Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sayuri. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sayuri. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2015

Sayuri

Po ustaleniu dokładniejszego planu działania i przydzieleniu rzeczy do uzyskania, ruszyłam do skrzydła Walecznych. Rozejrzałam się uważnie, wzrokiem szukając pokoju chłopaka.
To pewnie ten – podeszłam do drzwi i uderzyłam w nie delikatnie ręką, jednakże nikt nie otwierał. Domyśliłam się, że nikogo nie ma w pokoju.
Jak mam tam wejść? – zastanawiałam się. Miałabym kłopoty, gdybym stopiła zawiasy w drzwiach. To było jednak jedyne, co mogłam zrobić. Nie włamię się przez okno… W sumie czemu nie?
Wyszłam ze szkoły i prawie okrążając budynek, stanęłam pod oknami. Kiedy wreszcie ustaliłam, które należy do Izayi, zostało mi tylko się do niego wdrapać. Ku mojemu zdziwieniu, prawie wszystkie okna były otwarte. Cóż, było mi to na rękę. Rozejrzałam się, czy nikt nie patrzy, po czym wskoczyłam na parapet okna, z którego przeszłam do pokoju Izayi. Jestem tu tylko, by wziąć te liny, toteż nie rozglądając się zbytnio, przystąpiłam do działania. Zobaczyłam mój cel przy biurku. Jednakże, zerwałam się tak nerwowo, że nie zauważyłam taboretu, przez który wywróciłam się na szafę z ubraniami - Izaya, wybacz mi za syf...
- Ałł… - syknęłam głośno.
Mimo to, nie miałam czasu na leżenie i trzymanie się za krwawiącego palca. Wstałam i podeszłam do biurka, zabrałam liny, po czym trochę jeszcze przeklinając na taboret, wyskoczyłam z okna.
Wróciwszy do szkoły, weszłam do sali ziołolecznictwa i przeklinając głośno, dałam Rias liny. Obie dziewczyny już na mnie czekały, tak na marginesie.
- Co się stało? – zapytały chórem, widząc moje potargane włosy, krwawiącego palca i ranę na policzku, którą zrobiłam wyskakując z okna.
- Nie denerwujcie mnie nawet! Drzwi do pokoju Izayi były zamknięte, więc weszłam oknem. W pomieszczeniu potknęłam się jednak o taboret i pierdolnęłam w szafę, stąd zakrwawiony palec. Natomiast wychodząc z pokoju, a dokładniej zeskakując z okna za mocno się odepchnęłam i wpadłam w krzaki – westchnęłam przy końcu.
- Nie mogłaś wziąć zapasowego klucza? – zapytała Rias.
Na te słowa uderzyłam się ręką w czoło. Czemu nie przyszło mi to do głowy?!
- Ehh… W każdym razie, masz tutaj magiczne liny – zmieniłam szybko temat.

<Rias?>

czwartek, 6 sierpnia 2015

Sayuri

W kafeterii był tłok. Na całe szczęście przyszłam troszkę wcześniej, więc oparłam się o ścianę i słuchałam, po co nas tutaj sprowadzili. Byłam niemalże pewna, że chodzi o tą opętaną dziewczynę. Uśmiechnęłam się szeroko, kiedy usłyszałam, że miałam rację. Wreszcie ją znaleźli, może skończy się cały ten cyrk z chodzeniem w grupach. Jednak zaczęło się robić interesująco, kiedy poszliśmy na salę ćwiczeń. Po tym, jak czerwonowłosa podpaliła swój rękaw, ciężko mi było się skupić. Tak krzyknęła, że rozbolała mnie głowa. Mimo to, nie wyglądała na złą osobę, wręcz przeciwnie. A przypadki chodzą po ludziach.
Po nauczeniu się obrony, przydzielono nam zadania. Liczyłam na coś ciekawego do roboty. Jednakże, gdy usłyszałam o magicznym więzieniu, zachwycona nie byłam, bowiem nie była to robota moich marzeń. Nadszedł czas pomyśleć o planie więzienia. Kitsune akurat stała niedaleko, toteż poczyniłam parę kroków w jej stronę i zaczęłyśmy wymieniać się pomysłami. Wtem, podeszła Rias, po czym rzekła:
- Możemy wykonać więżenie zwane „klatką motyla“.
Nie miałam pojęcia, co to jest. Rzadko widuję motyle w klatce, toteż zaciekawił mnie pomysł Rias.
- „Klatką motyla”?
Zastanawiałam się, czy Kitsune właśnie pomyślała o tym, co ja. Mianowicie „co to do cholery jest?”. Kiedy w tym samym czasie zapytała o to co ja, wiedziałam, że ponownie dzisiaj miałam rację. Gdy jednak zerknęłam na dziewczynę, ta natychmiast odwróciła wzrok w inną stronę. Miałam ochotę powiedzieć, że nie gryzę, ale bym pewnie pogorszyła sprawę. Nie znam tych dziewczyn, nie rozmawiam zwykle z nimi. Jedyne, co o nich wiem, to fakt, że Rias jest księżniczką piekła, a Kitsune… o niej nie wiedziałam nic.
- To więżenie spowoduje osłabienie demona tak bardzo, że będzie czuł głód więc samowolnie odejdzie z dziewczyny jak motyl – zaczęła tłumaczyć – Nie skrzywdzi ani demona ani dziewczyny – zakończyła.
W tym momencie ucieszyłam się, że dostałam tą robotę. Chciałabym zobaczyć tą opętaną dziewczynę. Musi ciekawie wyglądać.
- Zostawiam decyzję tobie – powiedziałam spokojnie i łagodnie, jak nie ja. Naprawdę, zastanawiam się, co się ze mną ostatnio dzieje – Ja tam się w piekle nie urodziłam, znasz demony lepiej niż my, więc działaj.
Dziewczyna jedynie kiwnęła głową, po czym wszystkie chciałyśmy już zabrać się do pracy.
- Poczekaj chwilkę… - zaczęłam – Jak mamy ją zrobić? Jak ta klatka ma wyglądać? Potrzebujemy chyba jakiegoś bardziej rozwiniętego planu...

<Rias? Wybacz, ale nigdy nie byłam dobra w rozwijaniu akcji xD >

niedziela, 2 sierpnia 2015

Sayuri

- Wolałabym iść do ogrodów, tam jest więcej kryjówek.
Przewróciłam oczami, próbując nie wyglądać na obrażoną, bo nie byłam. Ja tylko zawsze sprawiam takie wrażenie. Nie powiem, żeby mi to przeszkadzało, ale czasami jest dość głupio, bo nie ma nawet, do kogo gęby otworzyć. Wszyscy myślą tylko o wcześniej wspomnianym plastrze wędliny. – Na myśl o mięsie zrobiłam się głodna.
Uważam jednak, że zaczęłam troszeczkę przeginać, odnośnie mojego zachowania. Trochę jak taki dzieciak, któremu zabrano zabawkę, przez co chodzi zbuntowany. Moje reakcje możnaby nazwać żałosnymi, ale ja nie lubię tego słowa. Inni go nadużywają, dlatego ja go nie używam. Jest to wyraz z bardzo szerokim kręgiem znaczeń. Dla jednego żałosne jest ubranie bluzki w kratkę i spodni w paski, dla drugiego będzie to moje zachowanie.
- Caspair, Thorne… - mruknęłam cicho – sorki za tamto wcześniej.
Mimo dobrej woli, niestety mój wzrok wciąż wyrażał bardzo jasny przekaz tj. „pier*** się”. Wiedziałam o tym doskonale, w takich sytuacjach zawsze tak jest. Ten fakt na swój sposób poprawiał mi humor.
- A tak na marginesie, możemy iść coś zjeść? Na myśl o wędlinie – zerknęłam z cynicznym uśmiechem na Caspaira – zrobiłam się głodna.
- Powinniśmy szukać tej opętanej dziewczyny – poradził Thorne, który nie spuszczał z naszej dwójki wzroku.
Z jakiegoś powodu skojarzył mi się z taką mamusią, która dba o wszystkich. Ugryzłam się w język, aby tego nie powiedzieć, bo z całą pewnością nie byłby zachwycony.
- Wytrzymasz trochę – stwierdził Caspair, robiący w naszej grupie za ojca, który na ogół nie był zły, ale potrafił wkurzyć.
- Jak można cokolwiek robić z pustym brzuchem? – zapytałam z irytacją w głosie, choć dobrze wiedziałam, że to najgorszy argument, jaki mogłam wymyślić.
- Można robić bardzo dużo – syknęła „Mamusia”.
Naprawdę, zachowanie Thorne kojarzyło mi się z zachowaniem rodzicielki. W sumie to bardzo dobrze o nim świadczyło, niektórzy marzą o takim charakterze.
I tutaj zaczęła się nasza dyskusja. Złe dziecko chciało iść się nażreć, a Mamusia i Tatuś mu zabraniali. Okrutne. Wtem, ktoś do nas podbiegł. Pierwszy raz go na oczy widziałam. Nasza trójka natychmiast zamilkła, zrobiło się tak dziwie „poważnie”.
- Co cię tu sprowadza? Nie powinieneś być ze swoją grupą? – usłyszałam spokojny głos Caspaira.
- Keith Winters, jestem tu z polecenia liderki Walecznych - Rengiku. Mam sprawować pieczę nad wszystkimi pierwszorocznymi z klasy W. Proszę, żebyście udali się ze mną przed główne wejście. Tam wszystkiego się dowiecie – chłopak zerknął na mnie – Jak się nazywasz?
- Sayuri – odpowiedziałam bez dłuższego zastanowienia.
- Jesteś z klasy Magicznej, prawda? - skinęłam głową. - Zaraz powinnaś otrzymać komunikat od Katii. Ona sprawuje opiekę nad Magicznymi. Jeśli chcesz, podejdź z nami pod główne wejście.
Zaraz po tych słowach, usłyszałam owy komunikat mówiący, że wszyscy Magiczni mają stawić się w kafeterii za kwadrans!
Westchnęłam cicho. Po krótkiej chwili wszyscy zaczęli iść w stronę szkoły. Po drodze dołączył do nas kolejny chłopak z Walczących. Kiedy dotarliśmy pod główne drzwi, bez słowa weszłam do środka i podążyłam w stronę kafeterii. Ciekawiło mnie, co tam usłyszę.

