Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

niedziela, 26 lipca 2015

Thorne

Nie wiem, dlaczego i po co zapisano mnie i Leona do szkoły. Nie potrzebowaliśmy dodatkowej wiedzy, czy szkolenia. Wiemy tyle, ile nam potrzeba i potrafimy tyle, ile nam potrzeba...
- Ale możecie więcej - usłyszałem głos naszego opiekuna. Ten to potrafi przewidywać moje reakcje i uczucia.
- Myślałem, że bycie pełnoletnim w jakiś sposób pozwoli mi na decydowanie za siebie - mruknąłem głosem pełnym irytacji. - Tymczasem jest zupełnie odwrotnie.
- Pełnoletność nic nie zmienia, Thorne. Jak na razie jesteście oboje pod moją opieką.
Zacisnąłem dłonie w pięści i zacisnąłem zęby.
- Zawsze można to zmienić - powiedziałem bez zastanowienia. Szkoła? Proszę!
Naukowiec przystanął. Nie musiałem się oglądać, by wiedzieć jak wygląda. Leon także się zatrzymał. Czasami trzymał jego stronę, ale on tak samo był zbulwersowany. Podciągnął nosem i podbiegł do mnie.
Ja nadal parłem na przód.
- Jest zły - szepnął ledwo słyszalnie.
- Di Trevi - wrzasnął naukowiec. - takie zachowanie jest niedopuszczalne!
Odwróciłem się i zacząłem krzyczeć, idąc tyłem.
- Takiego mnie sobie wyhodowałeś!
Nerwy zaczęły mi puszczać. Tak samo, jak jemu. Był daleko, lecz i tak go słyszałem. Moje uszy już powoli więdły od tych krzyków.
- Chodź, Leo - wyciągnąłem do niego rękę. Chwycił ją, a ja przyspieszyłem kroku mimo już dużego tempa. Widziałem, jak Leo biega. Dla niego to tylko spacerek.
- Nie jestem dzieckiem - powiedział. - Nie musisz mnie trzymać za rękę.
Uśmiechnąłem się, ale na mojej twarzy ponownie zagościła, jak to nazywał Leo, gniewo-smutko-obojętność. Kiedy się złości, jest uroczy.
Szkoła pojawiła się szybko. Długi, czerwony budynek zdawał się ciągnąć w nieskończoność. Dziedziniec przed szkołą był pusty. Zerknąłem z ciekawości na zegarek w telefonie.
- Chyba mają lekcje - Leo powiedział wolno.

Dalej wszystko potoczyło się szybko. Zostałem przydzielony do klasy Walecznej, poznałem paru ludzi. Leo także kogoś poznał, jednak na widziałem go od naszego rozstania na korytarzu.
Stałem w cieniu przed szkołą, opierając się o chłodną cegłę. Obserwowałem każdego, kto tylko przeszedł. Wywnioskowałem nawet parę ciekawych rzeczy.
Wszyscy zbierali się w grupki. Gdybym tylko wiedział, po co to robią. Nieważne, dowiem się z czasem.
Kiedy wyczułem, że ktoś podchodzi, spuściłem głowę. Wpatrywałem się w czarne trampki i trawę, na której stałem. W końcu odkleiłem się od ściany i już miałem iść w kierunku wejścia, gdy usłyszałem czyjś głos.
- Hej, Thorne! - wiedziałem, że podchodzą, a i tak przeszedł mnie dreszcz. Gdybym tylko miał pokrętło przy uchu zmieniające głośność.
Odchrząknąłem, a w myślach prosiłem, by zostawili mnie samego. Chciałem znaleźć Leona. Chcąc, nie chcąc, martwiłem się o niego. Jest moim bratem i nie wiem, co bym zrobił, gdyby stała się mu krzywda.
- Jestem Caspair, a to jest Sayuri. Masz już grupę?
Spojrzałem najpierw na chłopaka, a później na towarzyszącą mu dziewczynę. A kiedy miałem odpowiedzieć, powiedziała nagle:
 - Kto powiedział, że chcę być z tobą w tej grupie poszukiwawczej...? Nie pamiętam, abym się na to zgadzała... - powiedziała do czarnowłosego.
No nie! pomyślałem. Caspair spojrzał na nią, jakby porozumiewali się telepatycznie. Odpowiedziała mu takim samym spojrzeniem. Zmarszczyła nos i zwróciła się do mnie:
 - Słyszysz?
- Tak, nie jestem głuchy - odparłem oschle.
Słuch mam nie najgorszy dokończyłem w myślach.
- To może odpowiesz na zadane pytanie? - warknęła. Westchnąłem, pocierając palcami zamknięte oczy.
- Niech będzie - machnąłem ręką i zacząłem iść w kierunku szkolnego wejścia.
Nie minęło pięć sekund, a bialowłosa ponownie zaczęła narzekać.
- Hej! Do grupy trzyosobowej potrzebne są trzy osoby! - zatrzymałem się z zaciśniętymi zębami i usłyszałem, jak zbliżają się. Odwróciłem się do nich.
- Tak, wiem - powiedziałem spokojnie. Musiałem przestać wyżywać się na innych. To nie ich wina, że tu jestem.
- Najwyraźniej nie - Sayuri wyglądała, jakby chciała mnie zaatakować.
- Dobrze, dobrze - zacząłem. - Tylko moglibyście mnie oprowadzić po szkole? Niestety nie miałem czasu się rozejrzeć. Przy okazji mógłbym poszukać brata - odchrząknąłem, ukrywając irytację.
- Jasne - rzucił krótko Caspair.
Sayuri za to spojrzała na niego zdumiona.
- Serio? - parsknęła i skrzyżowała ręce na piersi. - Zgubiłbyś się w kawiarni, a co dopiero tutaj - wybuchła kpiącym śmiechem.
Uśmiechnąłem się lekko i spytałem:
- Więc?
- Nie ma problemu - odpowiedziała uspokajając się.
Zaczęliśmy od boiska, bo zdaniem Caspaira było bliżej. Sayuri musiała zaprzeczyć i tak sprzeczali się przez całą drogę do owego miejsca. Później były stajnie, które nie przypadły mi do gustu. Gdy tylko konie mnie wyczuły, zaczęły łomotać kopytami w furtki swoich boksów i ogólnie były strasznie rozjuszone. Wyszliśmy więc jak najszybciej. Kawiarnia, sala kinowa, poszczególne sale lekcyjne. Dużo tego nie było, a jednak ogrom tego wszystkiego na pewien sposób przytłaczał.
- To chyba wszystko z tych ważniejszych rzeczy.
- Zapomniałeś o ogrodzie - powiedziała dziewczyna z lekkim wyrzutem.
Chłopakiem aż wstrząsnął dreszcz.
- Istny labirynt. Parę metrów za daleko i już spędzasz w nim wieczność.
- Innymi słowy: nie zapuszczaj się za daleko - wyjaśniła dziewczyna, zerkając na swoje paznokcie. Może i nie było tego widać, bo praktycznie przez cały czas miałem poważną minę, a teraz lekki uśmieszek, ale byłem im wdzięczny. Przeszliśmy całą szkołę i jej okolice, jednak ani śladu po trzynastolatku. Już miałem podziękować, ale moje uszy wypełnił krzyk. Poczułem, jak źrenice skurczyły mi się. (Sam nie wiem, dlaczego to czuje, ale nie jest to przyjemne.) Przełknąłem ślinę i wytrzymałem oddech.
- Leo - wyszeptałem.
Odwróciłem głowę w kierunku jego głosu i pobiegłem przed siebie. Podeszwy trampek aż zapiszczały o posadzkę, gdy zahamowałem przed jedną z sal. Drzwi były otwarte na oścież, więc wszystko widziałem. Nie przyjrzałem się pomieszczeniu, ponieważ ten widok mi nie pozwolił.
Jeff natarł na Leona tak szybko, że ten nawet nie zdążył zauważyć; uderzył chłopca w twarz. Zachwiał się i przechylił, ale wyciągnął ręce i nie uderzył ciałem w podłogę. Podparłszy się jedną ręką, drugą przyłożył do czerwonego już policzka. Widać było, że powstrzymuje łzy.
- Jesteś tak samo rozwydrzony jak twój brat! - kiedy młody mnie zauważył, rzucił się prawie na czworakach w moją stronę. Pomogłem mu wstać, a kiedy z powrotem stanął na nogi, podreptał za mnie, trzymając kurczowo mojej koszuli.
Naukowiec wbił we mnie zaskoczone spojrzenie. Ja także byłem zaskoczony.
Uderzył go.
Krew zawrzała mi w żyłach. Jak śmiał go uderzyć?
- Dlaczego to zrobiłeś? - wycedziłem przez zęby.
- Thorne - szepnął do mnie lekko młody.
- To rozwydrzony bachor, tak samo jak ty - wychrypiał. - No, Leo, pochwal się, - odkaszlnął. - co zrobiłeś  -wysyczał. - Poświęciłem dla was tyle czasu, a ty...
- DOSYĆ! - krzyknąłem.
Naukowiec ucichł. Przeprosiłem tylko Leona, że tak głośno.
- Teraz - zwróciłem się do Jeffa. - wyjdziesz. Wyjdziesz, albo zatopię kły w twoim gardle. I nawet nie myśl, że będzie mi cię żal.
Skarciłem się w duchu za te słowa, ale tylko to przemówiło by mu do rozsądku. Z drugiej strony, część tych słów była prawdą. Starzec wyszedł, utykając na prawą nogę. Obrzucił mnie tylko jadowitym spojrzeniem i zniknął za drzwiami.
Staliśmy chwilę w ciszy. Wsłuchiwałem się w swój oddech, dopóki Sayuri nie odezwała się.
- Ktoś mi powie, co tu się stało?
Zupełnie zapomniałem o ich obecności. Miałem tylko nadzieje, że nie byli świadkami ciosu skierowanego do Leona. Zignorowałem pytanie dziewczyny, o ironio po raz drugi, i odwróciłem się do młodego; kucnąłem na przeciwko niego. Ująłem jego dłoń w moją i odsłoniłem policzek. Skrzywiłem się na widok sinej plamy. Bez słowa wstałem i wyszedłem z pomieszczenia wraz z Leonem.
Wiem, nie było to zbyt miłe zignorować członków... grupy. Ale Leo jest na pierwszym miejscu.

<Sayuri? Caspair? Przepraszam jeżeli nietrafione charaktery :/>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony