Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

piątek, 17 lipca 2015

Izaya

Sytuacja jak w chorym filmie. Budzisz się tradycyjnie rano, niby nic się nie dzieje. Wstajesz, idziesz do szkoły. Zapowiedz zwykłego nudnego dnia. Żeby było mało, nagle jeszcze do tego doszedł niezapowiedziany apel, no bomba. Niespecjalnie interesowało mnie, co tam, kto ma do powiedzenia. Stałem z tyłu, mozolnie oglądając twarze wszystkich wielce „przejętych” uczniów, jednocześnie niechętnie słuchając, co tam zarząd ma mi do powiedzenia. Bum - niespodzianka. Apel nie dotyczył głupich lekcji, bójki między dwoma głupkami szkolnymi czy może pochwał dla szkolnych kujonków. Całe zamieszanie dotyczyło jakiegoś śmiesznego amuletu, który posiadał wielką moc. Uuuuuuuu ależ to strasznie brzmi. Po chwili tej „rozkazywanki” kto co ma robić, usłyszałem swoje imię. Zainteresowałem się, mało kto mnie zna, jeszcze mniej osób wie, jak się nazywam, a tu nagle zostaje wywołany w sprawie, z którą nie mam nic wspólnego. Zapanował chaos. Wszyscy szybko podobierali się w grupy 3 osobowe, i opuścili dziedziniec. Zostałem tylko ja, Rengiku, przewodnicząca magicznych Katerina oraz dwóch chłopaków. Jeden z nich był mi znajomy, młody mag specjalizujący się w magii przywołania. Zastanawiało mnie, kim była ostatnia osoba naszej „elitarnej” grupy. Nie trzeba było długo czekać na i oczywiście nasza ukochana przewodnicząca walecznych, zaczęła rozprawiać do nas ze swojej "wyższej pozycji". Nie mogłem powstrzymać się od komentarza, lecz Katerina szybko go stłumiła. Prawdopodobnie zapobiegła kolejnym krzykom naszego dowódcy, który jednoznacznie kazał nam za sobą iść. Nie wiem gdzie mieliśmy iść, ale nie chciało mi się wszczynać kłótni.
Chwile tak sobie dreptaliśmy w ciszy, aż napotkaliśmy dziewczynę. Czerwonowłosa piękność o obfitym biuście. Wyglądała naprawdę okazale, ale jak to powiadają: „nie oceniaj książki po okładce”. Po chwili ciszy usłyszałem z jej ust słowo, proste, a jednak zasiało we mnie wątpliwość.
„Wybacz” - to były słowo, które wszyscy usłyszeliśmy.
Ciężko mi powiedzieć, co myślałem w tamtej sytuacji. Ciszę szybko przerwał mój nieznajomy, nawiązując rozmowę, podczas gdy ona na niego patrzyła jak na idiotę liczącego na ulgi. Wyznaje zasadę: „Kto nie ze mną, ten przeciw mnie” więc nie miałem zamiaru odpuszczać komuś tylko, dlatego, że wygląda lepiej niż cała moja grupa śmierci razem wzięta. Dyskretnie, aczkolwiek szybo i precyzyjnie zacząłem wypuszczać moje liny, upewniając się, co chwile, że nikt ich nie zauważył. Całość zajęła mi zaledwie kilkanaście sekund, a wszystko było gotowe nim chłopak skończył swoją jakże ciekawą rozprawę o zasadach. Zapadła cisza.
Niczego niespodziewająca się dziewczyna zaśmiała się w dość dziwny jak na kobietę sposób. Wydawane przez nią dźwięki były niczym śmiech zwycięscy w filmach science-fiction. Dziewczyna była gotowa na nasz szarżować, bynajmniej takie odniosłem wrażenie. Czy mylne? Nie wiem, ale jedno było pewne: nie miało to nic wspólnego z przyjaznym krokiem w naszą stronę. Nim dziewczyna zdążyła przebyć jakikolwiek większy dystans, zacisnąłem na niej liny. Było ich na tyle dużo, że nie było sposobu się z nich wyplątać, a ich materiał nie śmiał się rwać.
Gdybyście widzieli reakcje każdego z nich. Ciężko mi powiedzieć kto był bardziej zdziwiony. Wyszedłem zza żywego muru składającego się z 3 osób. Spojrzałem na dziewczynę, uśmiechnąłem się jak to mam w zwyczaju, ale nie był to wcale uroczy uśmiech. Był to uśmiech, jaki pokazują osoby knujące, złoczyńcy cieszący się z tego, że wszystko idzie po ich myśli.
- Nie ma sensu próbować się wydostać, to nic nie da.
Powiedziałem to bardzo spokojnie, a jednocześnie jakbym miał ubaw jak dziecko w wesołym miasteczku. Czyżby na jej twarzy pojawił się strach? Nie, to nie był strach. Czerwonowłosa piękność najwidoczniej zdała sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znalazła oraz z tego, że nie może nic zrobić.
- Nie uważasz ze nie ładnie jest tak napadać na pierwszą lepszą osobę? - mówiąc to robiłem powolne kroki w jej kierunku, jednocześnie wymachując nożykiem w dłoni. - Mogłabyś trafić na kogoś niebezpiecznego. Nie żal ci twej ładnej buźki na takie sprawy jak walka i przemoc? W pomieszczeniu zapadła napięta cisza, a jedyne, co było słychać to mój monolog.
- Wydaje mi się, że nie porozmawiamy w kulturalny sposób. Trzeba było się nie rzucać i odpowiadać jak do ciebie mówiono.
Nagle usłyszałem głos dochodzący zza moich pleców, jakby ktoś śmiał przeszkadzać mi w rozmowie.

<Katerina, Rengiku, Keith, Ganimedes?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony