Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

niedziela, 19 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa

Post 3 - Katia
Wiedziałam, że Ren jest poważnie ranny i porwany, więc na zdrowy rozsądek nie powinnam się zbytnio przejąć historią starca. W rzeczywistości było jednak inaczej, a każde jego słowo raniło niczym sztylet. Starałam się za wszelką cenę nie okazywać jak bardzo jestem poruszona. Kiedy poczułam łzy same cisnące mi się do oczu przestałam słuchać gorączkowej paplaniny Gilberta i skupiłam się na opanowaniu szalejących we mnie emocji. Moje wysiłki szły jednak na marne, bo w głowie wciąż kołatały się słowa starca opisującego cierpienie Rena….
Nagle poczułam łagodny dotyk na ramieniu. To Keith zauważył moje emocje i próbował mnie pocieszyć, nie przerywając rozmowy z napotkanym mężczyzną. Ku mojemu zdziwieniu dotyk chłopaka mnie uspokajał, sprawiając, że czułam się bezpieczna. Dzięki niemu udało mi się, choć trochę opanować i skupić na końcówce rozmowy.
- Gdzie jest ta okoliczna wioska? – dopytywał właśnie Keith
- Kilka kilometrów stąd na północy wschód – wyjaśnił starzec, który wyglądał tak jakby chciał się jak najszybciej stąd ulotnić.
- Dziękuję panu za informacje – Keith prawdopodobnie odniósł podobne wrażenie, bo polecił - Może pan odejść.
Mężczyzna odwrócił się na pięcie i odszedł tak szybko jak mu na to pozwalał podeszły wiek. Gdy już zniknął nam z oczu, Keith zerknął na mnie z troską, po czym jeszcze mocniej do siebie przygarnął.
- Zobaczysz, wszystko będzie dobrze. Mamy już jakiś punkt zaczepienia. – zapewnił - Dorwiemy tego drania i on zapłaci za to, co zrobił, obiecuję – dodał, a w jego głosie oprócz pewności pobrzmiewała czułość.
Ku własnemu zaskoczeniu natychmiast mu uwierzyłam, a po rozpaczy, która ogarnęła mnie zaledwie kilka minut temu nie pozostał nawet ślad. Teraz, wtulona w ramiona chłopaka, czułam się spokojna i pewna. Nawet nie wiedziałam, kiedy położyłam mu głowę na piersi, a on zaczął głaskać mnie po włosach… 
Nie wiedziałam ile tak staliśmy, ale i nie miało to dla mnie większego znaczenia. Nagle jednak ogarniający mnie spokój oraz intymna atmosfera ulotniły się tak nagle jak się pojawiły, gwałtownie sprowadzając mnie do rzeczywistości. Nagle dotarło do mnie, co my właściwie robimy, więc spłoszona delikatnie wyswobodziłam się z objęć Keitha. Zaskoczony chłopak nie protestował tylko obserwował mnie uważnie.
- Musimy ruszać – wymamrotałam, unikając natarczywego spojrzenia chłopaka i czując gorący rumieniec na policzkach.
Szybko podeszłam do Nari i wskoczyłam na jej grzbiet. Poczekałam aż mój towarzysz zrobi to samo, po czym ruszyłam na północny wschód. Przez całą drogę do wioski nie odezwałam się ani słowem, zbyt onieśmielona i zawstydzona tym, co się stało. Jednocześnie przez cały czas starałam się odegnać od siebie wspomnienie ciepła, siły i czułości, jaka czułam w ramionach chłopaka. Nie chciałam… nie mogłam… nie powinnam myśleć o nim inaczej niż o przyjacielu i partnerze w walce. 
https://encrypted-tbn1.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcSFLI_YO_IHoj3y8jfQrPLS_GZQAYrSxc6a_udDQwVtZaYS4wTsUdało mi się skupić dopiero, kiedy wjechaliśmy do niewielkiej wioski jakieś pół godziny później. Dotarliśmy w samą porę, bo niebo zasnuwały granatowe chmury zapowiadające ulewę. Keith od razu wypatrzył najbogatszy i największy dom, stojący w samym centrum. Nie trudno się było domyślić, że jest to gospoda, prawdopodobnie należąca do sołtysa. W środku paliły się światła, a gwar rozmów niemal ogłuszał. Kiedy jednak wraz z towarzyszem przekroczyliśmy próg wszystko ucichło. Momentalnie zalała mnie fala nieprzychylnych emocji trzydziestu przebywających tu ludzi i nie musiałam się odwracać by wiedzieć, że wbijają w nas nieprzychylne spojrzenia. Keith również to wyczuł, bo spiął się i poruszał tak by zabezpieczać mnie od tyłu. Podeszliśmy do baru, za którym stała niska, korpulentna kobieta o nieprzyjaznym wyrazie twarzy.
- Kto wy i czemu prostych ludzi niepokoicie? – zapytała ostro
- My… - Keith zawahał się, nie wiedząc co powiedzieć by ukryć naszą tożsamość.
- Myśmy tylko zwykli podróżni szukający jadła i kąta do spania - odpowiedziałam szybko, naśladując specyficzną wymowę nieznajomej.
Keith rzucił mi zaskoczone spojrzenie, ale dałam mu sójkę w bok i szybko się opanował.
- To szukajta dalej. – warknęła – U nas miejsca nie ma.
- Hola! A gdzie sławny obyczaj gościnności? – zapytałam niezrażona jej oporem – Gospoda duża, pokojów wolnych pewnie sporo się znajdzie, a my przecie zapłacimy….
- Nie trza nam waszych pieniędzy – prychnęła kobieta – Nam tu medyka potrzeba, a nie wyglądacie mi na takich, co łatać ludzi umieją.
- Mylicie się pani – Keith odzyskał nieco rezon i włączył się do rozmowy – Moja siostra to uzdrawiaczka, jakich mało. Łatać umie, ziołami poić…
Siostra? No tak, to się nazywa konspiracja – pomyślałam rozbawiona. Zastanawiałam się też skąd Keith wie, w czym się specjalizuje skoro jeszcze nigdy mu o tym nie mówiłam, ani nie użyłam przy nim tego daru. Tak czy siak chłopak obrał dobrą taktykę, bo choć kobieta starała się nie okazać zainteresowania to widać było, że walczy ze sobą. Najwidoczniej naprawdę potrzebowała pomocy.
- Zrobimy tak – odezwała się w końcu zrezygnowana – Wyleczycie mi panienko małżonka, co w walce ranion poważnie, a ja wam pokój na jedną noc wynajmę. Ale jeśli coś nie tak pójdzie to żywi stąd nie odjedziecie.
Keith zesztywniał, słysząc ostatnie słowa, ale ja tylko skinęłam poważnie głową, przyjmując układ.
Kobieta skinęła na dwóch mężczyzn, którzy natychmiast opuścili salę. Po chwili wrócili taszcząc nosze, na których leżał ciężko ranny mężczyzna. Położyli je na jednej z szerokich ław, po czym się odsunęli, robiąc mi miejsce. Zbliżyłam się do rannego, przez cały czas czując nieufne spojrzenia wieśniaków, kontrolujących każdy mój ruch. Starałam się zapomnieć o ich obecności i skupiłam się na rannym. Mężczyzna miał pogruchotane żebra i paskudną ranę w boku i na skroni. Wił się i jęczał przez cały czas, co tylko pogarszało jego stan.
- Będziesz musiał go przytrzymać – szepnęłam do Keitha, a głośno dodałam – Jestem w stanie go wyleczyć, ale nie będzie to łagodny zabieg, bo muszę nastawić kości by zrosły się prawidłowo, a poza tym w rany wdało się zakażenie, którego usunięcie może być nieprzyjemne.
Wśród wieśniaków zapanowało poruszenie, ale w końcu przez gwar przedarł się głos gospodyni.
- Rób, co musisz i pamiętaj o układzie.
Skinęłam głową. Pokazałam Keithowi gdzie i jak ma trzymać by unieruchomić mężczyznę, nie sprawiając mu przy tym bólu. Położyłam mężczyźnie dłoń na żebrach naciskając na nie tak, by kości wróciły na swoje miejsce. Facet wrzasnął, ale dzięki Keithowi nie mógł się ruszyć. Gdy już miałam pewność, że wszystko dobrze się zrośnie zaczęłam się koncentrować, a z moich palców spłynęła złota, ciepła i łagodna energia wnikająca w ciało rannego. Ten uspokoił się widocznie i odprężył nieco, a ja przez cały czas wodziłam palcami po jego ciele od jednej rany do drugiej. Zajęło mi to sporo czasu, ale w końcu nie wyczuwałam u mężczyzny nic prócz osłabienia. Uśpiłam go lekkim urokiem, po czym wstałam i zwróciłam się do gospodyni.
- Twój mąż pani jest zdrowy, ale wciąż potrzebuje odpoczynku.
Kobieta zbliżyła się i z niedowierzaniem dotknęła boku męża, gdzie jeszcze przed chwilą ziała wielka rana.
- Dziękuję – szepnęła
Skinęłam jej głową z lekkim uśmiechem.
- Czy zasłużyłam na twoje zaufanie i gościnę pani?
- Tak – przyznała z szacunkiem – Raczcie przyjąć moje przeprosiny za tak szorstkie przyjęcie, ale wierzcie, że mamy swoje powody by nie ufać obcym.
- Rozumiemy – przytaknęłam
- Mam wolny tylko jeden pokój – kontynuowała kobieta – Ale jako rodzeństwu chyba wam to nie przeszkadza. Chodźcie, zaprowadzę was.
Mówiąc to, skierowała się na schody i poprowadziła nas na piętro do niewielkiego pokoiku z dwoma łóżkami i stolikiem.
- Rozgośćcie się proszę – mruknęła – O zmierzchu podam wieczerzę w sali jadalnej.
Po tych słowach wyszła, zamykając za sobą drzwi. Gdy wreszcie zostaliśmy sami Keith nie wytrzymał i zapytał:
- Powiesz mi po co to wszystko? – wydawał się lekko zdezorientowany i zły - Czemu traciłaś siły na pomoc komuś, kto tak nas traktował?
- Żeby zaczęli nam ufać – wyjaśniłam – Ci wieśniacy przeszli wiele i to prawdopodobnie przez drania, którego szukamy. Gdybym im nie pomogła to by nas stąd pogonili, a tak przynajmniej jest szansa, że opowiedzą nam o tym, co ich spotkało. Mamy szanse dyskretnie wypytać ich o Eskrawe przy wieczerzy.
- Mogliśmy to zrobić od razu po uzdrowieniu, a nie czekać – przypomniał
- Owszem, ale nie ma sensu nigdzie jechać w deszczu i po nocy. Musimy odpocząć, zebrać informację i stworzyć jakiś plan. – powiedziałam i widziałam, że towarzysz coraz bardziej przekonuje się do moich racji – Poza tym, muszę Ci coś pokazać – dodałam, przypominając sobie o znaleziskach z łąki, które wciąż spoczywały w sakwie przypiętej do paska.

<Keith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony