Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

niedziela, 19 lipca 2015

Keith - zadanie (z Katią)

S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
Katia - S+M Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa

Post 3 - Keith


Myślałem nad tym, co powiedziała Katia. Miała rację. Przecież nie bierzemy udziału w wyścigach. Wszystko powinnyśmy zrobić dyskretnie i przede wszystkim dokładnie. Tym bardziej, że nie chcieliśmy, by ktokolwiek odkrył naszą prawdziwą tożsamość. Więc dlaczego zareagowałem tak impulsywnie? Możliwe, iż po prostu panicznie się o nią bałem. Leczenie zawsze zabiera dużo energii, a rany tego człowieka były naprawdę poważne. Gdy tak rozmyślałem, moja towarzyszka wyciągnęła sakwę i ostrożnie wysypała na łóżko jej zawartość. Odrzuciłem myśli, które jeszcze przed chwilą kłębiły się w mojej głowie. Całą swoją uwagę skupiłem na kawałku materiału oraz podejrzanym medalionie.
- Znalazłam to na polanie. Do czego może służyć? - rozmyślała głośno.
Nie chciałem wyjść przy Katii na niedouczonego, ale szczerze mówiąc moja wiedza o magicznych talizmanach była nikła.
- Wiesz, wstyd się przyznać, ale mało wiem na ich temat. Nawet jeśli chodzi o ogólniki. Mogłabyś mi to nieco przybliżyć? - posłałem jej zawstydzony uśmiech.
- Medaliony mają różne właściwości - od tych pozytywnych do negatywnych. Każdą z właściwości może podsycać inny rodzaj magii. Ten konkretny medalion to niewątpliwie wyrób czarnej magii. Może zapewniać nadludzką siłę, dodatkowe pokłady energii, dzięki którym można rzucać silne zaklęcia. Każdy jest unikalny i w różnym stopniu oddziałuje na jego posiadaczy - powiedziała oficjalnym głosem.
Jeszcze uważniej przyjrzałem się niewielkiemu przedmiotowi. Oglądałem ornamenty, symbole, znaki. W szczególności zainteresował mnie ciemno-niebieski, dziwnie połyskujący kamień. Wpatrywałem się w niego najpierw przelotnie, ale jakaś niewidzialna siła przeciągała mój wzrok w jego kierunku. Wreszcie nie dostrzegałem nic oprócz tego mieniącego się elementu. Świat wokół mnie zaczął dziwnie blednąć. Nie zdawałem sobie sprawy, że moja ręka nieuchronnie zbliża się do amuletu. Była coraz bliżej i bliżej. Coś w mojej głowie krzyczało, że nie można dotykać gołymi rękami takich rzeczy. Wiedziałem to. Przecież tyle razy to słyszałam, ale nie mogłem się opanować. Kontrolę nad moim ciałem miał już ktoś inny.
- Keith, nie! - usłyszałem spanikowany głos Katii, ale zdawał się on bardziej przypominać szept zjawy.
Było jednak za późno, bo w tym momencie opuszkami palców dotknąłem kamienia. Czułem, jak ciało zaczyna mi drętwieć. Przed oczami miałem mgłę, z której począł się wyłaniać obraz. Z każdą sekundą stawał się coraz bardziej wyraźny. Ujrzałem mężczyznę w średnim wieku. Ciemne, krótkie włosy, wysoki i barczysty. W ręce trzymał... amulet! Ten sam, który znalazła Katia. Podał go facetowi, ubranemu w czarną pelerynę. Wydawał mi się dziwnie znajomy. Po chwili obraz zniknął, ale pojawił się nowy, a w zasadzie to kilka nowych. Przed oczami pojawiały mi się sylwetki różnych, magicznych zwierząt - feniksy, gryfy, hipogryfy, kelpie, jednorożce, smoki i wiele innych. Wszystkie w świecących się na czerwono kajdanach. Na koniec rozbłysł jeszcze medalion i to takich samym światłem, jak łańcuchy. Potem wszystko zasnuło się mgłą, a zza niej począł się wyłaniać obraz rzeczywistości. Gdy się ocknąłem, opadałem właśnie na łóżko. Przez moment nie wiedziałem, co się dzieje. Widziałem przerażone oczy Katii.
- Keith, nic ci nie jest? Powiedz coś, błagam - mówiła błagalnym głosem.
Wydawało mi się, że była bliska płaczu. Zdałem sobie sprawę, jak bardzo ją przestraszyłem. Przeklinałem w myślach swoje głupie postępowanie. Jak to się stało, że w ogóle pomyślałem, by to dotknąć?
- Nie, czuję się dobrze, choć jestem nieco zdezorientowany - odparłem.
Dziewczyna złapała mnie delikatnie za rękę. Poczułem przyjemne mrowienie na całym ciele.
- Na szczęście zła energia nie zdążyła przeniknąć... Miałeś dużo szczęścia, gdyby coś ci się stało... - powiedziała cicho.
- Przepraszam. Wiem, że nie wolno dotykać gołymi rękami takich przedmiotów, ale uwierz mi, nie byłem sobą. To coś jakby miało nade mną kontrolę. Nadal tego nie rozumiem... - odparłem zmartwiony.
- Najważniejsze, że nic się poważnego nie stało. Miałeś z nim kontakt tylko przez sekundę, bo w porę...
- Co? Jak to przez sekundę? Przecież te wizje trwały kilka dobrych minut - przerwałem jej.
- Jakie wizje? - spojrzała na mnie z niepokojem.
- Wiesz, wydaje mi się, że mój błąd może przynieść nam korzyści. Widziałem jakiegoś mężczyznę. On przekazywał ten amulet człowiekowi, który przypominał mi Eskrawe. W dodatku nasz były Inkwizytor miał na sobie czarną pelerynę, co znaczy, że znalezione rzeczy należały do niego - odparłem.
- Ciekawe... - zamyśliła się Katia.
Już miałem jej opowiedzieć dalszy ciąg historii, ale poczułem okropne zmęczenie. Opadałem z sił, kompletnie. Zupełnie tak, jakbym dopiero teraz odczuł negatywne skutki mojego postępowania. Nawet nie zauważyłem, kiedy najnormalniej w świecie zasnąłem albo, co gorsza, zemdlałem.
~*~*~
Powoli rozwarłem powieki. Zacząłem sobie przypominać, gdzie jestem i w jakim celu. Zilustrowałem wzrokiem pomieszczenie. Przy oknie tkwiła moja towarzyszka.
- Katia? - zawołałem, przecierając oczy.
- Boże, już się bałam, że się nie obudzisz... Ton jej głosu był czymś na pograniczu ulgi i płaczu.
Poczułem się winny. Znowu. Po co dotknąłem tego głupiego medalionu?! Podszedłem do niej i położyłem jej rękę na ramieniu.
- Spokojnie, jestem tu i nigdzie się nie wybieram - uśmiechnąłem się.
Ona odwzajemniła nieśmiało mój gest. Chciałem coś powiedzieć, ale usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę - zawołałem.
- Wieczerza gotowa - oznajmiła gospodyni, a potem w mgnieniu oka opuściła pokój.
W związku z zaistniałą sytuacją zeszliśmy na dół. Mimo późnej pory w gospodzie siedziało mnóstwo ludzi. Do moich uszu docierał przyjemny gwar rozmów. Zajęliśmy z Katią miejsce obok drzwi. Gospodyni podała kolację. Wyglądała naprawdę apetycznie. Moja towarzyszka od razu zabrała się do jedzenia. Ja, mimo że byłem głodny, tylko rozgrzebywałem swoją porcję na talerzu. W głowie cały czas świszczało mi jedno pytanie. Dlaczego nie mogłem się oprzeć mrocznej sile medalionu? Przecież Katia pewnie nawet nie pomyślała, by go dotknąć. Nie wiedziałem, co było ze mną nie tak. Próbowałem sobie przypomnieć jakieś wydarzenia z przeszłości, które tłumaczyłyby w racjonalny sposób sytuację sprzed kilku godzin, ale bezskutecznie. Wtem z zamyślenia wyrwał mnie głos dziewczyny.
- Wszystko w porządku? Nie tknąłeś nic z talerza - zmartwiła się.
- Tak. Wybacz, ale po prostu się zamyśliłem - uśmiechnąłem się głupkowato.
 Leniwie zacząłem skubać jedzenie. Nagle doleciały do mnie strzępki czyjejś rozmowy.
- Zobacz, panie, jaki jest piękny i do tego jak wykonany! Harowałem na niego już długi czas, ale było warto - mówił ktoś z prawej strony.
Obejrzałem się. Jakiś mężczyzna dzierżył w ręku bogato zdobiony amulet. Od razu podszedłem do stolika, przy którym siedział.
- Przepraszam, panie. Chciałbym wiedzieć, gdzie udało ci się zdobyć tak cenną i niesamowitą rzecz? Sam poluję na takie cudo od miesięcy, ale nigdzie nie mogę go znaleźć - w moim głosie dało się słyszeć zachwyt i podziw. Oczywiście udawany.
Mężczyzna zilustrował mnie surowym wzrokiem, jednak po chwili szeroko się uśmiechnął. Poklepał mnie dość mocno po plecach i rzekł:
- Dobrze trafiłeś, młodzieńcze. W naszym mieście zatrzymał się właśnie wędrowny kupiec - Charles Parker. Ma najlepsze amulety, talizmany, medaliony. Zna się na tym jak mało kto! Jeśli chcesz coś od niego kupić, pośpiesz się. Zostanie tu tylko do jutra do południa.
- Dziękuję uprzejmie. Z pewnością nie przegapię takiej okazji - uśmiechnąłem się szeroko i wróciłem na swoje miejsce.
Katia zilustrowała mnie pytającym wzrokiem.
- Opowiem ci wszystko, jak wrócimy do pokoju - wyszeptałem.
Już miałem zamiar wrócić do pałaszowania kolacji i wtem drzwi gospody otworzyły się z hukiem. Stanęła w nich kobieta w średnim wieku, cała przemoczona. Szybko zatrzasnęła za sobą wrota i zaczęła krzyczeć:
- Ludzie, nieszczęście! Ach, co za nieszczęście! Napadli na mój dom i go zabrali. Ach, co za tragedia!
Kobieta była bliska płaczu. W pomieszczeniu zrobił się jeszcze większy gwar. Skinąłem na moją towarzyszkę, a następnie złapałem ostrożnie wieśniaczkę za rękę.
- Proszę usiąść i się uspokoić - poleciłem.
Gdy tylko nieznajoma spoczęła obok Katii, ta dzięki swoim mocom przywróciła ją do "normalności".
- A teraz proszę powiedzieć, co się stało - odezwałem się.
- Zdemolowali cały mój dom, a co gorsza zabrali mojego feniksa - powiedziała to tak, by wszyscy dookoła ją słyszeli.
Na twarzach ludzi pojawił się strach. W gospodzie czuć było napiętą atmosferę. Każdy zaczął szeptać coś między sobą. Często słyszałem: " Oni nigdy nie dadzą nam spokoju" albo "Czy naprawdę nikt nie jest w stanie ich powstrzymać?". Posłałem porozumiewawcze spojrzenie Katii. To idealny moment, by wypytać mieszkańców, co się tutaj właściwie wyrabia.

<Katia?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony