzą nam o tym, co ich spotkało. Mamy szanse dyskretnie wypytać ich o Eskrawe przy wieczerzy.
- Mogliśmy to zrobić od razu po uzdrowieniu, a nie czekać – przypomniał
- Owszem, ale nie ma sensu nigdzie jechać w deszczu i po nocy. Musimy odpocząć, zebrać informację i stworzyć jakiś plan. – powiedziałam i widziałam, że towarzysz coraz bardziej przekonuje się do moich racji – Poza tym, muszę Ci coś pokazać – dodałam, przypominając sobie o znaleziskach z łąki, które wciąż spoczywały w sakwie przypiętej do paska.

<Keith?>

Strony