Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

sobota, 25 lipca 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

 S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa
Post 6 - Katia
Obudziły mnie promienie słońca delikatnie rozświetlające pokój. Ku mojemu zdziwieniu leżałam na przeznaczonym mi łóżku, dokładnie okryta kołdrą. Zaspana podniosłam się z posłania i rozejrzałam w poszukiwaniu towarzysza. Keitha jednak nigdzie nie było… Zaniepokojona ruszyłam w stronę drzwi by go poszukać, ale w tym momencie moją uwagę zwróciła niewielka kartka leżąca na szafce nocnej. Podeszłam i rzuciłam na nią okiem.
„Wyszedłem się przejść. Będę w jadalni koło 7.”
Odetchnęłam z ulgą i zganiłam się za zbyt emocjonalną reakcję. Przecież Keith był wojownikiem i nie potrzebował nieustannej opieki. Zapewne obudził się wczesnym rankiem i poszedł przygotować pole do ćwiczeń, a wcześniej przeniósł mnie do łóżka…. Na tę myśl zarumieniłam się lekko ze wstydu, ale szybko się opanowałam. Przebrawszy się w czysty strój zeszłam do głównej sali.
Ku mojemu zdziwieniu o poranku sala była równie gwarna, co wczoraj wieczorem. Ledwo weszłam, zostałam zagadnięta przez kilka podekscytowanych kobiet niemogących się doczekać aż zacznę je uczyć. Przez chwilę wymieniałam z nimi uprzejmości aż wreszcie udało mi się od nich wyrwać i zlokalizować gospodynię.
- Witaj pani – przywitałam się grzecznie - Mam kilka pytań związanych z organizacją naszych ćwiczeń.
- Ćwiczeń? – kobieta zmarszczyła brwi – Nie powiesz nam po prostu panienko, jakie zioła zbierać?
- Nie – pokręciłam głową – To nie wystarczy. Zamierzam zabrać wszystkie zainteresowane kobiety do lasu by na własne oczy zobaczyły, jakie zioła należy zbierać i na co zwracać uwagę by przypadkiem nie podać komuś trucizny – wyjaśniłam, ale widząc lekki niepokój w oczach rozmówczyni dodałam – Takie rzeczy rzadko się zdarzają, a praktyka pod okiem nauczyciela pozwala wykluczyć takie tragiczne pomyłki.
- No dobrze – gospodyni wyraźnie odetchnęła z ulgą
- Poza tym po powrocie z lasu zamierzam nauczyć was podstaw łucznictwa – dodałam wywołując wyraz niebotycznego zdumienia na twarzy kobiety.
- Ale my… - zaczęła z wahaniem – Nigdy nie miałyśmy do czynienia z bronią – wyznała w końcu.
- Domyślam się – skinęłam głową z lekkim uśmiechem – Najwyższa pora to zmienić. Pomogę wam, ale potrzebuję twojej pomocy pani.
- Proszę, mów mi Lucinda – uśmiechnęła się kobieta
- W porządku Lucindo – powiedziałam przyjaźnie – Ty również mów mi po imieniu. Powiedz mi, ile kobiet tu mieszka?
- Może 40… - zastanowiła się Lucinda – W tym pięć staruszek, które już nawet nie wychodzą z domu. A tak to w większości mężatki i młode matki, które mają mnóstwo obowiązków na głowie i parę dziewuszek, co to w obłokach bujają i tylko kłopotów przysparzają.
- Widzę, że jesteś dobrze poinformowana – pochwaliłam, – Ale mówisz o nich tak, jakbyś usprawiedliwiała, dlaczego nie przyjdą. – zauważyłam, poważniejąc.
- Słyszałam, że większość woli zostać w domu przy dzieciach….
- W takim razie proszę przekaż im, że dzieci są mile widziane w naszym małym orszaku – powiedziałam stanowczo – Rozumiem, że się o nie martwią, ale to, co planujemy nie jest jakimś błahym wykładem i ma wam wszystkim pomóc. Damy sobie radę z kilkorgiem dzieci, a maluchy na pewno się ucieszą na wieść o wycieczce do lasu.
- W porządku – gospodyni skinęła poważnie głową – Zaraz je przyprowadzę.
- Dziękuję – powiedziałam, a po chwili gospodyni zniknęła za drzwiami na podwórze.
Przez chwilę siedziałam w kącie obserwując licznie przybyłych mężczyzn i kilka kobiet, które postanowiły wciąż udział w całym przedsięwzięciu. Moment później wypatrzyłam Keitha wchodzącego właśnie do gospody. Chłopak od razu mnie zauważył i przysiadł do stolika, przy którym siedziałam.
