Wakacje
piątek, 10 lipca 2015
Kitsune
- Ganimedes! - krzyknęłam, chociaż nawet jeśli gdzieś tu jest, to mnie nie usłyszy. Za duży szmer i hałas z tymi ludźmi. Gdy w końcu przecisnęłam się przez lud, poszłam do szatni, gdzie go ostatnio widziałam. Jednak tam też go nie było. Postanowiłam zajrzeć do ogrodu, gdzie go pierwszy raz spotkałam. Szybko się tam znalazłam, ale na daremne. Także go tam nie było. - Ja miałam o nim nie zapomnieć, a jak widzę, wyszło na odwrót - zaśmiałam się pod nosem i usiadłam na ławce. Jeśli przyjdzie, to przyjdzie. Może zobaczę Seo? Podziękuję jej za mudnurek. Ale teraz postanowiłam ponownie zaczynać się w książce "Mord".
czwartek, 9 lipca 2015
Kitsune
Wbiegłam po schodach, po czym weszłam do sali. Apel się już zaczął. Niezauważona prześlizgnęłam się do mojej klasy - chyba - i stałam w tłumie. Nie obchodziło mnie, co mówi dyrektor. Jakoś nigdy nie jestem obecna na jakiś "ważnych" apelach. Rozejrzałam się po sali, nigdzie nie było widać chłopaka. To mnie trochę zadziwiło... wyglądał na takiego, co w nowym otoczeniu trzyma się poznanej osoby i nie znika od tak, a jednak może się myliłam? Albo ktoś go gdzieś zaciągnął? Bardzo możliwe, ale nad tym pomyślę później. Znowu się "wyłączyłam". Patrzyłam w jeden punkt na ścianie. Przestałam cokolwiek słyszeć, przestałam odbierać boćce. Dopiero z transu wyrwało mnie czyjeś popchnięcie.
- Co śpisz. Idziemy - mruknęła tajemnicza osoba. Pomachałam głową, po czym razem z tłumem uczniów wyszłam z klasy.
- No gdzie on jest? - zapytała samą siebie.
<Ganimedes?>
środa, 8 lipca 2015
.Kitsune
Spojrzałam na twarz Ganimedesa. Wyglądał, jakby na początku nie wiedział co robić, jakby sparaliżowała go myśl, że będzie stał przy tych wszystkich ludziach. Skierowałam wzrok na salę. Wszedzie tylko ludzi. Po lewej stronie stali uczniowie w mundurkach, a po prawej siedzieli rodzice, nauczyciele i inni pracownicy szkoły. Bez słowa pobiegłam do szatni, gdzie Seo zostawiła dla mnie mundurek. Ganimedes przynajmniej może stać gdzie chce, ja muszę znaleźć swoją klasę. W szatni szybko się przebrałam. Pod spodnicę nałożyłam spodenki, gdyż nie lubię kobiecej odzieży. Wtem przybiegł blondyn, gdy ja zdjęłam koszulkę.
- Siądź sobie, gdzie chcesz. Ja muszę znaleźć klasę magiczną i dołączyć do grupy. Potem... może się znajdziemy - powiedziałam spokojnie, po czym szybko nałożyłam mundurek i poprawiłam włosy. Szczerze? Jakoś się nie wstydziłam stać w samym staniku. Znowu ruszyłam biegiem na górę. - Idziesz? - krzyknęłam do chłopaka. Po chwili słyszałam jego kroki.
<Ganimedes? Albo ktoś chce się wtrącić na apelu?>
Kitsune
Kitsune
- Wiesz... jeśli aż tak bardzo ci na tym zależy, moja siostra kiedyś studiowała reinkarnacje i w ogóle to wszystko. Może nam pomóc - powiedziałam po chwili z delikatnym uśmiechem. Spojrzałam w jego oczy. Wyglądał z tym uśmiechem tak... słodko. Może i trochę jak baba, ale muszę przyznać, że był przystojny. Ale to nieważne. - Jeśli chcesz, po apelu mogę do niej zadzwonić i z nią pogadam. Często obserwuje gwiazdy, może coś pamięta - dodałam, także z uśmiechem, i skierowałam wzrok za zegarek. Mam jeszcze 15 minut. Trzeba zaraz iść do szatni, gdzie Seo zostawiła mi mudnurek i szybko iść na apel. Nie mogę się spóźnić pierwszego dnia.
<Ganimedes?>
wtorek, 7 lipca 2015
Kitsune
- Spadającą gwiazdę? – powtórzyłam część jego pytania. Chłopak się nie odezwał, jakby żałował tego. – No… Jak byłam mała… - nie byłam pewna swojej odpowiedzi, bo nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam pytanie. – Może lepiej siądźmy – powiedziałam do chłopaka i podeszłam do najbliższej ławki. Ganimedes niepewnie usiadł obok mnie. – To… może najpierw wytłumacz mi, o co chodzi, a potem… Masz może gdzie się podziać? Chodzisz do tej szkoły? – zapytałam, przypominając sobie o dzisiejszym rozpoczęciu roku szkolnego, który miał się odbyć chyba za pół godziny. No dobra… po za tym, on jest ciekawszy niż szkoła.
<Ganimedes?>
poniedziałek, 6 lipca 2015
Kitsune
- Na imię mi Ganimedes, obudziłem się w tym ogrodzie i niewiele pamiętam – w końcu mi się przedstawił. Przez kilka sekund stałam jak wryta. W końcu nieczęsto się spotyka… jakby to nazwać… przybysza z innego świata, kosmosu, albo przynajmniej taki żart… Na początku myślałam, że on sobie po prostu ze mnie żartuje, nic więcej. Ale gdy spojrzałam mu w oczy… ta myśl od razu przeszła. Chłopak stał i patrzył się na mnie niepewnie, trzymając zwierzaka.
- Kitsune – powiedziałam trochę cicho, bo jakoś nadal nie mogłam się ogarnąć. Pierwszy raz moje ”szybkie okiełznanie sprawy” nie zadziałało. Znowu staliśmy kilka sekund w ciszy, aż pokręciłam głową. – Czyli… ale czekaj. Jak to nic nie pamiętasz? – zapytałam zdziwiona. No znowu pomyślałam, że to żart. Albo ktoś miał wypadek i nic nie pamięta, albo ktoś ma świetne pomysły do żartów, albo jest nie z tego świata. Ciekawe…
<Ganimedes?>
Kitsune
- Ja już będę wracać. Chcę się jeszcze przygotować na apel - powiedziałam do dziewczyny.
- To poczekaj - powiedziała szybko, po czym podeszła do sklepikarza i kupiła paczkę cukierków. Zapłaciła mu i wróciła cała rozpromieniona. - Możemy iść - usłyszałam w jej głosie radość i ruszyliśmy na koniec miasta. - A ty nie mieszkasz w akademiku, czy jakoś tak? - zapytała delikatnie zdziwiona dziewczyna. - Wiem, że można wynająć gdzieś tam pokój przy szkole, znaczy tak słyszałam, ale ja tego nie chciałam. Pokręciłam głową.
- Wolę mieszkać tam, gdzie kiedyś z siostrą. Może za jakiś czas se tam wynajmę pokój - powiedziałam, po czym się pożegnałyśmy. Seo miała mi przenieść mundurek, gdyż ja go nie miałam, a nie mieszkam tam gdzie ona. Weszłam do domu. Tam się szybko odświeżyłam, zjadłam byle co, uczesałam i ruszyłam ponownie w stronę szkoły. Miałam zamiar do niej wejść od strony ogrodu. Gdy tak szłam, jakaś wiewiórka przebiegła mi między nogami.
- Wybacz - usłyszałam męski głos. Potrząsnęłam głową i otworzyłam oczy. Zobaczyłam jakiegoś chłopaka... chyba... był jakoś dziwnie ubrany. Głos miał męski, tak jak wzrok, jednak rysy twarzy kobiece, a ubranie takie mieszane.
- Nic się nie stało. Po co ją gonisz? - zapytałam, patrząc w stronę wiewiórki, która właśnie zniknęła nam z oczu.
<Ganimedes?>
niedziela, 5 lipca 2015
Kitsune
- A która jest? - zapytałam Seo.
- Chyba około jedenastej – powiedziałam. Ponownie westchnęłam. Spojrzałam na niebo. Tak cieplutko… tak gorąco… tak upalnie… taki piękny dzień. Czasem chciałabym być już dorosła, jednak bym musiała pracować. Czasem chciałabym byś dzieckiem, jednak bym musiała robić, co mi każą. Ach… marzenia…
- Chodź, przejdziemy się do miasteczka – powiedziałam wstając. – Zwiedzimy coś, a potem wrócimy na czas – powiedziałam z uśmiechem. Dziewczyna jeszcze spojrzała kilka sekund na mecz, jakby nad czymś rozmyślała. Wstała.
- No dobra. Ale żebyśmy się nie spóźnili. – powiedziała. Kiwnęłam głową.
- A trzeba przyjść w stroju galowym? – zapytałam z delikatną odrazą. Nienawidziłam się ubierać na czarno-biało. Jeszcze do tego dziewczyny powinny mieć spódniczki czy sukieneczki. Szkoda, że taka nie jestem… a niech się wypchają. Przychodzę w czarnych rurkach i koniec tematu. Jak zawsze.
- Dadzą nam mundurki – zaśmiała się dziewczyna. Przekręciłam oczyma z delikatnym uśmieszkiem.
- Nienawidzę tego – mruknęłam pod nosem. Dotarliśmy do miasta. Zaczęłyśmy chodzić po rynku, po ulicach, barach i tak dalej. Wchodziłyśmy także do galerii z ubraniami, ale jakoś nie robiły na mnie wrażenia. Jestem dziewczyną. jedną z niewielu, która nie lubi chodzić po sklepach z ubraniami, co najwyżej po sportowym. To jest dla mnie o wiele ciekawsze. Ile razy dostałam od siostry w sklepach, gdy marudziłam.
<Seo?>
OGŁOSZENIE:
Rozpoczęcie roku zostało poszerzone o mundurki ;P
Kitsune
- Jasne - kiwnęłam głową.
- Chodź. Wiesz gdzie to? - zapytała wstając.
- Jestem pierwszy raz w tej szkole - po tych słowach, zrobiłam to samo co ona, czyli wstałam. Zajrzałam do torebki, czy wszystko mam.
- Zauważyłam. - zaśmiała się cicho i popatrzyła w którąś stronę. - To chyba tam - "wskazała" oczami kierunek.
Oby tam było mało ludzi - pomyślałam i ruszyliśmy w ciszy w stronę stadionu.
- Grasz w coś? - zapytała Seo, przerywając ciszę.
- Kiedyś z chłopakami grałam w rugby... w różne sporty. Zależy, co kto lubił. Uwielbiam sport - powiedziałam i spojrzałam kątem oka na dziewczynę.
- Wymieniaj. Może jestem w czymś dobra - powiedziałam z uśmiechem. Zaśmiałam się cicho.
- Rugby... piłka nożna, ręczna... hokej... siatka, zapasy... "szermierka" gdzie używaliśmy patyków... koszykówka... biegi... jeszcze chyba coś, ale nie pamiętam. Po za tym, grałam to kilka lat temu, więc raczej ze wszystkiego wyszłam z formy. A ty? - zapytałam z uśmiechem.
<Seo?>
sobota, 4 lipca 2015
Kitsune
- Hej. - powiedziałam z uśmiechem. - W niczym mi nie przeszkodziłaś. Czytałam z nudów. - wskazałam na książkę.
- O czym jest? - zapytała Seo, przyglądając się okładce, na której był napis "Mordu", a na niej cień powieszonego człowieka na drzewie, z którego wyłania się potwór.
- Chyba o śmierci jednego z chłopców, który miał w sobie demona. Po jego śmierci demon ucieka z jego ciała, oddając życie chłopakowi. Jednak sam demon pustoszy całą ziemie. Demon zwie się Mordu, tak jak chłopiec. - wytłumaczyłam jej w skrócie treść książki. Dostałam ją od siostry. Powiedziała, że książka należała do mamy.
- Ciekawe. - powiedziała Seo, przyglądając się książce.
- Od samego początku się coś dzieje. - powiedziałam, po czym schowałam książkę do torebki. Spojrzałam ponownie na dziewczynę.
<Seo?>
Kitsune
- Coś cię bawi? - usłyszałam za plecami.
<Ktoś nowy? A może Seo?>
piątek, 3 lipca 2015
Kitsune
- Właściwie, to mam na imię Seo. Miło mi cię poznać. - po chwili ciszy, dziewczyna mi się przedstawiła. Nawet na nią nie popatrzyłam bo nadal byłam skupiona na zbieraniu książek.
- Kitsune. - powiedziałam i włożyłam do torby ostatnią książkę.
- Proszę. - usłyszałam ponownie jej głos. Skierowałam w tą stronę wzrok. Dziewczyna podała mi pięć książek. Przyjęłam książki z delikatnym uśmiechem podziękowania.
- Z której jesteś klasy? - zapytała Seo, opierając się o ścianą. W tej chwili zapomniałam, dlaczego wcześniej tak się spieszyłam. W sumie i tak mnie nikt nie gonił, więc było się z czego cieszyć.
- Z Magicznej. - powiedziałam, rozglądając się po korytarzu.
- Z tej samej. - dziewczyna się uśmiechnęła. Wtedy podeszły do nas jakieś dziewczyny. Miały jakąś sprawę do Seo, więc ja miałam zamiar odejść. - Może się później spotkamy? - zaproponowała dziewczyna na odchodnym.
- Cześć. - przywitałam go. Zmierzył mnie wzrokiem. - Jestem Kitsune. - przedstawiłam mu się. Chłopakowi jakby to było obojętne. No rozchmurz się wielki panie...
<Nathaniel?>
czwartek, 2 lipca 2015
Kitsune
- Urodziłaś się w małym miasteczku o nazwie Basherville... – zaczęła białowłosa, błękitnooka kobieta.
- Słyszałam kiedyś o takim miasteczku. – przyznałam - Koburo mi opowiadał,
Westchnęłam na wspomnienie dni wspólnie spędzonych z Kobur'em. Jeden z moich najlepszych przyjaciół, jakich miałach. Szkoda, ze go tu teraz nie ma.
- Zacznijmy od tego, że tam się urodziłaś. Mieliśmy także brata, ale on zginął wraz z rodzicami. – Kontynuowała siostra - Matka zginęła z bratem w pożarze, a ojciec próbując ich ratować, spadł ze schodów w ogień. Ty i ja byłyśmy w tym czasie u babci.
Szczerze? Zrobiło mi się strasznie smutno. Chciało mi się płakać, jednak wstrzymałam łzy. Oparłam głowę na ramieniu Florence.
- Musiałam cię oddać do sierocińca, gdyż nie miałam ani domu, ani pracy. - zakończyła.
Kiwnęłam głową i zaczęłyśmy się pakować. Musiałyśmy jechać do tego miasta. Dlaczego? Tego się jeszcze nie dowiedziałam…
Właśnie wjechałyśmy do miasteczka, które wyglądało mi na całkiem normalne. Wraz z siostrą zaczęłyśmy je zwiedzać, a na koniec weszłyśmy do domu jednorodzinnego, który wynajęła Florence.
- Zamieszkamy tu na rok. Potem będziesz sobie sama radzić. - powiedziała przy kolacji.
Podniosłam jedną brew do góry.
- Za rok będzie musiała iść do szkoły..
Tylko tyle się dowiedziałam..
W ciągu tego roku, siostra opowiedziała mi o rodzicach i o ich mocach. Na początku nie mogłam jej uwierzyć, aż kazała mi wykonać sztuczkę mocy mamy. Udało mi się. Cały rok próbowałam jej się nauczyć do perfekcji. Głównie próbowałam tej mocy na obcych ludziach. Bawiło mnie to trochę. Ta moc była trochę niebezpieczna, gdyż jeśli traciłam koncentrację, mogłam przestać panować nad istotą, która wtedy może zacząć żyć własnym życiem. Cały rok trenowania i na czym się skończyło? Siostra i tak zapisała mnie do jakiejś szkoły, po czym dała mi trochę pieniędzy, znalazła pracę i... wyjechała. Rozstanie z nią było trudne, ale musiałam się wziąć w garść.
Dzisiaj miałam pierwszy dzień nauki w tej szkole. Ciekawe, kogo tu poznam... Szłam właśnie przez chodnik, do szkoły, obserwując jak jacyś chłopacy grali na boisku. Zauważyłam, że jakaś piłka leci w stronę okna. Popatrzyłam na piłkę. Wystarczyło, że wyjęłam dłoń przed siebie, a piłka z niewiarygodną siłą odbiła się od niej, po czym spadła mi na nogę, a ja kopnęłam ją do chłopaków. Pierwszy raz zrobiłam coś takiego. Delikatnie się zarumieniłam, gdyż wszystkie oczy skierowały się w moja stronę. Szybko ruszyłam dalej przed siebie, aż zniknęłam za drzwiami szkoły. Idąc korytarzem, tak bardzo się spieszyłam, że nie zauważyłam przeszkody. W rezultacie wywróciłam się o czyjeś nogi, puszczając przy tym torbę, z której wyleciały mi wszystkie książki.
- Bardzo cię przepraszam.
Usłyszałam damski głos. Podniosłam się na rękach i potrząsnęłam głową.
- Nic się nie stało.
Powiedziałam, po czym spojrzałam na twarz nieznajomej dziewczyny.
<Seo? Dokończysz?>