<Caspair? Thorne? Keith?>
<Katia? Co masz do powiedzenia?>

wtorek, 28 lipca 2015

Sayuri

- Ktoś mi powie, co tu się stało?
Było to raczej pytanie retoryczne, można by stwierdzić, że przewidziałam to, że mnie zignorują. Jakby nie spojrzeć, denerwowałam ich wszystkich moim wspaniałym zachowaniem, co sprawiało mi nie lada gratkę. Irytowanie innych to świetna zabawa, jednakże trzeba mieć "hamulce", oych zdarza mi się zapomnieć. Teraz chyba powinnam wreszcie się zamknąć. Tak! Od jutra jestem grzeczna! „I od jutra będę hodować śmierć, a potem jej mięsem truć ludzi." - zaśmiałam się w myślach. Jestem żmiją i dobrze mi z tym.  Wróciłam na ziemię, kiedy Thorne wyszedł z sali razem z osobą, o której wiedziałam tylko jak ma na imię - Leo. Wtem Caspair pomachał ręką, jakby odganiajac muchę. Najprawdopodobniej było to „idziemy“ toteż podążyłam za chłopakiem.
- Rodzinna sprzeczka, Lilio. Tak to właśnie wygląda w niektórych familiach. A teraz pilnuj tyłu, ja pójdę na przód, na wypadek, gdyby tamtemu znowu chciało się gdzieś polecieć - rzekł Caspair, po czym przyśpieszył podczas gdy ja zawiesiłam na nim wzrok.
Co za męcząca sytuacja. Ile można biegać po tych korytarzach jak jakieś wilki szukające zwierzyny? Mimo tego milczałam. W tym czasie Cas podszedł do chłopaków i zaczął o czymś z nimi rozmawiać. Podeszłam do ściany, usiadłam i oparłam się na niej, po czym zaczęłam „rysować“ palcem po podłodze. Innymi słowy po prostu wycierałam korytarzowe kurze.
- Wilku, wybacz, że nie damy wam teraz spokoju, ale sam rozumiesz, musimy przynajmniej trzymać się w grupie. Lider każe, uczeń musi. Wiesz o co chodzi, prawda? Podobno tamta dziewczyna pokonała samą Rengiku... - usłyszałam po chwili.
Opętania, demony - wręcz wspaniałe! Potrzeba tylko trochę wyobraźni, aby zrozumieć, jak potężne są takie stworzenia. Uwielbiam takie tematy. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który zaraz zniknął. Opętanie to - jak zakładam - nic przyjemnego. Mimo tego, chciałabym zobaczyć kiedyś demona, tą fabrykę zła. Choć to raczej nie będzie, a przynajmnniej na chwilę obecną nie jest możliwe.
- Wiem, jednak rodzina jest dla mnie najważniejsza - usłyszałam głos Thorne'a
To było takie słodkie, że myślałam, że się rozpłaczę. Nasuwało mi się tylko jedno pytanie.
- Czy twoja rodzina nie jest przypadkiem przez to w niebezpieczeństwie? Skoro ta opętana dziewczyna - uśmiechnęłam się na to słowo - jest taka silna, czemu by miała ominąc akurat Di Trevich? - zakończyłam swoje pytanie, na które i tak pewnie nie otrzymam odpowiedzi.
Mimo to wiedziałam, miałam trochę racji. Czyż ta opętana dziewczyna nie jest zagrożeniem? Ponownie zamilkłam i zaczęłam wodzić palcem po podłodze z obojętną miną.

(Thorne? Caspair? )

sobota, 25 lipca 2015

Sayuri

- Kto powiedział, że chcę być z Tobą w tej grupie poszukiwawczej...? Nie pamiętam, abym się na to zgadzała... - mruknęłam. 
W sumie, Caspair był jedyną osobą, z którą rozmawiałam dłużej niż dwadzieścia minut. Jednakże odpowiedzi na me zażalenie nie usłyszałam. Zignorował to pytanie. Spoglądałam to na Caspaira, to na Thorne, ale obaj wciąż milczeli. Z uporem maniaka szukałam jakiegokolwiek znaku, który oznaczałby tyle, co "idziemy". 
Najchętniej wróciłabym do lasu, oparła się o drzewo i zasnęła, słuchając ptaków. A potem, już wieczorem, moje oko cieszyłby widok jasnego księżyca. Słuchałabym wiatru i żartowała z chmurami. 
Uśmiechnęłam się szeroko na tę myśl. Tymczasem Caspair i Thorne wciąż milczeli. Ciekawiło mnie, o czym teraz myślą. Zaczynała mnie męczyć owa cisza.
- Słyszysz? - powiedziałam po chwili namysłu do Thorne.
- Tak, nie jestem głuchy - odparł oschle.
- To może odpowiesz na zadane pytanie? - warknęłam. 
Dlaczego ja mam być miła kiedy on mnie tak traktuje?

<Thorne?>

Strony