- Mam nadzieję, że dobrze spałaś.
Chłopak obdarzył mnie lekkim uśmiechem, a ja poczułam jak z zakłopotania płoną mi policzki. Miałam nadzieję, że mu to umknęło…
- O tak – zaśmiałam się.
- Udało mi się znaleźć miejsce na trening – pochwalił się Keith - Mają tu dobre warunki. Myślę, że dla każdego znajdzie się jakiś treningowy miecz. To musi się udać – dodał z determinacją.
- Uda się – przytaknęłam - damy radę.
W tym momencie zegar wybił godzinę 7.
- To już pora – westchnął Keith - Powodzenia. Widzimy się potem.
- Nawzajem – odparłam, widząc Lucindę, stojącą w drzwiach wyjściowych i dającą mi znaki bym do niej dołączyła.
Wstałam, więc i szybko przepchnęłam się między ludźmi. Gdy wreszcie opuściłam gospodę okazało się, że na podwórcu czeka już spora grupa mocno poruszonych kobiet.
- Świetnie się spisałaś – szepnęłam do Lucindy, po czym zwróciłam się do zebranych – Witam was drogie panie! Dziękuję, że mimo wcześniejszych obiekcji zebrałyście się tutaj w tak licznym gronie. Mam nadzieję, że to, co dziś dla was zaplanowałam nie zajmie nam zbyt wiele czasu, a jednocześnie jestem pewna, że nabyta wiedza wam się przyda. Chodźcie za mną.
Umilkłam i ruszyłam przed siebie w towarzystwie Lucindy. Reszta kobiet trzymała się raczej w pewnej odległości, zapewne po to bym nie słyszała, o czym między sobą szeptają. Czułam od nich nieufność, ekscytację i zaniepokojenie, co było dość dziwną mieszanką. Na razie jednak nie miałam powodu do zmartwień, a wręcz się trochę odprężyłam, gdy ośmielone uśmiechem dzieciaki wysunęły się do przodu i zaczęły swoje zabawy.
To wszystko skończyło się, gdy tylko opuściliśmy teren należący do wioski i weszliśmy między drzewa. Dzieciaki w zwartej grupce trzymały się blisko mnie i Lucindy. Starsze kobiety również się do nas zbliżyły by dobrze widzieć, co się dzieję, ale w razie, czego były gotowe do natychmiastowej ewakuacji.
- Spokojnie – powiedziałam łagodnie acz z lekkim zdziwieniem – Czyżbyście nigdy nie opuszczały wioski?
- Nie pani – przyznała jedna z młodszych kobiet – W lasach przecie rozbójników nie brakuje, a i dziki zwierz napaść na człowieka może toteż nasi mężowie jeno uzbrojeni tu chadzali.
- Ale ten las to skarbnica ziół, a i owoców tu dostatek – wskazałam na gęste krzewy jeżyn i jagód mocno obrośnięte pokrzywą.
Kobiety wyraźnie się zmieszały, ale nic nie odpowiedziały, więc postanowiłam, że najlepiej będzie zacząć naukę.
- Te jagody, które tu widzicie to Czerenice. Oprócz owoców, z których możecie sporządzać przetwory ważne są liście. Należy przyrządzić z nich napar, który stosowany w odpowiedni sposób świetnie zbija gorączkę, a przede wszystkim zwalcza stany zapalne. – umilkłam i dałam znak kobietom by zebrały trochę owoców i liści do zabranych z domu koszy. Kiedy już to zrobiły ruszyłyśmy dalej. Zatrzymywałam się, co chwila, wskazywałam właściwą roślinę, tłumacząc jej zastosowanie, po czym czekałam aż moja grupa je pozbiera.
Na początku kobiety były bardziej zaniepokojone i niechętne niż zainteresowane, ale z czasem zaczęły uważać na każde moje słowo.
- Holudner jest dość często spotykany, ale nie znaczy to, że nie potrzebny. Sok z jego owoców leczy choroby skórne, a nawet łagodzi reumatyzm…. Skołojrza ma wiele zastosowań. Gdy wrócimy do wioski pokażę wam jak zrobić z niej syrop na kaszel oraz płukankę łagodzącą objawy zatruć pokarmowych. Natomiast teraz najważniejsze byście zapamiętały, że odwar z liści skołojrzy wspomaga gojenie ran i ma działanie odkażające…. Dzwoniec ma przede wszystkim działanie uspokajające, kojące nerwy. Ponadto wywar z tego ziela łagodzi bóle stawów…
Minęło południe, gdy wreszcie umilkłam i mogłyśmy wracać do wioski z koszami pełnymi rozmaitych wiktuałów. Z zadowolenie spostrzegłam, że kobiety przestały się bać i teraz rozmawiały ze mną bez skrępowania. Gdy wreszcie doszłyśmy do gospody zarządziłam pół godziny przerwy. W tym czasie grupa miała zostawić kosze w swoich domach, a ja musiałam zorganizować jakieś łuki. Na szczęście okazało się to dość proste, bo mężczyźni używali tej broni do obrony wioski, a teraz zostawili je w gospodzie by móc nauczyć się władania inną bronią.
Niestety, gdy tylko kobiety wzięły broń do ręki okazało się, że żadna nie ma predyspozycji do używania tej broni. Większość nie miała po prostu dość siły by naciągnąć cięciwę, a tym, co ową siłę miały brakowało celności oka. Mimo tego próbowałam nauczyć je choćby podstaw, czego skutkiem było zranienie jednej z dziewczynek. Załamana od razu zabrałam dziecko do gospody, a Lucinda nakazała kobietom by rozeszły się do swoich domów. Myślałam, że przyprowadzi matkę poszkodowanej, ale wróciła sama.
- Ta mała jest sierotą – mruknęła, widząc moje pytające spojrzenie.
Pokiwałam głową i zajęłam się ramieniem dziewczynki. Rana nie była duża, ale szok, ból i upływ krwi sprawiły, że dziecko straciło przytomność. W czasie uzdrawiania wyczułam ogromne pokłady magii. Jednak, gdy zapytałam o to Lucindę ta kategorycznie zapewniła mnie, że w wiosce nie ma żadnych Magicznych. Nie byłam przekonana, ale i nie mogłam się z nią kłócić, bo ledwo skończyłam uzdrawianie, mała poszkodowana otworzyła oczy.
- Jak ci na imię? – Zapytałam
- Ally – odpowiedziała cicho
- Dobrze się już czujesz? – zapytałam, a gdy kiwnęła główką dodałam – Bardzo cię przepraszam.
- Ale to przecież nie pani mnie trafiła – zauważyło dziecko, marszcząc brwi.
- Tak, ale ja nie dopilnowałam tamtej kobiety…
- Nie miała pani jak jej pilnować – upierała się Ally
- Mała ma racje – poparła ją Lucinda – To nie twoja wina Katiu.
Nie byłam przekonana, ale i nie chciałam się w tym momencie z nimi kłócić, bowiem właśnie wrócili mężczyźni i do gospody wszedł Keith.
- Lucindo zaprowadź proszę Ally do naszego pokoju – poleciłam – Niech tam odpocznie, a ja przyjdę do niej jak tylko porozmawiam z bratem.
Gospodyni kiwnęła głową i wzięła dziewczynkę za rękę, kierując się w stronę schodów. Ja tymczasem szybko zbliżyłam się do Keitha i zanim jeszcze zdążył usiąść, wyprowadziłam go na zewnątrz.
- Co się dzieje? – zapytał zaniepokojony – Coś się stało?
- Nic szczególnego, ale… - zawahałam się, po czym opowiedziałam chłopakowi, co się działo w ciągu dnia, – (…) Kiedy leczyłam tą małą wyczułam w niej bardzo duże pokłady mocy. Wydaje mi się, że jest Magiczna, ale Lucinda temu zaprzecza. Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywa…
- Co masz na myśli? – zapytał zamyślony Keith
- Ta kobieta, która spowodowała wypadek też użyła magii – wyznałam – Możliwe, że nieświadomie albo po prostu moc wymknęła jej się spod kontroli. W każdym razie nie da się inaczej wytłumaczyć tego, że w jednej chwili nie może napiąć cięciwy, a zaraz potem poprawnie nakłada strzałę i trafia dziecko, biegające zaledwie parę metrów od wyznaczonego celu. No i jej strzała przez moment jarzyła się na niebiesko. – urwałam, zdając sobie sprawę jak chaotyczna była moja wypowiedź i jak to wszystko nie trzymało się kupy – W każdym razie wydaje mi się, że coś tu jest bardzo nie tak i nie chodzi tylko o Eskrawe… - wymamrotałam nieśmiało, spuszczając wzrok.

<Keith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony