Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa

Post 4 - Katia
Kiedy nasze oczy się spotkały, dyskretnie wskazałam Keithowi stół w kącie, przy którym siedziała grupa mężczyzn wyglądających na wojowników. Wyczuwałam od nich mieszaninę wściekłości i bezradności, ale zdawałam sobie sprawę, że jeśli to ja spróbowałabym wypytać, co ich tak poruszyło to jedynie by mnie wyśmiali. Za godnego rozmówce uznawali tylko silnych i twardych wojowników takich jak oni. Keith na szczęście od razu zrozumiał moje intencje. Przysiadł się do stolika i niby mimochodem włączył do rozmowy. Przez dłuższą chwilę obserwowałam poczynania chłopaka, chcąc upewnić się, że na pewnie wszystko już z nim w porządku. Wypadek z medalionem przestraszył mnie nie na żarty, więc teraz byłam zdecydowanie bardziej czujna. Nie zamierzałam pozwolić by coś złego spotkało mojego towarzysza, bo byłaby to wyłącznie moja wina....
Moje rozmyślania przerwała gospodyni, która nieśmiało zajęła miejsce Keitha. Właścicielka feniksa wciąż rozpaczała, a gospodyni próbowała ją uspokoić. Widząc, że nie bardzo jej się to udaje, włączyłam się do rozmowy.
- Rozumiem, co czujesz pani - odezwałam się łagodnie - Strata towarzysza to wielka tragedia, ale nie możesz się poddawać.
- Ale co ja mogę zrobić? – kobieta spojrzała na mnie z rozpaczą – Nie jestem magiczką, nie umiem walczyć, a oni…
- No właśnie – przerwałam jej, licząc, że wreszcie się czegoś dowiem  – Kim są „oni”? I czemu napadają na waszą wioskę?
Właścicielka feniksa spłoszyła się wyraźnie, słysząc moje pytania.
- Nie wiem, kim są – odparła szybko, ale wyczułam, że kłamie – A napadają na nas, bo chcą zarobić na naszych stworzeniach.
- Magicznych stworzeń jest na świecie mnóstwo, a z tego, co mówicie wynika, że ci dranie uwzięli się na waszą wioskę – zauważyłam – Dlaczego?
Obie kobiety milczały. Zirytowana utkwiłam oczy w twarzy gospodyni.
- Pani nie możecie wiecznie ich kryć. Wiem, że się boicie, ale jeśli nie powiecie, co się tu właściwie dzieje, to nikt wam nie pomoże. A ten koszmar nigdy się nie skończy, bo sami nie dajecie rady. Nie trzeba być znawcą by domyślić się gdzie twój małżonek odniósł te wszystkie obrażenia.
Gospodyni zbladła wyraźnie i obejrzała się na wszystkie strony by się upewnić czy nikt nie podsłuchuje. W końcu wyszeptała:
- Wiem tylko tyle, że przywódca tej całej bandy nazywa się Eskrawe. Jego ludzie szwendają się, co jakiś czas po okolicy, przyglądają się stworzeniom, grabią i zastraszają ich właścicieli, mówiąc, że im je zabiorą. Jeśli ktoś im się sprzeciwia albo po prostu ma wyjątkowego towarzysza bez skrupułów obracają jego dobytek w perzynę, a towarzyszy porywają w okrutny sposób.
- I nigdy nie udało wam się im w tym przeszkodzić? – dopytywałam
- Nie mamy z nimi szans – wtrąciła poszkodowana, załamując ręce.
Gospodyni zignorowała jednak jej komentarz i mówiła dalej.
- Raz próbowaliśmy ich śledzić. Dokładniej mój mąż i jego przyjaciel Lucas poszli za Eskrawą, ale w górach Aral ich na tym nakrył. Eskrawe jest tak potężny, że jednym zaklęciem zabił Lucasa, a mojego męża ciężko poranił. Znaleźli go pasterze i przynieśli do nas, ale tylko dzięki tobie pani udało mu się przeżyć.
Góry Aral… no to mamy kolejne miejsce, które warto sprawdzić. Może właśnie tam Inkwizytor ma swoją kryjówkę. Nie dawałam po sobie poznać, że ta informacja jest ważna. Widziałam, że kobiety naprawdę nie wiedzą nic więcej, więc przestałam indagować w nadziei, że Keith dowie się czegoś o współpracujących z Eskrawe ludziach.
W czasie, gdy tak siedziałam, rozmawiając z kobietami drzwi gospody nagle się otworzyły. Stanął w nich wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o dziwnych, ciemnych oczach. Na jego widok w gospodzie zapanowała bardzo napięta atmosfera, a wszyscy z przestrachem obserwowali każdy jego ruch. Facet zupełnie się tym nie przejął tylko bez słowa podszedł do kontuaru i władczo skinął na gospodynię. Ta zerwała się z miejsca i zaczęła się krzątać by przygotować przybyłemu napitek. Kiedy skończyła, wróciła do stolika, ale zanim zdążyłam ją zapytać, kim jest nowoprzybyły, mężczyzna podążył za nią. Zatrzymał się tuż za mną, a mnie natychmiast zalała fala pogardy, odrazy, okrucieństwa i… pożądania?! Te pierwsze mogłam jeszcze zrozumieć, facet nie przepadał za wieśniakami, ale, do kogo odnosiło się to ostatnie?
Odpowiedź na to pytanie dostałam niemal od razu.
- Czego taka piękna panna szuka w naszej małej, zwykłej wiosce? – odezwał się nieznajomy, obejmując mnie od tyłu w talii i przybliżając usta do mojego ucha.
- Noclegu mości panie - odparłam chłodno, sztywniejąc. – Nie jestem zainteresowana niczym więcej.
Spróbowałam wyswobodzić się z uścisku nieznajomego i wstać, ale jego silne ręce usadziły mnie z powrotem na miejscu. Zaczęłam się szamotać, ale facet jedynie prychnął pogardliwe:
- Ze mną nie wygrasz kotku – syknął, a przez moje ciało przeszedł silny ładunek elektryczny.
Krzyknęłam z bólu, ale nie mogłam się już wyrywać….

<Keith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony