Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

sobota, 8 sierpnia 2015

Katia - zadanie (z Keithem)

 S+3 Zadanie
2 - para Ilość członków
  Keith- S+W Towarzyszą
minimum 8 na osobę Ilość postów
maksimum 200 Ilość punktów
wstęp do Archiwów Inkwizycji Nagroda dodatkowa
 
Post 8 - Katia
Siedząc przy kolacji w dużej sali jadalnej, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że oczy wszystkich gości nieustannie obserwują każdy nasz ruch. Nie czułam się zbyt pewnie, będąc w centrum zainteresowania, ale to było nic w porównaniu z odczuciami mojego towarzysza. Nie musiałam skupiać się na przesyłanych przez niego emocjach by wiedzieć, że czuje się osaczony i zestresowany, wystarczyło tylko spojrzeć na jego twarz i poprawnie odczytać to, jak wcisnął się w kąt jadalni, odcinając od reszty zebranych. Może i znałam go krótko, ale wiedziałam, że takie zachowanie nie jest dla Keitha zwyczajnym, a ponura mina w połączeniu z nienaturalną małomównością jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły.
- Wiem, że już o to pytałam, ale na pewno nic ci nie jest? – odezwałam się nieśmiało.
Chłopak wzdrygnął się lekko, wyrwany z zamyślenia po czym posłał mi zmęczone spojrzenie.
- Sam nie wiem. – mruknął - Chyba potrzebuję świeżego powietrza. Wybacz, ale przejdę się trochę. Nie czekaj na mnie. Połóż się wcześnie, żebyś była jutro wypoczęta – poradził, uśmiechając się blado po czym podniósł się szybko i ze spuszczoną głową wymknął na zewnątrz.
Z początku chciałam iść za nim, by go jakoś pocieszyć, ale zaraz porzuciłam ten pomysł. Przecież byłam dla Keitha prawie całkiem obca, więc moje słowa, a nawet sama obecność zamiast pomóc, mogłaby go po prostu przytłaczać, tak samo jak wieśniaków. Na tę myśl zrobiło mi się dziwnie przykro, a gdy spuściłam oczy na talerz z niedokończoną wieczerzą, uświadomiłam sobie, że straciłam apetyt. Nie ruszyłam się jednak by skorzystać z rady towarzysza i wcześniej się położyć. Zamiast tego wcisnęłam się w kąt sali, skąd miałam dobry widok na drzwi i czekałam.
Dwie godziny później sala całkiem opustoszała, a mnie ogarniał coraz większy niepokój. Powtarzałam sobie, że Keith jest świetnym wojownikiem i potrafi sobie radzić, a w wiosce nic mu nie grozi. Jednak to nie działało, a ja z każdą chwilą martwiłam się coraz bardziej…
Nawet nie wiedziałam, że przysnęłam, dopóki skrzypienie otwieranych drzwi nie postawiło mnie na równe nogi. Byłam oszołomiona i zesztywniała, a w sali panował mrok, ale mimo to bez najmniejszego problemu rozpoznałam stojącego w drzwiach towarzysza.
- Keith! Nareszcie! – zawołałam dziwnie uradowana, podbiegając do chłopaka.
Jednakże uśmiech spełzł mi z twarzy niemal natychmiast, gdy dotarło do mnie, że Keith ledwotrzyma się na nogach.
- Katia… - szepnął, robiąc niepewnie krok w moją stronę, po czym zachwiał się i osunął na kolana.
Momentalnie znalazłam się przy nim i podparłam, przejmując na siebie cały ciężar jego ciała. Delikatnie skierowałam go w stronę schodów, po czym niemal zawlekłam do przydzielonego pokoju bo Keith był tak słaby i obolały, że nie było szans by choćby samodzielnie utrzymał się w pionie. Już w pokoju, łagodnie położyłam chłopaka na łóżku, po czym zabrałam się do sprawdzania odniesionych przez niego obrażeń. Od razu wyczułam, że ma pęknięte żebro, a nawet kilka wewnętrznych ran, plus mnóstwo siniaków. Wodziłam palcami od jednego newralgicznego miejsca do drugiego, lecząc co się dało, uśmierzając ból i przekazując większość swojej energii by mógł szybciej odzyskać siły. Gdy byłam w połowie tej ostatniej czynności, Keith złapał mnie za rękę, powstrzymując działanie magii. Rozproszona i zdezorientowana podniosłam głowę i spojrzałam w twarz towarzysza, na której pojawiły się już lekkie rumieńce.
- Wystarczy – szepnął, gdy nasze oczy się spotkały, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech
- Ale… - zaczęłam protestować, nieprzekonana
- Katiu musisz być jutro w formie – przerwał mi łagodnie – Nie chcę żeby przeze mnie coś ci się stało. Zwłaszcza, że czeka nas dodatkowe zadanie – dodał ciszej.
- O czym ty mówisz? – zapytałam zdziwiona, dając za wygraną – Opowiedz mi co się stało? Kto cię tak pokiereszował?
- Ludzie Eskrawe – wyjaśnił, jak zwykle spokojny – Spotkałem ich w lesie i śledziłem przez jakiś czas, ale potem mnie znaleźli i próbowali zabić bo za dużo wiedziałem…. – urwał, wpatrując się w moją twarz - Wszystko w porządku? Jesteś bardzo blada… Może się położysz, a jutro opowiem ci resztę…?
- Nie, nie! – zaprotestowałam, opanowując emocje. Nie zamierzałam się przyznać, że blada byłam nie ze zmęczenia a z przerażenia… - Opowiadaj dalej. – poprosiłam lekko ochrypłym głosem.
- Udało mi się użyć mocy i wymknąć tym zbirom – kontynuował niechętnie Keith – Jednym z nich był ten drań, z którym walczyłem w gospodzie. Zanim mnie zauważył, rozmawiał ze swoim towarzyszem o Eskrawe i medalionie. Twierdził, że Inkwizytor jest mocno związany z tym amuletem i jeśli ktoś zdejmie z niego osłonę albo go zniszczy to Eskrawe straci kontrolę nad więzionymi stworzeniami, a także całą swoją moc. Poza tym potwierdzili, że Eskrawe ma kryjówkę w górach Aral.
- Dobrze – kiwnęłam głową – Przynajmniej wiemy, że nasza wyprawa ma sens. A tym amuletem zajmiemy się rano. Teraz oboje powinniśmy się położyć.
- Wedle życzenia – uśmiechnął się Keith i niemal na zawołanie zapadł w głęboki sen.
Widząc to, uśmiechnęłam się lekko i sama również wśliznęłam się do łóżka. Jednakże przez dłuższy czas leżałam tylko z otwartymi oczami, ponieważ w głowie roiło mi się od informacji, które musiałam na spokojnie przeanalizować…. W rezultacie udało mi się zdrzemnąć zaledwie godzinę ponieważ równo o świcie obudził mnie Keith...
- Pora ruszać – powiedział gdy już oboje byliśmy zwarci i gotowi. – Na dole na pewno wszyscy już na nas czekają.
- W takim razie idź i zarządź wymarsz zgodnie z tym co wczoraj mi mówiłeś – uśmiechnęłam się.
- Jak to? – chłopak zatrzymał się wpół kroku z ręką na klamce - A ty?
- Ja mam zadanie do wykonania – przypomniałam – Muszę popracować nad medalionem Eskrawe. I to w jakimś ustronnym miejscu na wypadek gdyby coś wymknęło się spod kontroli.
Pod wpływem ostatnich słów Keith spiął się wyraźnie.
- Idę z tobą.
- Nie ma mowy – zaprotestowałam natychmiast.
- Katia, nie pozwolę… - zaczął, ale mu przerwałam
- Wiem, co robię – powiedziałam tak stanowczo, jak chyba nigdy dotąd – Jeśli mi zaufasz, to nie zajmie mi to więcej niż godzinę i dołączę do was zanim na dobre wejdziemy w góry. – przekonywałam, patrząc mu z powagą w oczy.
Miałam nadzieję, że mnie posłucha i się zgodzi bo nie mogliśmy sobie pozwolić na stratę czasu. A miałam świadomość, że jeśli Keith znajdzie się zbyt blisko aktywowanego medalionu, może się z nim stać coś dużo gorszego niż „spadek formy” jak nazwał skutki uboczne odczuwane w domu Chrisa i Alexy...

<Keith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony