Wakacje

Obecnie na wakacjach są:
Aszer
Sayuri
Nathaniel
Caspair
Proszę nie angażować powyższych osób w fabułę, bo i tak nie odpiszą do czasu powrotu. Lista aktualizowana przy zgłoszeniu wyjazdu (należy wtedy pozamykać wątki tak, żeby nikogo nie blokować), wypis wraz z pierwszym powakacyjnym postem.

sobota, 8 sierpnia 2015

Hiroki

Ja... krwiożercze bestie z Areny... żyli długo i szczęśliwie....
Jakkolwiek by nie patrzył, to z powyższych każde dwa do siebie pasowały w mniejszym lub większym stopniu, ale wszystkie trzy na raz, to już były fantazje rodem z Tolkiena. Albo i jeszcze gorzej, bo tam dobro wygrywało, a u mnie, jak w "Jestem kotem" - beczka, woda, nawet kamienia nie trzeba, sam się pogrążę. Z duszą na ramieniu poszedłem we wskazanym przez Katię kierunku. W końcu doszedłem do wysokich drzwi z kluczami wiszącymi z zamka. Amida-butsu, chroń przed złym! Popchnąłem jedno skrzydło i moim oczom ukazał się rozległy plac, na środku którego stały, leżały, siedziały lub bawiły się wielkie, czarne ogary. Pamiętałem zdjęcie z naszego podręcznika, ale w życiu prawdziwym wyglądało to jeszcze gorzej, psy miały spokojnie licząc nawet i do metra w kłębie. A pośrodku tego wszystkiego... Ganimedes. Sam ie wiem, ozy to dobrze, czy źle. Przeszedłem niepewnie kilka kroków, zapominając o zamknięciu drzwi.
- Ka-Katia kazała mi tutaj przyjść - wyjąkałem w końcu. Chłopak uśmiechnął się szeroko.

Jak się okazało, ogary nie różniły się tak wiele od zwykłych psów, jeśli pominąć ich szczególną właściwość do samozapłonu, czy zapadania się pod ziemię, żeby pokazać się w oparach czarnej mgły w zupełnie innym miejscu. Wydawało mi się nawet, że nieco mnie polubiły. Zwłaszcza niewielka, bo nawet nie półmetrowa, suka ze srebrną plakietką Nuka na ćwiekowanej obroży.
- ... to jak to w końcu jest z tobą i Miguelem? - spytał Ganimedes. Od dłuższej chwili rozmawialiśmy na niezbyt zobowiązujące tematy. - Nie, żebym się chciał wtrącać, oczywiście - dodał po chwili mojego milczenia.
- Nie, nie masz za bardzo się w co wtrącać. Dla niego jestem tylko młodszym, niezdarnym bratem, którym trzeba się zaopiekować - odpowiedziałem i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie udało mi się poskromić goryczy w swoim tonie.
- A on dla ciebie? - tym razem nie odpowiedziałem. - Wiesz, nie, żebym chciał był złośliwy, ale wydawało mi się, że interesowała go jakaś dziewczyna, wiec myślałem, że... - przerwał, gdy popatrzył na moją twarz. Nawet nie zauważyłem, gdy zaczęły po niej spływać łzy. Następne, co się wydarzyło było zdziwieniem chyba dla nas obojga. Ganimedes podszedł szybko do mnie, pociągnął za rękę i poczułem na ustach jego ciepłą, nieco wilgotną skórę...

<Ganimedes?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Strony