Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izaya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izaya. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 sierpnia 2015

Izaya

Wracając z lasu dużo rozmyślałem nad prawdomównością Miguela. Nie ufałem mu, aczkolwiek wiedząc do kogo zwrócił się po pomoc, mogło być to prawdą. Jeśli w tej szkole jest ktoś, kto chce robić wszystko odwrotnie do mnie to jest to kochana przewodnicząca Rengiku. W końcu dotarliśmy. Ku mojemu zdziwieniu ponownie spotkałem młodzieńca w pełni opanowanego przez liderkę. Wszystko zaczynało mieć jakiś ciąg. Zabierają mnie z lasu, uważając mnie za balast i przysyłają tutaj. Postanowiłem jednak obserwować, co będzie dalej. Szkolenie było dziwne, polegało na odebraniu kamyka w parach. Na moje nieszczęście dostałem Miguela. Po chwili jednak doszliśmy do ładu i kamyk odebraliśmy. Całość nie trwała długo, a wszystko zakończyło się poleceniem zmiany warty co 3 godziny. Wróciłem do pokoju. Zastałem coś czego się nie spodziewałem. Jeden wielki syf. Nie wiedziałem jeszcze kim był włamywacz, ale to była kwestia sprawdzenia mojej ukrytej kamerki.
Ktoś musiał być naprawdę głupi i zdesperowany – pomyślałem, odginając kawałek nogi od łóżka, która była zresztą lekko podcięta aby dało się włożyć tam kamerę. Szybko zacząłem przeglądać wszystko, co działo się dzisiaj. Przewijałem dość prędko, ale na tyle wolno, aby być w stanie dostrzec moment, w którym ktoś jest w pokoju. Mam cię! - na ekranie pojawiła się sylwetka młodej dziewczyny. W jednej chwili było widać twarz, zatrzymałem więc i przyglądnąłem się. Skądś ją znam, to pierwszoroczna od magów.
Gorzej trafić nie mogłaś - westchnąłem. Poukładałem wszystko w pokoju. W sumie nie zginęło nic poza kilkoma metrami nici. Oczywistym dla mnie było, że należy oduczyć gówniarę nawyku złodzieja, i tak też postanowiłem zrobić. Zastanawiało mnie tylko skąd wiedziała o mych niciach, skoro nigdy mnie nie spotkała. Poszedłem więc sprawdzić listę uczniów i znalazłem: Sayuri Vastelor. Zostało teraz tylko czegoś się dowiedzieć i pokazać jaki błąd popełniła tym uczynkiem. Postanowiłem najpierw coś zjeść. Na stołówce zobaczyłem śpiącą Nao. Podszedłem i ją lekko szturchnąłem. Przebudziła się i spojrzała na mnie ledwo żywa.
- To chyba nie najlepsze miejsce na sen - powiedziałem dość miłym i uprzejmym głosem jak na mnie.
- Tak, masz racje, po prostu byłam zmęczona. - odpowiedziała dość spokojnym głosem - Możesz mi powiedzieć gdzie są wszyscy i co się właściwie tutaj dzieje?
Chyba trafiłem na dość niedoinformowaną osobę. To ta chwila, której potrzebowałem.
- Naturalnie – powiedziałem, jednocześnie się uśmiechając - Jedni śpią, inni się szykują na zmianę warty, którą sama już pełniłaś, a ja zostałem wybrany aby znaleźć Sayuri i jej towarzyszy. Nie wiesz może z kim ona pracuje i gdzie są? To bardzo ważne.
Dziewczyna na chwile zamilkła po czym odpowiedziała:
- Rias i Kitsune, ale nie wiem gdzie teraz są.
- Ty to się jednak orientujesz, oszczędziłaś dużo czasu zarówno mnie, jak i całej akcji. A teraz jeśli chcesz odprowadzę Cię do pokoju, nie wyglądasz najlepiej.
Dziewczyna nie była specjalnie zachwycona, ale ze względu na swój stan w końcu się zgodziła. Odprowadziłem ją do pokoju, po czym odszedłem w kierunku innych pokoi z uśmiechem na twarzy. Najnaturalniej nie był to miły uśmiecha, a raczej lekko złośliwy. Po około godzinie zlokalizowałem pokój zarówno Sayuri, Rias jak i Kitsune. Wróciłem do listy osób aby zobaczyć jak wyglądają pozostałe dwie osoby.
Wszystko stało się oczywiste. Rias, dziewczyna, która już miała ze mną do czynienia. W mojej głowie utworzył się plan, i nie był to plan dyplomatyczny. Ale to jutro - pomyślałem. Wróciłem do pokoju i położyłem się spać. Nazajutrz czekało mnie dużo pracy.

środa, 5 sierpnia 2015

Izaya

Cała grupa zamyśliła się, a po dłuższej chwili Nao podeszła do mnie i zapytała o to, co ja bym zrobił. Dla mnie odpowiedz była prosta: pojmać ją.
To było wszystko co musiałem zrobić. Resztą się zajmie Rengiku i cała reszta szkoły. Spojrzałem na Nao, a potem na resztę. Ich wyrazy twarzy się od siebie nie różniły. Wszyscy wyglądali jakby chcieli, ale nie byli pewni czy mogą. Po chwili odparłem:
- Skoro nikt z was nie postanowił uciekać ani powiedzieć nic z tym związanego, uznaje, że wszyscy chcecie ją złapać. Wybornie.
Na mojej twarzy zawitał lekki uśmieszek - w końcu można było zrobić coś lepszego niż kłócenie się z krzykaczem bądź uczenie się ukształtowania terenu.
- Na początku pewna sprawa. Może nie przypadłem wam do gustu, a nawet mnie to nie dziwi, ale muszę mieć pewność, że podczas całej akcji będziecie wykonywać KAŻDE moje polecenie. Nie chodzi mi tutaj o wywyższanie się, a o sam fakt powiedzenia się misji, najlepiej bez ofiar czy urazów. Zrozumiano?
Nikt, się nie sprzeciwił. Cisza, co chwile każdy z nas spoglądał czy nasz cel nie zmienił pozycji, lecz nic się nie zmieniało.
- Jakieś propozycje w jaki sposób możemy ją ubezwłasnowolnić?

<Nao? Inori? Miguel?>

piątek, 31 lipca 2015

Izaya

Po krótkim czasie każde z nich powiedziało po zdaniu o sobie. Nasza drużyna składała się z 2 wojowników cechujących się dużą wytrzymałością w czasie. Jeden opanowany, a drugi wręcz przeciwnie. Trzecią osobą był młody ninja, aczkolwiek taki, który łatwo się denerwuje i wpada w szał. Taki skrytobójca i berserker w jednym. Ciekawie się to zapowiadało. Po chwili Nao zniecierpliwiona zadała dość proste pytanie:
- To skoro już wiesz o nas co chciałeś, możemy zacząć działać nie?
Popatrzyłem na nią i uśmiechnąłem się. Podobają mi się ludzie takiego pokroju. Bezpośredni, nie tracący czasu na pierdoły. 
- Mieliście już kiedyś do czynienia z magiem? Najważniejsze w walkach z nimi jest spodziewanie się niespodziewanego. Nikt z nas nie wie, co on naprawdę potrafi, ani co robi. Pytanie tylko czy jesteście gotowi i nie mówię tutaj o waszych umiejętnościach, lecz o psychice. Najnaturalniej mamy 2 opcje: śledzić owego zbiega, bądź go ubezwłasnowolnić. Zdecydujcie w jaki sposób chcecie działać, ale odwrotu nie będzie. Weźcie pod uwagę wszystkie okoliczności, oraz wasze słabości, mocne strony. Oraz chyba najważniejsze. Czy nie uciekniecie gdy sytuacja was przerośnie, jednocześnie skazując całą grupę na porażkę?

<Inori? Nao? Miquel?>

poniedziałek, 27 lipca 2015

Izaya

Po dość specyficznej rozmowie z Rengiku, o ile można to nazwać rozmową, dołączyłem do trzyosobowej grupy, która aktualnie śledziła tajemniczą dziewczynę. Grupa znajdowała się w lesie, co zbyt dziwne nie było, ale zastanawiało mnie tylko, dlaczego akurat na nich padło to zadanie. Znalazłem ich po zaledwie kilkunastu minutach i przez chwile stałem za nimi, jakby niezauważony. Z tego co usłyszałem nie było im spieszno do podejmowania pochopnych decyzji, woleli poczekać na mnie. Nie zwlekając, uświadomiłem ich o swojej obecności. Po minach całej trójki było widać, że nie byłem dla nich wymarzonym kompanem, ale nie interesowało mnie to.
- Zatushi, prawda? Więc to ty będziesz nam pomagał? - powiedziała jedna z dziewczyn.
- Owszem, przez najbliższy czas będę za was odpowiedzialny. Nie oczekuję od was żebyście mnie lubili, żartowali ze mną czy co tam robicie w swoim gronie. To jak będzie nam się razem pracowało zależy również od was. Proponuje aby każdy z was powiedział szybko w czym się specjalizuje oraz opisał swoje mocne i słabe punkty. W ten sposób wszystko będzie szło sprawniej i będzie można odpowiednio się zorganizować.
To może zacznę. Nazywam się Izaya Zatushi. Specjalizuję się w sabotażu oraz walce z ukrycia. Moim mocnym punktem jest duża wytrzymałość psychiczna oraz umiejętność zachowania zimnej krwi podczas wszelkich sytuacji. Jeśli chodzi o słabe punkty są to długie, otwarte walki.
Zapadła chwila ciszy. Wszyscy jakby się zastanawiali, ale nie miałem zamiaru tracić czasu.
- Na co czekacie? - odparłem stanowczym głosem, jednocześnie zachowując odpowiednią ciszę  by nie zdemaskować naszej pozycji. Spoglądnąłem na śledzoną dziewczynę, która wciąż stała tam gdzie była kiedy tu przyszedłem.
- Nazywam się ... - w końcu z grupy dał się słyszeć dziewczęcy głos.

< Inori? Nao?>

czwartek, 23 lipca 2015

Izaya

Gdy się przebudziłem, przy stoliku siedziała już cała czwórka. Popijali sobie kawusię z liderką Walecznych na czele. Kto by się spodziewał ze znajdzie ona w swym grafiku czas na kawę? Nie zdążyłem nawet dobrze się obudzić, a krzykacz już zaczął swoją robotę. Postanowiła zrobić „test wiedzy”. Najnaturalniej nie miałem prawa go zdać, zamiaru w sumie też nie. Na domiar złego, w tablecie zaczął się wtrącać kolejny „najlepszy”, a po krótkiej rozmowie stało się to, czego oczekiwałem od samego początku - Rengiku utraciła kontrolę nad nerwami. 
- Jak już mówiłam, albo stąd wypieprzasz, i to w podskokach, albo ja ci pomogę w tym procederze. Moi ludzie to nie twój poligon doświadczalny „uda się, albo nie uda”. 
Tymi słowami wszystko się zaczęło. Nie hamowałem się już z uśmiechem. Nie był to uśmiech od ucha do ucha, a raczej mały wredny uśmieszek. 
- Mmmmmm widzę, że ktoś tu nie lubi gdy znajdzie się jednostka, która się nie podporządkowuje pod każde zawołanie - powiedziałem z pełnym opanowaniem i spokojem, jednocześnie bacznie obserwując jej reakcję. 
Jedyne co w tej chwili malowało się na jej twarzy to złość, czysta emabująca złość. Wykorzystałem więc sytuacje i zacząłem mówić:
- Skoro już skończyłaś mówić, to ja zabiorę głos. Pozwolisz, że podsumuje całą sytuacje, twoje decyzje oraz zachowanie. Zacznijmy od tego, że zostałaś doszczętnie pokonana w walce. Jak widzę wiedza, którą posiadłaś o ilości płytek uratowała ci życie. A nie, czekaj, to nie ta wiedza tylko twoja siostra. Został skradziony amulet, który posiada niewyobrażalną moc. Decyzja liderki? Wszyscy uczniowie łączą się w grupki i szukają sprawcy. Oczywiście w pełni to rozumiem, w końcu dlaczego troje nowicjuszy bez doświadczenia w walce miałoby nie dać sobie razy z kimś, kto pokonał samą liderkę i to w taki sposób. Jak widzimy, wszystko jak na razie, przemyślane jest co do najmniejszego szczegółu. Kolejny krok - stworzyć grupę z najlepszych. No muszę przyznać, plan był dobry, ale tylko plan... Otóż podczas gdy wszyscy uczniowie narażają życie szukając wroga, poszlak itp., „elitarna” grupa siedzi sobie w jakiejś sali i czyta, ile płytek ma który pokój oraz uczy się o tym jak są poukładane zwoje, księgi itp.. Równie dobrze mógł za naszrobić to jakiś nowicjusz albo mogłaś po prostu powiedzieć jak to działa. Ale nie przejmuj się, ja tez uważam, że marnowanie czasu na szukanie odpowiedzi, którą ktoś z nas zna, jest idealnym planem w aktualnej sytuacji. Mogliśmy iść i zająć się czarną robotą jak np.: tropienie wroga i odebranie mu Amuletu, dzięki czemu zapobieglibyśmy tragedii. Kolejnym punktem, który warto przeanalizować jest ten mądrala z tabletu. Nie wiem kim jest i mnie to nie interesuje. Skoro jest taki ważny to czemu nie ruszy swoich czterech liter i nie pomoże nam w tej sytuacji, tylko siedzi sobie w biurze i obserwuje? Mogłabyś mi powiedzieć co nazywasz „twoimi ludźmi"? To my pomagamy tobie, a nie ty nam. Weź to pod uwagę i przestań traktować ich jak własność, mnie i tak ci się  to nie uda. A teraz wisienka na torcie. Jesteś liderem, a dajesz się ponosić emocjom, tracisz nad nimi panowanie. Prędzej wiewiórka Ganimedesa nas uratuje w walce niż ty, zanim opanujesz emocje i wszystko przeanalizujesz. Popracuj nad tym albo skończysz jako trup przy pierwszej następnej gorszej sytuacji. Ah, zapomniałbym, następnym razem jak maskujesz tajemne przejścia sofą, to ustaw ją dobrze. Wystarczy się położyć i od razu czuć, że się minimalnie porusza. 
Nastała cisza, Rengiku nie powiedziała nic, jakby nie wiedziała co powiedzieć.
- To czy się dogadamy, to już twój wybór. Ale ja nie mam zamiaru tracić tutaj czasu na bezmyślne wkuwanie wiedzy, która i tak mi się teraz nie przyda. - dokończyłem stanowczo. 

<Rengiku?>

wtorek, 21 lipca 2015

Izaya

Dotarliśmy do komnaty gdzie pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem była wielka sofa. Nie potrzebowałem zachęty żeby się na niej położyć. Niestety, nie wszystko było takie, jakie być mogło. Zaraz zaczęło się to, czego tak nie lubię - kolejne jęczenie Rengiku. Tym razem było o tym, że mamy się nauczyć wszystkiego, co znajduje się na kilku regałach wypełnionych książkami po brzegi. Nie sądziłem, że znajdzie się głupiec, który się tego wszystkiego nauczy. Na szczęście jakże niezależna pani szef, rozwiała moje wątpliwości. Ona była tym, który stracił cenny czas na naukę czegoś, co było po prostu rozpisane już w książkach. Naturalnie, to nie było wszystko. Poza wielkimi rozkazami nauki kazała nam wszystko posprzątać, a sama sobie poszła po tableta. Wyszła, a w sali zapanowała cisza. O dziwo nieznajomy mi młodzieniec momentalnie zaczął się uczyć, tylko po co? Wątpiiłem, czy będzie mu potrzebne do walki to, ile kafelków jest w tym pokoju. Młody mag, którego miałem już okazję poznać, wziął się za sprzątanie. W pokoju została jeszcze jedna z liderek, ale po chwili podszedł do niego „ten drugi” i zaczęli się uczyć razem. Jeśli chodzi o mnie, nie miałem zamiaru ani sprzątać, ani się uczyć. Odpoczywałem i obserwowałem wszystkich, leżąc na sofie, ale ta chwila spokoju nie trwała długo bo podszedł do mnie ten chłopak, który postanowił marnować czas na bezcelowe wkuwanie bezsensownych informacji.
- Dlaczego się nie uczysz? - zapytał, a ja spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
Kątem oka widziałem, że reszta grupy nas obserwuje. Z początku starali się skupić na swoich zajęciach, ale ciekawość była mocniejsza a sprzątanie czy nauka stały się czymś pobocznym. Jeszcze przez chwilę trzymałem chłopaka w napięciu, a on niezrażony stał koło sofy, patrząc na mnie wyczekująco.
- A jak myślisz? - odpowiedziałem pytaniem, ale nie dałem mu szansy odpowiedzieć tylko mówiłem dalej - Zobacz na te regały, ile widzisz książek? 400? 500? To teraz idź i je przeczytaj. Zajmie Ci to kilka miesięcy. No, ale co to jest dla prawdziwego wojownika kilka miesięcy, prawda? Na szczęście masz je nie tylko przeczytać, ale wykuć każdy szczegół. Brzmi bardzo zachęcająco, spędzić jakieś 4 lata w jednym pomieszczeniu, ucząc się ile jest kafelków w której sali.
Chłopak chyba oczekiwał nieco innej odpowiedzi, sądząc po jego bezradnym wyrazie twarzy.
- Czy można wykorzystać ten czas lepiej? - kontynuowałem. - Oczywiście! Trudno go zagospodarować gorzej. Za ten czas mógłbyś się nauczyć walczyć. Ale czymże są praktyczne umiejętności w porównaniu z taką wiedzą? Mógłbym Cię teraz zabić. Wyszło by na jedno, a nawet na plus. Z ciebie pożytku i tak nie będzie bo zanim się wszystkiego nauczysz, gość z amuletem zdąży użycz go do jakiejś czarnej magii i zniszczyć wszystko. Natomiast ja oszczędzę sobie czasu na rozmowę z tobą i pomyślę nad czymś sensownym. Co ty na to?
Naszą rozmowę, o ile można to nazwać rozmową, zakłócił hałas upadającej książki. Jednak był to tylko jeden moment, a ja niezrażony mówiłem dalej:
- Oczywiście nie zrobię tego teraz. Wprowadziło by to tylko chaos, którego i tak jest w nadmiarze...
Ciężko powiedzieć co przedstawiała twarz młodzieńca obok mnie. Czy to było przerażenie, ulga czy może szok? Odwróciłem się w kierunku reszty, jednocześnie trzymając młodzieńca na oku. Podniosłem głos i rzekłem:
- Nie wiem, po co to robicie. Dajecie sobą pomiatać jakbyście byli bez wartości. Gdzie wasza wola? Jeśli chcecie, róbcie dalej to co robicie, ale mnie nie mieszajcie w te zabawy. Możecie spożytkować ten czas lepiej niż na tej jakże niegodziwej robocie, która i tak nic nie da. Jeśli chcecie to się uczcie, ale gdy wy będziecie ledwo żywi, wymęczeni nauką i sprzątaniem, ja się będę budzić wypoczęty. Efekt będzie ten sam z tym, że ja będę w stanie coś zrobić, a wy będziecie kawałkiem skóry bezcelowo chodzącym i szukającym odpoczynku po „niczym”. Nie próbujcie mnie budzić, gdyż tego nie lubię, a w razie problemów z tym zarozumialcem, wyślijcie ją do mnie. Proste nie? W takim razie przemyślcie czy jest sens tego co robicie. A tymczasem dobranoc. 
Usnąłem.


<Keth? Katia? Ganimedes? Rengiku?>

piątek, 17 lipca 2015

Izaya

Sytuacja jak w chorym filmie. Budzisz się tradycyjnie rano, niby nic się nie dzieje. Wstajesz, idziesz do szkoły. Zapowiedz zwykłego nudnego dnia. Żeby było mało, nagle jeszcze do tego doszedł niezapowiedziany apel, no bomba. Niespecjalnie interesowało mnie, co tam, kto ma do powiedzenia. Stałem z tyłu, mozolnie oglądając twarze wszystkich wielce „przejętych” uczniów, jednocześnie niechętnie słuchając, co tam zarząd ma mi do powiedzenia. Bum - niespodzianka. Apel nie dotyczył głupich lekcji, bójki między dwoma głupkami szkolnymi czy może pochwał dla szkolnych kujonków. Całe zamieszanie dotyczyło jakiegoś śmiesznego amuletu, który posiadał wielką moc. Uuuuuuuu ależ to strasznie brzmi. Po chwili tej „rozkazywanki” kto co ma robić, usłyszałem swoje imię. Zainteresowałem się, mało kto mnie zna, jeszcze mniej osób wie, jak się nazywam, a tu nagle zostaje wywołany w sprawie, z którą nie mam nic wspólnego. Zapanował chaos. Wszyscy szybko podobierali się w grupy 3 osobowe, i opuścili dziedziniec. Zostałem tylko ja, Rengiku, przewodnicząca magicznych Katerina oraz dwóch chłopaków. Jeden z nich był mi znajomy, młody mag specjalizujący się w magii przywołania. Zastanawiało mnie, kim była ostatnia osoba naszej „elitarnej” grupy. Nie trzeba było długo czekać na i oczywiście nasza ukochana przewodnicząca walecznych, zaczęła rozprawiać do nas ze swojej "wyższej pozycji". Nie mogłem powstrzymać się od komentarza, lecz Katerina szybko go stłumiła. Prawdopodobnie zapobiegła kolejnym krzykom naszego dowódcy, który jednoznacznie kazał nam za sobą iść. Nie wiem gdzie mieliśmy iść, ale nie chciało mi się wszczynać kłótni.
Chwile tak sobie dreptaliśmy w ciszy, aż napotkaliśmy dziewczynę. Czerwonowłosa piękność o obfitym biuście. Wyglądała naprawdę okazale, ale jak to powiadają: „nie oceniaj książki po okładce”. Po chwili ciszy usłyszałem z jej ust słowo, proste, a jednak zasiało we mnie wątpliwość.
„Wybacz” - to były słowo, które wszyscy usłyszeliśmy.
Ciężko mi powiedzieć, co myślałem w tamtej sytuacji. Ciszę szybko przerwał mój nieznajomy, nawiązując rozmowę, podczas gdy ona na niego patrzyła jak na idiotę liczącego na ulgi. Wyznaje zasadę: „Kto nie ze mną, ten przeciw mnie” więc nie miałem zamiaru odpuszczać komuś tylko, dlatego, że wygląda lepiej niż cała moja grupa śmierci razem wzięta. Dyskretnie, aczkolwiek szybo i precyzyjnie zacząłem wypuszczać moje liny, upewniając się, co chwile, że nikt ich nie zauważył. Całość zajęła mi zaledwie kilkanaście sekund, a wszystko było gotowe nim chłopak skończył swoją jakże ciekawą rozprawę o zasadach. Zapadła cisza.
Niczego niespodziewająca się dziewczyna zaśmiała się w dość dziwny jak na kobietę sposób. Wydawane przez nią dźwięki były niczym śmiech zwycięscy w filmach science-fiction. Dziewczyna była gotowa na nasz szarżować, bynajmniej takie odniosłem wrażenie. Czy mylne? Nie wiem, ale jedno było pewne: nie miało to nic wspólnego z przyjaznym krokiem w naszą stronę. Nim dziewczyna zdążyła przebyć jakikolwiek większy dystans, zacisnąłem na niej liny. Było ich na tyle dużo, że nie było sposobu się z nich wyplątać, a ich materiał nie śmiał się rwać.
Gdybyście widzieli reakcje każdego z nich. Ciężko mi powiedzieć kto był bardziej zdziwiony. Wyszedłem zza żywego muru składającego się z 3 osób. Spojrzałem na dziewczynę, uśmiechnąłem się jak to mam w zwyczaju, ale nie był to wcale uroczy uśmiech. Był to uśmiech, jaki pokazują osoby knujące, złoczyńcy cieszący się z tego, że wszystko idzie po ich myśli.
- Nie ma sensu próbować się wydostać, to nic nie da.
Powiedziałem to bardzo spokojnie, a jednocześnie jakbym miał ubaw jak dziecko w wesołym miasteczku. Czyżby na jej twarzy pojawił się strach? Nie, to nie był strach. Czerwonowłosa piękność najwidoczniej zdała sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znalazła oraz z tego, że nie może nic zrobić.
- Nie uważasz ze nie ładnie jest tak napadać na pierwszą lepszą osobę? - mówiąc to robiłem powolne kroki w jej kierunku, jednocześnie wymachując nożykiem w dłoni. - Mogłabyś trafić na kogoś niebezpiecznego. Nie żal ci twej ładnej buźki na takie sprawy jak walka i przemoc? W pomieszczeniu zapadła napięta cisza, a jedyne, co było słychać to mój monolog.
- Wydaje mi się, że nie porozmawiamy w kulturalny sposób. Trzeba było się nie rzucać i odpowiadać jak do ciebie mówiono.
Nagle usłyszałem głos dochodzący zza moich pleców, jakby ktoś śmiał przeszkadzać mi w rozmowie.

<Katerina, Rengiku, Keith, Ganimedes?>

czwartek, 9 lipca 2015

Izaya

Młody mag w końcu podjął jakąś decyzje. Wyglądał w tej sytuacji naprawdę żałośnie. Stał przede mną z podniesionymi rękoma, pytając czego od niego chce. Sytuacja niecodzienna, aczkolwiek pytanie nie wzbudziło we mnie żądnych emocji. Stałem w cieniu, niemożliwym było by osoba przede mną stojąca widziała moją twarz, nie widział czy się uśmiecham, smucę czy jestem jak kamień - bez emocji. Przez chwilę patrzyłem się na niego w ciszy. W końcu odparłem:
- A czego może chcieć od ciebie ktoś taki jak ja?  Zapanowała cisza.chwilę ona trwała, po czym przystąpiłem do kontynuowania:
- Niczego od ciebie nie chce. Interesowało mnie jedyne to, jak postąpisz. Okazałeś się być jak reszta, bez wartości. Nawet nie próbowałeś wybrnąć z tej sytuacji. Po prostu przyszedłeś do mnie, poddałeś się i prosiłeś bym pokazał ci wyjście. Gdybym był kimś innym, prawdopodobnie skazałbyś się na śmierć przychodząc tutaj do mnie. Strzeż się, życie nie jest takie piękne jak ci się wydaje. Wyprzyj się słabości, nikt nad tobą litował więcej się nie będzie.
Spojrzałem ostatni raz na bezbronnego maga i odszedłem w mrok, zrucając w międzyczasie małą lampkę w jeden z korytarzy.
- Idź w stronę lampki, a znajdziesz wyjście o które bałeś się walczyć. - po tych słowach zniknąłem mu z oczu, śmiejąc się do siebie.

<Ganimedes?>

Izaya

Chłopak wydawał się być bezradny, pozbawiony jakichkolwiek ambicji. W pewnym momencie podbiegła do mnie wiewiórka. Malutka, z pozoru bezbronna. Usiadła przede mną i zaczęła się we mnie wpatrywać. Oczywistym się stało, że mam do czynienia z magiem. Nie był to mistrz, ale nie uznałem go za amatora. Wiewiórka musiała mieć jakiś cel, cel którego nie znałem. 
- Zainteresowałeś mnie - powiedziałem. Zastanawiało mnie, w jakim cel to zrobił, próbował znaleźć moje położenie? Głupota. przez głowę przeszła mi jednak myśl. Wyciągnąłem z bluzy kartkę i długopis. Zapisałem tam kilka słów:
"To prawda, nie wiem kim jesteś, lecz wiem jak wyglądasz. A to mi wystarczy. Ty nie wiesz o mnie nic, nie znasz mojego imienia, nazwiska ani wyglądu. Jesteśmy na moim terenie, na moich zasadach. Jesteś pewien że chcesz próbować swoich sztuczek na mnie? Możesz próbować, tylko pamiętaj że czasu nie cofniesz, a decyzje podjęte zadecydują co się stanie dalej. Oczywiście założyłem też opcje, w której obejdzie się bez walki. To twój wybór, ale moje zasady. Wybieraj!"
Zawinąłem kartkę naokoło długopisu i dałem wiewiórce. Nie musiałem nic mówić, sama wiedziała co robić. W mgnieniu oka zwierze odwróciło się i pobiegło do młodzieńca.

<Ganimedes?>

środa, 8 lipca 2015

Izaya

Dzień rozpoczęcia roku szkolnego. Uroczyste pierdolenie, którego i tak nikt nie słucha. O lepszy sposób na marnowanie czasu ciężko. No, ale mniejsza z tym. Wcale nie miałem zamiaru pojawiać się na sali i słuchać tej bezsensownej gadki. Poszedłem tam w celu doglądnięcia kogo przywiało do tej szkoły razem ze mną. Ubrany byłem na czarno, nie  miałem naa sobie głupiego mundurku, czy śmiesznych bucików. Miałem zwykłe czarne adidaski, czarne długie spodnie, czarny podkoszulek i czarna bluzę. Wszystko bez zbędnych wzorków, ozdobników itp. po prostu czarne. Na parterze przy schodach zauważyłem pewną parę. Dziewczyna o czarnych włosach z momentu zaczęła biec po nich w górę pytając: 
- Idziesz?
Chłopak, kurduplowaty blondyn, widać było, że niezbyt wiedział co się dzieje, ani gdzie pobiegła jego koleżanka.
Postanowiłem to wykorzystać, powiedziałem jakiejś niezbyt rozgarniętej osobie, że piętro wyżej rozdają darmowe napoje - idealna ochłoda na jakże upalny dzień. Pobiegła. Jeśli chodzi o chłopaka, przeszedłem obok niego, nie zwracając na siebie uwagi. Przechodząc szepnąłem:
- Czekam w piwnicy - po czym się tam udałem, aby być tam wcześniej. Długo czekać nie musiałem, młodzieniec przyszedł do piwnicy w poszukiwaniu koleżanki. Było ciemno, jedyne co można było ujrzeć, były to kontury niektórych przedmiotów i ludzi. Upewniając się, że mnie zauważył, spokojnym krokiem ruszyłem w głąb, skręcając co chwilę, tworząc labirynt. W pewnym momencie słyszałem już tylko jego kroki usiłujące mnie znaleźć, ale nie był w stanie. Doszedłem na drugi koniec piwnicy, stanąłem obok kraty wentylacyjnej, która była w każdym fragmencie piwnicy i powiedziałem, nie zdradzając swojego położenia:
- Nie wiesz kim jestem, nie wiesz gdzie jesteś, nie wiesz jak stąd wyjść. Co teraz zrobisz? Wszyscy są na apelu, jedyną osobą która może Ci pomóc stąd wyjść, jestem ja. Przekonaj mnie, że jesteś godny mej pomocy, a Ci pomogę. W przeciwnym razie spędzisz tutaj sporą ilość czasu aż ktoś cie znajdzie, bądź uda ci się wyjść przypadkiem. Co zrobisz? Wybieraj!

<Ganimedes?> 

Izaya

Nie poczułem się zaskoczony. Spodziewałem się tak naiwnej odpowiedzi. Dziewczyna spoglądała na mnie, jakby liczyła, że odpuszczę i przyznam jej racje. Nic bardziej mylnego - pomyślałem, jednocześnie się uśmiechając. Spojrzałem na nią z politowaniem. Jej oczy wydawały się wierzyć w to, co mówi. Po chwili ją zapytałem:
- Zdarzyło ci się kiedyś znaleźć w podobnej sytuacji? Zapewne nie, skoro wierzysz w takie bzdury jak bezinteresowna pomoc, huh? - młoda kobieta patrzyła na mnie w skupieniu, bacznie słuchając, co mówię. Kontynuowałem: - Wierzysz w to, co się nie stanie bez konkretnego powodu bądź interesu, tak po prostu nie pomoże - powoli zacząłem się obracać w przeciwnym kierunku. Kątem oka dostrzegłem osobę idącą w naszym kierunku. Kiedy osoba z zewnątrz była już blisko, ruszyłem powolnym, jednakże stanowczym krokiem, trzymając ręce w kieszeni. Po wykonaniu dwóch kroków donośnym i stanowczym głosem powiedziałem: - Nazywam się Izaya Zatushi. Jeszcze się spotkamy w mniej przyjaznych okolicznościach… - po czym zniknąłem pośród mgły i wróciłem do swojego domu.

<Osoba podchodząca?>

wtorek, 7 lipca 2015

Izaya

W momencie, gdy zadałem pytanie, dziewczyna stopniowo zaczęła się obracać, aż stanęła ze mną twarzą w twarz. Jej mina była nie do opisania. Wyglądała na potwornie przerażoną nie tyle sytuacją, co moją reakcją na to wszystko. Przez chwilę patrzyłem na jej bezradną osobę. Im dłużej tak staliśmy, tym bardziej dziewczyna pogrążała się w rozpaczy. Po chwili udało jej się wykrztusić kilka prostych słów:
- W-what's with this question? (C-co to za pytanie?)
Roześmiałem się, nie mogąc się powstrzymać. Im bardziej się śmiałem, tym bardziej mnie to bawiło. W międzyczasie, spoglądając na dziewczynę, zauważyłem łzy, potężną falę łez. Po chwili przestałem się śmiać. Moja twarz wróciła do poprzedniego stanu obojętności, arogancji oraz czegoś tajemniczego, czego nie sposób opisać. Spojrzałem na nią z pogardą i zadałem kilka pytań, donośnym, prześmiewczym głosem:
- Czego oczekujesz od ludzi? Współczucia? Litości? Myślisz, że gdybyś była w potrzebie, ktoś by ci pomógł? - po tych słowach dziewczyna wyglądała na totalnie zdruzgotaną. Zbladła, jakby nie dowierzając w to, co mówię...

<Seo?>

poniedziałek, 6 lipca 2015

Izaya

Jak co wieczór obserwowałem miasto. Było ciemno, wiatr wiał mocno, lecz był przyjemny, ciepły. Można rzec zbyt ciepły. Całości dopełniała ogromna duchota, która wyciągała resztki energii. Ludzie chodzili w swoje strony i załatwiali nieważne sprawy. Lampy oświecały drogę, psy szczekały, nikt niczego się nie spodziewał. W powietrzu jednak czuć było, że coś się zaraz stanie. Ciężko było się domyśleć, co to może być. Ale jedno było dla mnie pewne - nie będzie to nic dobrego. Nie musiałem długo czekać. Około godziny 9:20 zderzyły się 2 samochody. Prawdopodobnie jeden z kierowców zasłabł na skutek duchoty, osunął się na kierownicę i spowodował wypadek. Obaj mężczyźni trafili do szpitala w bardzo ciężkim stanie. Na miejscu zapanował chaos, nieład oraz krzyki. Jedna osoba przykuła moją uwagę. Była to młoda dziewczyna o łososiowych włosach. Stała w miejscu, nie dawała znaku życia. Prawdopodobnie było tak za sprawą szoku, którego doznała, będąc naocznym świadkiem tragedii. Podszedłem więc i oschłym, a zarazem ciekawskim głosem zapytałem:
- What would you do if you could save only one of them? ( Co byś zrobiła gdybyś mogła ocalić tylko jednego z nich ? )

<Seo?>

Strony